Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 7 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

John Zorn, Simulacrum
‹Baphomet›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBaphomet
Wykonawca / KompozytorJohn Zorn, Simulacrum
Data wydania26 czerwca 2020
Wydawca Tzadik
NośnikCD
Czas trwania39:07
Gatunekjazz, metal, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
John Medeski, Matt Hollenberg, Kenny Grohowski, John Zorn
Utwory
CD1
1) Baphomet39:07
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Pokazali rogi!
[John Zorn, Simulacrum „Baphomet” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
A już wydawało się, że historia Simulacrum została ostatecznie zamknięta i podsumowana. Tymczasem w lutym tego roku John Zorn po raz kolejny zaprosił do studia organistę Johna Medeskiego, gitarzystę Matta Hollenberga oraz perkusistę Kenny’ego Grohowskiego, aby pod jego czujnym okiem nagrali kolejny rewelacyjny i nieco obrazoburczy album – „Baphomet”.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Pokazali rogi!
[John Zorn, Simulacrum „Baphomet” - recenzja]

A już wydawało się, że historia Simulacrum została ostatecznie zamknięta i podsumowana. Tymczasem w lutym tego roku John Zorn po raz kolejny zaprosił do studia organistę Johna Medeskiego, gitarzystę Matta Hollenberga oraz perkusistę Kenny’ego Grohowskiego, aby pod jego czujnym okiem nagrali kolejny rewelacyjny i nieco obrazoburczy album – „Baphomet”.

John Zorn, Simulacrum
‹Baphomet›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBaphomet
Wykonawca / KompozytorJohn Zorn, Simulacrum
Data wydania26 czerwca 2020
Wydawca Tzadik
NośnikCD
Czas trwania39:07
Gatunekjazz, metal, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
John Medeski, Matt Hollenberg, Kenny Grohowski, John Zorn
Utwory
CD1
1) Baphomet39:07
Wyszukaj / Kup
Simulacrum to nazwa jednego z wielu projektów muzycznych powołanych do życia przez kompozytora, multiinstrumentalistę, aranżera, producenta i wydawcę (właściciela wytwórni Tzadik Records) – Amerykanina Johna Zorna. Trio (niekiedy poszerzane o gości) funkcjonowało bardzo intensywnie przez dwadzieścia cztery miesiące – od 2015 do 2017 roku – publikując w tym czasie sześć albumów studyjnych: „Simulacrum”, „The True Discoveries of Witches and Demons”, „Inferno” (wszystkie z 2015 roku), „The Painted Bird” i „49 Acts of Unspeakable Depravity in the Abominable Life and Times of Gilles de Rais” (opublikowane rok później) oraz „The Garden of Earthly Delights” (2017). Trzy lata temu zespół oficjalnie przestał istnieć.
Jak się okazało, nie była to decyzja ostateczna. Pierwszy „wyłom” dokonał się latem ubiegłego roku, kiedy to John Zorn postanowił podsumować działalność Simulacrum płytą zarejestrowaną „na żywo”, aczkolwiek w studiu nagraniowym (czy zatem można nazwać ją koncertową?) – „Beyond Good and Evil – Simulacrum Live”. Krążek ten trafił do sprzedaży w styczniu tego roku, a już miesiąc później reaktywowane trio ponownie spotkało się, aby nagrać zupełnie nowy materiał. Udało się to tuż przed rozlaniem się pandemii koronawirusa na całe Stany Zjednoczone. Sesja zajęła trzy dni (odbyła się pomiędzy 22 a 24 lutego), a miała miejsce w nowojorskim studiu EastSide Sound. Zorn zarezerwował dla siebie tym razem jedynie trzy role: kompozytora i aranżera oraz „dyrygenta”, który na bieżąco czuwał nad zgraniem zespołu. Simulacrum pojawiło się tym razem w swoim podstawowym, czyli trzyosobowym składzie: John Medeski zagrał na organach i dodatkowo klawinecie, Matt Hollenberg na gitarze elektrycznej, a Kenny Grohowski na perkusji.
Tematycznie płyta rozwija wątki obecne zarówno w wydawanej przez Zorna od kilkunastu lat serii „The Book of Angels”, jak też pochodzącego z dorobku tria albumu „The True Discoveries of Witches and Demons”. Głównym bohaterem, jeśli można tak powiedzieć, jest tym razem złowieszczy Bafomet, któremu – poplecznicy króla francuskiego Ludwika IV Pięknego byli o tym święcie przekonani – oddawali cześć templariusze, co między innymi przyczyniło się do podjęcia decyzji o likwidacji tego niezwykle wpływowego na początku XIV wieku zakonu rycerskiego. Z tego też powodu z biegiem czasu to synkretyczne bóstwo stało się synonimem Diabła. Odpowiednio też zaczęto przedstawiać je w grafice. Dziewiętnastowieczny francuski okultysta Eliphas Lévi wyobrażał sobie, że Bafomet jest kozłem z wielkimi rogami i kobiecymi piersiami, który ze skrzyżowanymi kopytami siedzi na ujarzmionej przez siebie Ziemi. Na łbie ma zaś pentagram, a z pleców wyrastają mu skrzydła.
Brrr! Jest czego się bać. Skoro więc John Zorn postanowił poświęcić mu płytę, nie należy po zawartej na niej muzyce oczekiwać dźwięków „lekkich, łatwych i przyjemnych”. Wręcz przeciwnie! „Baphomet” to mieszanka progresywnego metalu z free jazzem i hardcore’em, stylistycznie zbliżająca się do ekstremum reprezentowanego w dorobku Amerykanina przez wydawnictwa PainKiller i Naked City… Płytę wypełnia zaledwie jedna, ale za to trwająca trzydzieści dziewięć minut, kompozycja tytułowa. Oczywistym jest więc, że będzie się ona składała z kilku kontrastujących ze sobą części. Że fragmenty dynamiczne, przyprawiające o zawrót głowy, będą sąsiadować ze znacznie delikatniejszymi i stonowanymi. Ograniczone instrumentarium w żaden jednak sposób nie wpływa na to, że muzyka Simulacrum wydaje się uboga. Muzycy po prostu doskonale wiedzą, jak korzystać ze swego oręża. Matt Hollenberg wykorzystuje więc różnego rodzaju przetworniki dźwięku i efekty elektroniczne, a John Medeski sprawnie – w zależności od potrzeb – przesiada się od organów do dużo subtelniejszego klawinetu.
Nie zmienia to jednak faktu, że na plan pierwszy wybijają się gitara i organy – albo solo, albo w duecie. Analizując szczegółowo „Baphometa” można doszukać się w nim dziewięciu różnych wątków. Zaczyna się od potężnego uderzenia – frontalnego ataku całego tria, w którym metal miesza się z jazzem. Hollenberg ostrą jak lancet gitarą tnie przestrzeń, Medeski buduje w tle monumentalną organową ścianę dźwięku, z kolei Grohowski napędza rytm, starając się przy tym o to, aby początkujący muzyk, który zechciałby go naśladować, połamał sobie nogi. Matt i John sprawnie przekazują sobie pałeczkę podczas tej niemal czterdziestominutowej sztafety (a w zasadzie biegu maratońskiego), dzięki czemu co kilka minut na plan pierwszy przebija się inny instrument solowy. Zazwyczaj to Medeski jest tym, który stara się wprowadzić ład i porządek, z kolei Hollenberg – przy istotnym wsparciu Grohowskiego – rozpędza lokomotywę i generuje chaos. Ale, po pierwsze, to tylko chaos pozorny, ponieważ w rzeczywistości Amerykanie doskonale panują nad kompozycyjną materią; po drugie – organiście też zdarza się, choć są to oczywiście rzadsze chwile, przydać całości mocy.
„Baphomet” to pierwsza nagrana po prawie trzech latach przerwy płyta Simulacrum. Oby nie okazała się jedynie „łabędzim śpiewem” tria, „kropką nad i” wieńczącą jego działalność. W tym składzie wciąż jest zbyt dużo energii i twórczej kreatywności, żeby z niego rezygnować. Miejmy nadzieję, że presja fanów Zorna będzie tak wielka, iż John pokusi się o nagranie przez ten projekt kolejnych albumów. „Baphomet” bowiem niesamowicie zaostrza apetyt!
koniec
11 sierpnia 2020
Skład:
John Medeski – organy, klawinet
Matt Hollenberg – gitara elektryczna
Kenny Grohowski – perkusja

