Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 czerwca 2022
w Esensji w Esensjopedii

Krzysztof Majchrzak
‹432 Hz›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł432 Hz
Wykonawca / KompozytorKrzysztof Majchrzak
Data wydania21 kwietnia 2022
Wydawca Soliton
NośnikCD
Czas trwania46:30
Gatunekelektronika, jazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Krzysztof Majchrzak
Utwory
CD1
1) 62 Modelo para armar02:42
2) Afap07:17
3) Loquere harmonious07:34
4) Près de la Lune07:43
5) Lahti03:04
6) Inter Thumbnail Temple01:03
7) Sahara Rain05:59
8) Marsjańskie gitary / Urban Noise09:22
9) 41701:45
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Częstotliwość ma znaczenie!
[Krzysztof Majchrzak „432 Hz” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Nie ma wątpliwości, że pochodzący z Częstochowy Krzysztof Majchrzak to jeden z najbardziej konsekwentnych polskich artystów. Chociaż zaczynał jako jazzman, jego obecne zainteresowania artystycznej wykraczają daleko poza jazz improwizowany. Aczkolwiek nie odżegnują się od niego. Najnowszy album muzyka – „432 Hz” – może zainteresować zarówno wielbicieli free jazzu, jak i elektroniki.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Częstotliwość ma znaczenie!
[Krzysztof Majchrzak „432 Hz” - recenzja]

Nie ma wątpliwości, że pochodzący z Częstochowy Krzysztof Majchrzak to jeden z najbardziej konsekwentnych polskich artystów. Chociaż zaczynał jako jazzman, jego obecne zainteresowania artystycznej wykraczają daleko poza jazz improwizowany. Aczkolwiek nie odżegnują się od niego. Najnowszy album muzyka – „432 Hz” – może zainteresować zarówno wielbicieli free jazzu, jak i elektroniki.

