Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 maja 2022
w Esensji w Esensjopedii

Toundra
‹Hex›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHex
Wykonawca / KompozytorToundra
Data wydania14 stycznia 2022
Wydawca Inside Out Music
NośnikCD
Czas trwania45:24
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Esteban Girón, David „Macón” Paños, Alberto Tocados, Álex Pérez, Marc Clos, Adrià Bauzo
Utwory
CD1
1) El odio, Parte I08:05
2) El odio, Parte II06:44
3) El odio, Parte III06:54
4) Ruinas05:02
5) La larga marcha05:50
6) Watt07:51
7) FIN04:58
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Piekielna czeluść świata
[Toundra „Hex” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Tytuł najnowszej płyty madryckiego kwartetu postrockowego Toundra – „Klątwa” („Hex”) – może budzić niepokój. Podobnie zresztą jak „szyld” najdłuższej kompozycji na albumie – suity „Nienawiść” („El odio”). Widać więc od razu, że to nie jest muzyka dla każdego, a jedynie dla najwytrwalszych wielbicieli gatunku. Którzy na dodatek nie boją się zajrzeć w piekielną czeluść naszego świata.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Piekielna czeluść świata
[Toundra „Hex” - recenzja]

Tytuł najnowszej płyty madryckiego kwartetu postrockowego Toundra – „Klątwa” („Hex”) – może budzić niepokój. Podobnie zresztą jak „szyld” najdłuższej kompozycji na albumie – suity „Nienawiść” („El odio”). Widać więc od razu, że to nie jest muzyka dla każdego, a jedynie dla najwytrwalszych wielbicieli gatunku. Którzy na dodatek nie boją się zajrzeć w piekielną czeluść naszego świata.

