Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 maja 2022
w Esensji w Esensjopedii

Embryo
‹Auf Auf›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAuf Auf
Wykonawca / KompozytorEmbryo
Data wydania8 listopada 2021
Wydawca Madlib Invazion
NośnikCD
Czas trwania47:07
Gatunekfolk, jazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Mohcine Ramdan, Johannes Schleiermacher, Abdul Samad Habibi, Parvis Ayan, Groxi, Münchner Alphorn Kollektiv, Roman Bunka, Marja Burchard, Wolfi Schlick, Sascha Lüer, Jan Weissenfeldt, Maasl Maier, Jakob Thun
Utwory
CD1
1) Besh05:25
2) Yu Mala04:09
3) Auf Auf09:09
4) Baran04:00
5) Januar16:43
6) Alphorn Prayer07:41
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Legenda nie umiera nawet po śmierci
[Embryo „Auf Auf” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Auf Auf” to pierwsza płyta studyjna legendarnego Embryo nagrana po śmierci dotychczasowego lidera formacji (przez prawie pół wieku) Christiana Burcharda. I zarazem pierwsza, na której ostateczny kształt największy wpływ miała jego córka, Marja. Jak wywiązała się ze swojej roli? Fenomenalnie! Nowy longplay Niemców to wielkie dzieło, dorównujące poziomem tym najlepszym z lat 70. XX wieku.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Legenda nie umiera nawet po śmierci
[Embryo „Auf Auf” - recenzja]

„Auf Auf” to pierwsza płyta studyjna legendarnego Embryo nagrana po śmierci dotychczasowego lidera formacji (przez prawie pół wieku) Christiana Burcharda. I zarazem pierwsza, na której ostateczny kształt największy wpływ miała jego córka, Marja. Jak wywiązała się ze swojej roli? Fenomenalnie! Nowy longplay Niemców to wielkie dzieło, dorównujące poziomem tym najlepszym z lat 70. XX wieku.

