Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 30 lipca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Eyot
‹557799›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł557799
Wykonawca / KompozytorEyot
Data wydania23 października 2020
Wydawca Ropeadope
NośnikCD
Czas trwania44:42
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Slađan Milenović, Dejan Ilijić, Marko Stojiljović, Miloš Vojvodić, Peter Judge, James McMurchie
Utwory
CD1
1) Dodola09:13
2) Linen05:03
3) Rire05:41
4) Rain06:08
5) Heartbeat08:01
6) Odd04:32
7) 55779906:03
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Przetarty szlak i skoki w bok
[Eyot „557799” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Serbski kwartet Eyot (bądź EYOT – taka pisownia również bywa przez muzyków stosowana) nie rozpieszcza wielbicieli. Ostatnio na swoje kolejne płyty każe bowiem czekać aż trzy lata. Tyle czasu minęło pomiędzy ukazaniem się albumów „Similarity” i „Innate” i tyle też trzeba było czekać na ukazanie się „557799”. Inna sprawa, że kiedy już dostajemy do ręki nowe dzieło grupy Dejana Ilijicia – na pewno nie czujemy się zawiedzeni.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Przetarty szlak i skoki w bok
[Eyot „557799” - recenzja]

Serbski kwartet Eyot (bądź EYOT – taka pisownia również bywa przez muzyków stosowana) nie rozpieszcza wielbicieli. Ostatnio na swoje kolejne płyty każe bowiem czekać aż trzy lata. Tyle czasu minęło pomiędzy ukazaniem się albumów „Similarity” i „Innate” i tyle też trzeba było czekać na ukazanie się „557799”. Inna sprawa, że kiedy już dostajemy do ręki nowe dzieło grupy Dejana Ilijicia – na pewno nie czujemy się zawiedzeni.

