Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

John Zorn, Zion80
‹Adramelech: The Book of Angels – Volume 22›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAdramelech: The Book of Angels – Volume 22
Wykonawca / KompozytorJohn Zorn, Zion80
Data wydania22 lipca 2014
Wydawca Tzadik
NośnikCD
Czas trwania56:22
Gatunekfolk, jazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Jon Madof, Yoshie Fruchter, Shanir Ezra Blumenkranz, Brian Marsella, Frank London, Matt Darriau, Jessica Lurie, Greg Wall, Zach Mayer, Marlon Sobol, Yuval Lion, Mauro Refosco, John Zorn
Utwory
CD1
1) Araziel07:15
2) Sheviel05:49
3) Metatron09:06
4) Shamdan07:16
5) Kenunit10:37
6) Caila04:22
7) Lelahiah06:01
8) Nehinah05:56
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Bać nie ma się czego
[John Zorn, Zion80 „Adramelech: The Book of Angels – Volume 22” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W wydawanej nakładem Tzadik Records od dziewięciu już lat serii Johna Zorna „The Book of Angels” ukazały się dotychczas dwadzieścia trzy płyty. Ta opatrzona numerkiem dwadzieścia dwa nagrana została przez artystów ukrywających się pod szyldem Zion80. Bardziej zorientowani w dorobku nowojorskiej wytwórni powinni z miejsca skojarzyć przynajmniej dwóch z nich: gitarzystę Jona Madofa i basistę Shanira Ezrę Blumenkranza.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Bać nie ma się czego
[John Zorn, Zion80 „Adramelech: The Book of Angels – Volume 22” - recenzja]

W wydawanej nakładem Tzadik Records od dziewięciu już lat serii Johna Zorna „The Book of Angels” ukazały się dotychczas dwadzieścia trzy płyty. Ta opatrzona numerkiem dwadzieścia dwa nagrana została przez artystów ukrywających się pod szyldem Zion80. Bardziej zorientowani w dorobku nowojorskiej wytwórni powinni z miejsca skojarzyć przynajmniej dwóch z nich: gitarzystę Jona Madofa i basistę Shanira Ezrę Blumenkranza.

