Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Scorpions
‹Humanity – Hour 1›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHumanity – Hour 1
Wykonawca / KompozytorScorpions
Data wydania14 maja 2007
NośnikCD
Czas trwania49:00
Gatunekrock
EAN0828767141923
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Hour I3:26
2) The Game of Life4:04
3) We Were Born to Fly3:59
4) The Future Never Dies4:03
5) You’re Lovin’ Me to Death3:15
6) 3213:53
7) Love Will Keep Us Alive4:32
8) We Will Rise Again3:49
9) Your Last Song3:44
10) Love Is War4:20
11) The Cross4:29
12) Humanity5:26
Wyszukaj / Kup

Skorpiony a człowieczeństwo
[Scorpions „Humanity – Hour 1” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Scorpionsi? To oni jeszcze żyją?” – założę się, że tak odpowiedziałby losowo wybrany dyletant muzyczny zapytany na ulicy o tę legendarną grupę. I nie powiem, że się temu dziwię, ponieważ zespół zaliczył w latach 90. znaczny spadek formy, a ostatnim jego przebojem wciąż pozostaje pamiętny „Wind of Change”. Teraz ten stan rzeczy ma szansę się zmienić za sprawą ich nowej, porażającej mocą płyty „Humanity – Hour I”.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Skorpiony a człowieczeństwo
[Scorpions „Humanity – Hour 1” - recenzja]

„Scorpionsi? To oni jeszcze żyją?” – założę się, że tak odpowiedziałby losowo wybrany dyletant muzyczny zapytany na ulicy o tę legendarną grupę. I nie powiem, że się temu dziwię, ponieważ zespół zaliczył w latach 90. znaczny spadek formy, a ostatnim jego przebojem wciąż pozostaje pamiętny „Wind of Change”. Teraz ten stan rzeczy ma szansę się zmienić za sprawą ich nowej, porażającej mocą płyty „Humanity – Hour I”.

