Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

SBB
‹Welcome›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWelcome
Wykonawca / KompozytorSBB
Data wydania8 listopada 2019
Wydawca GAD Records
NośnikCD
Czas trwania59:19
Gatunekrock
EAN5903068120510
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Józef Skrzek, Apostolis Anthimos, Jerzy Piotrowski
Utwory
CD1
1) Walkin’ About the Stormy Bay06:30
2) Loneliness05:25
3) Why No Peace06:03
4) Welcome Warm Nights and Days03:02
5) Rainbow Man03:38
6) How Can I Begin07:00
7) Last Man at the Station09:26
8) Deszcz kroplisty, deszcz ulewny04:02
9) Rainbow Man [full version]05:04
10) Last Man at the Station [edit]06:27
11) Why No Peace [writing sessions]02:41
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Spacer dziką plażą w burzowej zatoce
[SBB „Welcome” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
To okładka w prawdziwie zachodnim stylu! Takie wrażenie mogło towarzyszyć każdemu, kto czterdzieści lat temu po raz pierwszy zobaczył w sklepie piąty wydany w kraju album SBB – „Welcome”. Wszystko bowiem było w nim krojone pod europejską miarę – angielskie teksty, syntetyczne brzmienie, wreszcie nietypowy dla zespołu Józefa Skrzeka czas trwania kompozycji.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Spacer dziką plażą w burzowej zatoce
[SBB „Welcome” - recenzja]

To okładka w prawdziwie zachodnim stylu! Takie wrażenie mogło towarzyszyć każdemu, kto czterdzieści lat temu po raz pierwszy zobaczył w sklepie piąty wydany w kraju album SBB – „Welcome”. Wszystko bowiem było w nim krojone pod europejską miarę – angielskie teksty, syntetyczne brzmienie, wreszcie nietypowy dla zespołu Józefa Skrzeka czas trwania kompozycji.