Eyot
‹557799›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł557799
Wykonawca / KompozytorEyot
Data wydania23 października 2020
Wydawca Ropeadope
NośnikCD
Czas trwania44:42
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Slađan Milenović, Dejan Ilijić, Marko Stojiljović, Miloš Vojvodić, Peter Judge, James McMurchie
Utwory
CD1
1) Dodola09:13
2) Linen05:03
3) Rire05:41
4) Rain06:08
5) Heartbeat08:01
6) Odd04:32
7) 55779906:03
Wyszukaj / Kup
Nie inaczej jest i w tym przypadku. Muzycy z Bałkanów (konkretnie z serbskiego miasta Nisz) cyzelują bowiem każdy dźwięk; długo pracują nad aranżacjami, a kiedy już decydują się na publikację swojej muzyki – musi to być produkt dopracowany do perfekcji. Dbają także o to, aby kolejne płyty różniły się od poprzedniczek – dlatego zmieniają studia, w których nagrywają, i producentów, w których ręce oddają owoce swojej pracy. Przy okazji realizacji „Innate” wybrali się aż do Chicago i nawiązali kooperację ze Steve’em Albinim; tym razem nie czekała ich jednak aż tak długa podróż, zakotwiczyli bowiem w… angielskiej wsi Box (nieopodal Bath w hrabstwie Somerset), gdzie od połowy lat 80. ubiegłego wieku działa założone przez Petera Gabriela Real World Studios & Invada. Tam z otwartymi ramiona powitał Serbów znany między innymi z płyt Portishead producent Jim Barr (jeden z tych, którzy byli odpowiedzialni za narodziny bristolskiego brzmienia triphopowego).
Piąty w dyskografii artystów z Niszu krążek, który zatytułowany został „557799”, powstał jeszcze w czasach przedpandemicznych – dokładnie: w listopadzie 2019 roku – ale na publikację czekał niemal dwanaście miesięcy, aż do października roku następnego. Wydała go natomiast niezależna amerykańska wytwórnia Ropeadope z Filadelfii. Nagrano go – podobnie zresztą jak wszystkie wcześniejsze: od „Horizon” (2010), poprzez „Drifters” (2012), „Similarity” (2014), aż po „Innate” (2017) – w tym samym czteroosobowym składzie, który tworzyli: pianista i główny kompozytor Dejan Ilijić, gitarzysta Slađan Milenović, basista Marko Stojiljković oraz bębniarz Miloš Vojvodić. W utworze otwierającym longplay pojawiło się poza nimi dwóch gości, starych znajomych Barra: trębacz Peter Judge i saksofonista James McMurchie, którzy w różnych zespołach grają ze sobą od lat 90. (vide Ultrasound Contemporary Jazz Ensemble, Blessing in Disguise, Get the Blessing). Co ciekawe, można ich już było usłyszeć w jednym utworze zawartym na „Similarity”.
Eyot to jeden z tych zespołów (około)jazzowych, które mają swój własny, niepodrabialny styl. Zawdzięczają to przede wszystkim Dejanowi i faktowi, że w przeciwieństwie do wielu swoich kolegów po fachu (z przeszłości i teraźniejszości) zdecydował się grać fusion, wykorzystując do tego fortepian akustyczny, a nie elektryczny czy na przykład organy. Dzięki temu jazzrockową formę wypełnia często bardzo klasyczna treść, która bez najmniejszych wątpliwości powinna przypaść do gustu wielbicielom takich mistrzów klawiatury, jak – pozostając przy Polakach – Krzysztof Komeda bądź Sławomir Kulpowicz. Choć tym razem Ilijić zdecydował się mimo wszystko zrobić krok naprzód – na razie jeszcze nieśmiały, ale kto wie, czym to zaowocuje na następnym albumie (który pewnie ukaże się w 2023 roku). Ten krok to poszerzenie instrumentarium o dęciaki („Dodola”), syntezator („Heartbeat”) oraz męskie wokalizy („Rite”, „557799”).
Album otwiera kompozycja nie tylko najdłuższa (ponad dziewięciominutowa), lecz także najbogatsza brzmieniowo. To właśnie „Dodola”, która rozkładając na czynniki pierwsze, można by podzielić na trzy części. Początek jest powłóczysty, z wybijającym się fortepianem; część środkową, mocno zrytmizowaną, ozdabia klasycznie jazzowa improwizacja Ilijicia, z której wyłania się melodyjny motyw wsparty grającymi unisono dęciakami; zakończenie natomiast znaczone jest powrotem do introdukcji i rozwija jej wątki (zarówno gitarowy, jak i klawiszowy). W finale powracają jeszcze trąbka i saksofon – i to jest to nad wyraz miły moment. W drugim w kolejności „Linen” muzycy tonują nastrój, ciepły, głęboki bas koi uszy, a subtelne dźwięki gitary i fortepianu działają niemal usypiająco. Zasnąć jednak nie warto, bo wtedy ominie Was nie tylko charakterystyczny lejtmotyw powtarzany przez Dejana, ale także jego – kolejna! (i wcale nie ostatnia) – improwizacja.
W „Rite” kwartet, wspierany przez śpiewającego Petera Judge’a, prezentuje nieco inne, bardziej dynamiczne, rockowe oblicze. Po fortepianowo-perkusyjnym wstępie cały zespół, a więc razem z gitarzystami (vide przesterowany bas), podgrzewa temperaturę do tego stopnia, że po kilku minutach konieczne jest awaryjne chłodzenie. To bez wątpienia najmocniejszy moment płyty, do którego warto wracać wielokrotnie. Co wcale nie oznacza, że taki na przykład „Rain” można sobie odpuścić po pierwszym razie. Nic z tych rzeczy! Tu też jest czym się zachwycić, chociaż to raczej utwór dla osób usposobionych romantycznie. Tak samo jak „Odd”, w którym fortepian urzeka wręcz nostalgiczno-subtelnymi dźwiękami. Pomiędzy nimi pojawia się natomiast – wybrany jako numer promujący całość – „Heartbeat”. Najbardziej osobny w całym zestawie. Ilijić zamiast zasiąść do fortepianu sięga tutaj po syntezator – i od razu zmienia się wszystko. Eyot przeistacza się bowiem w rasowo brzmiącą formację progresywną z drugiej połowy lat 70.
Jeśli tak właśnie Dejan wyobraża sobie przyszłość zespołu – to wspaniale. Ośmiominutowy „Heartbeat” to jak podróż wehikułem czasu: przez pierwsze trzy minuty jesteśmy we współczesności, a przez pięć kolejnych cofamy się – za sprawą wspomnianego syntezatora – o kilka dekad. Swoją drogą ciekawe, jak zabrzmiałyby inne kompozycje z tego albumu, gdyby je przearanżować. „Rite” prawdopodobnie zmiótłby konkurencję. W finałowym „557799” kwartet wraca na przetarty szlak, co oznacza, że syntezator idzie w odstawkę. Ale nie zmienia się za to treść – pozostajemy bowiem w jazzrockowo-progresywnych klimatach. Fortepian w pewnym momencie dołącza do sekcji rytmicznej, co z kolei daje nieco więcej możliwości gitarzyście. Napięcie z czasem rośnie, a podnosi je dodatkowo kolejna energetyczna wokaliza (tym razem lidera zespołu), po której następuje stopniowo wyciszenie… To kolejna bardzo udana płyta formacji z Niszu. Za jej sprawą Ilijić, Milenović, Stojiljković i Vojvodić ugruntują swoją pozycję na rynku europejskim, a może nawet, kiedy już pojawią się sprzyjające okoliczności, zaczną podbój innych kontynentów. Oby! Bo zasługują na to.
koniec
6 maja 2021
Skład:
Dejan Ilijić – fortepian, syntezator (5), wokaliza (7), muzyka, aranżacje
Slađan Milenović – gitara elektryczna
Marko Stojiljković – gitara basowa
Miloš Vojvodić – perkusja, instrumenty perkusyjne

