Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Miejsca, które warto odwiedzić: Jaka jest różnica między dzwonem a fajką?

Esensja.pl
Esensja.pl
Fajką można komuś przydzwonić, ale dzwonu nie da się sfajczyć. A co ma wspólnego dzwon z fajką? Muzeum! Tak, serio. W Przemyślu można zwiedzić Muzeum Dzwonów i Fajek, jako dwóch najsłynniejszych produktów pochodzących z tego miasta. Niektórym udaje się też zajrzeć po godzinach do ludwisarni.

Agnieszka ‘Achika’ Szady

Miejsca, które warto odwiedzić: Jaka jest różnica między dzwonem a fajką?

Fajką można komuś przydzwonić, ale dzwonu nie da się sfajczyć. A co ma wspólnego dzwon z fajką? Muzeum! Tak, serio. W Przemyślu można zwiedzić Muzeum Dzwonów i Fajek, jako dwóch najsłynniejszych produktów pochodzących z tego miasta. Niektórym udaje się też zajrzeć po godzinach do ludwisarni.
Pierwszy poziom ekspozycji<br/>fot. Agnieszka Szady
Pierwszy poziom ekspozycji
fot. Agnieszka Szady
Muzeum mieści się w stojącej w narożniku placu samotnej wieży zegarowej: miała ona być dzwonnicą kościoła, jednak na skutek śmierci cesarzowej Marii Teresy, która obiecała zasponsorować inwestycję, nie wybudowano go. W czasach austriackich budowla pełniła funkcję obserwacyjną, której pośrednią kontynuacją jest istniejący na szczycie punkt widokowy, zaopatrzony w zdjęcia widocznej zeń panoramy z podpisanymi najważniejszymi budynkami. Ja miałam to szczęście, że wraz z koleżankami zwiedzałyśmy Przemyśl z przewodnikiem (pozdrowienia dla wspaniałej Stanisławy!), więc usłyszałyśmy obszerne wyjaśnienia dotyczące historii każdego zabytku.
„Lubię widzieć dymek siwy,
Jak się wznosi z twego łona
Ludzkich losów obraz żywy
Buja, wije się i kona”.
Fragment wiersza Franciszka Kowalskiego o fajce, wypisanego skomplikowanym zawijasem na ścianie jednego z pięter muzeum.
Kaliany, czyli nargile, czyli szisze<br/>fot. Agnieszka Szady
Kaliany, czyli nargile, czyli szisze
fot. Agnieszka Szady
Fajki produkowano w Przemyślu już w latach 70. XIX wieku, natomiast na szerszą skalę manufakturę rozwinął przybysz z Czech – Wincenty Swoboda, ożeniony z tutejszą panną. Jako tokarz z wykształcenia, wyrabiał wszystko z drewna, i tak też do dziś powstają przemyskie fajki. W muzeum można kupić niedrogie, proste modele, za jedyne 400 złotych; te bardziej luksusowe potrafią kosztować i trzy razy tyle. Rzemieślnicy nazywani są fajkarzami, w odróżnieniu od fajczarzy, którzy z ich dzieł korzystają. W wielu miastach, m.in. w Poznaniu, organizowane są zawody w pykaniu fajki: w przeciwieństwie do tego, z czym się na ogół kojarzą zawody, polegają na tym, żeby zrobić coś nie najszybciej, ale najwolniej. Zwycięzcą zostaje bowiem ten, kto najdłużej spala określoną porcję tytoniu.
Dla miłośnika fantasy<br/>fot. Agnieszka Szady
Dla miłośnika fantasy
fot. Agnieszka Szady
Podobno najsmaczniejsze fajki produkuje się z korzenia wrzośca – legenda mówi, że na ten pomysł wpadł adiutant Napoleona, kiedy cesarz w czasie działań wojennych zgubił fajkę i trzeba mu było szybko skombinować następną. Główki fajek mogą być zrobione z bardzo rozmaitych materiałów: drewna, gliny, porcelany, metalu albo łatwego w obróbce minerału zwanego morską pianką. W muzeum można podziwiać wszystkie typy. Z metalu były robione (lub przynajmniej nim okuwane) ozdobne fajki „zbójnickie” z charakterystyczną przykryweczką, zwaną kapturkiem. Drewniane z kolei mają najbardziej fantazyjne kształty: od smoczej łapy poprzez popiersia Piłsudskiego i innych słynnych osób, aż po piecyk typu koza. Nie wątpię, że gdzieś w świecie istnieją też fajki z motywami gwiezdnowojennymi.
Naturalne piękno<br/>fot. Agnieszka Szady
Naturalne piękno
fot. Agnieszka Szady
Ceramiczne główki ozdobione jakimś sielskim obrazkiem obyczajowym lub myśliwskim były popularne w fajkach żołnierskich – obejrzałyśmy całą ich kolekcję wydobytą przy pracach archeologicznych w Twierdzy Przemyśl. W niemieckim i austriackim wojsku istniało nawet coś takiego, jak fajka rezerwisty, kupowana ze składek lub specjalnego funduszu, i ofiarowywana wiarusowi na pożegnanie. Były to istne giganty, nawet metrowej długości! Czy raczej wysokości, ze względu na pionowy układ. Cybuch zdobiono włóczkową kitką oraz figurkami koni i innych motywów związanych z tradycją danego regimentu lub ogólnie z wojskiem, zaś malunki na główce były – dzięki jej rozmiarowi – wyjątkowo bogate.
Dzwony i dzwonki<br/>fot. Agnieszka Szady
Dzwony i dzwonki
fot. Agnieszka Szady
