Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Hawklords
‹Heaven’s Gate›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHeaven’s Gate
Wykonawca / KompozytorHawklords
Data wydania18 października 2019
NośnikCD
Czas trwania39:05
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Jerry Richards, Harvey Bainbridge, Philip Reeves (Dead Fred), Tom Ashurst, Dave Pearce
Utwory
CD1
1) Isle of the Dead06:36
2) In Your Eyes04:56
3) False Gods04:45
4) Blues at Four04:14
5) A State of Life03:07
6) One Way Trip07:28
7) We Love You02:50
8) Elegy for the Doctor05:10
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Jastrzębie u bram Nieba
[Hawklords „Heaven’s Gate” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Zespół Hawklords powstał w 1978 roku jako jeden z projektów pobocznych stworzonych przez muzyków Hawkwind. Wówczas jego żywot był bardzo krótki, po zaledwie kilkunastu miesiącach formacja przestała istnieć, aby odrodzić się pod koniec pierwszej dekady XXI wieku. Od tamtej pory działa już nieprzerwanie i regularnie wydane nowe albumy – koncertowe i studyjne. Jak na przykład ubiegłoroczny „Heaven’s Gate”.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Jastrzębie u bram Nieba
[Hawklords „Heaven’s Gate” - recenzja]

Zespół Hawklords powstał w 1978 roku jako jeden z projektów pobocznych stworzonych przez muzyków Hawkwind. Wówczas jego żywot był bardzo krótki, po zaledwie kilkunastu miesiącach formacja przestała istnieć, aby odrodzić się pod koniec pierwszej dekady XXI wieku. Od tamtej pory działa już nieprzerwanie i regularnie wydane nowe albumy – koncertowe i studyjne. Jak na przykład ubiegłoroczny „Heaven’s Gate”.

Hawklords
‹Heaven’s Gate›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHeaven’s Gate
Wykonawca / KompozytorHawklords
Data wydania18 października 2019
NośnikCD
Czas trwania39:05
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Jerry Richards, Harvey Bainbridge, Philip Reeves (Dead Fred), Tom Ashurst, Dave Pearce
Utwory
CD1
1) Isle of the Dead06:36
2) In Your Eyes04:56
3) False Gods04:45
4) Blues at Four04:14
5) A State of Life03:07
6) One Way Trip07:28
7) We Love You02:50
8) Elegy for the Doctor05:10
Wyszukaj / Kup
Muzycy Hawkwind przyzwyczaili nas na przestrzeni lat do tego, że co jakiś czas tworzą nowy projekt poboczny (albo i kilka jednocześnie). Jednym z nich był założony w 1978 roku przez wokalistę Roberta Calverta oraz gitarzystę i klawiszowca Dave’a Brocka Hawklords. Do udziału w nim zaproszono jeszcze – z macierzystej formacji – perkusistę Simona Kinga, a skład uzupełnili instrumentaliści, którzy właśnie za sprawą Hawklords stanęli się nowymi nabytkami Hawkwind. To klawiszowiec Steve Swindells, basista Harvey Bainbridge oraz drugi bębniarz Martin Griffin. Kwintet (perkusiści grail bowiem w różnych utworach) nagrał w tamtym czasie tylko jedną płytę studyjną – „25 Years On” (1978). Za to przez kolejne lata, co ugruntowywało pozycję i sławę tego efemerycznego projektu, ukazywały się jego nagrania koncertowe („Hawklords Live ’78”, 1981; „Live”, 1992; „1978-10-16 Portsmouth”, 2008).