Krzysztof Majchrzak
‹432 Hz›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł432 Hz
Wykonawca / KompozytorKrzysztof Majchrzak
Data wydania21 kwietnia 2022
Wydawca Soliton
NośnikCD
Czas trwania46:30
Gatunekelektronika, jazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Krzysztof Majchrzak
Utwory
CD1
1) 62 Modelo para armar02:42
2) Afap07:17
3) Loquere harmonious07:34
4) Près de la Lune07:43
5) Lahti03:04
6) Inter Thumbnail Temple01:03
7) Sahara Rain05:59
8) Marsjańskie gitary / Urban Noise09:22
9) 41701:45
Wyszukaj / Kup
Dzielący już od kilkudziesięciu lat swoje życie artystyczne pomiędzy Francję i Polskę (kontra)basista Krzysztof Majchrzak (nie mylić ze znanym aktorem!) nie daje – na szczęście – o sobie zapomnieć. Częstochowianin profesjonalną karierę muzyczną zaczynał od występów w legendarnej formacji Tie Break; w latach 90. XX i pierwszej dekadzie XXI wieku współtworzył natomiast etniczno-jazzowe Trio Labirynt. Później działał już jednak głównie na własny rachunek, nagrywając solo bądź w nieco bardziej rozbudowanych konstelacjach – duecie, triu, kwartecie (vide recenzowane u nas albumy „Magic Hands”, „Cosmic Trip”, „H-E-K-A”). Jego płyty przez dłuższy czas z trudem docierały do ojczyzny; dopiero od paru lat płyną wartkim strumieniem.
Niekiedy wprawdzie są to rejestracje archiwalne, ale jakie to ma znaczenie w sytuacji, gdy mamy do czynienia z dziełami wielce wartościowymi? Mam tu na myśli chociażby wydany przed trzema laty krążek „Our Last Session. Michał Zduniak in Memoriam”, który zawiera nagrania z 2008 roku, czy „1999 Harmolodic Odyssey”, na który trafił, co podpowiada tytuł, koncert nagrany jeszcze pod koniec XX wieku. Rok temu ukazał się z kolei album „Summa intuitiva” The Intuition Orchestra Ryszarda Wojciula z Krzysztofem Majchrzakiem jako gościem (choć z tych, bez których płyta mogłaby nie powstać). Dzisiaj przyszła kolej na to, by przyjrzeć się najnowszemu solowemu dziełu artysty – wydanej przez trójmiejski Soliton płycie zatytułowanej, nie bez powodu zresztą, „432 Hz”. Jej premiera miała miejsce 21 kwietnia. Z tej też okazji artysta pojawił się w Polsce, by dać koncert w swoim rodzinnym mieście, a konkretnie – w Filharmonii Częstochowskiej.
Co oznacza tytuł? Jak możemy przeczytać w materiałach przeznaczonych dla prasy: „W roku 1953 Międzynarodowa Organizacja Normalizacyjna zarekomendowała, by standardową częstotliwością stroju instrumentów było 440 Hz. Wielu muzyków, w tym Krzysztof Majchrzak, uważa, że strój w częstotliwości 432 Hz jest bardziej naturalny i na dodatek niezwykle pozytywnie oddziałuje na czakram serca. Wprowadza ciało – zarówno grającego, jak i słuchacza – w pozytywne wibracje”. Z tego właśnie powodu nowa płyta częstochowianina została nagrana w tej częstotliwości. Majchrzaka nie goniły terminy, pracował we własnym studiu, samodzielnie, mógł więc cyzelować każdy dźwięk. W czasie sesji, która miała miejsce w 2018 roku, wykorzystał kilka gitar basowych, sięgnął też po elektryczną gitarę solową i syntezator gitarowy. Ważną rolę odegrały również różnorodne efekty elektroniczne; takiej obróbce zostały poddane na przykład ścieżki perkusyjne. Jedno jest pewne: jak na jednego człowieka, był to ogrom pracy.
A jaki jest jej efekt?
Zadziwiający! „432 Hz” to fascynujący concept-album, który lokuje się na pograniczu jazzu i elektroniki, ale bez trudu odnajdziecie w tej muzyce także elementy noise’u i fusion. Już na wcześniejszych swoich produkcjach solowych Majchrzak udowadniał, że nie ma dla niego granic artystycznych, jakich nie można przekroczyć. Oczywiście pod warunkiem, że zaimplementowany do z ducha jazzowej narracji nowy element wzbogaci ją, twórczo rozwinie, a nie będzie jedynie mało znaczącym udziwnieniem. Przygotowując poszczególne kompozycje, artysta zaczynał od nagrywania jednej ścieżki – rytmicznej; wykorzystywał do tego bas, perkusję bądź rytm zaprogramowany elektronicznie, a następnie sięgał po kolejne instrumenty i dokładał, improwizując, kolejne tracki. Można zatem podejrzewać, że to, co ostatecznie rodziło się z tej formuły, było zaskoczeniem także dla samego muzyka. Tym większym ma prawo być dla słuchacza.
Skoro to concept-album, wszystkie utwory powinny być utrzymane w podobnym nastroju i powiązane ze sobą muzycznie. I tak też jest. Choć nie oznacza to wcale, że przez ponad czterdzieści sześć minut będziemy mieć do czynienia z nie zmieniającym się przekazem dźwiękowym. Majchrzak, będący od dekad doskonałym improwizatorem, wie, jak zmieniać tempa i dorzucać kolejne efekty, by przykuć uwagę słuchacza. Otwierający album utwór „62 Modelo para armar” świetnie sprawdza się jako introdukcja. Nałożone na siebie wzajemnie przenikające się ścieżki basu – jedna rytmiczna, druga solowa – są zapowiedzią tego, co czeka nas na całym „432 Hz”: z jednej strony mamy tu mocny fundament rytmiczny, na którym artysta buduje swoje – niekiedy mniej, niekiedy bardziej szalone – wizje muzyczne i brzmieniowe.
Powie ktoś, że w ten sposób artysta ułatwia sobie zadanie, ale przecież nawet najznamienitsi bogowie free jazzu, jak John Coltrane czy Ornette Coleman (ten drugi jest szczególnie bliski częstochowianinowi), chcieli mieć za swoimi plecami – zarówno w studiu, jak i na scenie – świetnych perkusistów i kontrabasistów, którzy przydawali im pewności siebie. W „Afap” Majchrzak podkręca tempo, wykorzystując jako bazę rytmiczną przede wszystkim perkusyjne talerze. Po raz pierwszy też na dużą skalę sięga tu po elektronikę i – jak można sądzić – syntezator gitarowy, za sprawą którego utwór nabiera w drugiej części mocno noise’owego charakteru. W znakomitym, żywiołowym „Loquere harmonious” można, mimo pozornej monotonii, nabawić się zawrotu głowy – czy to za sprawą pulsującego rytmu, czy też od gąszczu dźwięków pojawiających się na drugim planie.
Na szczęście zaraz po nim pojawia się subtelnie powłóczysty „Près de la Lune”, oparty na jednym, poddanym nieustającej ewolucji (nie rewolucji!), motywie elektronicznym. Nie mniej emocji niesie ze sobą „Lahti” – trwa zaledwie trzy minuty, ale to, co warto podkreślić, bardzo emocjonalne sto osiemdziesiąt sekund. Motoryczna perkusja „pociąga” za sobą pozostałe instrumenty – bas i gitarę, która tradycyjnie poddana zostaje obróbce elektronicznej. Chwilę wyciszonej kontemplacji zapewnia natomiast „Inter Thumbnail Temple” – to miniatura, w której Majchrzak zagrał jedynie na basie; podobnie zresztą jak w zamykającym płytę „417”. Różnica jest tylko taka, że w utworze finałowym jest to kilka ścieżek nałożonych na siebie i wzbogaconych pogłosem. „Sahara Rain” – zgodnie z tytułem – przenosi nas (przynajmniej myślami) do Afryki Północnej. A to za sprawą zapętlonych bębnów i orientalizujące basu.
Jak widać i słychać, muzykowi wciąż bliskie pozostają inspiracje etniczne (jak przed laty w Trio Labirynt). Najdłuższą kompozycją na albumie są ponad dziewięciominutowe „Marsjańskie gitary / Urban Noise”. Zaczynają się, dzięki motorycznej perkusji, bardzo energetycznie i nie zmienia tego nawet cała masa efektów elektronicznych ani przetworzonych dźwięków gitary. Bo nawet jeśli rozpraszają one uwagę słuchacza, to i tak z czasem zaczyna ona skupiać się na zasysającym transowym rytmie. Warto jednak „przyjrzeć” się również temu, co dzieje się dokoła: Majchrzak nasyca bowiem utwór mnóstwem improwizowanych motywów, które, mimo niekiedy noise’owej proweniencji, wcale nie kłują w uszy. Przeciwnie! Wspomniany już wcześniej „417”, którym muzyk postanowił zamknąć swoją opowieść, sprawdza się w tej roli tak samo dobrze, jak „62 Modelo para armar” jako wstęp. Jest odpowiednio spokojnie i nastrojowo, nieco leniwie, ale dzięki orientalnym wtrętom – interesująco.
Boicie się takich płyt? Takiej muzyki? Niepotrzebnie! Instrumentarium czy sposób pracy, choć, owszem, nietypowe, są jednak w rzeczywistości sprawą drugorzędną. Liczą się nade wszystko talent, umiejętności i intuicja (niezwykle ważna dla improwizujących jazzmanów), które pozwalają tworzyć naprawdę wielką Sztukę!
koniec
17 maja 2022
Skład:
Krzysztof Majchrzak – muzyka, gitary basowe, gitara elektryczna, syntezator gitarowy, smyczek elektryczny, perkusja, efekty elektroniczne, sample, cyfrowa stacja robocza

