Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 7 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Scherzoo
‹05›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł05
Wykonawca / KompozytorScherzoo
Data wydania30 września 2020
Wydawca Lizard Records
NośnikCD
Czas trwania54:33
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Anthony Pontet, Grégoire Plancher, François Thollot, Clément Curaudeau
Utwory
CD1
1) Sunday Therapy03:15
2) Le reveil07:25
3) Plastic Lizard06:24
4) XZ/0208:38
5) Tourmente des nombres05:52
6) Bacchanales bucoliques03:48
7) Le baron perché04:40
8) Tsunami14:11
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Progresywni epigoni rewolucji
[Scherzoo „05” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Gdy pada hasło Zeuhl, z miejsca na myśl przychodzi odzew: Magma. Czyli lata 70. ubiegłego wieku, kiedy styl ten się kształtował. Ale Zeuhl, mimo upływu półwiecza od swoich narodzin, wciąż trwa i ma się przyzwoicie. O czym świadczą chociażby kolejne albumy francuskiej formacji Scherzoo. Ten najnowszy zatytułowany został „05” i jest – jak łatwo się domyślić – piątym w dorobku grupy kierowanej przez François Thollota.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Progresywni epigoni rewolucji
[Scherzoo „05” - recenzja]

Gdy pada hasło Zeuhl, z miejsca na myśl przychodzi odzew: Magma. Czyli lata 70. ubiegłego wieku, kiedy styl ten się kształtował. Ale Zeuhl, mimo upływu półwiecza od swoich narodzin, wciąż trwa i ma się przyzwoicie. O czym świadczą chociażby kolejne albumy francuskiej formacji Scherzoo. Ten najnowszy zatytułowany został „05” i jest – jak łatwo się domyślić – piątym w dorobku grupy kierowanej przez François Thollota.

Scherzoo
‹05›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł05
Wykonawca / KompozytorScherzoo
Data wydania30 września 2020
Wydawca Lizard Records
NośnikCD
Czas trwania54:33
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Anthony Pontet, Grégoire Plancher, François Thollot, Clément Curaudeau
Utwory
CD1
1) Sunday Therapy03:15
2) Le reveil07:25
3) Plastic Lizard06:24
4) XZ/0208:38
5) Tourmente des nombres05:52
6) Bacchanales bucoliques03:48
7) Le baron perché04:40
8) Tsunami14:11
Wyszukaj / Kup
To oczywiste, że okres największej popularności gatunek ten – powstały na pograniczu rocka progresywnego, jazzu oraz klasycznej awangardy, tym samym pokrewny z brytyjską „sceną Canterbury” – ma już dawno za sobą. Właśnie w latach 70. XX wieku był najbardziej wpływowym i inspirującym innych. To wtedy ukazały się najbardziej znane albumy Magmy Christiana Vandera oraz Zao François Cahena i Jeffa Seffera. Wtedy też ich śladami podążyli muzycy tworzący takie formacje, jak Art Zoyd, Eskaton, Potemkine czy Weidorje. Zeuhl był wytworem czysto francuskim, lecz szybko zyskał popularność również poza swoją ojczyzną (największą w Japonii). W ograniczonej formie nad Sekwaną i Loarą przetrwał zresztą do dzisiaj; choć większość nazw obecnych wykonawców – poza Magmą – zapewne niewiele Wam powie. Wystarczy wymienić zespoły Vak, Unit Wail, Setna, Caillou, Anaïd, Altaïs, Musique Noise czy Zwoyld. I oczywiście Scherzoo, bohatera dzisiejszej odsłony „Tu miejsce na labirynt…”.