SBB
‹Welcome›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWelcome
Wykonawca / KompozytorSBB
Data wydania8 listopada 2019
Wydawca GAD Records
NośnikCD
Czas trwania59:19
Gatunekrock
EAN5903068120510
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Józef Skrzek, Apostolis Anthimos, Jerzy Piotrowski
Utwory
CD1
1) Walkin’ About the Stormy Bay06:30
2) Loneliness05:25
3) Why No Peace06:03
4) Welcome Warm Nights and Days03:02
5) Rainbow Man03:38
6) How Can I Begin07:00
7) Last Man at the Station09:26
8) Deszcz kroplisty, deszcz ulewny04:02
9) Rainbow Man [full version]05:04
10) Last Man at the Station [edit]06:27
11) Why No Peace [writing sessions]02:41
Wyszukaj / Kup
Po prawdziwie szalonym 1977 roku, kiedy to zespół SBB wiele tygodni spędził w różnych studiach nagraniowych (nie tylko zresztą w Polsce), realizując takie albumy, jak „Geira” (z towarzyszeniem Haliny Frąckowiak), „Ze słowem biegnę do ciebie”, „Wołanie o brzęk szkła”, „Follow My Dream”, „Jerzyk” czy wschodnioniemieckie „SBB” – rok następny był pod tym względem wyjątkowo „lajtowy”. Józef Skrzek i jego koledzy postanowili bowiem skupić się przede wszystkim na budowaniu swojej pozycji poza ojczyzną poprzez koncerty, co z kolei dokumentują wydane po latach kompakty, zawierające między innymi występy tria w Republice Federalnej Niemiec („Live on Neckargemund 1978 – From a Town Called N.”, „1978 Buchholz”), Danii („Roskilde 1978”) oraz na Węgrzech („Budapest 1978”). A to przecież i tak jedynie wierzchołek góry lodowej.
Faktem jednak pozostaje, że w 1978 roku grupa znacznie rzadziej gościła w studiu; w efekcie nagrała tylko jeden longplay – „Welcome”. Była to zarazem druga płyta przeznaczona na rynek zachodnioniemiecki (a szerzej: zachodnioeuropejski). W tym okresie sprawami formacji zawiadywała, mająca siedzibę w Getyndze, agencja Aries. To dzięki niej wytwórnia Spiegelei najpierw opublikowała doskonały album „Follow My Dream”, a następnie podpisała kontrakt na jego następcę. Gdyby tylko SBB wyraziło takie życzenie, mogłoby ponownie nagrywać w Niemczech, ale Skrzek, zapewne zaskakując swoich partnerów z Zachodu, postanowił przeforsować jako miejsce pracy studio Polskiego Radia w Opolu, w którym grupa zadomowiła się już wcześniej. To z kolei doprowadziło do porozumienia Spiegelei z Wifonem, dzięki czemu „Welcome” mógł ukazać się kilka miesięcy po nagraniu także w Polsce (longplaye „Wołanie o brzęk szkła”, „Follow My Dream” czy amigowskie „SBB” takiego szczęścia nie miały).
Sesja odbyła się w „stolicy polskiej piosenki” we wrześniu 1978 roku, po czym taśma matka powędrowała do nadreńskiego Wolperath, gdzie wziął ją w obroty słynny niemiecki producent Conny Plank (mający na koncie między innymi współpracę z takimi legendami krautrocka, jak Kraftwerk, Neu!, Cluster, Kraan, New Triumvirat, Jane czy Ash Ra Tempel). Zachodnioniemiecka wersja „Welcome” – z fantastyczną, jak z horroru, okładką Marka Komzy (plastyka oraz filmowca-animatora) – trafiła do sprzedaży w styczniu 1979, polska natomiast dopiero kilkanaście miesięcy później, wiosną 1980 roku. I spotkała się, jak można sądzić z recenzji z epoki, z jednoznacznie pozytywnym przyjęciem. Co nie zmienia faktu, iż wielbiciele tria mogli poczuć się zaskoczeni. Po pierwsze: longplay wypełniły krótsze niż zazwyczaj kompozycje (zabrakło na przykład całostronicowej suity), po drugie: syntetyczne brzmienie średnio pasowało do SBB, jakie rodzimi fani znali z wcześniejszych wydawnictw. Ale nie zmienia to faktu, że „Welcome” może poszczycić się najmocniejszym – pod postacią „Walkin’ About the Stormy Bay” – otwarciem w sześćdziesięcioletnich dziejach polskiego rocka.
Bywalcy koncertów tria dobrze znali ten numer. Zespół „wałkował” go bowiem przez wiele miesięcy podczas występów na żywo, zanim zarejestrował w studiu. Ton nadają mu wszechobecne, najczęściej niepokojące, rzadziej brzmiące optymistycznie, klawisze Skrzeka oraz rozpędzone do granic możliwości dwie perkusje (na drugiej zagrał oczywiście Apostolis Anthimos). To dzięki nim grupa wykrzesuje z siebie tyle energii, choć fragmenty najbardziej dynamiczne są mimo wszystko przetykane spokojniejszymi i nastrojowymi (dzięki syntezatorom). „Walkin’ About the Stormy Bay” to także jedyny instrumentalny fragment płyty. Do pozostałych sześciu angielskie teksty napisali eksbasista Pesymistów, Chochołów i Akwareli, obecny redaktor naczelny czasopisma „Jazz Forum” Paweł Brodowski (znający trio od czasów jego kooperacji z Grupą Niemen) oraz niejaki… Paul Drasch (swoją drogą ciekawe kogo skrywa to nazwisko?), którego teksty Józef wykorzystał jeszcze parę lat później na solowym krążku „Józefina” (1981).