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: W basenie Morza Egejskiego
Sebastian Chosiński

28 VI 2022

Trzej giganci polskiego rocka, jazzu, bluesa oraz popu – Jorgos Skolias, Apostolis Anthimos oraz Kostek Yoriadis – nagrali wspólny album, za sprawą którego w czasach szalejącej pandemii koronawirusa postanowili przenieść się do kraju przodków, swojej duchowej ojczyzny – Grecji. Z ich artystycznego, odbywającego się na odległość, spotkania zrodziła się płyta niezwykła. Jej tytuł – „SAY” – jest jednocześnie nazwą całego projektu.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Miejsce, które istnieć nie powinno
Sebastian Chosiński

23 VI 2022

Martin Küchen doskonale radzi sobie jako lider kameralnych (Trespass Trio, Angles 3) i rozbudowanych (Angles 8, 9 i 10) składów. Od czasu do czasu czuje jednak przemożną chęć popracowania samemu. I wtedy nagrywa takie albumy jak „Det försvunnas namn” sprzed dwóch lat czy tegoroczna „Utopia”. Ale uprzedzam od razu: to nie jest muzyka dla każdego. Jeśli wzdrygacie się na sam dźwięk słowa „awangarda” – odpuśćcie sobie od razu.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: To co milczące i ukryte
Sebastian Chosiński

21 VI 2022

To były długie trzy lata. Znaczone pandemią i agresją rosyjską na Ukrainę. Na szczęście od czasu do czasu trafiały się też chwile milsze. Choć trudno jakąkolwiek z nich porównać z tym, co wydarzyło się 17 czerwca. Tego bowiem dnia światło dzienne ujrzało najnowsze dzieło formacji Angles Martina Küchena – „A Muted Reality”!

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

W basenie Morza Egejskiego
— Sebastian Chosiński

Miejsce, które istnieć nie powinno
— Sebastian Chosiński

To co milczące i ukryte
— Sebastian Chosiński

Na pograniczu snu
— Sebastian Chosiński

W Norwegii supergrupy rodzą się na pniach
— Sebastian Chosiński

W cieniu katedry, nad brzegami Renu
— Sebastian Chosiński

Migotanie przedsionków
— Sebastian Chosiński

Kometa Halleya strikes back
— Sebastian Chosiński

Pamięci Coltrane’a i Komedy…
— Sebastian Chosiński

Na płaskowyżu lepiej widać
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.