Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 czerwca 2022
w Esensji w Esensjopedii

Anna Sikorska
‹Sin-ra›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna Sikorska
TytułSin-ra
OpisAnna Sikorska – Łodzianka szukająca swojego miejsca w Europie. Jej opowiadania ukazały się w „Fenixie Antologii”, „Marsie” oraz w zbiorach z serii „U nas za stodołą”, „Zapomniane sny” i „Rubieże rzeczywistości”. Zdobyła wyróżnienie w konkursie „Krajobrazy słowa”. Regularnie publikuje w „ForuM” MP, udziela się w projekcie Fantazmaty, tłumaczy opowiadania science-fiction. W wolnym czasie czyta, gotuje i zaklina rośliny w ogródku.
GatunekSF

Sin-ra

Anna Sikorska
1 2 3 4 »
Spróbowała odtworzyć w pamięci ich nieskładną wymianę zdań. Jej biedny, ranny symbiont nie mógł pomóc. Z zapamiętanych fragmentów wywnioskowała, że Gertrand pytał głównie o sin-ra. Wtedy złożyła to na karb ich obcości, faktu, że sami nie posiadali symbiontów, ale teraz…

Anna Sikorska

Sin-ra

Spróbowała odtworzyć w pamięci ich nieskładną wymianę zdań. Jej biedny, ranny symbiont nie mógł pomóc. Z zapamiętanych fragmentów wywnioskowała, że Gertrand pytał głównie o sin-ra. Wtedy złożyła to na karb ich obcości, faktu, że sami nie posiadali symbiontów, ale teraz…

