Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Teis Semey
‹Mean Mean Machine›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMean Mean Machine
Wykonawca / KompozytorTeis Semey
Data wydania19 listopada 2021
Wydawca ZenneZ Records
NośnikCD
Czas trwania42:48
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Teis Semey, Alistair Payne, José Soares, Jort Terwijn, Sun-Mi Hong
Utwory
CD1
1) Sun Song04:15
2) A Strange Absence of Birds08:35
3) Bamboo Eyes08:17
4) Requiem04:07
5) Monday in Turquoise03:50
6) Glue or the Eternal Struggle of Beauty06:36
7) Tragedie07:08
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: W mroku zrodzone…
[Teis Semey „Mean Mean Machine” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Biografia młodego duńskiego gitarzysty jazzowego Teisa Semeya jest równie fascynująca jak jego twórczość. Uporawszy się dzięki muzyce ze swoimi demonami, wyszedł na prostą i rozpoczął profesjonalną karierę, która za kilka lat powinna wynieść go na szczyty. Wydany w ubiegłym miesiącu trzeci solowy album artysty – „Mean Mean Machine” – jest kolejnym dowodem na jego nieprzeciętny talent kompozytorski i wykonawczą wirtuozerię.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: W mroku zrodzone…
[Teis Semey „Mean Mean Machine” - recenzja]

Biografia młodego duńskiego gitarzysty jazzowego Teisa Semeya jest równie fascynująca jak jego twórczość. Uporawszy się dzięki muzyce ze swoimi demonami, wyszedł na prostą i rozpoczął profesjonalną karierę, która za kilka lat powinna wynieść go na szczyty. Wydany w ubiegłym miesiącu trzeci solowy album artysty – „Mean Mean Machine” – jest kolejnym dowodem na jego nieprzeciętny talent kompozytorski i wykonawczą wirtuozerię.