oraz
John Zorn – muzyka, aranżacja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Twardziele z Zagłębia Ruhry
Sebastian Chosiński

11 XI 2021

Postindustrialne krajobrazy różnie wpływają na mieszkańców regionów uprzemysłowionych – jednych przyprawiają o myśli depresyjne, innym dają kopa do aktywnej działalności. W przypadku muzyków zespołu Plaindrifter, który narodził się w niemieckim Gelsenkirchen, mamy do czynienia z tym drugim. Czego najjaskrawszym dowodem pełnowymiarowy debiut tria – album „Echo Therapy”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Paryski spleen
— Sebastian Chosiński

Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
— Sebastian Chosiński

Twardziele z Zagłębia Ruhry
— Sebastian Chosiński

Widok z latarni morskiej
— Sebastian Chosiński

Najlepszy czas, by zabłysnąć
— Sebastian Chosiński

Puste przestrzenie wypełnione psychodeliczną materią
— Sebastian Chosiński

Chińska lutnia, afrykańska harfa
— Sebastian Chosiński

Tradycja jest warownym murem
— Sebastian Chosiński

Astronauci polskiego jazzu
— Sebastian Chosiński

Surowa, dzika, nieokiełznana
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Tacy artyści, jak Morricone, nie umierają
— Sebastian Chosiński

Krótko o muzyce: Czerwony Mór w domu Usherów
— Sebastian Chosiński

Esensja słucha: …Johna Zorna
— Sebastian Chosiński

Pokój z Zornem!
— Paweł Franczak

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.