Toundra
‹Hex›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHex
Wykonawca / KompozytorToundra
Data wydania14 stycznia 2022
Wydawca Inside Out Music
NośnikCD
Czas trwania45:24
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Esteban Girón, David „Macón” Paños, Alberto Tocados, Álex Pérez, Marc Clos, Adrià Bauzo
Utwory
CD1
1) El odio, Parte I08:05
2) El odio, Parte II06:44
3) El odio, Parte III06:54
4) Ruinas05:02
5) La larga marcha05:50
6) Watt07:51
7) FIN04:58
Wyszukaj / Kup
Zespół z Madrytu odkryłem dla siebie w połowie poprzedniej dekady, po publikacji czwartej płyty. Trochę późno, ale – jak w znanym powiedzeniu – „lepiej późno niż wcale”. Zaskoczyło mnie w tym kwartecie z hiszpańskiej stolicy niemal wszystko: że na zdjęciach nie pozowali raczej na „dołujących” postrockowców, że chociaż pochodzą ze słonecznego i gorącego zakątka Europy, przyjęli tak mrożący szyld, wreszcie – i najważniejsze – doskonała muzyka, która w niczym nie ustępowała dokonaniom takich klasyków gatunku, jak japońskie Mono czy kanadyjskie Godspeed You! Black Emperor bądź Thee Silver Mt. Zion. Artyści z Półwyspu Pirenejskiego okazali się być bardzo zdolnymi uczniami, co zresztą sukcesywnie udowadniali na kolejnych albumach.
A mają ich już niemało. Zadebiutowali płytą zatytułowaną po prostu „Toundra” w 2008 roku (powstali zaledwie rok wcześniej), później opublikowali natomiast pełnowymiarowe krążki: „II” (2010), „III” (2012), „IV” (2015), „Vortex” (2018) oraz nieco słabszy od wymienionych „Das Cabinet des dr. Caligari” (2020), który był współcześnie skomponowaną ścieżką dźwiękową do klasycznego niemieckiego ekspresjonistycznego horroru z czasów Republiki Weimarskiej autorstwa Roberta Wienego. Ostatnie z wydawnictw Toundry, nie ukrywam, nieco mnie zaniepokoiło; z tym większą niecierpliwością oczekiwałem na kolejne, by odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to jedynie chwilowy spadek formy, czy też stała tendencja. Opublikowany w połowie stycznia tego roku album „Hex” – siódmy w dyskografii madrytczyków – nie pozostawia wątpliwości, że mieliśmy do czynienia z tym pierwszym. Na szczęście!
Skład grupy w ciągu ostatnich latach nie uległ zmianie. Wciąż tworzą ją: gitarzysta Esteban Girón (Jiménez), gitarzysta i klawiszowiec David „Macón” Paños (López), grający na syntezatorach Alberto Tocados, który tym razem sięgnął dodatkowo po gitarę basową, oraz perkusista i pianista Álex Pérez. Do tego grona należy dorzucić dwóch gości: perkusjonalistę Marca Closa i saksofonistę Adrię Bauzo. W sumie więc w szóstkę nagrali płytę, którą – bez wątpliwości – można uznać za jedno za najwybitniejszych dzieł Hiszpanów (choć konkurencja w tej dziedzinie jest spora). Nad „Hex” zespół pracował w ubiegłym roku w studiu Ultramarinas Costa Brava w niedużej katalońskiej miejscowości Saint Felin de Guíxols (niedaleko Girony). Płyta ukazała się natomiast, podobnie jak kilka poprzednich, nakładem – powiązanej z Sony Music – amerykańskiej wytwórni (rodem z Pittsburgha) Inside Out Music.
Przede wszystkim należy podkreślić, że „Hex” (po hiszpańsku słowo to oznacza „klątwę”) jest znacznie krótsza od „Das Cabinet des dr. Caligari”, a tym samym mniej rozwlekła i bardziej zwarta. Nie zawiera niepotrzebnych wątków, które na poprzednim wydawnictwie służyły chyba jedynie dopasowaniu długości ścieżki dźwiękowej do czasu trwania filmu. Choć przy okazji należy podkreślić inną rzecz, na którą muzycy zwracali uwagę, zapowiadając ukazanie się najnowszego krążka – że inspiracją do jego powstania była między innymi twórczość reżysera Roberta Wienego oraz Dmitrija Szostakowicza i – proszę, nie zdziwcie się zanadto – Johna Lennona. Jak więc widać, także na „Klątwę” mimo wszystko padł cień opowieści o szalonym doktorze Caligarim. Dobrze o tyle, że – być może właśnie za sprawą tego horroru – muzykę Hiszpanów wciąż spowija wywołujący niepokój mrok.
Płytę otwiera rozpisana na trzy części ponad dwudziestominutowa suita „El odio” („Nienawiść”), która stanowi nietypowe o tyle, że zaprezentowane na samym początku wydawnictwa jego… opus magnum. Z drugiej strony jednak trudno wyobrazić sobie mocniejsze i bardziej zapadające w pamięć entrée. Nie tylko dlatego, że muzyka Hiszpanów przytłacza w tym dziele potęgą, bo przecież bardzo często bywa również stonowana i nastrojowa. W „Parte I” dominują jednak fragmenty energetyczniejsze, zagrane z mocą i rozmachem (tego właśnie brakowało przede wszystkim w soundtracku do „Gabinetu…”), w czym wielka jest zasługa zarówno obu gitarzystów, jak i perfekcyjnie pracującej sekcji rytmicznej. Partie gitarowe raz tną powietrze precyzyjnie jak skalpel, to znów wprowadzają w hipnotyczny trans, a basista i perkusista konsekwentnie budują fundament, na którym dałoby się wznieść budowlę znacznie potężniejszą niż biblijna wieża Babel.
Ciekawym przerywnikiem w tej mrocznej, co sugeruje już przecież tytuł, opowieści jest jednak „Parte II” – zagrane bardziej na luzie, z optymistycznymi wstawkami gitar i niekiedy rozleniwiająco brzmiącą sekcją. Ale i tu nie brakuje momentów potężniejszych, a końcówka to wręcz przytłaczający do ziemi gitarowy czad. Zupełnie inaczej dzieje się w „Parte III”, w którym wreszcie udaje się przebić na plan pierwszy saksofonowi i syntezatorom. Chociaż nie ma co ukrywać, że momentem przełomowym jest obezwładniająca wręcz smutkiem i pięknem solówka Estebana Giróna. Co jednak ciekawe, całość „El odio” kwartet wieńczy ponownie – jak w „Parte II” – dźwiękami bardziej optymistycznymi (gitara plus fortepian). Co jest istotne o tyle, że następujący zaraz potem „Ruinas” to klasyczny postrockowy „energetyk”, po wysłuchaniu którego niektórzy mogą być zmuszeni do zrobienia sobie zimnego kompresu na głowę. Oczywiście ci mniej przyzwyczajeni do takiej muzyki.
„La larga marcha”, czyli „Długi marsz”, wbrew pozorom, nie jest najbardziej rozbudowanym fragmentem płyty. To zaledwie niespełna sześciominutowa kompozycja o bardzo przejrzystej konstrukcji: od nastrojowego otwarcia, poprzez nabierające mocy rozwinięcie, aż po nadzwyczaj intensywne zakończenie (cały czas z melodyjnym lejtmotywem w tle), zwieńczone stopniowo wyciszanymi pogłosami. To post-rock w postaci najczystszej. Czego nie można już powiedzieć na przykład o szóstym na liście utworze „Watt”, w którym kwartet z Madrytu zahacza o stylistykę progresywnego metalu i post-metalu, nie zapominając przy tym o zrównoważeniu potężnej energii pojawiającą się w finale melodię jak z walczyka. Wszystko ostatecznie wygładza i wycisza zamykający „Klątwę” – „FIN”, w którym jest miejsce i na delikatne akordy gitary akustycznej, i na syntezatorowe tło, i na subtelny fortepian. W końcu – na powrót do rzeczywistości.
koniec
18 stycznia 2022
Skład:
Esteban Girón – gitara elektryczna
David „Macón” Paños – gitara elektryczna, syntezatory
Alberto Tocados – gitara basowa, syntezatory
Álex Pérez – perkusja, fortepian

