Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Ken Vandermark, Paal Nilssen-Love
‹Lightning Over Water›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLightning Over Water
Wykonawca / KompozytorKen Vandermark, Paal Nilssen-Love
Data wydania1 kwietnia 2014
Wydawca Laurence Family Records
NośnikCD
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Ken Vandermark, Paal Nilssen-Love
Utwory
Winyl1
1) Farewell to Language21:12
2) The Table That Exploded / Face Value20:44
3) A Storm of Images19:37
4) Five Against the House24:53
5) Wrong Number05:05
6) Through the Breakers03:26
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Dwa „smoki” w jednym
[Ken Vandermark, Paal Nilssen-Love „Lightning Over Water” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Saksofonista Ken Vandermark i perkusista Paal Nilssen-Love współpracują ze sobą już od ponad dziesięciu lat. W tym czasie wydali – włącznie z najnowszym – siedem albumów nagranych w duecie oraz kilka kolejnych w bardziej rozbudowanych składach (jako Double Tandem i Territory Band). Opublikowany w kwietniu „Lightning Over Water” ma tym większą wartość dla polskich fanów, że zawiera utwory zarejestrowane podczas koncertu w Poznaniu.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Dwa „smoki” w jednym
[Ken Vandermark, Paal Nilssen-Love „Lightning Over Water” - recenzja]

Saksofonista Ken Vandermark i perkusista Paal Nilssen-Love współpracują ze sobą już od ponad dziesięciu lat. W tym czasie wydali – włącznie z najnowszym – siedem albumów nagranych w duecie oraz kilka kolejnych w bardziej rozbudowanych składach (jako Double Tandem i Territory Band). Opublikowany w kwietniu „Lightning Over Water” ma tym większą wartość dla polskich fanów, że zawiera utwory zarejestrowane podczas koncertu w Poznaniu.