Aż wreszcie w trzydziestą rocznicę wydania „25 Years On” grupa powróciła. Początkowo po to, aby uczcić zmarłego w 1988 roku z powodu zawału serca Calverta, co udokumentowała płyta live „Robert Calvert – A Memorial Concert” (2008). Rok później w podobny sposób muzycy postanowili upamiętnić brytyjskiego grafika Barneya Bubblesa, który na początku lat 70. XX wieku projektował okładki płyt Hawkwind. W listopadzie 1983 roku, nie potrafiąc poradzić sobie z manią prześladowczą, popełnił on samobójstwo. Trzydzieści sześć lat później Hawklords zagrał koncert ku jego czci, który po kolejnych dwóch latach ukazał się jako „The Barney Bubbles Memorial Concert”. W tym czasie motorami napędowymi formacji byli Harvey Bainbridge i Steve Swindells (obaj grający na instrumentach klawiszowych), którzy dobrali sobie do współpracy nowych muzyków – przed laty także związanych z Hawkwind – jak wokalista Ron Tree, gitarzysta Jerry Richards, basista Adrian Shaw i perkusista Dave Pearce.
W tym składzie osobowym zarejestrowane zostało pierwsze wydawnictwo studyjne odrodzonego Hawklords – „We Are One” (2012). A potem poszło już z górki; kolejne, nie licząc albumów koncertowych, pojawiały się w sprzedaży każdego roku: „Dream” (2013), „Censored” (2014), „R:Evolution” (2015), „Fusion” (2016), „Six” (2017), „Brave New World” (2018) oraz „Heaven’s Gate” (2019). Przy tym ostatnim zatrzymamy się dzisiaj na dłużej. Materiał ten nagrano w trzech londyńskich studiach: The Moonbase, Earth Lab oraz Music Complex, a ukazał się on 18 października ubiegłego roku – niemal równocześnie z najnowszą produkcją Hawkwind („All Aboard the Skylark”). Z pierwotnego składu, pamiętającego jeszcze 1978 rok, w szeregach Hawklords pozostał już tylko Bainbridge; z tego, który pracował nad „We Are One” – Richards (który przejął także obowiązki głównego wokalisty i dostarczyciela kompozycji) oraz Pearce. Nowymi twarzami są mający już paroletni staż basista Tom Ashurst oraz debiutujący w Hawklords klawiszowiec Philip Reeves (używający pseudonimu Dead Fred), który jednak dwukrotnie – w latach 1983-1984 oraz 2012-2016 – występował w… to chyba nie będzie wielkie zaskoczenie – Hawkwind (ale udzielający się także w Inner City Unit Nika Turnera i Krankschaft). Jak więc widać, wszystko zostaje w „jastrzębiej” rodzinie.
Stylistycznie zespół zawsze – i czterdzieści lat temu, i obecnie – lokował się bardzo blisko tego, co proponował Hawkwind. Nie inaczej jest w przypadku „Heaven’s Gate”, którą to płytę wypełnia osiem utworów autorstwa Jerry’ego Richardsa (tylko przy jednym, najdłuższym w całym zestawie, „One Way Trip” wspomagał go Philip Reeves). Weteran Harvey Bainbridge tym razem ograniczył się do gry na syntezatorach, swojemu koledze po fachu, czyli właśnie Reevesowi, oddając wszystkie partie fortepianowe i organowe. Muzycznie jest to mieszanka psychodelii i space-rocka – najczęściej bardzo dynamiczna, w rzadszych przypadkach nastrojowa i kontemplacyjna. Ale przecież Hawkwind, którego duch unosi się nad „Heaven’s Gate”, raczej nie słynął z nagrywania ballad. Trudno więc oczekiwać na najnowszym studyjnym krążku Hawklords typowych „przytulanek”.
Płyta zaczyna się od potężnego uderzenia. Utwór „Isle of the Dead” chyba żadnego zaprzysięgłego fana Hawkwind nie pozostawi obojętnym. Jest w nim bowiem to wszystko, za co fani pięć dekad temu pokochali (i wciąż kochają) formację Dave’a Brocka i Nika Turnera. Space-rock miesza się z psychodelią, a wszystkiemu towarzyszy motoryczna hardrockowo-punkowa sekcja rytmiczna. Do tego dochodzą dynamiczny fortepian i obecne w tle syntezatory. Nie można też zapomnieć o mocnym śpiewie Richardsa, który płynnie przechodzi w melodeklamację i z powrotem. Trudno byłoby sobie wyobrazić lepsze otwarcie „Heaven’s Gate”! Dla odmiany drugi numer na płycie „In Your Eyes” jest dużo bardziej stonowany – mniej w nim klasycznego rocka, więcej hipnotycznej, spowitej mgłą psychodelii. Odpowiedni klimat zawdzięczamy zaś przede wszystkim partii organów Reevesa oraz gitarowej solówce Richardsa, która zahacza o stylistykę progresywną.