Utwór drugi w kolejności, czyli „Loneliness”, diametralnie zmienia nastrój płyty: delikatny początek, oparty na śpiewie Skrzeka oraz dźwiękach fortepianu i syntezatorów, niemal usypia; kiedy jednak do Józefa dołącza Jerzy Piotrowski, z miejsca robi się monumentalnie i patetycznie. Szkoda jedynie, że gitara „Lakisa” błąka się gdzieś na drugim czy nawet trzecim planie. Ale taki już urok całego „Welcome”… „Why No Peace” to z kolei piosenka, która mogłaby być… pastorałką. I z uwagi na pacyfistyczne przesłanie, i z powodu „świątecznej” wokalizy lidera. Nie powinno to zresztą specjalnie dziwić, biorąc pod uwagę fakt, że nigdy nie stronił on od śpiewania i nagrywania kolęd i pastorałek. Zamykający stronę A oryginalnego longplaya króciutki, bo zaledwie trzyminutowy „Welcome Warm Nights and Days” to w zasadzie solowe dzieło Skrzeka, w którym wykorzystuje on – oprócz syntezatorów – również dwa fortepiany: akustyczny i elektryczny. Wyszła mu z tego zgrabna i nastrojowa piosenka, jeszcze jedna, która dla fanów formacji była zapewne niemałym zaskoczeniem.
Stronę B otwiera natomiast „Rainbow Man”, a tak naprawdę jedna z dwóch zarejestrowanych w Opolu wersji tego utworu. Ta krótsza, trwająca niespełna cztery minuty. Skrzek wykorzystał tu frazy bluesowe i zagrywki funkowe, swój głos „przykrył” natomiast wybijającymi się na plan pierwszy klawiszami, a w zahaczającym o country finale sięgnął po harmonijkę ustną. Stylistycznie to najbardziej zróżnicowany fragment „Welcome”. Religijny charakter przydano też kompozycji „How Can I Begin”, w której Anthimos toczy dialog z syntezatorami, grając na buzuki – greckim instrumencie strunowym (wcześniej wykorzystał go już w „Królewskim marzeniu”) – a którą wieńczy podniosła partia Skrzeka na organach kościelnych (piszczałkowych). „Last Man at the Station” to najdłuższy numer na longplayu, ale na pewno nie można nazwać go suitą. Czas nabija tu przede wszystkim długa introdukcja, która z czasem przekształca się w bluesową solówkę gitarową „Lakisa” (jedną z nielicznych), z rasowymi organami Hammonda w tle.
Podstawowe – to jest zachodnioniemieckie – wydanie „Welcome” w reedycji GAD Records zostało wzbogacone o cztery bonusy. Instrumentalny „Deszcz kroplisty, deszcz ulewny” nagrany został w tym samym opolskim studiu miesiąc wcześniej. W porównaniu z nagraniami z płyty brzmi jednak bardziej rockowo, chociaż i w nim dominują syntezatory. Dwa kolejne to inne warianty kawałków z „Welcome”: dłuższy o półtorej minuty, wydany na longplayu Wifonu, „Rainbow Man” oraz – dla odmiany – krótszy o trzy minuty „Last Man at the Station”, który w tym samym 1979 roku wykorzystany został przez Intercord (powiązany z wytwórnią Spiegelei) na składance „Super-Rock-Festival, Vol. 2”. W przypadku tego drugiego przycięcie wyszło mu na dobre; dzięki temu jest bardziej spójny, choć w brzmieniu tak samo syntetyczny. Kompakt wieńczy nagrany przez Skrzeka w warunkach domowych (w Siemianowicach Śląskich) instrumentalny szkic do „Why No Peace”, który – z uwagi na słabą jakość techniczną – należy potraktować jedynie jako ciekawostkę.
koniec
19 listopada 2019
Skład:
Józef Skrzek – śpiew, fortepian, fortepian elektryczny, syntezatory, mellotron, klawinet, kotły (2), harmonijka ustna (5), marimba (6), cymbały (6), organy kościelne (6), organy Hammonda (7)
Apostolis Anthimos – gitara elektryczna, perkusja (1), kotły (2), buzuki (6)
Jerzy Piotrowski – perkusja, instrumenty perkusyjne, kotły (2)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: W mroku zrodzone…
Sebastian Chosiński

7 XII 2021

Biografia młodego duńskiego gitarzysty jazzowego Teisa Semeya jest równie fascynująca jak jego twórczość. Uporawszy się dzięki muzyce ze swoimi demonami, wyszedł na prostą i rozpoczął profesjonalną karierę, która za kilka lat powinna wynieść go na szczyty. Wydany w ubiegłym miesiącu trzeci solowy album artysty – „Mean Mean Machine” – jest kolejnym dowodem na jego nieprzeciętny talent kompozytorski i wykonawczą wirtuozerię.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.