Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 września 2021
w Esensji w Esensjopedii

That’s How I Fight
‹Movement One›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMovement One
Wykonawca / KompozytorThat’s How I Fight
Data wydania2 lutego 2021
Wydawca Requiem Records
NośnikCD
Czas trwania52:46
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Małgorzata Florczak, Piotr Sulik, Maciej Wasilewski, Jacek Sokołowski
Utwory
CD1
1) 1108:20
2) 1308:36
3) 412:06
4) 1023:41
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Pierwsze wyjście z mroku
[That’s How I Fight „Movement One” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Jest ich czworo. Kobieta i trzech mężczyzn. Każde ma na koncie już spore zasługi dla polskiego rocka, można więc określić ich mianem supergrupy. Nazwali się That’s How I Fight, a swój pierwszy album zatytułowali – adekwatnie do sytuacji – „Movement One”. Najbardziej zadowoleni z niego będą wielbiciele post-rocka, chociaż nie tylko oni powinni sięgnąć po to wydawnictwo.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Pierwsze wyjście z mroku
[That’s How I Fight „Movement One” - recenzja]

Jest ich czworo. Kobieta i trzech mężczyzn. Każde ma na koncie już spore zasługi dla polskiego rocka, można więc określić ich mianem supergrupy. Nazwali się That’s How I Fight, a swój pierwszy album zatytułowali – adekwatnie do sytuacji – „Movement One”. Najbardziej zadowoleni z niego będą wielbiciele post-rocka, chociaż nie tylko oni powinni sięgnąć po to wydawnictwo.

That’s How I Fight
‹Movement One›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMovement One
Wykonawca / KompozytorThat’s How I Fight
Data wydania2 lutego 2021
Wydawca Requiem Records
NośnikCD
Czas trwania52:46
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Małgorzata Florczak, Piotr Sulik, Maciej Wasilewski, Jacek Sokołowski
Utwory
CD1
1) 1108:20
2) 1308:36
3) 412:06
4) 1023:41
Wyszukaj / Kup
Bywa czasami tak, że trafia do naszych rąk płyta zespołu, którego nazwa nic nam nie mówi, a kiedy zaczynamy analizować nazwiska tworzących go muzyków i ich wcześniejsze dokonania – okazuje się, że tak naprawdę mamy do czynienia z supergrupą. Słyszeliście wcześniej o That’s How I Fight? Nieee?!… I nic w tym dziwnego. Ale jeżeli jesteście wielbicielami i znawcami historii polskiego industrialu i post-rocka ostatnich trzech dekad, skojarzycie każdego z instrumentalistów. Kto bowiem tworzy tę formację? Na plan pierwszy wybija się przede wszystkim grająca na klawiszach Małgorzata Florczak – od lat związana z Rigor Mortiss, ale także zajmująca się produkcją i realizacją muzyki w warszawskim studiu Hagal. Nie mniej istotną rolę odgrywa perkusista Jacek Sokołowski – właściciel Hagal, który poza Rigor Mortiss udzielał się również w gotycko-metalowym Lorien, deathmetalowym Hazael oraz punkowym Kto Nie Kocha Pieszczocha.
Ten nadający ton That’s How I Fight duet wspomagają jeszcze dwaj muzycy: basista Maciej Wasilewski (również związany z Rigor Mortiss, prowadzący własne studio nagraniowe – MJW) oraz gitarzysta Piotr Sulik, który liderował kultowej hardcore’owo-postrockowej ewie braun (sic!), współpracował z anarcho-punkową Guerniką y Luno, a nie tak dawno powołał do życia – nawiązujący do doświadczeń pierwszej z wymienionych przy jego nazwisku grup – Titanic Sea Moon. I jak tu nie nazwać ich supergrupą, prawda? Na wydanie debiutanckiego i, miejmy nadzieję, wcale nie ostatniego krążka That’s How I Fight czekaliśmy dość długo. Ukazał się on – nakładem Requiem Records – w lutym tego roku, ale materiał zarejestrowano dokładnie dwanaście miesięcy wcześniej w dwóch warszawskich, należących do muzyków studiach: Hagal i MJW. Dzięki temu mieli oni zapewne komfort pracy: nikt ich nie poganiał i nie wyliczał kolejnych, spędzonych nad dublami i poprawkami godzin.
Na trwający ponad pięćdziesiąt minut album „Movement One” trafiły cztery kompozycje. Z prostego rachunku matematycznego wynika, że muszą być rozbudowane – i tak właśnie jest. Rekord bije natomiast zamykający całość utwór „10”, który muzycy rozciągnęli – to określenie wcale nie jest dalekie od prawdy – do prawie dwudziestu czterech minut. Dla kogo jest ta płyta? Przede wszystkim dla tych, którzy gustują w improwizowanym post-rocku i którym nie przeszkadzają sample i elektroniczne loopy. Tych ostatnich nie ma – wbrew pozorom – wcale tak wiele, a jeżeli się już pojawiają, to w sposób przemyślany i istotnie wzbogacający narrację. Co ciekawe, grająca na syntezatorach Florczak często wykorzystuje w nich czyste brzmienie fortepianu, co subtelnie zbliża dokonania That’s How I Fight do… nu jazzu. Choć oczywiście może to być przypadek, a samo zamiłowanie do klasycznego instrumentu wynikać z zupełnie innych przesłanek.
Mazowieccy muzycy (wszak początki Rigor Mortiss nierozerwalnie wiążą się z Płockiem), wymyślając tytuły swoich kompozycji, postanowili niczego nie ułatwiać krytykom. Zaklęli je więc w formie liczb. Możliwe jednak, że to właśnie w nich ukryli swoje przesłanie. Płytę otwiera utwór „11” i jest to początek nadzwyczaj nastrojowy: powłóczystej gitarze towarzyszy rytmiczny syntezatorowy fortepian, do których z czasem dołącza hipnotyzująca sekcja rytmiczna. Kwartet bardzo spokojnie, można by wręcz rzec, że leniwie i usypiająco snuje swoją opowieść. Ale to tylko pozór: z każdą kolejną minutą pojawiają się kolejne warstwy dźwiękowe, dochodzą loopy, nakładają się na siebie ścieżki gitar, by – tuż przed finałem – eksplodować prawdziwie postrockową feerią barw.
Drugi w kolejności „13” jest o kilkanaście sekund dłuższy od swojego poprzednika, lecz to, co się w nim przez cały czas dzieje, można scharakteryzować w zasadzie jednym krótkim zdaniem: Nic. I zaraz potem dodać: I wszystko! To jedna z tych kompozycji, które poprzez swoją transową monotonię totalnie zasysają słuchacza – do tego stopnia, że traci on poczucie czasu. Narracja zmienia się dopiero w zakończeniu, kiedy na plan pierwszy wybija się elektronika, natomiast gitara Sulika (przepraszam za rym częstochowski!) – na tle nałożonych na całość głosów – swymi akordami subtelnie wycisza emocje. Podobną konstrukcję ma dwunastominutowy „4”, chociaż tutaj znacznie większy jest poziom intensywności przekazu. Po kilkuminutowej stonowanej introdukcji kwartet nabiera mocy i z czasem zaczyna przypominać walec miażdżący wszystko, co stanie na jego drodze. Dotarłszy zaś do celu, muzycy pozwalają sobie na krótki odpoczynek, za sprawą którego poprzez sprzężone gitary przebija się delikatny fortepian.
Finałowy „10” z uwagi na czas trwania można by określić mianem suity. I gdyby That’s How I Fight był zespołem progresywnym czy hardrockowym, nikt by przeciwko temu nie zaprotestował. W przypadku formacji stawiającej w dużej mierze na improwizację to określenie pasuje raczej średnio. Ale przecież nie definicje są tu najważniejsze! W każdym razie w „10” dzieje się – w porównaniu z poprzednimi kompozycjami – sporo. Począwszy od samplowanego otwarcia (vide śpiewy, wiecowe głosy), poprzez postrockowy rozbieg (z kapitalnie wkomponowanym w opowieść akordeonem, na którym gra Małgorzata Florczak) i zaskakujący wtręt bluesowo-southernowy, aż po typową dla tego kwartetu monotonną narrację, którą jednak muzycy urozmaicają modulowaniem powłóczystych dźwięków. Co prowadzi ich prostą drogą w stronę… noise’u. Jak więc widać, atrakcji nie brakuje. To z kolei jest gwarancją, że do „Movement One” będziecie wracać często i chętnie. Przynajmniej do momentu ukazania się… „Movement Two” (czy jak tam zespół zdecyduje się zatytułować kolejną płytę).
koniec
29 lipca 2021
Skład:
Małgorzata Florczak – syntezatory, sample, akordeon (4)
Piotr Sulik – gitara elektryczna, loopy, melodeklamacja (4)
Maciej Wasilewski – gitara basowa
Jacek Sokołowski – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Czekajcie, a będzie Wam dane!
Sebastian Chosiński