John Zorn, Zion80
‹Adramelech: The Book of Angels – Volume 22›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAdramelech: The Book of Angels – Volume 22
Wykonawca / KompozytorJohn Zorn, Zion80
Data wydania22 lipca 2014
Wydawca Tzadik
NośnikCD
Czas trwania56:22
Gatunekfolk, jazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Jon Madof, Yoshie Fruchter, Shanir Ezra Blumenkranz, Brian Marsella, Frank London, Matt Darriau, Jessica Lurie, Greg Wall, Zach Mayer, Marlon Sobol, Yuval Lion, Mauro Refosco, John Zorn
Utwory
CD1
1) Araziel07:15
2) Sheviel05:49
3) Metatron09:06
4) Shamdan07:16
5) Kenunit10:37
6) Caila04:22
7) Lelahiah06:01
8) Nehinah05:56
Wyszukaj / Kup
Zainspirowana judaistyczną demonologią seria „The Book of Angels” zadebiutowała w 2005 roku. Od tamtej pory regularnie powstają kolejne albumy, które John Zorn – w roli producenta, kompozytora całości materiału oraz bardzo często również aranżera – nagrywa z różnymi artystami wywodzącymi się z i spoza stajni Tzadik Records. W „Esensji” do tej pory przyjrzeliśmy się dokładniej trzem krążkom cyklu, które sygnowali swoimi nazwiskami klarnecista David Krakauer („Pruflas – Volume 18”, 2012), basista Shanir Ezra Blumenkranz („Abraxas – Volume 19”, 2012) oraz gitarzysta Pat Metheny („Tap – Volume 20”, 2013). W tym roku Zorn dorzucił do tego zestawu trzy kolejne produkcje, zrealizowane we współpracy ze skrzypkiem Eyvindem Kangiem („Alastor – Volume 21”), formacją Zion80 („Adramelech – Volume 22”) oraz kubańskim bębniarzem i perkusjonalistą Roberto Juanem Rodríguezem („Aguares – Volume 23”). My zajmiemy się dzisiaj przedostatnim z wymienionych krążków, w największym stopniu łączącym jazz z folkiem i rockiem.
Motorem napędowym Zion80 jest gitarzysta Jon Madof, przed laty lider tria Rashanim, teraz próbujący – w barwach Tzadik Records – kariery solowej. Przed rokiem pod własnym nazwiskiem opublikował w wytwórni Johna Zorna album zatytułowany… „Zion80” – i to jest wyjaśnienie zagadki, skąd wzięła się obecna nazwa zespołu. Skład muzyków na obu krążkach jest zresztą identyczny, więc przypadku w tym nie ma żadnego. Poza liderem ważną rolę w grupie odgrywają jeszcze gitarzysta basowy Shanir Ezra Blumenkranz (znany również z Aram Bajakian’s Kef, Lemon Juice Quartet, Pitom, Satlah i Rashanim, obecny też na tegorocznej „Psychomagii” Zorna) i klawiszowiec Brian Marsella (Banquet of the Spirits, Eyal Maoz’s Edom oraz „Mount Analogue” właściciela Tzadika); nie bez znaczenia pozostaje także fakt, że w grupie udziela się aż pięcioosobowa sekcja dęta, której bigbandowe brzmienie – w połączeniu z rockowymi zapędami Madofa i Blumenkranza – jest najbardziej charakterystyczną cechą formacji.
Głównym „bohaterem” dwudziestej drugiej „Księgi Aniołów” jest demon Adramelech – upadły anioł, utożsamiany z Molochem, przedstawiany z głową i torsem człowieka, a resztą ciała – w zależności od wyobrażeń – muła bądź pawia. Na poświęcony mu album składa się osiem instrumentalnych utworów, które wyszły spod ręki Johna Zorna, lecz tym razem zaaranżowane zostały nie przez samego kompozytora, jak to bywało wcześniej, ale Jona Madofa, lidera Zion80. Czy w jakiś szczególny sposób wpłynęło to na kształt kawałków? Raczej nie, bo pewnie i sam Zorn (saksofonista z urodzenia) nie przyłożyłby się bardziej do tego, aby wyeksponować dęciaki. Na „Adramelechu” odgrywają one bowiem rolę zasadniczą. Słychać to już od pierwszych sekund otwierającego album „Araziela”; nawet gdy do gry podłączają się Marsella (na organach) oraz Madof (na gitarze), na plan pierwszy i tak przez prawie cały czas wybijają się potężnie brzmiące saksofony. Nie oznacza to jednak wcale, że pozostali instrumentaliści zwolnieni są z obowiązków; w tym kawałku serwowane są nam także solówka organowa, jazzująca gitara i pulsujący bas, wokół którego jak bluszcz owijają się przeszkadzajki Marlona Sobola. Momentami jest folkowo (w stylu afrykańskim), to znów tanecznie – w każdym razie, słuchając tego utworu, trudno wysiedzieć w miejscu.
„Sheviel” zaczyna się w zupełnie innym stylu; grające unisono instrumenty dęte wspomagane są przez jazzową partię organów oraz – nieco później – klasycznie brzmiącą gitarę. Ale i tu z biegiem czasu zmienia się rytm i nastrój. W drugiej części zespół nieco przyspiesza, wskakując w rytm ska. Gdy Yuval Lion podkręca tempo, a Madof decyduje się na ostrzejszą solówkę, całość zaczyna przypominać najlepsze lata Osibisy, łączącej afro-pop z progresywnym rozmachem. Pamiętacie takie hity Afrykańczyków, jak „Sunshine Day” czy „Welcome Home”? Jeśli tak, to będziecie w temacie. Początek „Metatronu” to znów inna muzyczna bajka – rodem z rockowej psychodelii, o czym w dużej mierze decydują wykorzystane w tym kawałku przez Marsellę syntezatory. Dalej mamy jednak kolejne zabawy formą i przeskoki od reggae, przez rockowy trans po motywy klezmerskie i orientalne. Dużo tego, ale – co najważniejsze – ta gatunkowa różnorodność w żaden sposób się nie gryzie. To, co najbardziej zapada w pamięć, to dialog saksofonu z trąbką, który z czasem przeistacza się w prawdziwą dętą debatę, dodatkowo znaczoną dźwiękami klarnetu i kavalu. Aranżacja tych fragmentów charakteryzuje się zaś prawdziwą maestrią.
W „Shamdan” Zorn postawił na melodie żydowskie, a Madof to uszanował. Stąd wyeksponowanie klarnetu, który buduje odpowiedni klimat na tle hipnotycznego rytmu perkusji. Kiedy do kolegów dołącza Marsella, też robi wszystko, aby wpisać się w nastrój – stąd sięgnięcie po raz pierwszy na tej płycie po fortepian elektryczny (zamiast organów czy syntezatora). Pod koniec „głos” zabiera lider, który zamyka całość klamrą, powtarzając motyw muzyczny zaprezentowany wcześniej przez instrumenty dęte. W najdłuższym na płycie utworze „Kenunit” muzycy ponownie zapraszają nas w podróż na kontynent afrykański, jakby za wszelką cenę pragnęli ugruntować wiedzę na temat miejsca pochodzenia współczesnej kultury afroamerykańskiej (w tym i muzyki jazzowej). Gdy wiedza zostaje już przyswojona, ruszają jednak dalej – za sprawą Matta Darriau przenoszą słuchaczy w lata 50. i 60. ubiegłego wieku, o czym przekonuje klasycznie jazzowa solówka saksofonu (w stylu Johna Coltrane’a). Najmniej przewidywalną kompozycją wydaje się „Caila”, która ma najbardziej luźną, momentami wręcz chaotyczną, formę. Wiedząc jednak, z jakiego formatu muzykami mamy do czynienia, trudno nie uznać tego za zabieg całkowicie świadomy i celowy.
Kapitalnie prezentuje się „Lelahiah” – głównie dzięki nałożonym na siebie kilku ścieżkom gitary i dubowemu brzmieniu, które to zabiegi sprawiają, że początek numeru nabiera wręcz charakteru postpunkowego. I nie psują tego wrażenia nawet wykorzystana przez Madofa gitara slide (a przynajmniej instrument identycznie brzmiący) ani przeszkadzajki zaproszonego do nagrania tego jednego kawałka perkusjonalisty Mauro Refosco. W finale mamy bowiem powrót do stylistyki stricte rockowej, co podkreślone jest jeszcze wolnym, motorycznym rytmem. W zamykającym album „Nehinah” muzycy z Zion80 postanawiają ponownie ukołysać słuchaczy. Stąd obok delikatnego fortepianu elektrycznego subtelna partia gitary i kojący uszy flet (Jessica Lurie), który staje się tutaj instrumentem przewodnim. Dopiero na ostatnich kilkadziesiąt sekund ustępuje on miejsca saksofonowi, który odpowiada za powrót do rozkołysanego rytmu afrykańskiego reggae. W efekcie, jak niewiele płyt z serii „The Book of Angels”, „Adramelech” kończy się raczej optymistycznym przesłaniem. Jakby Zorn i Madof do spółki próbowali przekonać nas, że żadnych demonów obawiać się nie musimy. Gwoli ścisłości warto dodać jeszcze, że cały materiał zarejestrowano w maju tego roku w dwóch nowojorskich studiach – Highland oraz należącym do Billa Laswella Orange.
koniec
4 listopada 2014
Skład:
Jon Madof – gitara elektryczna, aranżacje
Yoshie Fruchter – gitara elektryczna
Shanir Ezra Blumenkranz – gitara basowa
Brian Marsella – organy, syntezatory, fortepian elektryczny
Frank London – trąbka
Matt Darriau – saksofon altowy, klarnet, kaval
Jessica Lurie – saksofon barytonowy, flet
Greg Wall – saksofon tenorowy
Zach Mayer – saksofon barytonowy
Marlon Sobol – instrumenty perkusyjne
Yuval Lion – perkusja
gościnnie:
Mauro Refosco – instrumenty perkusyjne (7)
oraz
John Zorn – muzyka, produkcja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Jesienny spacer po parku
Sebastian Chosiński

