Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 maja 2022
w Esensji w Esensjopedii

Uriah Heep
‹Wake the Sleeper›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWake the Sleeper
Wykonawca / KompozytorUriah Heep
Data wydania2 czerwca 2008
Wydawca Sanctuary
NośnikCD
Czas trwania50:46
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Bernie Shaw, Mick Box, Phil Lanzon, Trevor Bolder, Russell Gilbrook
Utwory
CD1
1) Wake the Sleeper03:33
2) Overload05:58
3) Tears of the World04:45
4) Light of a Thousand Stars03:57
5) Heavens Rain04:16
6) Book of Lies04:05
7) What Kind of God06:37
8) Ghost of the Ocean03:22
9) Angels Walk with You05:34
10) Shadow03:35
11) War Child05:07
Wyszukaj / Kup

Stara gwardia umie zaskoczyć
[Uriah Heep „Wake the Sleeper” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Uriah Heep. Klasycy bez dwóch zdań, ale od połowy lat 70. na równi pochyłej. Częste zmiany składu, sporo płyt będących świadectwem żenującej indolencji muzycznej, coraz większe zapomnienie. Ostatni album studyjny nagrany dekadę temu. Absolutnie nic nie wskazywało, że ta grupa jest jeszcze w stanie nagrać cokolwiek słuchalnego. Chyba dlatego właśnie „Wake the Sleeper” tak pozytywnie zaskakuje, bo to niespodziewanie najlepszy album Heepów od co najmniej dwóch dziesięcioleci.

Marcin Piwnik

Stara gwardia umie zaskoczyć
[Uriah Heep „Wake the Sleeper” - recenzja]

Uriah Heep. Klasycy bez dwóch zdań, ale od połowy lat 70. na równi pochyłej. Częste zmiany składu, sporo płyt będących świadectwem żenującej indolencji muzycznej, coraz większe zapomnienie. Ostatni album studyjny nagrany dekadę temu. Absolutnie nic nie wskazywało, że ta grupa jest jeszcze w stanie nagrać cokolwiek słuchalnego. Chyba dlatego właśnie „Wake the Sleeper” tak pozytywnie zaskakuje, bo to niespodziewanie najlepszy album Heepów od co najmniej dwóch dziesięcioleci.

Uriah Heep
‹Wake the Sleeper›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWake the Sleeper
Wykonawca / KompozytorUriah Heep
Data wydania2 czerwca 2008
Wydawca Sanctuary
NośnikCD
Czas trwania50:46
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Bernie Shaw, Mick Box, Phil Lanzon, Trevor Bolder, Russell Gilbrook
Utwory
CD1
1) Wake the Sleeper03:33
2) Overload05:58
3) Tears of the World04:45
4) Light of a Thousand Stars03:57
5) Heavens Rain04:16
6) Book of Lies04:05
7) What Kind of God06:37
8) Ghost of the Ocean03:22
9) Angels Walk with You05:34
10) Shadow03:35
11) War Child05:07
Wyszukaj / Kup
W świadomości przeciętnego słuchacza Uriah Heep funkcjonuje jako zespół od „July Morning”. Co bardziej osłuchani wymienią jeszcze może „Lady in Black”, „Gypsy”, „Look at Yourself”. W każdym razie obracać się będziemy w kręgu kilku płyt ze złotego okresu zespołu, czyli początku lat 70. Nawet wówczas traktowani byli troszkę „per noga” przez krytyków muzycznych, nazywających Heepów „Deep Purple dla ubogich”. Konia zaś z rzędem temu, kto zna dokonania grupy z lat 1975-1998. Faktem jest, że panowie sobie trochę na to zapomnienie zasłużyli, bo nagrywali wówczas płyty, oględnie rzecz biorąc, mocno przeciętne. A tak po prawdzie, to po prostu nijakie albo zwyczajnie złe. Taki „Sonic Origami” z 1998 roku był po prostu niestrawny i ostatnie niedobitki fanów położyły po nim na Uriah Heep krzyżyk. Powrotu zespołu po dekadzie prawie nikt nie odnotował, przynajmniej początkowo. Bo nagle pojawiła się jedna recenzja, potem druga i kolejne. Wszystkie mniej lub bardziej entuzjastyczne. Dlaczego?
Bo to dobra płyta jest, że tak sparafrazuję klasyka. Mick Box i spółka prochu nie wymyślają, ale jeśli istniejący czterdzieści lat zespół nagrywa niespodziewanie płytę, na której jest jeden słaby (i to wcale nie znaczy, że zupełnie zły!) kawałek, to chyba można się zdziwić. W każdym razie ja się zdziwiłem już po pierwszych sekundach otwierającego „Wake the Sleeper” numeru tytułowego. W zasadzie jest to kawałek instrumentalny, bo za cały wokal robi tam wrzeszczane „waaaakeeee theeeee sleeeeeepeeeer”. Całość ubrana w smakowitą galopadę w stylu nawet nie hardrockowym, ale po prostu metalowym. I tak jest z małymi wyjątkami do końca płyty. Może nie aż tak czadowo, ale Uriah Heep na „Wake the Sleeper” prezentuje się jako rasowy zespół hardrockowy, bez wyskoków w jakieś popowe klimaty. Jest prawie cały czas mocno, szybko, melodyjnie i do przodu. Mało kto już dziś tak gra. To niemodne i w ogóle mało popularne, w radiu nikt tego nie puści. Szkoda, bo to pięćdziesiąt minut fajnej muzyki. Czasem, jak w „Overload”, trącącej progresywnym rockiem, czasem zaś – jak w „What Kind of God” – klimatami niby-folkowymi. Wszystko to jednak opiera się na mocnych, mięsistych, hardrockowych podstawach. Nie ma tu ballad, jeśli pominąć łagodny wstęp do „Angels Walk with You”. Jest raz szybko, raz wolno, ale zawsze mocno, głośno, melodyjnie i po prostu fajnie. Do tego większość utworów jest wręcz stworzona do grania na koncercie – jestem pewny, że na żywo te nowe kawałki będą brzmiały jeszcze lepiej.
W życiu bym się nie spodziewał, że wysłucham płyty Uriah Heep z roku 2008 z przyjemnością. Że będę do tej płyty wracał często. A jednak życie przynosi czasem takie miłe niespodzianki. Dinozaury rocka, czterdzieści lat na scenie, a nagrali album jak za starych dobrych lat. Brawo, panowie!
koniec
26 września 2008
Skład:
Bernie Shaw – śpiew;
Mick Box – gitara;
Phil Lanzon – klawisze;
Trevor Bolder – bas;
Russell Gilbrook – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Świętość zgrzytliwa i awangardowa
Sebastian Chosiński