14 IX 2021

Czy zwątpiłem? Trochę. Czy wierzyłem? W głębi duszy – na pewno. Kiedy na nową studyjną płytę jednego ze swoich najulubieńszych zespołów trzeba czekać długie cztery lata – wątpliwości, czy się w ogóle ukaże, są uzasadnione. I potrzebna jest też wielka wiara, że to się jednak stanie. I w końcu jest: „En annan värld” – perfekcyjny pod każdym względem najnowszy album szwedzkiej Agusy.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Syreni śpiew (bez słów)
Sebastian Chosiński

9 IX 2021

Chociaż nazwa zespołu może kojarzyć się ze Szkocją, a miasto, w jakim rezydują muzycy – Frankfurt nad Menem – z Niemcami, tworzą go obecnie trzej… Polacy. Album „Sirens”, który ukaże się w sprzedaży w przyszły piątek, to drugie pełnowymiarowe wydawnictwo Glasgow Coma Scale, które lokuje formację wśród najciekawszych europejskich wykonawców spod znaku post-rocka i post-metalu.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Free jazz ma wiele twarzy
Sebastian Chosiński

7 IX 2021

Znają się już kilka dobrych lat, doskonale się rozumieją i perfekcyjnie ze sobą współpracują. Jako freejazzowy duet Skerebotte Fatta Jan Małkowski i Dominik Mokrzewski wydali właśnie drugą płytę, której tytuł, „Appaz”, nawiązuje do postaci pewnego legendarnego muzyka jazzrockowego ze Stanów Zjednoczonych. Ale takich ananimicznych odniesień jest na tym albumie znacznie więcej.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.