W „False Gods” kwintet otwiera się na jeszcze inne, blisko spokrewnione ze sobą, gatunki – rock and roll i boogie. Tym, który ma największe ku temu zasługi, jest Philip, traktujący swój fortepian tak samo niemiłosiernie, jak Jerry Lee Lewis w początkach kariery. Kontynuacją tej drogi jest „Blues at Four”, którego tytuł wyjaśnia wszystko. O ile w „False Gods” pobrzmiewały lata 50., to teraz zespół przenosi słuchaczy w lata 60. XX wieku, gdy na brytyjskiej scenie rockowej dominowali tacy wykonawcy, jak Blues Incorporated Alexisa Kornera, Bluesbreakers Johna Mayalla, Cream czy Free. Po takiej wycieczce w przeszłość sporym zaskoczeniem może być – na wskroś nowoczesny – trzyminutowy „A State of Life”, oparty na inspiracjach z okolic… electro i industrialu. Muzycy wykorzystują tu przede wszystkim syntezatory oraz dostępną w studiu elektronikę. Powrót do klasycznego space-rocka następuje dopiero w „One Way Trip”, w którym na tle rozpędzonych basu Ashursta i perkusji Pearce’a, „produkują” się głównie gitarzysta oraz wykorzystujący syntezatory Bainbridge i Reeves.
To siedem i pół minuty pędzącej przed siebie potężnej spacerockowej maszyny, która zmiata wszystko, co stoi jej na drodze. Moment uspokojenia pojawia się wtedy, gdy Jerry zaczyna ni to melodeklamować, ni to rapować tekst. Pod koniec jednak kwintet na nowo podkręca tempo, a Richards wraca do normalnego śpiewu. „We Love You” przynosi za to krótkie ukojenie, choć gęsto jest w nim od dźwięków. Głównie za sprawą nałożonych na siebie ścieżek wokalnych (udzielają się tu jeszcze Philip Reeves i Tom Ashurst). Na finał wybrano kolejny nietypowy utwór. I nie chodzi wcale o to, że jego tytuł – „Elegy for the Doctor” – może kojarzyć się z pandemią koronawirusa. Sęk w tym, że pojawiające się tu syntezatory i wszelka elektronika ochoczo „podszywają” się pod inne instrumenty – flet, gitarę hawajską, smyczki. Wszystko zostaje zaś wprzęgnięte do leniwie snującego się psychodelicznego wozu, który bezpiecznie prowadzi muzyków i słuchaczy do szczęśliwego finału. Co by nie mówić, choć Hawklords powstał jedynie jako produkt uboczny, dzisiaj jego płyty wydają się ciekawsze od płyt grupy, z której wypączkował. A to wcale nie takie małe osiągnięcie.
koniec
23 czerwca 2020
Skład:
Jerry Richards – śpiew, gitara elektryczna, gitara akustyczna, efekty elektroniczne, muzyka
Harvey Bainbridge – syntezatory, efekty elektroniczne
Philip Reeves (Dead Fred) – fortepian, organy, syntezatory, chórki
Tom Ashurst – gitara basowa, chórki
Dave Pearce – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: W mroku zrodzone…
Sebastian Chosiński

7 XII 2021

Biografia młodego duńskiego gitarzysty jazzowego Teisa Semeya jest równie fascynująca jak jego twórczość. Uporawszy się dzięki muzyce ze swoimi demonami, wyszedł na prostą i rozpoczął profesjonalną karierę, która za kilka lat powinna wynieść go na szczyty. Wydany w ubiegłym miesiącu trzeci solowy album artysty – „Mean Mean Machine” – jest kolejnym dowodem na jego nieprzeciętny talent kompozytorski i wykonawczą wirtuozerię.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.