Teis Semey
‹Mean Mean Machine›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMean Mean Machine
Wykonawca / KompozytorTeis Semey
Data wydania19 listopada 2021
Wydawca ZenneZ Records
NośnikCD
Czas trwania42:48
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Teis Semey, Alistair Payne, José Soares, Jort Terwijn, Sun-Mi Hong
Utwory
CD1
1) Sun Song04:15
2) A Strange Absence of Birds08:35
3) Bamboo Eyes08:17
4) Requiem04:07
5) Monday in Turquoise03:50
6) Glue or the Eternal Struggle of Beauty06:36
7) Tragedie07:08
Wyszukaj / Kup
Gdyby Teis Semey urodził się w Polsce, a nie w Skandynawii, najprawdopodobniej zamiast niezwykle zdolnym gitarzystą jazzowym, zdobywającym coraz większą popularność w Europie, stałby się ofiarą niewydolnego systemu edukacji, który nie potrafi poradzić sobie z tak zwanymi „trudnymi dziećmi”. Jego młodość, czego zresztą nie ukrywa, nie była bowiem wcale usłana różami. Urodził się w 1993 roku w Aalborgu na północy kraju. Jego rodzice byli wtedy jeszcze studentami, więc początkowo wychowywał się w… akademiku. Po przeprowadzce do szwedzkiego Malmö Teisowi zaczęły doskwierać problemy psychiczne; nie radził sobie w relacjach z rówieśnikami, w efekcie wyrzucono go ze szkoły. W Polsce mógłby w takiej sytuacji wylądować w ośrodku resocjalizacyjnym lub – w najgorszym razie – w „poprawczaku”, co byłoby jedynie „gwoździem do trumny” jego rozwoju emocjonalnego. Tymczasem w Szwecji objęto go specjalnym programem integracyjnym, który polegał na – mówiąc w dużym skrócie – nauce poprzez sztukę.
Dzięki temu Semey odkrył w sobie zamiłowanie do muzyki, której od tej pory poświęcał praktycznie cały wolny czas (i nie tylko). Początkowo grał bluesa, ale szybko odkrył dla siebie także piękno jazzu (zafascynowali go zwłaszcza John Coltrane i amerykański gitarzysta Kurt Rosenwinkel) i muzyki klasycznej (zwłaszcza urzekły go symfonie Dmitrija Szostakowicza). Przez rok studiował właśnie muzykę klasyczną w Sztokholmie, potem edukację na tym poziomie kontynuował w konserwatorium w Amsterdamie, po ukończeniu którego na pół roku wyjechał do Los Angeles. Dzisiaj swoje życie osobiste i artystyczne dzieli pomiędzy Holandię i Skandynawię, choć można odnieść wrażenie, że ważniejszą rolę odgrywa jednak jego nowa, przybrana ojczyzna. Od 2017 roku jest bardzo aktywny jako muzyk sesyjny i lider własnych projektów. Pracował już między innymi z zespołem Pull („Pull a String, a Puppet Moves”, 2017), sekstetem włoskiego kontrabasisty Giuseppe Campisiego („A Traveler Point of View”, 2019), izraelskim perkusistą Guy Salamonem („Unfollow the Leader”, 2019), big bandem New Rotterdam Jazz Orchestra („Rotterdam Suite”, 2019) oraz argentyńskim kontrabasistą Adánem Mizrahim („Dissident”, 2021).
W lutym 2019 roku wydał pierwszy solowy krążek – złożony z dwóch suit nagranych przez dwa różne składy, których wspólnym mianownikiem był jedynie lider projektu, „Where the Fence is the Highest”. Rok później ukazał się album „Throw Stones”, a w ubiegłym miesiącu trzecie wydawnictwo Duńczyka – „Mean Mean Machine”, pod którym podpisała się ZenneZ Records, zorientowana na jazz niezależna holenderska wytwórnia rodem z Amersfoort (nieopodal Utrechtu). Do nagrania najnowszej płyty Teis Semey zaprosił prawdziwie międzynarodowe towarzystwo (czym potwierdził starą prawdę, że jazz to muzyka, która w idealny sposób przełamuje granice): szkockiego trębacza Alistaira Payne’a, hiszpańskiego saksofonistę altowego Joségo Soaresa, holenderskiego kontrabasistę Jorta Terwijna oraz (południowo)koreańską perkusistkę Sun-Mi Hong. Każdy z nich, mimo młodego wieku - podobnie zresztą jak lider i twórca całego materiału (w sumie siedmiu kompozycji) – ma już niemałe doświadczenie na scenie, tym samym o poziom „Mean Mean Machine” można było być spokojnym.
Ale czy na pewno? Już pierwsze przesłuchanie albumu przekonuje o tym dobitnie, a kolejne jedynie słuchacza w tym utwierdzają. Semey od początku swojej profesjonalnej kariery tworzy muzykę, która wymyka się jednoznacznej klasyfikacji. To oczywiście jest przede wszystkim jazz gitarowy (instrument Teisa do czegoś zobowiązuje!), ale jednocześnie nie brakuje w nim nawiązań do free jazzu, rocka czy grania bigbandowego (chociażby spod znaku skandynawskich mistrzów z Angles 9). Na „Mean Mean Machine” dowodów na to nie brakuje. Wystarczy wsłuchać się w pierwsze takty otwierającego wydawnictwo „Sun Song”: te kombinacyjne podziały rytmiczne, ten zadziornie grający unisono duet gitary i perkusji – przecież to bezpośrednie nawiązanie do King Crimson z lat 90. ubiegłego wieku (i płyty „Thrak”). I nie zmienia tego nawet dołączenie dęciaków, które doskonale wpisują się w intensywną narrację rozpoczętą przez samego Semeya.
Po bardzo energetycznym początku albumu przychodzi pora na lekkie ukojenie. Tak przynajmniej brzmi otwarcie „A Strange Absence of Birds”, w który wprowadzają melodyjne trąbka i saksofon. W tle rozbrzmiewają natomiast subtelne gitara wraz z kontrabasem i perkusyjnymi „talerzami”. Dopiero gdy instrument Teisa wybija się na plan pierwszy, kompozycja zmienia swój charakter. Wirtuozerskie solo na gitarze podbija poziom dynamiki, a swoje dokłada jeszcze – w bardzo emocjonalnym, improwizowanym popisie – José Soares. Zatoczywszy koło, kwintet tonuje nastrój i przechodzi do jeszcze delikatniejszego, choć tytuł mógłby sugerować coś innego, „Bamboo Eyes”. Ten utwór zaczyna się od eterycznych brzmień trąbki Alistaira Payne’a, któremu towarzyszy grający smyczkiem na kontrabasie Jort Terwijn. Z czasem zaczyna stopniowo przebijać się na plan pierwszy, a zajmuje mu to sporo czasu, Semey: najpierw wypełnia tło zapętlonym motywem gitary, by w kolejnych minutach przyćmić pozostałych instrumentalistów nastrojową solówką. Trzeba przyznać, że Duńczyk ma niezwykły dar tworzenia wpadających w ucho, lecz jednocześnie niebanalnych melodii, co – jak można mniemać – jest skutkiem jego klasycznym studiów.
Nawiązania do muzyki sprzed wieków słychać wyraźnie w – zgodnie z tytułem – elegijnym „Requiem”, któremu ton nadają powolna sekcja rytmiczna i dęciaki: trąbka dbająca o odpowiednio żałobny klimat oraz saksofon, który dla odmiany pozwala sobie na pełną emocji partię improwizowaną. Echa renesansowej muzyki tanecznej pojawiają się z kolei w „Monday in Turquoise”. Melodyjne piękno miesza się w nim z radosnymi rytmami, co jest chyba największym zaskoczeniem na płycie (należy jednak pamiętać, że na albumie „Throw Stones” takich wtrętów było znacznie więcej). Wszystko zmienia się już jednak w „Glue or the Eternal Struggle of Beauty”, który – obok „Requiem” – jest z kolei najbardziej mrocznym fragmentem „Mean Mean Machine”. Całość wieńczy „Tragedie” – jeszcze jedna kompozycja wykorzystująca inspiracje muzyką dawną. Teis Semey płynnie przechodzi od gry bardzo klasycznej do jazzowej, w czym wydatnie pomaga mu bardzo intensywna sekcja rytmiczna. Utwór kończy się zaś dynamiczną wstawką dęciaków. I pomyśleć, że tej płyty – jak i dwóch poprzednich – mogłoby nie być. Wystarczyłoby, że nikt nie pochyliłby się nad zagubionym młodym człowiekiem, który w pewnym momencie swego życia znalazł się poza systemem publicznej edukacji. Na szczęście w Skandynawii funkcjonuje to zupełnie inaczej.
koniec
7 grudnia 2021
Skład:
Teis Semey (Dania) – gitara
Alistair Payne (Szkocja) – trąbka
José Soares (Hiszpania) – saksofon altowy
Jort Terwijn (Holandia) – kontrabas
Sun-Mi Hong (Korea) – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Piekielna czeluść świata
Sebastian Chosiński