Anna Sikorska
‹Sin-ra›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna Sikorska
TytułSin-ra
OpisAnna Sikorska – Łodzianka szukająca swojego miejsca w Europie. Jej opowiadania ukazały się w „Fenixie Antologii”, „Marsie” oraz w zbiorach z serii „U nas za stodołą”, „Zapomniane sny” i „Rubieże rzeczywistości”. Zdobyła wyróżnienie w konkursie „Krajobrazy słowa”. Regularnie publikuje w „ForuM” MP, udziela się w projekcie Fantazmaty, tłumaczy opowiadania science-fiction. W wolnym czasie czyta, gotuje i zaklina rośliny w ogródku.
GatunekSF
Quarana stała na krawędzi klifu. Jej szatą targał wiatr. Poczucie winy wróciło, teraz silniejsze niż kiedykolwiek. Myśli towarzyszące jej od dekad, odsuwane skutecznie za dnia, dręczące nocami, były jedynym, co zostało z nią aż do końca. Zawiodła ich wszystkich. Zdradziła, choć nie celowo. Może po prostu została oszukana? Ale jak?! Przecież na taką ewentualność się przygotowywała przez długie lata. A gdy wyczekiwane nadeszło, zawiodła.
Wychyliła się, patrząc w dół. Daleko, niezmiernie daleko do skał i niespokojnego morza. A przecież wystarczy jeden krok i roztrzaska się o kamienie. Wtedy dojrzały już sin-ra uwolni się z jej ciała i odleci – pozbawiona rozumu, lekkomyślna, wolna jak ptak istota. Stworzenie, które być może będzie w stanie ocalić ich świat przed rzeczami tak ohydnymi, tak niewiarygodnie wykrzywionymi, że Ekkotli nie znali nawet słów, by je opisać.
Musi tylko zdobyć się na odwagę, by zrobić ten krok, by odkupić to, co uczyniła ponad pół życia temu. Już czas…
• • •
– Wychowano mnie w przekonaniu, że obcy powrócą. Nauczono ich języka i przekazano skąpą wiedzę, która pozostała po ich poprzedniej wizycie. Ostrzeżono, że ich podobieństwo do nas jest złudne, że to tylko wygląd. Zrobiono wszystko, bym godnie reprezentowała Ekkotli. Nie przygotowano mnie na jedno: całkowitą ciszę ze strony przybyszy.
Kobieta rozejrzała się wokół, jej wzrok prześlizgiwał się po twarzach oświetlonych blaskiem ogniska. Starzy, mądrzy wodzowie, zahartowani ciężką pracą rolnicy i młodzi, sprawni myśliwi, wszyscy ci, którzy odpowiadali za los wioski, siedzieli w kręgu wokół ognia, z uwagą słuchając jej słów. Ich sin-ra dzieliły tę samą obecność, wzmacniając przekaz, przeżywając emocje i wspomnienia symbionta Quarany. Nie zawsze tak było. Przed tragedią ignorowano ją, sierotę uczoną zbędnych bzdur. Potem… Zdecydowanie odsunęła wspomnienia z dzieciństwa i skupiła się na historii, którą do znudzenia opowiadała w setkach wiosek.
– Obcy pojawili się nagle, wychodząc z dziur w powietrzu – podjęła. – Poszłam do nich, a towarzyszyli mi Rener i Gerez, nasi najlepsi myśliwi…
• • •
Przybysze rozstawili na brzegu lasu dziwaczne, okrągłe, zielonkawe konstrukcje. Quarana i jej dwaj towarzysze przez dłuższy czas przyglądali się obozowi zza osłony krzewów. Dzielili ten sam niepokój i zdumienie. Obcych jakby tam nie było. Owszem, widzieli ich krzątających się przy zwierzętach czy przygotowujących strawę, słyszeli nawet ich śmiech i nawoływania, ale nie czuli nic, żadnej emocji, nawet śladu obecności.
– Uczono mnie, że tak z nimi jest – wyszeptała, by uspokoić mężczyzn. – Ale to jest… niewyobrażalne.
Przytaknęli w milczeniu.
– Miejsce wygląda spokojnie – zauważył Rener. – Idziemy do nich?
Quarana odetchnęła głęboko. Bała się nadchodzącego spotkania, bała się, że nie podoła zadaniu i że zniszczy jedyną szansę na porozumienie. Odpowiedzialność wobec wioski przygniatała ją. Gerez uścisnął jej ramię, dodając otuchy. Spojrzała na niego z wdzięcznością. Zawsze pomagał, nawet wtedy, gdy inni się z niej naigrawali.
– Chodźmy – zdecydowała.
Udali się w stronę obozu niespiesznym, ale zdecydowanym krokiem. Mieli misję do wypełnienia. Starszyzna wioski wysłała ich z zadaniem nawiązania kontaktu, zorientowania się, czego obcy szukają na ich terenie i czy mają coś, co przydałoby się Ekkotli. Podobno poprzednim razem doszło do wymiany dóbr, ale opowieści nie zawierały szczegółów. Gdyby i teraz przybysze zapragnęli handlu, ich trójka miała rozpocząć rozmowy.
Przyjęto ich życzliwie i gestami zaproszono do ogniska. Poczuli się jak wyczekiwani goście. Czy znajdowali się pod obserwacją, czy też takie zachowanie wynikało z historii o mieszkańcach tej okolicy krążących pośród obcych, nie wiedzieli. Quarana rozejrzała się wokół. Przy ognisku zasiadali przeważnie ludzie młodzi. Tych w średnim wieku mogła policzyć na palcach jednej dłoni, zaś starców nie było w ogóle. Czyżby przybyli tu tylko młodzi, czy też może dojrzalsi obozowali gdzie indziej?
Dziewczyna szybko zauważyła, że jej umiejętności na nic się nie zdadzą. Obcy nie używali języka, którego nauczyła ją Kevi. Prawie spanikowała, ale sympatyczny brodaty mężczyzna w sile wieku, przedstawiający się jako Gertrand, uspokoił ją. Jego znajomość tutejszej mowy była ograniczona, ale wystarczająca. Posadził gości obok siebie, poczęstował strawą i napitkiem. Dialog toczył się powoli i z przerwami. Dotyczył głównie spraw codziennych, podobieństw i różnic między ich światami. Panowała przyjazna, ciepła atmosfera, zachęcająca do odprężenia. Quarana z ciekawością słuchała opowieści o wielu narodach zamieszkujących świat przybyszy, o kamiennych miastach i urokliwych wioskach, o podróżowaniu wozami, o handlu płodami ziemi i wyrobami rzemiosła. Świat przybyszy, choć odmienny od jej własnego, zdał się dziewczynie zadziwiająco zrozumiały. Sama chętnie odpowiadała na pytania Gertranda. Zanim ustalili, w czym mogą sobie nawzajem pomóc, zapadł zmrok. Ekkotli otrzymali na noc jedną z dziwacznych konstrukcji wraz z zapewnieniami dobrej woli, bezpieczeństwa i chęci kontynuowania rozmów następnego dnia.