Embryo
‹Auf Auf›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAuf Auf
Wykonawca / KompozytorEmbryo
Data wydania8 listopada 2021
Wydawca Madlib Invazion
NośnikCD
Czas trwania47:07
Gatunekfolk, jazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Mohcine Ramdan, Johannes Schleiermacher, Abdul Samad Habibi, Parvis Ayan, Groxi, Münchner Alphorn Kollektiv, Roman Bunka, Marja Burchard, Wolfi Schlick, Sascha Lüer, Jan Weissenfeldt, Maasl Maier, Jakob Thun
Utwory
CD1
1) Besh05:25
2) Yu Mala04:09
3) Auf Auf09:09
4) Baran04:00
5) Januar16:43
6) Alphorn Prayer07:41
Wyszukaj / Kup
Żadne słowa nie wyrażą tego, czym dla niemieckiego rocka i fusion jest monachijski zespół Embryo. To wciąż żyjąca legenda, aczkolwiek w obecnym składzie formacji nie ma już na etacie ani jednego muzyka, który współtworzyłby ją w latach świetności. I trudno dziwić się temu: grupa powstała bowiem w 1969 roku (choć jej prapoczątki sięgają połowy tamtej dekady), jej zestaw personalny – poza liderem Christianem Burchardem (perkusistą i wibrafonistą) – zmieniał się często. Muzycy przychodzili i odchodzili, a potem także, niestety, umierali. 17 stycznia 2018 roku zmarł również Christian. Wówczas mogło wydawać się, że to definitywny koniec Embryo. A jednak nie! W tym momencie bowiem pałeczkę na dobre przejęła – przynajmniej oficjalnie, bo nieoficjalnie kierowała nim już od dwóch lat – córka dotychczasowego lidera, Marja (rocznik 1985), która aktywnie wspomagała zespół od 2007 roku (a znała go… od dziecka).
W pewnym sensie poszła w ślady ojca, ucząc się gry na perkusji i wibrafonie, ale potrafi też zagrać na klawiszach (fortepianie, organach, syntezatorze) i dęciakach (na przykład puzonie). Ba! na najnowszej płycie prowadzonego przez siebie, a odziedziczonego po ojcu, sekstetu sięga również po egzotyczny instrument strunowy – santur, czyli indyjski rodzaj lutni. Jak więc widać, Marja Burchard jest nadzwyczaj utalentowaną instrumentalistką. A że na dodatek cechuje ją podobna do Christiana wyobraźnia muzyczna, tak naprawdę nikt bardziej niż ona nie nadawał się do przewodzenia nowemu wcieleniu Embryo. Kto je obecnie tworzy? W podstawowym składzie znaleźli się muzycy, którzy trafili do grupy jeszcze pod koniec życia ojca Marji (jak chociażby gitarzysta basowy, saksofonista i klawiszowiec Maasl Maier oraz flecista i saksofonista Wolfi Schlick), ale połowę stanowią ci, których już po jego odejściu do wieczności zrekrutowała pani Burchard.
Są to perkusista Jakob Thun (którego zarekomendował, grający z nim w krautowo-psychodelicznym zespole Karaba, Maier), trębacz i saksofonista Sascha Lüer oraz gitarzysta Jan Weissenfeldt (udzielający się w wielu formacjach jazzowych). Tak to wygląda na dzisiaj, a przynajmniej w momencie rejestracji płyty „Auf Auf”, bo za miesiąc, kwartał, pół roku może się to nieznacznie zmienić. Fluktuacje personalne zawsze były w Embryo na porządku dziennym. Tak właśnie ten zespół funkcjonował przez dekady – jak hipisowska komuna. I w dużej mierze tak działa dalej. Do składu podstawowego dochodzi bowiem cała rzesza instrumentalistów, którzy mają status gości, a wywodzą się z monachijskiego niezależnego środowiska muzycznego. Wśród nich nie brakuje, zadomowionych już w Bawarii, emigrantów z krajów azjatyckich i północnoafrykańskich, jak na przykład śpiewający i grający na gimbri (trzystrunowej lutni basowej) Marokańczyk Mohcine Ramdan, obsługujący rabaab (to także instrument strunowy) Afgańczyk Abdul Samad Habibi oraz hinduski perkusjonista (konkretnie to tablista) Parvis Ayan.
To zainteresowanie muzyką orientalną w przypadku Embryo w ogóle nie dziwi, ponieważ ten szlak zespół zaczął przecierać już kilka dekad temu, pod koniec lat 70. ubiegłego wieku, kiedy to Christian Burchard (i jego kompani) zarejestrował z muzykami z Indii i Afganistanu takie płyty, jak „Embryo’s Reise” (1979) czy – sygnowany razem z Charliem Mariano i Karnataka College of Percussion „Life” (1980). Później wschodnie inspiracje stały się już normą – i tak jest po dziś dzień. Materiał na album „Auf Auf” zaczął powstawać po śmierci Christiana; gotowy był już ponoć w ubiegłym roku, ale publikację płyty powstrzymała pandemia. Ukazała się więc – z rocznym poślizgiem – w listopadzie tego roku za sprawą (co zastanawiające!) amerykańskiej niezależnej wytwórni Madlib Invazion z Los Angeles, która dotąd specjalizowała się w… hip hopie. A tu nagle taki traf – folkowo-jazzowy gigant krautrocka.
Najnowsze dzieło Embryo otwiera „Besh” – i jest to początek, który może, przynajmniej przez minutę, zaskakiwać. Introdukcja jest bowiem bardzo delikatna (fortepianowo-perkusyjna) i nie zapowiada tego, co w tym utworze (i jednocześnie na całej płycie) usłyszymy. Z czasem jednak motyw fortepianu skręca w stronę Orientu, a kiedy do Marji dołącza gość specjalny (chciałoby się rzec: najspecjalniejszy), który gra na udzie (chodzi oczywiście o bliskowschodni instrument strunowy) – wszystko staje się jasne. Zwłaszcza że tym gościem jest Roman Bunka, wieloletni muzyk Embryo, którego po raz pierwszy można było usłyszeć na longplayu „Embryo’s Rache” (1971). I nawet kiedy później rozbrzmiewają jazzowa trąbka i eteryczny flet, dzięki Bunce myślami wciąż pozostajemy w odległych o tysiące kilometrów krajach.
Nie zmienia się to także w drugim w kolejności „Yu Mala”, chociaż tutaj z jednej strony słyszymy psychodelicznie kołyszącą sekcję rytmiczną (wspomaganą w budowaniu nastroju przez progresywne klawisze), z drugiej natomiast pojawia się orientalny zaśpiew akompaniującego sobie na gimbri Mohcine’a Ramdana. Kompozycja tytułowa, nawiązująca do optymistycznego zawołania, jakie towarzyszyło zespołowi na początku kariery, ma w sobie – jakby na przekór – wiele niepokoju. Sprawiają to „zamyślone” dźwięki syntezatorów, ale także zmierzająca z czasem w stronę free jazzu saksofonowa solówka Johannesa Schleiermachera (to kolejny z gości zespołu). W części drugiej Embryo nieco spuszcza z tonu, stawiając na bardziej tradycyjną jazzową narrację (dialog saksofonów tenorowego i sopranowego, wibrafon), ale towarzyszący słuchaczowi od pierwszych sekund utworu niepokój nie znika.
„Baran” (w języku farsi słowo to oznacza „deszcz” i może nawiązywać do słynnego irańskiego filmu Majida Majidiego z 2001 roku) to najbardziej energetyczny, ale zarazem melodyjny i nastrojowy fragment „Auf Auf”. Co może zaskakiwać, tym bardziej że na plan pierwszy wysuwają się w nim dwa orientalne instrumenty – rabaab i tabla. Niemal siedemnastominutowy „Januar” to z kolei opus magnum albumu. Świetnie skonstruowane, trzymające w napięciu do ostatnich sekund, a przede wszystkim wspaniale ewoluujące – od klasycznej world music (vide wykorzystanie cümbüsu, czyli tureckiej odmiany udu, przez Maasla Maiera oraz indyjskiego santur, na którym zagrała Marja Burchard), poprzez psychodeliczny krautrocka w stylu lat 70. XX wieku, aż po – to już w finale – jak najbardziej współczesny progresywny folk. Trudno może w to uwierzyć, ale w ostatnich dwóch minutach Embryo brzmi jak szwedzka Agusa (i nie jest to wcale zarzut pod adresem Niemców). Na zwieńczenie najnowszego albumu Marja wybrała niemal ośmiominutowy „Alphorn Prayer”, któremu ton przez cały czas nadaje dziewięcioosobowa sekcja kornecistów z Münchner Alphorn Kollektiv. Niejako obok improwizują sobie z kolei saksofoniści, a całość brzmi tak nierealnie, że można poczuć się jak w baśniowej krainie. Dziękuję, Marjo!
koniec
28 grudnia 2021
Skład:
Marja Burchard – organy, fortepian, fortepian elektryczny, syntezator, wibrafon, puzon, santur, instrumenty perkusyjne, perkusja
Wolfi Schlick – flet, saksofon tenorowy, saksofon sopranowy
Sascha Lüer – trąbka, saksofon sopranowy
Jan Weissenfeldt – gitara solowa
Maasl Maier – gitara basowa, gitara elektryczna, saksofon, syntezator, cümbüs
Jakob Thun – perkusja

