Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 31 lipca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Wobbler
‹Dwellers of the Deep›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDwellers of the Deep
Wykonawca / KompozytorWobbler
Data wydania23 października 2020
Wydawca Karisma Records
NośnikCD
Czas trwania45:41
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Andreas Wettergreen Strømman Prestmo, Kristian Karl Hultgren, Geir Marius Bergom Halleland, Martin Nordrum Kneppen (HlewagastiR), Lars Fredrik Frøislie (Marxo Solinas), Åsa Ree
Utwory
CD1
1) By the Banks13:49
2) Five Rooms08:28
3) Naiad Dreams04:24
4) Merry Macabre19:00
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Czy to na pewno XXI wiek?
[Wobbler „Dwellers of the Deep” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Trzy lata! Dokładnie tyle Norwegowie z kwintetu Wobbler kazali czekać swoim wielbicielom na nową płytę. Nie oznacza to jednak, że w tym czasie próżnowali. Zajmowali się po prostu innymi projektami. Ale kiedy powrócili – zrobili to z potężnym przytupem. „Dwellers of the Deep” to kolejny album, który zachwyci fanów klasycznego rocka progresywnego z lat 70. ubiegłego wieku.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Czy to na pewno XXI wiek?
[Wobbler „Dwellers of the Deep” - recenzja]

Trzy lata! Dokładnie tyle Norwegowie z kwintetu Wobbler kazali czekać swoim wielbicielom na nową płytę. Nie oznacza to jednak, że w tym czasie próżnowali. Zajmowali się po prostu innymi projektami. Ale kiedy powrócili – zrobili to z potężnym przytupem. „Dwellers of the Deep” to kolejny album, który zachwyci fanów klasycznego rocka progresywnego z lat 70. ubiegłego wieku.