Schronienie przypominało myśliwski szałas, tyle że wykonany z szorstkiej, wytrzymałej tkaniny. Wewnątrz zastali cztery skromne, składane posłania, każde z płaską poduszką i ciepłym kocem. Środek zajmował stół z czterema krzesłami, dzbanem wody, kubkami i lampą. Zapalili ją i usiedli. Rener jako pierwszy spróbował napitku. To w jego obowiązku, jako najstarszego, leżało zapewnienie bezpieczeństwa ich małej grupce.
– Nie sądzę, żeby chcieli nas otruć – stwierdziła cierpko Quarana, zmęczona długim dniem.
– Być może. – Rener z niewzruszonym postanowieniem odsunął dzban poza jej zasięg. – Nie śmiertelnej trucizny się obawiam, ale czegoś, co może nas osłabić czy sprawić, że zaczniemy zachowywać się wbrew rozsądkowi.
– Ale po co? Nie wiemy, czego od nas chcą, ani nawet czy w ogóle czegokolwiek.
– Czegoś na pewno. Inaczej by ich tu nie było. Ale czego? Nie wiemy, a historia też nam niewiele mówi, prawda? Lepiej być ostrożnym.
Musiała pogodzić się z jego oceną sytuacji. Opowieści o wcześniejszej wizycie były dość skąpe. Obcy pojawili się znikąd, nie zostali długo, pokręcili się po okolicy, zabrali kilka sadzonek roślin, wymienili się darami z miejscowymi, po czym zniknęli i nikt o nich nie słyszał przez następne sześćdziesiąt obrotów. Teraz wrócili. Quarana podejrzewała, że ci tutaj mogli być z zupełnie innej części świata niż poprzednicy, w końcu posługiwali się odmiennym językiem. Ich cele mogły się znacząco różnić. Jutro dowie się więcej. Teraz muszą się porządnie wyspać. Nie widząc negatywnego wpływu wody na Renera, wypili po kubku i położyli się spać na niewygodnych posłaniach. Gerez pierwszy czuwał udając sen. W obozie wkrótce zapadła cisza. Pogaszono większość lamp, jedynie największy szałas pozostał dość długo oświetlony stłumionym blaskiem ognia.
• • •
Zaraz po świcie ledwo rozbudzonych Ekkotli odwiedziła postawna kobieta. Zerwali się z posłań, na których siedzieli, i pokłonili jej na powitanie. Jedyne, co uzyskali, to krótkie skinienie głową, a po chwili ich szałas zaroił się od strażników. Każde z nich dostało po dwóch. Wykręcili im ramiona.
– O co chodzi? – zapytała przerażona Quarana.
Obca nie odpowiedziała. Podeszła bliżej, jej twarz wykrzywił grymas, którego Ekkotli nie potrafili odczytać, który jednak nie wróżył nic dobrego. Rozkazującym tonem powiedziała coś do trzymających ich mężczyzn. Ci zmusili myśliwych, by usiedli. Quarana nadal stała. Obca patrzyła na nią z góry. Nagle rozerwała jej tunikę, odsłaniając tors. Powyżej piersi pulsował delikatnie bursztynowym światłem naciek wielkości pięści. Oczy obcej rozszerzyły się, jej oddech przyspieszył. Drapieżnym ruchem sięgnęła ku sin-ra. Quarana targnęła się w uścisku strażników. Przytrzymali ją mocniej. Obca dotknęła skóry Ekkotli. Bursztyn pod spodem zadrżał. Palce kobiety powędrowały do brzegów narośli, obmacały je. Wyjęła nóż i wsunęła ostrze pomiędzy ciało dziewczyny a sin-ra.
Z tego, co nastąpiło potem, pozostały Quaranie jedynie przebłyski wspomnień.
Jej towarzysze rzucili się na pomoc. Gerez zginął od razu, Rener walczył dłużej. Przezroczysta, żywiczna krew zmieszana z jej własną, purpurową, płynęła między piersiami i kapała na ziemię. Straszliwe, prymitywne przerażenie rannego symbionta uderzyło w jej umysł. Sin-ra przejął jej ciało, dodając przy tym siły, determinacji i żywotności. Wyrwała się strażnikom, uderzyła napastniczkę, przetrącając jej kark, i rzuciła się w stronę lasu. Biegła nie zatrzymując się, poprzez chaszcze, strumienie, wykroty. Jak szalona. Jak zranione, oszalałe z bólu i rozpaczy zwierzę. Jakaś część jej umysłu zarejestrowała śmierć Renera. Zarejestrowała z obojętnością. Inna część odczuła odejście jego sin-ra i Quarana zawyła rozpaczliwie.
1 2 3 4 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Miasto Słońca
Paweł Wolski

15 I 2022

Tym razem jednak, kiedy na dany mi przez cicerone znak jednym ruchem ściągnąłem z Niespodzianki osłaniające ją płótno, pośród z górą dwóch tysięcy skupionych wokół rezydentów zapanowała absolutna cisza.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Wędrowny Teatr Lalek Jeremium Patajasz
Anna Robak-Reczek

18 XII 2021

Wystarczyło kilka nieznacznych ruchów, i snuła się historia. Młody chwilę patrzył na to, co robi mój towarzysz, a potem, nie odrywając od niego wzroku, wyjął z kangurzej kieszeni bluzy niedużą lalkę. Biedne to stworzenie po przejściach dołączyło nieśmiało do tej, którą trzymał stary. Nie wiem, kto kogo prowadził, ono chłopca, czy on je.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Części zamienne
Bohdan Waszkiewicz

30 X 2021

Na wybiegu dla lwów przebywał mój ulubiony kolega z pracy. Karmił z ręki ufnie podchodzące zwierzęta, coś cichutko do nich mówiąc i szczerząc w uśmiechu nienagannie białe zęby. Nawet pogłaskał po grzywie ogromnego samca, po czym z radością wręczył mu solidny kawał mięsa.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.