Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Toundra
‹Vortex›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułVortex
Wykonawca / KompozytorToundra
Data wydania27 kwietnia 2018
Wydawca Inside Out Music
NośnikCD
Czas trwania43:22
Gatunekrock
EAN0190758278919
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Esteban Girón, David „Macón” Paños, Alberto Tocados, Álex Pérez
Utwory
CD1
1) Intro Vortex01:30
2) Cobra06:31
3) Tuareg08:15
4) Cartavio02:16
5) Kingston Falls04:16
6) Mojave11:11
7) Roy Neary02:04
8) Cruce Oeste07:21
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: W pustynnym wirze Kalifornii
[Toundra „Vortex” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Wsłuchując się w kolejny album formacji o swojsko brzmiącej nazwie Toundra, trudno uwierzyć, że ten grający niemal dosłownie mrożącą krew w żyłach muzykę kwartet pochodzi ze słonecznej Hiszpanii. Ale nie sposób określić tego mianem przypadku, skoro madrytczycy nagrali już piątą płytę utrzymaną w tej samej postrockowej i postmetalowej stylistyce. Czy zatem warto sięgnąć po „Vortex”? Zdecydowanie, bo to, jak dotąd, najdojrzalsze wydawnictwo mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: W pustynnym wirze Kalifornii
[Toundra „Vortex” - recenzja]

Wsłuchując się w kolejny album formacji o swojsko brzmiącej nazwie Toundra, trudno uwierzyć, że ten grający niemal dosłownie mrożącą krew w żyłach muzykę kwartet pochodzi ze słonecznej Hiszpanii. Ale nie sposób określić tego mianem przypadku, skoro madrytczycy nagrali już piątą płytę utrzymaną w tej samej postrockowej i postmetalowej stylistyce. Czy zatem warto sięgnąć po „Vortex”? Zdecydowanie, bo to, jak dotąd, najdojrzalsze wydawnictwo mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego.