W kolekcji muzeum znajdują się też bardzo oryginalne fajki wodne oraz indiańskie kalumety, sprezentowane przez rozmaitych podróżników. Zresztą większość kolekcji pochodzi z darowizn. Na ścianach wiszą reprodukcje XIX-wiecznych reklam fajek i tytoniu oraz obrazów przedstawiających palaczy.
„Już płyn w ziemi, towarzysze!
Forma szczęśliwie nalana.
Ale czy skutek dopisze?
Bywa klęska niespodziana:
Gdy spiż zdradzi,
Formę rozsadzi
Ach! częstokroć w jednej chwili
Szczęście błyśnie i omyli”.
Dzwon z herbem Przemyśla<br/>fot. Agnieszka Szady
Dzwon z herbem Przemyśla
fot. Agnieszka Szady
„Pieśń o dzwonie” Fryderyka Schillera jest w całości zacytowana na jednej z wiszących na ścianach tablic. Inne przedstawiają poszczególne etapy produkcji dzwonu, a także zdjęcia dzwonów okrętowych i informacje o ich historii i zastosowaniu.
Prawdziwe dzwony w muzeum występują w postaci modeli ukazujących procedurę odlewania, a także kilkunastu zabytkowych, niekiedy uszkodzonych w wyniku wojny. Ponieważ mniej więcej 90% zwiedzających koniecznie usiłuje jakimś dzwonem zadzwonić, w ekspozycji umieszczono specjalnie dla nich nowy, którego wolno dotykać i kołysać nim. Jest nieduży i ścianki ma cienkie, aby nie wydawał przesadnie głośnego dźwięku, co w zamkniętym pomieszczeniu byłoby mordercze.
Pierwszy rzut oka na ludwisarnię<br/>fot. Agnieszka Szady
Pierwszy rzut oka na ludwisarnię
fot. Agnieszka Szady
To, co napisano na tablicach, dwa dni później miałyśmy okazję zobaczyć, a nawet dotknąć. Ludwisarnia rodziny Felczyńskich z zewnątrz wygląda bardzo niepozornie: mieści się w przybudówkach starej kamienicy niemal w centrum w Przemyśla. Oprowadzała nas przemiła pani Urszula, prawnuczka mistrza Jana, który w 1948 roku rozpoczął działalność w tym właśnie miejscu, kontynuując dziedzictwo rodziny sięgające początków XIX wieku.
Obejrzałyśmy kolejne etapy produkcji, najpierw niewielki warsztat, gdzie powstają zdobienia. Formy do najczęściej powtarzanych napisów i wzorów (godła, krzyże, kiście winogron, anioły i tak dalej) zajmują cały regał, a dla wzorów nietypowych firma ma drukarkę 3D. Zdobienia wykonywane są metodą wosku traconego: najpierw formuje się wybrany element, przykleja do glinianej kopuły za pomocą… masła, a następnie delikatnie nanosi kolejne warstwy gliny, w której po wypaleniu odciśnie się negatyw wzoru. Glina na formy dzwonów, jak od wieków, utwardzana jest końskim nawozem. To połączenie tradycji z najnowszą technologią uważam za wyjątkowo urokliwe.
Formowanie rdzenia<br/>fot. Agnieszka Szady
Formowanie rdzenia
fot. Agnieszka Szady
Dzwon wysokości około półtora metra waży mniej więcej 600 kilogramów. Grubość ścianek ma wpływ na dźwięk, więc zdobienia mogą być umieszczane tylko w pasie odpowiednio odległym od szczytu i dolnego rozszerzenia. Im grubsze ściany, tym bogaciej mogą być dekorowane. Firma ma zamówienia z całego świata, od Meksyku po Japonię; kilka miesięcy temu odlali dzwon dla buddyjskiej świątyni w Birmie, po którym na półce pozostała figurka stylizowanego lwa, który posłużył jako wzór do wykonania korony, czyli „ucha”, za które dzwon jest zawieszony. Korona składała się z czterech takich stworów.
Nanoszenie dekoracji<br/>fot. Agnieszka Szady
Nanoszenie dekoracji
fot. Agnieszka Szady
Potem przeszłyśmy do odlewni, gdzie stały i wisiały dzwony oraz formy we wszystkich stadiach, od toczonego na kole garncarskim trzonu, aż po dzwon parę dni wcześniej wydobyty z dołu. Produkcja wygląda bowiem tak samo, jak setki lat temu: glinianą formę umieszcza się w wykopanym dole, przysypuje ziemią, którą trzeba porządnie ubić, i przez otwór w formie wlewa się stop z dużego pieca. Wydobywanie ostygniętego dzwonu odbywa się w soboty i nie mogą w nim uczestniczyć kobiety (w każdym razie taka jest tradycja).
Dół odlewniczy<br/>fot. Agnieszka Szady
Dół odlewniczy
fot. Agnieszka Szady
Przed wejściem, na rampie ładowniczej, stał duży dzwon przygotowany do oczyszczenia i wypolerowania, oraz trzy mniejsze, zapakowane już w folię do transportu, z wypisaną markerem wagą i miejscem przeznaczenia. Dzwon na oko czterdziestocentymetrowej wysokości waży 150 kg. Te wypolerowane nie bardzo mi się podobały, takie błyszczące, że aż kiczowate. Nieoczyszczony wyglądał dostojniej i jakoś bardziej prawdziwie.
Tu się dzwony poleruje<br/>fot. Agnieszka Szady
Tu się dzwony poleruje
fot. Agnieszka Szady
Do kompletu powinnam jeszcze zwiedzić i opisać którąś z lokalnych manufaktur fajczanych, jednak nie starczyło na to czasu, bo w planach był jeszcze Sanok i Rzeszów z fascynującymi muzeami. A więc, jak mawiają anglojęzyczni prezenterzy, stay tuned!
koniec
27 września 2020

