Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 30 lipca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Fly Pan Am
‹Frontera›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFrontera
Wykonawca / KompozytorFly Pan Am
Data wydania21 maja 2021
Wydawca Constellation Records
NośnikCD
Czas trwania39:42
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Jonathan Parant, Roger Tellier-Craig, Jean-Sébastien Truchy, Félix Morel
Utwory
CD1
1) Grid / Wall07:56
2) Parkour08:15
3) Scanner03:25
4) Scaling03:53
5) Parkour 206:09
6) Body Pressure03:19
7) Fences02:31
8) Frontier04:13
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Przekraczanie granic ciała
[Fly Pan Am „Frontera” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Constellation Records – pod tą nazwą skrywa się kultowa montrealska wytwórnia płytowa, która od niemal ćwierćwiecza wypuszcza na rynek kolejne albumy klasyków kanadyjskiego post-rocka: od Godspeed You! Black Emperor po HRSTA, od Thee Silver Mt. Zion Memorial Orchestra po Fly Pan Am. Dzisiaj jest kolejna okazja, aby o niej wspomnieć. A to za sprawą płyty „Frontera” – najnowszego wydawnictwa ostatniej ze wspomnianych formacji.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Przekraczanie granic ciała
[Fly Pan Am „Frontera” - recenzja]

Constellation Records – pod tą nazwą skrywa się kultowa montrealska wytwórnia płytowa, która od niemal ćwierćwiecza wypuszcza na rynek kolejne albumy klasyków kanadyjskiego post-rocka: od Godspeed You! Black Emperor po HRSTA, od Thee Silver Mt. Zion Memorial Orchestra po Fly Pan Am. Dzisiaj jest kolejna okazja, aby o niej wspomnieć. A to za sprawą płyty „Frontera” – najnowszego wydawnictwa ostatniej ze wspomnianych formacji.