gościnnie:
Roman Bunka – ud (1)
Mohcine Ramdan – gimbri (2), śpiew (2)
Johannes Schleiermacher – saksofon tenorowy (3)
Abdul Samad Habibi – rabaab (4)
Parvis Ayan – tabla (4)
Groxi – perkusja (6)
Münchner Alphorn Kollektiv – rogi (6)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Świętość zgrzytliwa i awangardowa
Sebastian Chosiński

19 V 2022

Pięć lat temu, gdy ukazała się pierwsza płyta Weserbergland, zastanawiałem się, czy będzie to jedynie efemeryczny projekt Ketila Vestruma Einarsena i Mattiasa Olssona, czy też zespół zagości na scenie na dłużej. Trzy lata później światło dzienne ujrzał kolejny album, a przed paroma miesiącami trzeci. Jego tytuł – „Sacrae Symphoniae Nr. 1” – sugeruje, że za jakiś czas możemy spodziewać się następnych.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Częstotliwość ma znaczenie!
Sebastian Chosiński

17 V 2022

Nie ma wątpliwości, że pochodzący z Częstochowy Krzysztof Majchrzak to jeden z najbardziej konsekwentnych polskich artystów. Chociaż zaczynał jako jazzman, jego obecne zainteresowania artystycznej wykraczają daleko poza jazz improwizowany. Aczkolwiek nie odżegnują się od niego. Najnowszy album muzyka – „432 Hz” – może zainteresować zarówno wielbicieli free jazzu, jak i elektroniki.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Niepisane prawo do nagrywania świetnych płyt
Sebastian Chosiński

12 V 2022

Nie licząc wydanej w 2018 roku płyty koncertowej, kwintet Niechęć kazał nam czekać na nowy album studyjny sześć lat. Cieszy zatem bardzo, że czas ten nie został zmarnowany. Najnowsze dzieło kwintetu – „Unsubscribe” – to wydawnictwo jeszcze dojrzalsze i ciekawsze, bo bardziej różnorodne. Aczkolwiek wciąż mamy do czynienia ze swoiście pojętym jazz-rockiem.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Świętość zgrzytliwa i awangardowa
— Sebastian Chosiński

Częstotliwość ma znaczenie!
— Sebastian Chosiński

Niepisane prawo do nagrywania świetnych płyt
— Sebastian Chosiński

Piękna nasza Ziemia cała
— Sebastian Chosiński

Pomarzyć warto
— Sebastian Chosiński

Balsam na skołataną duszę
— Sebastian Chosiński

Rewolucja bez rewolucji
— Sebastian Chosiński

Trzej przyjaciele ze studiów
— Sebastian Chosiński

Immanentnie i nieskończenie
— Sebastian Chosiński

Giganci wciąż nie śpią
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.