18 I 2022

Tytuł najnowszej płyty madryckiego kwartetu postrockowego Toundra – „Klątwa” („Hex”) – może budzić niepokój. Podobnie zresztą jak „szyld” najdłuższej kompozycji na albumie – suity „Nienawiść” („El odio”). Widać więc od razu, że to nie jest muzyka dla każdego, a jedynie dla najwytrwalszych wielbicieli gatunku. Którzy na dodatek nie boją się zajrzeć w piekielną czeluść naszego świata.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Nostalgiczna „przechadzka” po świecie
Sebastian Chosiński

13 I 2022

W dzisiejszym świecie, będącym „globalną wioską” – choć w czasach pandemii jakby jednak trochę mniej – nie ma tak wielkiego znaczenia fakt, gdzie się mieszka. Norweski kontrabasista Ingebrigt Håker Flaten na miejsce postoju wybrał Stany Zjednoczone, a jednak często pojawia się w Europie, by pracować nad kolejnymi płytami. Jedną z nich jest solowy album „(Exit) Knarr”…

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Co następne? Ziemia!
Sebastian Chosiński

11 I 2022

Obojętnie gdzie mieszkamy, powinniśmy czuć się tak samo odpowiedzialni za planetę, która udzieliła nam gościny. To starają się przekazać na swoim nowym albumie skandynawscy jazzmani z Friends & Neighbors. Ich piąty w dyskografii album – „The Earth is #” – ukazał się nakładem lizbońskiej wytwórni Clean Feed, która tym samym uczciła dwudziestolecie swojej działalności.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Piekielna czeluść świata
— Sebastian Chosiński

Nostalgiczna „przechadzka” po świecie
— Sebastian Chosiński

Co następne? Ziemia!
— Sebastian Chosiński

Pomiędzy Agusą a Tusmørke
— Sebastian Chosiński

Tunelem do przeszłości
— Sebastian Chosiński

Polacy nie gęsi, po łacinie umieją
— Sebastian Chosiński

Legenda nie umiera nawet po śmierci
— Sebastian Chosiński

Smocze wyn(at)urzenia
— Sebastian Chosiński

…a kolor jego jest Czerwony!
— Sebastian Chosiński

Mroczne niebo nad fiordami
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.