Na czele tej grupy od chwili jej założenia stoi, urodzony w 1973 roku (tym samym, w którym Magma wydała jedną ze swoich najsłynniejszych płyt „Mekanïk Destruktïẁ Kommandöh”), multiinstrumentalista François Thollot. Korzystając ze swoich nadzwyczajnych umiejętności, pierwszy album – sygnowany jeszcze własnym nazwiskiem, a noszący tytuł „Ceux d’en face” (2002) – nagrał w pojedynkę. Sam zarejestrował wszystkie ścieżki gitar, klawiszy, basu i perkusji; sam skomponował i zaaranżował wszystkie utwory. Szybko przekonał się jednak, że granie zespołowe daje więcej możliwości. Dlatego do pracy nad drugim solowym krążkiem – „Contact” (2002) – zaprosił basistę Philippe’a Bussonneta (powiązanego z Magmą) oraz perkusistę i pianistę Daniela Jeand’heura. Z tego miejsca był już tylko krok do założenia regularnie działającej, czyli nagrywającej i koncertującej, grupy. Powstała ona w 2005 roku w Lyonie, a w jej składzie znaleźli się: gitarzysta François Mignot (z belgijskiej formacji Present), saksofonista Guillaume Lagache, klawiszowiec Jeremy Van Quackebeke oraz basista Anthony Béard; dla siebie Thollot zarezerwował miejsce za bębnami.
Pierwsze wcielenie Scherzoo pozostawiło po sobie dwa wydawnictwa: „01” (2011) oraz „02” (2012). Po publikacji drugiego z nich drogi muzyków rozeszły się; lubiący zmiany lider uznał, że chcąc się rozwijać, potrzebuje nowych współpracowników. I tak niebawem u jego boku objawili się: gitarzysta Maxime Mantovani, saksofonista Renaud Vernet oraz perkusista Clément Curaudeau; Thollot tym razem przejął obowiązki basisty, jak również zajął się programowaniem elektroniki. Po tym składzie pozostał tylko jeden album – „03” (2015). Dwa lata później bowiem François zdecydował się na kolejną rewolucję personalną. Aczkolwiek tym razem nie wymienił jednak całego zespołu, pozostawił bowiem przy sobie Curaudeau. Przyjął natomiast Anthony’ego Ponteta oraz Grégoire’a Planchera – dwóch muzyków „obsługujących” instrumenty klawiszowe. Tym sposobem Thollot zrezygnował całkowicie z gitary, co w znaczny sposób odmieniło stylistykę grupy.
Trzecie wcielenie Scherzoo zadebiutowało przed trzema laty płytą „Ø4”, a ostatniego dnia września ubiegłego roku dorzuciło jeszcze krążek „05” – pierwszy w dyskografii zespołu, jakiego nie wydała paryska wytwórnia Soleil Zeuhl (bądź jej sublabel Soleil Mutant). Na okładce „05” widnieje logo włoskiej firmy Lizard Records (rodem z Treviso). Swoją drogą ciekawe co sprawiło, że Thollot zrezygnował z usług starych przyjaciół, z którymi współpracował od początku swojej kariery. Może kiedyś się dowiemy, a na razie… Na najnowsze wydawnictwo kwartetu trafiło osiem kompozycji, których korzenie tkwią w klasycznym Zeuhlu z lat 70., ale które jednocześnie nie stronią od inspiracji współczesną elektroniką. Choć to jednak elektronika bardzo eklektyczna, znaczona przede wszystkim dźwiękami fortepianu elektrycznego, organów i staromodnie aranżowanych syntezatorów. Każdy utwór pełen jest klawiszy, co nie dziwi, biorąc pod uwagę fakt, że dodatkowo wypełniają one także rolę zwyczajowo przypisaną gitarzyście.