Wobbler
‹Dwellers of the Deep›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDwellers of the Deep
Wykonawca / KompozytorWobbler
Data wydania23 października 2020
Wydawca Karisma Records
NośnikCD
Czas trwania45:41
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Andreas Wettergreen Strømman Prestmo, Kristian Karl Hultgren, Geir Marius Bergom Halleland, Martin Nordrum Kneppen (HlewagastiR), Lars Fredrik Frøislie (Marxo Solinas), Åsa Ree
Utwory
CD1
1) By the Banks13:49
2) Five Rooms08:28
3) Naiad Dreams04:24
4) Merry Macabre19:00
Wyszukaj / Kup
Zdaję sobie z tego sprawę – i z góry przepraszam. Od premiery „Dwellers of the Deep” minęło już przecież siedem miesięcy, a ja dopiero teraz biorę ten krążek na tapetę. Co gorsza, nie mam dobrego wytłumaczenia poza tym, że gdy już, już przymierzałem się do najnowszej produkcji Wobbler wyskakiwała – jak Filip z konopi – inna, która zaprzątała moją uwagę. Ale nadszedł w końcu ten moment, kiedy postanowiłem porobić porządki i sięgnąć po płyty z ostatnich miesięcy ubiegłego roku, które bezapelacyjnie zasługują na to, aby pozostał po nich w „Esensji” ślad. Na pierwszy ogień idzie właśnie „Dwellers of the Deep” – szósty pełnowymiarowy album zespołu od kilkunastu już lat rezydującego w Oslo (chociaż narodził się w niewielkim miasteczku Hønefoss).
Grupa powstała dwadzieścia dwa lata temu. Biorąc pod uwagę ten fakt, można się nieco zdziwić, że wydała dotąd tak niewiele płyt. W dużej mierze winna jest temu aktywność muzyków w projektach pobocznych, którym poświęcają wcale nie mniej uwagi. Zadebiutowali longplayem „Hinterland” (2005), cztery lata później wydali „Afterglow”, a po dwóch kolejnych – „Rites at Dawn”. Po publikacji tego ostatniego doszło w grupie nie tylko do istotnej zmiany personalnej (pojawił się nowy gitarzysta – Geir Marius Bergom Halleland), ale także do podpisania pierwszego kontraktu z prawdziwego zdarzenia. Dzięki temu kwintet trafił pod opiekuńcze skrzydła, mającej swoją siedzibę w Bergen, wytwórni Karisma Records (patrz: D’Accord, Seven Impale, Madder Morten, Arabs in Aspic, Galasphere 347, Tusmørke). Dla niej, jak dotąd, Wobbler nagrał dwa fantastyczne albumy: „From Silence to Somewhere” (2017) oraz ten najnowszy – „Dwellers of the Deep”.
Skład formacji w tym czasie nie uległ zmianie, co oznacza tyle, że oprócz Hallelanda wciąż tworzą ją: wokalista i gitarzysta Andreas Wettergreen Strømman Prestmo, klawiszowiec Lars Fredrik Frøislie (również Tusmørke i Weserbergland), basista Kristian Karl Hultgren oraz perkusista Martin Nordrum Kneppen (kolejny z muzyków Wobbler, który tworzy fundament Tusmørke). Nowy album powstawał długo: prace nad nim rozpoczęły się latem 2019, a zakończyły wiosną 2020 roku. Sesje odbywały się w trzech różnych studiach w Oslo: LFF (którego właścicielem jest, co podpowiadają inicjały, Frøislie), Paradiso oraz Vilthagen (które z kolei stanowi własność Prestmo). Nikt więc artystów nie poganiał, nikt nie naliczał dodatkowych kosztów – mogli więc pracować i dopieszczać materiał tak długo, aż w końcu uznali go za idealny.
Podobnie jak na poprzednich płytach, także tym razem Wobbler zaprosił słuchaczy do podróży w czasie – w lata 70. ubiegłego wieku. Cztery wypełniające „Dwellers of the Deep” kompozycje powinny przypaść do gustu przede wszystkim tym, którym wciąż bliskie są dokonania takich tuzów progresu, jak Genesis (z czasów z Peterem Gabrielem), Yes czy Emerson, Lake & Palmer. Mimo tego zakorzenienia, muzyka Norwegów brzmi bardzo świeżo i soczyście – to już z kolei zasługa odpowiedniej produkcji i masteringu oraz, co oczywiste, talentu i bogatej wyobraźni samych muzyków. Krążek otwiera niemal czternastominutowa dwuczęściowa minisuita „By the Banks” (składają się na nią „Visions from Within” oraz „Argentum Ormr”), której początek swoją dynamiką i emocjonalnością praktycznie zwala z nóg. A kiedy dochodzą jeszcze natchnione chórki – dodatkowo ujmuje niezwykłą melodyką.
Co jest jednak typowe dla Wobbler, to częste zmiany tempa i nastroju. W przypadku „By the Banks” mamy z tym do czynienia od pierwszej minuty. Trzeba więc z góry nastawić się na to, że Norwegowie nie cyzelują w nieskończoność jednego dźwięku czy akordu, ale wciąż poszukują nowych rozwiązań. Chociażby Lars Fredrik Frøislie, wypełniając tło swoimi klawiszami, płynnie przechodzi od fortepianu elektrycznego do organów Hammonda czy syntezatora Mooga, a po drodze jeszcze dodaje klawesyn. W zasadzie dopiero pojawienie się fortepianu akustycznego na jakiś czas spycha w cień inne keyboardy. Kiedy jednak kwintet wraca na klasyczne progresywne tory, ponownie odzywają się syntezatory bądź przywołujące na myśl muzykę klasyczną Hammondy. Wsłuchując się w „By the Banks”, rzuca się w uszy, że Norwegowie nie robią niczego na pół gwizdka, że swojej muzyce oddają nie tylko rozum, lecz również serce. Porywają szczerością przekazu i intensywnością doznań artystycznych.
Drugi w kolejności „Five Rooms” łączy romantyczny nastrój (vide natchnione męskie wokalizy) z rockową energią, a prawdziwą jego ozdobą jest – toczony w nadzwyczaj szybkim tempie – dialog organów Hammonda z gitarą Hallelanda. Ukojenie przynosi dopiero najkrótszy w całym reperaturze, oparty na subtelnych dźwiękach gitary akustycznej, „Naiad Dreams”, po którym otrzymujemy opus magnum albumu: trzyczęściową suitę „Merry Macabre” („The Quarry & the Feast”, „Beneath the Velvet Shroud” oraz „The Bird of Hermes”). I chociaż nie pojawia się w niej nic, czego nie słyszelibyśmy wcześniej w „By the Banks” i „Five Rooms” – warto na nią właśnie zwrócić szczególną uwagę. Zwłaszcza jeżeli jest się zaprzysięgłym fanem Genesis z początku lat 70.! To, co jednak w „Merry Macabre” zachwyca najbardziej, to partie Hammondów oraz fakt, że dużo więcej mają tu do powiedzenia gitarzyści (Halleland wspomagany przez Prestmo). Dopiero w ostatniej części na czołowe miejsce powracają progresywne syntezatory, choć Frøislie nie zapomina także o łagodzeniu emocji kojącymi tonami fortepianu akustycznego.
Podsumowanie nie musi być długie: „Dwellers of the Deep” to kolejna wyśmienita płyta Wobbler. Tak dobra, że spokojnie można wybaczyć zespołowi długi czas oczekiwania na nią.
koniec
27 maja 2021
Skład:
Andreas Wettergreen Strømman Prestmo – śpiew, gitara elektryczna, gitara akustyczna, gitara basowa, dzwonki, instrumenty perkusyjne, magnetofon
Geir Marius Bergom Halleland – gitary elektryczne, gitara dwunastostrunowa, chórki
Lars Fredrik Frøislie – organy Hammonda, mellotron, fortepian, syntezatory, fortepiany elektryczne (Rhodes, Yamaha), cytra (Marxophone), klawesyn, klawinet, instrumenty perkusyjne, chórek
Kristian Karl Hultgren – gitara basowa
Martin Nordrum Kneppen – perkusja