19 V 2022

Pięć lat temu, gdy ukazała się pierwsza płyta Weserbergland, zastanawiałem się, czy będzie to jedynie efemeryczny projekt Ketila Vestruma Einarsena i Mattiasa Olssona, czy też zespół zagości na scenie na dłużej. Trzy lata później światło dzienne ujrzał kolejny album, a przed paroma miesiącami trzeci. Jego tytuł – „Sacrae Symphoniae Nr. 1” – sugeruje, że za jakiś czas możemy spodziewać się następnych.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Częstotliwość ma znaczenie!
Sebastian Chosiński

17 V 2022

Nie ma wątpliwości, że pochodzący z Częstochowy Krzysztof Majchrzak to jeden z najbardziej konsekwentnych polskich artystów. Chociaż zaczynał jako jazzman, jego obecne zainteresowania artystycznej wykraczają daleko poza jazz improwizowany. Aczkolwiek nie odżegnują się od niego. Najnowszy album muzyka – „432 Hz” – może zainteresować zarówno wielbicieli free jazzu, jak i elektroniki.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Niepisane prawo do nagrywania świetnych płyt
Sebastian Chosiński

12 V 2022

Nie licząc wydanej w 2018 roku płyty koncertowej, kwintet Niechęć kazał nam czekać na nowy album studyjny sześć lat. Cieszy zatem bardzo, że czas ten nie został zmarnowany. Najnowsze dzieło kwintetu – „Unsubscribe” – to wydawnictwo jeszcze dojrzalsze i ciekawsze, bo bardziej różnorodne. Aczkolwiek wciąż mamy do czynienia ze swoiście pojętym jazz-rockiem.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż autora

Rock w opozycji do rocka
— Marcin Piwnik

Ostatni wielki album
— Marcin Piwnik

Ziggy pożera Amerykę
— Marcin Piwnik

W 70 minut dookoła thrashu
— Marcin Piwnik

Okręceni wokół palca
— Marcin Piwnik

Piękno jest okruchem lodu
— Marcin Piwnik

Ocaleni od zapomnienia
— Marcin Piwnik

Intrygujące czekadełko
— Marcin Piwnik

Wciągające tańce-połamańce
— Marcin Piwnik

Najdziwniejsze płyty świata
— Sebastian Chosiński, Paweł Franczak, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Piwnik

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.