Fly Pan Am
‹Frontera›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFrontera
Wykonawca / KompozytorFly Pan Am
Data wydania21 maja 2021
Wydawca Constellation Records
NośnikCD
Czas trwania39:42
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Jonathan Parant, Roger Tellier-Craig, Jean-Sébastien Truchy, Félix Morel
Utwory
CD1
1) Grid / Wall07:56
2) Parkour08:15
3) Scanner03:25
4) Scaling03:53
5) Parkour 206:09
6) Body Pressure03:19
7) Fences02:31
8) Frontier04:13
Wyszukaj / Kup
Chyba każdy wielbiciel muzyki postrockowej na dźwięk nazwy Constellation Records reaguje ciarkami na plecach. I trudno temu się dziwić, skoro to właśnie ta – działająca od 1997 roku w Montrealu – wytwórnia ma w swoim katalogu albumy takich gigantów, jak Godspeed You! Black Emperor czy Thee Silver Mt. Zion Memorial Orchestra (a to przecież jedynie wierzchołek góry lodowej). Od początku swego istnienia z firmą Ilana Ilavsky’ego i Dona Wilkiego związani są również muzycy zespołu Fly Pan Am, który właśnie w ubiegłym tygodniu przypomniał o sobie nową, szóstą w dorobku, płytą. Grupa powstała w stolicy Quebeku na rok przed Constellation, a założyli ją gitarzyści Jonathan Parant i Roger Tellier-Craig (ten drugi w latach 1998-2003 udzielał się także w konkurencyjnym GY!BE), basista Jean-Sébastien Truchy oraz perkusista Félix Morel. Od 2002 roku na koncertach często wspierał ich jeszcze gitarzysta Éric Gingras.
Chociaż Fly Pan Am wyrastał z tego samego pnia, co inne formacje związane z Constellation Records (tu można by dorzucić jeszcze HRSTA, Black Ox Orkestar, 1-Speed Bike czy Esmerine), to jednak podążał zawsze swoim własnym szlakiem. Post-rock był dla tej grupy jedynie punktem wyjścia, a celem – stworzenie niepodrabialnej muzyki powstałej na styku awangardy, klasyki i brzmień elektroniczno-komputerowych. Na kolejnych albumach styl Fly Pan Am ewoluował ku coraz bardziej osobnemu. Wystarczy wsłuchać się w „Sédatifs en fréquences et sillons” (2000), „Ceux qui inventent n’ont jam ais vécu (?)” (2002) oraz „N’écooutez pas” (2004). Niestety, krótko po wydaniu czwartej płyty długogrającej formacja rozpadła się, by powrócić dopiero w 2018 roku. Szczęście, że od momentu reaktywacji – w tym samym składzie zresztą – Kanadyjczycy nie zasypiają gruszek w popiele i podarowali swym fanom już dwa nowe krążki: „C’est ça” (2019) oraz wydany przed kilkoma dniami – oczywiście przez Constellation – „Frontera”.
Muzyka zawarta na najnowszym albumie to tak naprawdę ścieżka dźwiękowa do baletu. Krótko przed pandemią kwartet był w trasie koncertowej promującej „C’est ça”, w czasie której towarzyszył mu, prowadzony przez Danę Gingras, zespół taneczny Animals of Distinction. Występy zawieszono jednak na początku 2020 roku. Późnym latem, a więc już podczas lockdownu, muzycy postanowili nie tracić czasu i zarejestrować ten materiał – w tym celu spotkali się w słynnym montrealskim studiu Hotel2Tango, a efektem tego spotkania stała się „Frontera” – czterdziestominutowa podróż pełna motorycznego awangardowego rocka, noise’u i minimalistycznej elektroniki, powstała gdzieś na przecięciu postu i ambientu. Dość powiedzieć, że na główne instrumenty wyrosły syntezatory i… komputery. Ba! nawet gitara Jonathana Paranta została przepuszczona i podrasowana przez komputer, a Félixa Morela wspomagał Jean-Sébastien Truchy, programując dodatkowe ścieżki automatu perkusyjnego.
„Frontera” to osiem kompozycji, z których część jest ze sobą ściśle powiązana. Tak naprawdę można by je podzielić na trzy rozbudowane fragmenty, ale z jakiegoś powodu Kanadyjczycy zdecydowali się zrobić inaczej. może było to spowodowane sekwencjami tanecznymi, do których poszczególne utwory dobrano. Całość otwiera ośmiominutowy „Grid / Wall”, oparty na jednostajnym, choć ewoluującym od „żywego” do „syntetycznego”, rytmie perkusji oraz nanizanych na niego jak paciorki noise’owych dźwiękach przetworzonej gitary oraz generowanej komputerowo elektroniki. Aż trudno uwierzyć, że do takiej muzyki można ułożyć układy taneczne, a jednak potwierdzają to udostępnione przez zespół na Bandcampie wideorejestracje. Drugi w kolejności „Parkour” jest jeszcze dłuższy, lecz dzieje się w nim znacznie mniej. Ale może to tylko takie pierwsze wrażenie, bo przecież, jeśli uważnie się wsłuchać, to z zalewu niepokojących tonów wyłowimy i wyeksponowany bas i – pojawiający się daleko w tle – blackmetalowy wrzask Truchy’ego, który pozwala sądzić, że panom z Fly Pan Am nie są obce również wpływy post-metalu.
Krótki na tle poprzedników „Scanner” otwiera kolejną sekwencję zdarzeń. To utwór oparty przede wszystkim na potężnie brzmiących syntezatorach i dźwiękowych eksperymentach komputerowych. Z kolei następujący po nim „Scaling” to dowód na noise’owe ciągotki rockmanów z Montrealu – przez szumy i zgrzyty przebija się w nim praktycznie jedynie jednostajny rytm perkusji. Z szumów wyrasta też zamykający nieoficjalną drugą część albumu „Parkour 2” – na szczęście dźwiękowo dużo bogatszy, skrzący się wyczarowanymi elektronicznie natchnionymi chórkami. Choć końcówka, dzięki tonom ostrym jak skalpel, jest jednak boleśnie niepokojąca. Ostatnich dziesięć minut płyty zajmują połączone w jedno trzy krótkie kompozycje: „Body Pressure”, „Fences” i – niemal tytułowa – „Frontier”. Trudno nazwać je tanecznymi, ale przynajmniej są bardzo rytmiczne i dobry choreograf (pokroju Dany Gingras) na pewno byłby w stanie coś wartościowego z nich „wycisnąć”. I chociaż „Frontera” zawiera muzykę – było nie było – ilustracyjną, to świetnie sprawdza się także jako kolejne pełnoprawne dzieło Fly Pan Am. Może nie tak doskonałe, jak wydany parę miesięcy temu „Odin’s Raven Magic” Sigur Rós, lecz bez wątpienia godne poświęcenia mu czasu.
koniec
25 maja 2021
Skład:
Jonathan Parant – gitara elektryczna
Roger Tellier-Craig – komputer, syntezatory
Jean-Sébastien Truchy – komputer, syntezatory, programowanie perkusji, gitara basowa, głos
Félix Morel – perkusja, talerze

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Pierwsze wyjście z mroku
Sebastian Chosiński

29 VII 2021

Jest ich czworo. Kobieta i trzech mężczyzn. Każde ma na koncie już spore zasługi dla polskiego rocka, można więc określić ich mianem supergrupy. Nazwali się That’s How I Fight, a swój pierwszy album zatytułowali – adekwatnie do sytuacji – „Movement One”. Najbardziej zadowoleni z niego będą wielbiciele post-rocka, chociaż nie tylko oni powinni sięgnąć po to wydawnictwo.

więcej »

Milian od Bacha do Skaldów
Sebastian Chosiński

27 VII 2021

Chociaż zmarł kilka lat temu, to w pamięci – nie tylko polskich – wielbicieli jazzu wciąż żyje. I pewnie żyć będzie do końca świata. A przysłużą się temu również takie wydawnictwa, jak „Good Vibes of Milian” Septetu Bernarda Maselego. Jeśli zaliczacie się do fanów wibrafonisty Jerzego Miliana, ta płyta będzie prawdziwym balsamem na Wasze uszy.

więcej »

Krótko o muzyce: Krůk Krukowi oka nie wykole
Sebastian Chosiński

22 VII 2021

Do niedawna jeszcze na polskiej scenie muzycznej nazwa Kruk kojarzyła się przede wszystkim z zespołem grającym melodyjny hard rock. Trzy lata temu jednak na scenę odważnie wkroczyła warszawska grupa… Krůk, której twórczość zahacza o folk i rockową alternatywę. Świadczy o tym jej ubiegłoroczny pełnowymiarowy debiut – „Nibykwiaty”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.