gościnnie:
Peter Judge – trąbka (1), wokaliza (3)
James McMurchie – saksofon (1)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Pierwsze wyjście z mroku
Sebastian Chosiński

29 VII 2021

Jest ich czworo. Kobieta i trzech mężczyzn. Każde ma na koncie już spore zasługi dla polskiego rocka, można więc określić ich mianem supergrupy. Nazwali się That’s How I Fight, a swój pierwszy album zatytułowali – adekwatnie do sytuacji – „Movement One”. Najbardziej zadowoleni z niego będą wielbiciele post-rocka, chociaż nie tylko oni powinni sięgnąć po to wydawnictwo.

więcej »

Milian od Bacha do Skaldów
Sebastian Chosiński

27 VII 2021

Chociaż zmarł kilka lat temu, to w pamięci – nie tylko polskich – wielbicieli jazzu wciąż żyje. I pewnie żyć będzie do końca świata. A przysłużą się temu również takie wydawnictwa, jak „Good Vibes of Milian” Septetu Bernarda Maselego. Jeśli zaliczacie się do fanów wibrafonisty Jerzego Miliana, ta płyta będzie prawdziwym balsamem na Wasze uszy.

więcej »

Krótko o muzyce: Krůk Krukowi oka nie wykole
Sebastian Chosiński

22 VII 2021

Do niedawna jeszcze na polskiej scenie muzycznej nazwa Kruk kojarzyła się przede wszystkim z zespołem grającym melodyjny hard rock. Trzy lata temu jednak na scenę odważnie wkroczyła warszawska grupa… Krůk, której twórczość zahacza o folk i rockową alternatywę. Świadczy o tym jej ubiegłoroczny pełnowymiarowy debiut – „Nibykwiaty”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Pierwsze wyjście z mroku
— Sebastian Chosiński

Do tańca, nie do różańca
— Sebastian Chosiński

Radość zawsze kończy się smutkiem
— Sebastian Chosiński

Z odległej planety Umeå
— Sebastian Chosiński

Skandynawski walec na „Brzuchatym Wzgórzu”
— Sebastian Chosiński

Eklektycznie… elektrycznie… magicznie…
— Sebastian Chosiński

Improwizowana psychodeliczna rumba
— Sebastian Chosiński

Finis coronat opus
— Sebastian Chosiński

Z zachodzącym słońcem w tle
— Sebastian Chosiński

Czysta magia, czyli… sukces z chaosu
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.