Scorpions
‹Humanity – Hour 1›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHumanity – Hour 1
Wykonawca / KompozytorScorpions
Data wydania14 maja 2007
NośnikCD
Czas trwania49:00
Gatunekrock
EAN0828767141923
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Hour I3:26
2) The Game of Life4:04
3) We Were Born to Fly3:59
4) The Future Never Dies4:03
5) You’re Lovin’ Me to Death3:15
6) 3213:53
7) Love Will Keep Us Alive4:32
8) We Will Rise Again3:49
9) Your Last Song3:44
10) Love Is War4:20
11) The Cross4:29
12) Humanity5:26
Wyszukaj / Kup
Nie wiem, z czego to wynika, ale starzy rockowi wymiatacze coraz częściej odwołują się do swojej historii i po latach prób nagrywają porządne, rockowe płyty w starym, dobrym stylu. Taką strategię przyjęli ostatnio Deep Purple, Budgie, Ozzy Osbourne i wspomniani Scorpions. Na „Humanity – Hour I” grają z pazurem, wzorem starszych dokonań. Nie ma jednak mowy o jakimś albumie w stylu retro, ale o całości tak przemyślanej, by była atrakcyjna dla młodszych odbiorców i jednocześnie zadowoliła starszych fanów.
Każdy szanujący się słuchacz, który interesuje się szeroko pojętym rockiem, powinien znać takie albumy jak „Lovedrive” czy „Blackout”. Nagrywając je na przełomie lat 70. i 80., Scorpionsi byli w szczytowej formie. Każdy utwór na nich zawarty to osobny killer. „Holiday”, „No One Like You”, „Dynamite”, „When the Smoke Is Going Down” to tylko nieliczne single, które stawały się z miejsca przebojami.
Jednak jak to zwykle bywa, dobra passa nie trwa wiecznie. Po świetnej koncertówce „World Wide Live” z 1985 roku zespół zaczął zaliczać tendencję spadkową. Choć „Wind of Change” i „Send Me an Angel” z płyty „Crazy World” zyskały zasłużony rozgłos, to jednak całe albumy już nie zachwycały tak jak kiedyś. W latach 90. Scorpionsi postanowili więc odświeżyć formułę i zaczęli eksperymentować. Z fatalnym skutkiem. Chociaż i wtedy zdarzały się perełki, jak „Moment of Glory”, płyta nagrana wraz z orkiestrą. Jak wieść gminna niesie, Michael Kamen początkowo chciał współpracować właśnie ze Scorpionsami, a dopiero później zdezerterował, by nagrać z Metallicą kontrowersyjny „S&M”.
W 2004 roku, kiedy wydawało się, że zespół przeszedł na zasłużoną emeryturę, gruchnęła wieść, że dotychczasowy jego basista Ralph Rieckermann rozstał się z kolegami. Jego miejsce zajął nasz rodak Paweł Mąciwoda (ciekawe jak oni wymawiają jego nazwisko?). Mamy się więc z czego cieszyć, zwłaszcza że od tamtego czasu band złapał ponownie wiatr w żagle. Już poprzednie wydawnictwo, „Unbreakable”, świadczyło o powrocie do heavymetalowych korzeni. Choć wydawało się, że to jednorazowy zryw, panowie zaserwowali kolejny materiał, który jest jeszcze ciekawszy, mocniejszy i elektryzujący. Z miejsca można go wpisać do Scorpionsowej klasyki.
„Humanity – Hour I”, bo nim mowa, już od pierwszego utworu gwarantuje ostrą, rockową jazdę. Po komputerowej zapowiedzi wchodzi miażdżący riff i równie ostra perkusja. Takiego otwarcia jak „Hour I” może pozazdrościć niejeden współczesny przedstawiciel metalowej sceny.
Kolejny utwór, „The Game of Life”, i kolejna szaleńcza jazda bez trzymanki. Z tym, że tu bardziej czuć klimat rodem ze starszych płyt Scorpionsów. Nie jest to bynajmniej zarzut, bo jeśli ta kompozycja powstałaby wcześniej, to z pewnością byłaby godnym sąsiadem kawałków wypełniających „Blackout” czy „Love at First Sting”. Podobnych sentymentalnych wycieczek jest jeszcze kilka („Love Is War”, „You’re Lovin’ Me to Death”). Wszystkie są wzbogacone wyrazistymi riffami i solowymi popisami gitarowymi.
Wrażenie robią również utwory brzmiące bardziej nowocześnie, zwłaszcza „321”, wyróżniający się mocnym motorycznym motywem gitary w zwrotce i melodyjnym refrenem. Drugą taką kompozycją o odświeżonej formule jest „The Cross” z gościnnym udziałem Billy’ego Corgana ze Smashing Pumpkins. Tego typu wymiatacze nie pozwalają zapomnieć, że Scorpions nie tylko balladami stoi.
A skoro już przy balladach jesteśmy, to oczywiście i takowych nie mogło zabraknąć. Chociaż jeśli ktoś się spodziewa klasycznych przytulańców, może się rozczarować. Poza nieco słodkawym „Love Will Keep Us Alive” pozostałe wolniejsze numery są podszyte tnącymi gitarami, które albo od początku nie pozwalają popaść w błogie rozmarzenie („We Will Rise Again”), albo wchodzą w połowie utworu, prowadząc do wspaniałych finałów („The Future Never Dies”).
Prawdziwa perełka znajduje się jednak na końcu. To ponad pięciominutowy utwór „Humanity”. Zaczyna się łagodnie, od spokojnych dźwięków gitary, które towarzyszą delikatnemu śpiewowi Klausa Meinego. Nagle błogi nastrój pryska, gdy wchodzą ostrzejsze dźwięki. Wszystko podszyte jest nastrojową, choć nieco podniosłą partią orkiestry. Piorunujące wrażenie.
Muzyka stanowi świetny podkład do bardzo zaangażowanych społecznie tekstów. Choć członkowie kapeli nie mówią o „Humanity – Hour I” jako o concept albumie, to nie zaprzeczają, że chcieli, by wymowa całości skupiła się na jednym temacie – człowieku i jego przeżyciach. Stąd smutna refleksja, że życie stanowi brutalną grę, w której powinno się trzymać ściśle określonych zasad („The Game of Life”), albo postrzeganie miłości jako bezustannej wojny („Love Is War”).
„Humanity – Hour I” to świetny powrót jednego z najważniejszych zespołów w historii. Już nie mogę doczekać się następnego albumu, bo jeśli tendencja zwyżkowa się utrzyma, to szykuje nam się arcydzieło. Tymczasem mam nadzieję, że każdy po przesłuchaniu ostatniego krążka Scorpionsów, zapytany na ulicy o ten zespół, będzie mógł powiedzieć: „Pewnie, że znam! To ci, co grają od trzydziestu lat i wciąż brzmią jak dwudziestolatki!”.
koniec
14 sierpnia 2007

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Twardziele z Zagłębia Ruhry
Sebastian Chosiński

11 XI 2021

Postindustrialne krajobrazy różnie wpływają na mieszkańców regionów uprzemysłowionych – jednych przyprawiają o myśli depresyjne, innym dają kopa do aktywnej działalności. W przypadku muzyków zespołu Plaindrifter, który narodził się w niemieckim Gelsenkirchen, mamy do czynienia z tym drugim. Czego najjaskrawszym dowodem pełnowymiarowy debiut tria – album „Echo Therapy”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja słucha: Trzeci / czwarty kwartał 2010
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Michał Perzyna, Kuba Sobieralski, Jakub Stępień

Tegoż autora

Ach, ta Cicca!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Starzeć się z godnością
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tradycja i postmodernizm
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Poznajmy ich jeszcze raz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

12 najbardziej szokujących morderstw Michaela Myersa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

A Ty co robiłeś tamtego dnia?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zielona skóra, w której żyje
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pęknięta porcelana
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Prawdziwy Venom, to ten z Eddiem Brockiem!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Znajdź Thora na obrazku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.