Ken Vandermark, Paal Nilssen-Love
‹Lightning Over Water›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLightning Over Water
Wykonawca / KompozytorKen Vandermark, Paal Nilssen-Love
Data wydania1 kwietnia 2014
Wydawca Laurence Family Records
NośnikCD
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Ken Vandermark, Paal Nilssen-Love
Utwory
Winyl1
1) Farewell to Language21:12
2) The Table That Exploded / Face Value20:44
3) A Storm of Images19:37
4) Five Against the House24:53
5) Wrong Number05:05
6) Through the Breakers03:26
Wyszukaj / Kup
Listopad 2011 roku był dla Kena Vandermarka bardzo pracowitym miesiącem. Grając koncerty z różnymi składami, w ciągu kilkunastu dni przemierzył sporą część Europy. Co zresztą zostało udokumentowane paroma albumami. Trzy kolejne wieczory – od siedemnastego do dziewiętnastego – spędził u boku muzyków z kwartetu Made to Break w Lizbonie (świętując dziesięciolecie istnienia kultowej w kręgach freejazzowych portugalskiej wytwórni Clean Feed), czego efektem stały się dwie, opublikowane jeszcze w ubiegłym roku, produkcje: „Provoke” i „Lacerba”. Dwudziestego piątego pojawił się w austriackiej miejscowości Wels, gdzie z kolegami z DKV Trio i trzema zaproszonymi gośćmi, w tym norweskim perkusistą Paalem Nilssen-Love, zarejestrował materiał, który ukazał się na płycie „Schl8hof”. A już dzień później zameldował się w… Poznaniu, gdzie w klubie „Dragon” występował przez następne dwa dni. Tym razem na scenie towarzyszył mu tylko jeden muzyk – wspomniany wcześniej bębniarz z kraju fiordów. Prawie dwa i pół roku później występy te ujrzały światło dzienne.
Za wydanie płyty (a raczej: płyt, bo to dwa winylowe longplaye oraz jeden singiel) zabrał się Wawrzyniec Mąkinia, współwłaściciel Multikulti Project, który jednak tym razem zdecydował się sygnować kolejne wydawnictwo Vandermarka szyldem Laurence Family Records. Firma ta, specjalizująca się w jazzie improwizowanym, w ciągu kilku lat funkcjonowania opublikowała zaledwie kilka krążków, zawsze w limitowanych nakładach i na winylach. Co znaczy, że jej działalność potraktować należy przede wszystkim jako hobbystyczną. Vandermark i młodszy od niego o dekadę Paal Nilssen-Love (rocznik 1974) grywają razem od początków XXI wieku. Jako duet mają na koncie, nie licząc najnowszego, sześć albumów: „Dual Pleasure” (2002), „Dual Pleasure 2” (2004), „Seven” (2006), „Milwaukee Volume” (2009), „Chicago Volume” (2010) oraz „Letter to a Stranger” (2012). Do tego dodać należy jeszcze między innymi cztery krążki formacji Territory Band („Map Theory”, 2004; „Company Switch”, 2005; „New Horse for the White House”, 2006; „Collide”, 2007) oraz dwa tria Double Tandem („OX”, 2012; „Cement”, 2012). Patrząc na powyższe zestawienie dyskograficzne, nie można mieć wątpliwości, że obaj muzycy nie tylko doskonale się znają, ale i perfekcyjnie rozumieją. Co zresztą „Lightning Over Water” potwierdza.
Na pierwszym winylu zamieszczono dwie ponad dwudziestominutowe (choć nieznacznie) kompozycje. „Farewell to Language” zabiera słuchaczy od razu na głęboką wodę. Bez żadnych wstępów czy rozwinięć, Nilssen-Love z miejsca serwuje bardzo gęstą partię perkusyjną, a Vandermark atakuje uszy ostrą freejazzową solówką saksofonu. Grają szybko i wściekle, z niemal rockową (by nie rzec: punkową) zadziornością. Na chwilę oddechu pozwalają sobie dopiero w dziewiątej minucie. Od tego momentu utwór zmienia zresztą swój charakter; Amerykanin gra bardzo oszczędnie, a kiedy postanawia wreszcie dać z siebie wszystko, decyduje się na partię zaskakująco klasyczną, oczywiście jak na free jazz. W ostatnich minutach odkłada natomiast saksofon, a do ręki (i do ust) bierze klarnet, na którym wyczarowuje dźwięki tyleż fascynujące, co drążące umysł. „The Table That Exploded” i „Face Value” to w zasadzie dwie improwizacje połączone w jedno. Inna sprawa, że gdyby słuchało się „Lightning Over Water” z kompaktu, bez konieczności zmieniania stron płyt, niekiedy trudno byłoby wskazać wyraziste granice pomiędzy kolejnymi kompozycjami. Tak właśnie jest i tutaj.
Utwór zaczyna się od wyciszenia, z którego powoli wyłaniają się dźwięki klarnetu. Z czasem Vandermark gra coraz odważniej i coraz bardziej free, Nilssen-Love z kolei nie pozostaje mu dłużny, w efekcie czego otrzymujemy najbardziej eksperymentalną i awangardową sekwencję na całym wydawnictwie. Wszystko wraca do normy pod koniec szóstej minuty, gdy po krótkiej solówce Norwega na bębnach, Amerykanin sięga po saksofon. By przez kolejnych dziesięć minut raczyć słuchaczy szaleńczą improwizacją. Po niej następuje zmiana tempa i nastroju. Do samego końca numeru mamy już do czynienia z bardzo stonowanym post-bopem. Stronę A drugiego longplaya wypełnia „A Storm of Images” – ciąg dalszy, opartej na brzmieniach klarnetu (nieco klezmerskiego), klasycznej improwizacji w stylu lat 60. ubiegłego wieku. Ale to nie trwa w nieskończoność. W tle dojrzewa bowiem „bunt” Nilssen-Love, którego gra staje się coraz bardziej niecierpliwa, jakby chciał wymóc na swoim partnerze zmianę koncepcji. I tak też się w końcu dzieje. Ostatecznie docieramy wspólnie z muzykami do punktu kulminacyjnego, po przekroczeniu którego czeka nas uspokojenie i kilka kolejnych nastrojowych minut.
Sygnał do ataku ponownie daje perkusista, który wkracza na tory, po których równie dobrze mogliby poruszać się bębniarze z kręgu heavy metalu. Vandermark stara się dorównać Norwegowi w stopniu ekspresji, a gdy musi wreszcie wziąć oddech, „pozwala” mu na krótką solówkę. „Five Against the House” trwa prawie dwadzieścia pięć minut i jest – jeśli można tak rzec – najbardziej przewidywalną częścią „Lightning Over Water”. Muzycy stawiają tu przede wszystkim – przynajmniej od połowy utworu – na stworzenie odpowiedniego klimatu; dialogi instrumentów dętych i perkusji nie są już tak zjadliwe, więcej tu zamyślenia i medytacji. Dwa krótkie kawałki zamieszczone na dodatkowym singlu, czyli „Wrong Number” i „Through the Breakers”, to prawdopodobnie fragmenty większej całości. Muzycznie różnią się diametralnie. Pierwszy lokuje się wśród kompozycji o charakterze czysto eksperymentalnym, nie uświadczymy tu powtarzającego się motywu czy chociażby cienia wpadającej w ucho melodii; to typowa zabawa dźwiękiem, polegająca na przekraczaniu stylistycznych granic. W drugim na plan pierwszy wybija się klarnet Vandermarka, który tak bardzo przykuwa uwagę, że można nawet złapać się na tym, iż nie zwracamy większej uwagi na to, co oferuje nam perkusista. Na tym też polega wielkość Amerykanina! Że nawet gdyby pojawił się na scenie sam, publika również byłaby wniebowzięta.
koniec
19 czerwca 2014
Skład:
Ken Vandermark – saksofon tenorowy, saksofon barytonowy, klarnet kontrabasowy
Paal Nilssen-Love – perkusja, instrumenty perkusyjne

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Twardziele z Zagłębia Ruhry
Sebastian Chosiński

11 XI 2021

Postindustrialne krajobrazy różnie wpływają na mieszkańców regionów uprzemysłowionych – jednych przyprawiają o myśli depresyjne, innym dają kopa do aktywnej działalności. W przypadku muzyków zespołu Plaindrifter, który narodził się w niemieckim Gelsenkirchen, mamy do czynienia z tym drugim. Czego najjaskrawszym dowodem pełnowymiarowy debiut tria – album „Echo Therapy”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.