gościnnie:
Åsa Ree – skrzypce, chórek

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Pierwsze wyjście z mroku
Sebastian Chosiński

29 VII 2021

Jest ich czworo. Kobieta i trzech mężczyzn. Każde ma na koncie już spore zasługi dla polskiego rocka, można więc określić ich mianem supergrupy. Nazwali się That’s How I Fight, a swój pierwszy album zatytułowali – adekwatnie do sytuacji – „Movement One”. Najbardziej zadowoleni z niego będą wielbiciele post-rocka, chociaż nie tylko oni powinni sięgnąć po to wydawnictwo.

więcej »

Milian od Bacha do Skaldów
Sebastian Chosiński

27 VII 2021

Chociaż zmarł kilka lat temu, to w pamięci – nie tylko polskich – wielbicieli jazzu wciąż żyje. I pewnie żyć będzie do końca świata. A przysłużą się temu również takie wydawnictwa, jak „Good Vibes of Milian” Septetu Bernarda Maselego. Jeśli zaliczacie się do fanów wibrafonisty Jerzego Miliana, ta płyta będzie prawdziwym balsamem na Wasze uszy.

więcej »

Krótko o muzyce: Krůk Krukowi oka nie wykole
Sebastian Chosiński

22 VII 2021

Do niedawna jeszcze na polskiej scenie muzycznej nazwa Kruk kojarzyła się przede wszystkim z zespołem grającym melodyjny hard rock. Trzy lata temu jednak na scenę odważnie wkroczyła warszawska grupa… Krůk, której twórczość zahacza o folk i rockową alternatywę. Świadczy o tym jej ubiegłoroczny pełnowymiarowy debiut – „Nibykwiaty”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Inne recenzje

Nie przegap: Maj 2021
— Esensja

Z tego cyklu

Pierwsze wyjście z mroku
— Sebastian Chosiński

Do tańca, nie do różańca
— Sebastian Chosiński

Radość zawsze kończy się smutkiem
— Sebastian Chosiński

Z odległej planety Umeå
— Sebastian Chosiński

Skandynawski walec na „Brzuchatym Wzgórzu”
— Sebastian Chosiński

Eklektycznie… elektrycznie… magicznie…
— Sebastian Chosiński

Improwizowana psychodeliczna rumba
— Sebastian Chosiński

Finis coronat opus
— Sebastian Chosiński

Z zachodzącym słońcem w tle
— Sebastian Chosiński

Czysta magia, czyli… sukces z chaosu
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.