Album otwiera najkrótszy w całym zestawie „Sunday Therapy” – z początku nastrojowy, ale z czasem coraz bardziej intensywnie jazzrockowy, z wieloma typowymi dla Zeuhlu kombinacjami rytmicznymi. Klawiszowcy z kolei skupiają się na poddawanym przeróbkom motywie przewodnim; nierzadko też wchodzą sobie w „słowo”, budując narrację na bazie przeplatających się nawzajem partii fortepianu i organów. Przejście do drugiego w kolejności „Le reveil” jest płynne i niemal niedostrzegalne, zwłaszcza że pierwsze fragmenty utworu oparte są na tym samym wątku. Więcej jednak dają tu od siebie Thollot i Curaudeau, którzy przydają tej kompozycji rockowego pazura. Ta dynamika udziela się zresztą również Anthony’emu i Grégoire’owi. W odmiennym kierunku zespół podąża w „Plastic Lizard”, który ma charakter balladowo-ilustracyjny. Praktycznie bez przeróbek sprawdziłby się jako element ścieżki dźwiękowej do filmu. Przynajmniej w części pierwszej, bo w drugiej do głosu dochodzą już – wyrastające z progresywnych korzeni – majestatyczne syntezatory (wspomagane na drugim planie organami i fortepianem elektrycznym).
„XZ/02” to jedna z dwóch pojawiających się na płycie kompozycji Planchera. Autor jest inny, ale stylistyka zostaje utrzymana. Choć… jest jednak pewna innowacja. Grégoire pozwala sobie mimo wszystko na więcej swobody – a to zahaczy o hardrockową motorykę, to znów popuści wodze fantazji i pozwoli sobie na jazzową improwizację. Jedno jest pewne – nudzić się z nim nie sposób! Dwa kolejne utwory wyszły ponownie spod ręki lidera. Różni je jednak sporo. W „Tourmente des nombres” Thollot stawia na budowanie nastroju, natomiast w „Bacchanales bucoliques” – zgodnie z tytułem – pozwala sobie na pewną frywolność. A dzięki syntezatorowym „ptaszkom” możemy nawet przez moment poczuć się jak w rajskim ogrodzie. Nie zmienia tego również „Le baron perché” (drugie dzieło Grégoire’a), który oparty został na melodyjnej partii organów. Na finał François wybrał najdłuższy, bo czternastominutowy, utwór „Tsunami”. Wbrew pozorom nie zmiata on słuchaczy, chociaż na pewno – w porównaniu z poprzednimi numerami – jest (przynajmniej w paru momentach) najdynamiczniejszy. Panowie ze Scherzoo starają się jednak trzymać w ryzach; ich szaleństwo jest w pełni kontrolowane.
Co na pewno świadczy na korzyść płyty: czas spędzony na jej „lekturze” szybko mija. Na dodatek ma się do niej ochotę wracać, choć przecież nie znajdziemy tu ani wpadających w ucho przebojów, ani – z czego ucieszyliby się wielbiciele rocka – porywających gitarowych solówek. Jest za to sporo klimatycznych partii klawiszowych i niemało przykuwających uwagę improwizacji. A jeśli nawet po kilku przesłuchaniach komuś wciąż mało, informuję, że od ogłoszenia lockdownu wiosną ubiegłego roku François Thollot wydał – oprócz „05” – także dwa (dostępne cyfrowo) albumy solowe: „Piano Pieces” (2020) i „Happy Lockdown” (2021).
koniec
18 lutego 2021
Skład:
Anthony Pontet – fortepian elektryczny, organy, syntezatory
Grégoire Plancher – fortepian elektryczny, mellotron, muzyka (4,7)
François Thollot – gitara basowa, muzyka (1-3,5,6,8)
Clément Curaudeau – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: W mroku zrodzone…
Sebastian Chosiński

7 XII 2021

Biografia młodego duńskiego gitarzysty jazzowego Teisa Semeya jest równie fascynująca jak jego twórczość. Uporawszy się dzięki muzyce ze swoimi demonami, wyszedł na prostą i rozpoczął profesjonalną karierę, która za kilka lat powinna wynieść go na szczyty. Wydany w ubiegłym miesiącu trzeci solowy album artysty – „Mean Mean Machine” – jest kolejnym dowodem na jego nieprzeciętny talent kompozytorski i wykonawczą wirtuozerię.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.