gościnnie:
Marc Clos – instrumenty perkusyjne
Adrià Bauzo – saksofon (1-3,6)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Na płaskowyżu lepiej widać
Sebastian Chosiński

24 V 2022

To supergrupa, którą w Polsce chyba mało kto zna (co wcale nie musi być wstydem). Teraz jednak może się to szansę zmienić, albowiem swój czwarty w dyskografii pełnowymiarowy album – zatytułowany „Tellus” – kwartet Action & Tension & Space nagrał dla renomowanej wytwórni Rune Grammofon. A ona na pewno zadba o odpowiednią dystrybucję i promocję.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Świętość zgrzytliwa i awangardowa
Sebastian Chosiński

19 V 2022

Pięć lat temu, gdy ukazała się pierwsza płyta Weserbergland, zastanawiałem się, czy będzie to jedynie efemeryczny projekt Ketila Vestruma Einarsena i Mattiasa Olssona, czy też zespół zagości na scenie na dłużej. Trzy lata później światło dzienne ujrzał kolejny album, a przed paroma miesiącami trzeci. Jego tytuł – „Sacrae Symphoniae Nr. 1” – sugeruje, że za jakiś czas możemy spodziewać się następnych.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Częstotliwość ma znaczenie!
Sebastian Chosiński

17 V 2022

Nie ma wątpliwości, że pochodzący z Częstochowy Krzysztof Majchrzak to jeden z najbardziej konsekwentnych polskich artystów. Chociaż zaczynał jako jazzman, jego obecne zainteresowania artystycznej wykraczają daleko poza jazz improwizowany. Aczkolwiek nie odżegnują się od niego. Najnowszy album muzyka – „432 Hz” – może zainteresować zarówno wielbicieli free jazzu, jak i elektroniki.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Na płaskowyżu lepiej widać
— Sebastian Chosiński

Świętość zgrzytliwa i awangardowa
— Sebastian Chosiński

Częstotliwość ma znaczenie!
— Sebastian Chosiński

Niepisane prawo do nagrywania świetnych płyt
— Sebastian Chosiński

Piękna nasza Ziemia cała
— Sebastian Chosiński

Pomarzyć warto
— Sebastian Chosiński

Balsam na skołataną duszę
— Sebastian Chosiński

Rewolucja bez rewolucji
— Sebastian Chosiński

Trzej przyjaciele ze studiów
— Sebastian Chosiński

Immanentnie i nieskończenie
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.