25 I 2022

Jak na razie, muzykom duńskiego tria Little North udaje się zachować godną podziwu regularność. Kolejne płyty wydają bowiem w odstępach… jedenastomiesięcznych. Najnowsza – zatytułowana „Familiar Places” – uraduje na pewno wszystkich wielbicieli klasycznego nordic-jazzu spod znaku E.S.T. i Jana Garbarka. Tylko patrzeć, jak po kopenhaski zespół wyciągnie swoje ręce monachijska wytwórnia ECM Records.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Moc i eMOCje
Sebastian Chosiński

20 I 2022

Nie zawsze takie marzenia spełniają się. Historia norweskiego kwintetu Bear Brother udowadnia jednak, że warto marzyć. Na swój pierwszy ważny koncert zaprosili do współpracy szwedzkiego puzonistę Matsa Äleklinta, który nie tylko, że im nie odmówił, to na dodatek obiecał dalszą współpracę. Czego efektem stał się doskonały freejazzowy album „Played Freely with Power and Emotion”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Piekielna czeluść świata
Sebastian Chosiński

18 I 2022

Tytuł najnowszej płyty madryckiego kwartetu postrockowego Toundra – „Klątwa” („Hex”) – może budzić niepokój. Podobnie zresztą jak „szyld” najdłuższej kompozycji na albumie – suity „Nienawiść” („El odio”). Widać więc od razu, że to nie jest muzyka dla każdego, a jedynie dla najwytrwalszych wielbicieli gatunku. Którzy na dodatek nie boją się zajrzeć w piekielną czeluść naszego świata.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Moc i eMOCje
— Sebastian Chosiński

Piekielna czeluść świata
— Sebastian Chosiński

Nostalgiczna „przechadzka” po świecie
— Sebastian Chosiński

Co następne? Ziemia!
— Sebastian Chosiński

Pomiędzy Agusą a Tusmørke
— Sebastian Chosiński

Tunelem do przeszłości
— Sebastian Chosiński

Polacy nie gęsi, po łacinie umieją
— Sebastian Chosiński

Legenda nie umiera nawet po śmierci
— Sebastian Chosiński

Smocze wyn(at)urzenia
— Sebastian Chosiński

…a kolor jego jest Czerwony!
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Tacy artyści, jak Morricone, nie umierają
— Sebastian Chosiński

Krótko o muzyce: Czerwony Mór w domu Usherów
— Sebastian Chosiński

Esensja słucha: …Johna Zorna
— Sebastian Chosiński

Pokój z Zornem!
— Paweł Franczak

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.