Toundra
‹Vortex›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułVortex
Wykonawca / KompozytorToundra
Data wydania27 kwietnia 2018
Wydawca Inside Out Music
NośnikCD
Czas trwania43:22
Gatunekrock
EAN0190758278919
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Esteban Girón, David „Macón” Paños, Alberto Tocados, Álex Pérez
Utwory
CD1
1) Intro Vortex01:30
2) Cobra06:31
3) Tuareg08:15
4) Cartavio02:16
5) Kingston Falls04:16
6) Mojave11:11
7) Roy Neary02:04
8) Cruce Oeste07:21
Wyszukaj / Kup
Wprawdzie to w ubiegłym roku Toundra obchodziła dziesięciolecie istnienia, ale z pełnym wykopem uczciła je dopiero w tym, publikując piąty w swej dyskografii album – „Vortex”. Ktoś zakrzyknie: „Zaraz, zaraz! Przecież w 2017 roku muzycy z Madrytu także wydali płytę z premierowym materiałem!” Owszem, tyle że opublikowali ją pod innym szyldem. Zresztą nie bez powodu – „Para quienes aún viven”, sygnowana nazwą Exquirla, zawierała muzykę bardzo daleką od tego, co publikowali wcześniej. Dość powiedzieć, że nagrali ją z towarzyszeniem znanego pieśniarza flamenco Niño De Elche (a właściwie: Francisco Contrerasa Moliny). I co? I też świetnie brzmiała, oferując słuchaczom zarówno rockowego kopa, jak i taneczną melodyjność muzyki andaluzyjskich Romów.
Wróćmy jednak do głównego nurtu działalności zespołu, który powstał w 2007 roku z połączenia dwóch madryckich formacji hardcore’owo-punkowych – Ten Minute Man oraz Nacen de las Cenilas. Do 2015 roku nie nadawali tytułów kolejnym albumom („Toundra”, 2008; „II”, 2010; „III”, 2012; „IV”, 2015). Dlaczego teraz nagle zmienili zdanie? Prawdopodobnie należy łączyć to z faktem podpisania nowego kontraktu płytowego. „Vortex” ujrzał bowiem światło dzienne nakładem niezależnej niemieckiej wytwórni Inside Out Music (mającej siedzibę w westfalskim miasteczku Kleve), „spokrewnionej” jednak z dużo bardziej znanym Century Media. Skład zespołu, w jakim zarejestrowano materiał, nie różnił się od tego z poprzedniego albumu, co oznacza, że w sesji udział wzięli: gitarzyści Esteban Girón (Jiménez) i David „Macón” Paños (López), basista Alberto Tocados oraz perkusista Álex Pérez. Girón dodatkowo zagrał też na fortepianie, Tocados na syntezatorach, a Pérez nauczył się – jeśli oczywiście nie umiał już wcześniej – programować automat perkusyjny.
Muzyka postrockowa (czy postmetalowa) kojarzy się głównie z monotonnie powtarzanymi motywami gitarowymi i konsekwentnie budowaną przez całą grupę ścianą dźwięku. I to wszystko, bez najmniejszych wątpliwości, usłyszymy w dokonaniach Hiszpanów. Ale też – z drugiej strony – robią oni wiele, aby swoją muzykę uatrakcyjnić. Stąd chociażby obecność instrumentów klawiszowych, które, choć pojawiają się jedynie na drugim, a niekiedy nawet trzecim planie, to jednak wydatnie wzbogacają brzmienie. Przejdźmy zatem do zawartości krążka. „Intro Vortex” to krótkie, gitarowe wprowadzenie do całości, coś jak – w literaturze bądź filmie – zawiązanie akcji, podkreślenie tego, czego możemy spodziewać się w dalszym ciągu. Świetna obietnica, która – co najważniejsze – zostaje spełniona. I to już przy drugim numerze! „Cobra” od pierwszych sekund niemal wgniata w podłogę. Hiszpanie grają z wielką mocą i rozmachem, ale jednocześnie – jedno, jak widać i słychać, nie wyklucza drugiego – udaje im się przez cały czas zachować nostalgiczny klimat i nie zagubić gdzieś po drodze pięknej melodii.
„Cobra” płynnie przechodzi w „Tuarega”, chociaż przy okazji Girón, Paños i ich dwaj kompani nieznacznie zmieniają formę narracji, zwalniając tempo. Szybko okazuje się jednak, że to tylko chwila wytchnienia, kilkadziesiąt sekund później wyprowadzają bowiem kolejne potężne uderzenie. Całość utworu budują na partiach gitary: czy to grających solo (sic! w post-rocku definiowanym przez Toundrę mogą pojawić się solówki), czy też w duecie. Niespodzianką może być jednak dołączający do nich fortepian, którego akustyczne brzmienie zostaje idealnie wkomponowane w opowieść monotonnie snutą przez Estebana i Davida. Dwuminutowe nostalgiczne „Cartavio” pełni funkcję podobną do „Intro Vortex” – otwiera drugi rozdział historii, którego właściwa część zaczyna się od przebojowego – to kolejne zaskoczenie – „Kingston Falls”. Przy czym tę „przebojowość” należy rozumieć trochę inaczej niż zazwyczaj. Decyduje o niej przede wszystkim obecność kolejnego pięknego motywu gitarowego (trzeba przyznać, że Hiszpanie mają do nich głowę).
Najmocniejszym punktem albumu jest jedenastominutowy, składający się z trzech osobnych opowieści, „Mojave”. Podróż na kalifornijską pustynię zaczyna się niemal ambientowo – od transowych syntezatorów i jednostajnego rytmu automatu perkusyjnego, z czasem jednak nabiera i mocy, i rozmachu, docierając aż do postmetalowego finału. Kolejna (trzecia już) miniatura – „Roy Neary” – ma za zadanie wyciszyć emocje, ale wspominając o niej nie można zapomnieć o niepokojących dźwiękach syntezatorów, które z kolei zapowiadają to, co zespół serwuje w wieńczącym całość „Cruce Oeste”. To najbardziej senny (choć wcale nie nudny) fragment płyty. Girón i Paños skupiają się w nim nie na podkręcaniu tempa czy podbijaniu poziomu energii, lecz zagęszczaniu faktury utworu. Mniej odpornych może to doprowadzić na skraj załamania nerwowego; zaprawionych w bojach natomiast przyprawi niemal o ekstazę. Nie ma wątpliwości, że „Vortex” („Wir”) to najlepsze wydawnictwo madrytczyków, które poziomem trudno będzie im w przyszłości przebić. Ale wierzę w nich. I trzymam kciuki!
koniec
1 maja 2018
Skład:
Esteban Girón – gitara elektryczna, fortepian
David „Macón” Paños – gitara elektryczna
Alberto Tocados – gitara basowa, syntezatory
Álex Pérez – perkusja, automat perkusyjny

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Moc i eMOCje
Sebastian Chosiński

20 I 2022

Nie zawsze takie marzenia spełniają się. Historia norweskiego kwintetu Bear Brother udowadnia jednak, że warto marzyć. Na swój pierwszy ważny koncert zaprosili do współpracy szwedzkiego puzonistę Matsa Äleklinta, który nie tylko, że im nie odmówił, to na dodatek obiecał dalszą współpracę. Czego efektem stał się doskonały freejazzowy album „Played Freely with Power and Emotion”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Piekielna czeluść świata
Sebastian Chosiński

18 I 2022

Tytuł najnowszej płyty madryckiego kwartetu postrockowego Toundra – „Klątwa” („Hex”) – może budzić niepokój. Podobnie zresztą jak „szyld” najdłuższej kompozycji na albumie – suity „Nienawiść” („El odio”). Widać więc od razu, że to nie jest muzyka dla każdego, a jedynie dla najwytrwalszych wielbicieli gatunku. Którzy na dodatek nie boją się zajrzeć w piekielną czeluść naszego świata.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Nostalgiczna „przechadzka” po świecie
Sebastian Chosiński

13 I 2022

W dzisiejszym świecie, będącym „globalną wioską” – choć w czasach pandemii jakby jednak trochę mniej – nie ma tak wielkiego znaczenia fakt, gdzie się mieszka. Norweski kontrabasista Ingebrigt Håker Flaten na miejsce postoju wybrał Stany Zjednoczone, a jednak często pojawia się w Europie, by pracować nad kolejnymi płytami. Jedną z nich jest solowy album „(Exit) Knarr”…

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.