Komentarze

04 XI 2020   16:18:56


TAM JEST ŚWIETNIE!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Front pałacu z pierwszą działającą fontanną<br/>fot. Wojciech Gołąbowski

Miejsca, które warto odwiedzić: Budować 33 lata i… wyjechać
Wojciech Gołąbowski

6 VIII 2021

Pałac w Kamieńcu Ząbkowickim królewna Marianna Orańska zaczęła budować jako swą letnią romantyczną rezydencję. Mimo kłód rzucanych pod nogi przez rodzinę eks-męża, inwestycję dokończyła… po czym podarowała ją synowi, a sama wyjechała do innych swych majątków.

więcej »
fot. Wojciech Gołąbowski

Miejsca, które warto odwiedzić: Sentymenty, zadziwienie, oszołomienie
Wojciech Gołąbowski

23 VII 2021

Muzeum Zabawek w Kudowie-Zdroju mieści się w samym jej centrum, tuż obok parku – nie ma więc żadnego problemu z jego odnalezieniem. W dodatku informują o nim liczne billboardy, rozlokowane tu i ówdzie w Kotlinie Kłodzkiej.

więcej »
Fot. za wambierzyce.pl/ruchoma-szopka

Miejsca, które warto odwiedzić: Szopka inna niż zwykle
Wojciech Gołąbowski

16 VII 2021

Wambierzyce, wieś położona w Kotlinie Kłodzkiej, słynie nie tylko z pięknej i starej bazyliki. Jest tu również najstarsza w Polsce ruchoma szopka, dostępna do zwiedzania przez cały rok.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

Budować 33 lata i… wyjechać
— Wojciech Gołąbowski

Sentymenty, zadziwienie, oszołomienie
— Wojciech Gołąbowski

Szopka inna niż zwykle
— Wojciech Gołąbowski

Domek mały, Górki Wielke, serce ogromne
— Wojciech Gołąbowski

Roosevelt jest królem, a czołg skoczkiem
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Wieś, która odpływa w przeszłość
— Beatrycze Nowicka

Bliskie spotkania krowiego stopnia
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

A z jakiego to filmu?
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Zamek, choć nie zamek
— Wojciech Gołąbowski

Mieszkać na swoim
— Wojciech Gołąbowski

Tegoż autora

Stulecie Stanisława Lema: Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

10 naj...: Dzień Nauczyciela
— Wojciech Gołąbowski, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Skojarzenia to przekleństwo, lecz możemy dziś dać głowę…
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

10 naj… : Zwierzęta
— Miłosz Cybowski, Wojciech Gołąbowski, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Weekendowa Bezsensja: Wszystko, czego nigdy nie chcielibyście wiedzieć o… Esensji (29)
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Po komiks marsz: Październik 2021
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

10 naj...: Żółty, jesienny liść
— Miłosz Cybowski, Wojciech Gołąbowski, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Ona jest jak wybielacz do duszy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Ten wrażliwy, ten bojowy i ta trzecia
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Krótko o komiksach: Charlotte Bronte pisała fantasy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.