Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Satyricon

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSatyricon
Wykonawca / KompozytorSatyricon
Data wydania9 września 2013
Wydawca Warner
NośnikCD
Gatunekmetal
EAN016861760229
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Voice Of Shadows
2) Tro Og Kraft
3) Our World, It Rumbles Tonight
4) Nocturnal Flare
5) Phoenix
6) Walker Upon The Wind
7) Nekrohaven
8) Ageless Northern Spirit
9) The Infinity Of Time And Space
10) Natt
Wyszukaj / Kup

Powrót do korzeni
[Satyricon „Satyricon” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Długo nam przyszło czekać na następcę „The Age of Nero”. Zespół, który od samego początku poszerzał granice dźwiękowej ekstremy, znów ewoluował i nagrał album, który z pewnością podzieli fanów metalu.

Przemysław Pietruszewski

Powrót do korzeni
[Satyricon „Satyricon” - recenzja]

Długo nam przyszło czekać na następcę „The Age of Nero”. Zespół, który od samego początku poszerzał granice dźwiękowej ekstremy, znów ewoluował i nagrał album, który z pewnością podzieli fanów metalu.

Satyricon

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSatyricon
Wykonawca / KompozytorSatyricon
Data wydania9 września 2013
Wydawca Warner
NośnikCD
Gatunekmetal
EAN016861760229
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Voice Of Shadows
2) Tro Og Kraft
3) Our World, It Rumbles Tonight
4) Nocturnal Flare
5) Phoenix
6) Walker Upon The Wind
7) Nekrohaven
8) Ageless Northern Spirit
9) The Infinity Of Time And Space
10) Natt
Wyszukaj / Kup
Satyricon, który od 1991 roku uznawano za protoplastę jednego z podgatunków black metalu, dość szybko przestał się trzymać dawnych standardów, zahaczających często o średniowieczną, folkową nutę, i zaczął wypierać je na rzecz industrialnego brudu („Rebel Extravaganza”), rock’n’rollowego sznytu („Volcano”) czy prostoty w aranżacjach („Now, Diabolical”, „The Age of Nero”). Zawsze jednak towarzyszyły temu kontrowersje i nietrafione oczekiwania fanów, których sentymentalne pragnienia oscylowały wokół kultu pierwszych, powiedzmy sobie szczerze, dość przaśnych i pretensjonalnych z perspektywy czasu, płyt. Dawna blackmetalowa otoczka zespołu tym razem wydaje się z jednej strony reliktem przeszłości, a z drugiej – hołdem dla własnej twórczości. Brak tutaj propagowania wielkich idei, nie ma jasełkowej mody na malowanie twarzy na biało. Jest za to surowa i pierwotna muzyka, nawiązująca nawet do początków działalności zespołu, tylko przedstawiona w sposób dojrzalszy i wyraźnie przemyślany. Zresztą wystarczy spojrzeć na okładkę oraz sesję zdjęciową, które doskonale obrazują zawartość albumu. „Satyricon” to nieokrzesana, dzika natura, to powrót do początków gatunku, tylko bez niepotrzebnego średniowiecznego czy symfonicznego zaplecza. Satyr podkreślał w wywiadach, że nawet tytuł ich ósmego dzieła nie jest przypadkowy, bo odzwierciedla stan, w jakim zespół znajduje się obecnie, a z drugiej strony przypomina, jak wiele zmieniło się w jego postrzeganiu własnej muzyki na przestrzeni lat. Dostajemy zatem niejako krążek podsumowujący dotychczasową karierę, wzbogacony o niespotykane dotychczas elementy, jak chociażby gotycki „Phoenix” w wykonaniu Siverta Høyema znanego z Madrugady.
Co w takim razie się zmieniło? „Satyricon” to przede wszystkim jeszcze większa asceza dźwiękowa oraz absolutny minimalizm, jeśli chodzi o konstrukcje utworów. Dodatkowo rzuca się w uszy sentymentalny czy wręcz melancholijny wydźwięk całości. Wspomniany „Phoenix” jest tutaj doskonałym przykładem. Charakterystyczny wokal Høyema bardzo przypomina nagrania z „Industrial Silence” Madrugady – bardzo osobiste, wyraźnie przygnębiające. Podobną wymową charakteryzuje się „Tro og Kraft”, zwłaszcza w akustycznych partiach, gdzie w połowie utworu dostajemy chwilę oddechu przed kolejną kanonadą jakże świetnie zaaranżowanej perkusji Frosta. Wieńczący płytę „The Infinity of Time and Space” to już przepiękna suita z często przeplatającymi się czystymi wokalami Satyra, który jakby lirycznie utożsamia się z naturą i pyta o celowość bytu. Zaskakująca jest konstrukcja całości, przypominająca w pewnym stopniu sinusoidę. Utwory wolniejsze („Tro og Kraft”, „Phoenix”) przeplatane są tymi agresywniejszymi, które mogą kojarzyć się z „The Age of Nero” („Walker Upon the Wind”) czy „Volcano” („Our World, It Rumbles Tonight”). Cieszy także nawiązanie do black’n’rollowego stylu znanego z „Fuel for Hatred” w postaci „Nekrohaven”. Za dodatkowy atut niech posłuży analogowe i sterylne brzmienie. Wokalista od dawna powtarzał, że ani myśli uczestniczyć w tak zwanej „loudness war”, gdzie cyfrowa obróbka zabija naturalny charakter muzyki i bazuje na coraz większej głośności, przez co niekorzystnie wpływa na dynamikę całości. Każdy dźwięk na „Satyricon” jest czytelny i klarowny, co przy dość częstej i gęstej kanonadzie perkusji i gitarowym jazgocie jak najbardziej ma znaczenie.
Podsumowując, nie jest to płyta, która zachwyci każdego. Miłośnicy starszych dokonań zespołu raczej nie będą przychylni kierunkowi, jaki obrał Satyr na nowym wydawnictwie. Nie mają czego szukać także piewcy industrialnego oblicza w postaci „Rebel Extravaganza”, bo pomimo kilku cytatów raczej próżno tutaj szukać tak rozbudowanych kompozycji jak „Tied in Bronze Chains” czy „Havoc Vulture”. Najbliżej „Satyricon” do dwóch ostatnich dokonań, ale brzmienie tym razem jest cieplejsze, bardziej rockowe niż metalowe i to może się okazać dla niektórych barykadą nie do przeskoczenia. Nie zmienia to jednak faktu, że Satyricon to zespół poszukujący, odważny, bardziej realizujący własne idee niż te, których oczekiwaliby po nich fani gatunku. I to jest właśnie największą zaletą albumu.
koniec
19 września 2013

Komentarze

19 IX 2013   14:13:12

Dla mnie ta płyta brzmi jak kiepski album HIM. Nie żeby HIM miał jakieś dobre albumy ;)

20 IX 2013   13:21:20

A pierdolisz jak potłuczony z tym Himem, pierdolenie dla pierdolenia.

20 IX 2013   16:28:39

Widzę, że dyskusja w komentarzach szybuje na coraz wyższe poziomy...

20 IX 2013   16:46:42

Cóż- człowieka ze wsi wyciągniesz, wsi z człowieka nigdy. ;)

23 IX 2013   01:27:11

Jak ktoś niespecjalnie sięga szerzej po muzykę, to później takie koślawe porównania do HIM wychodzą, no ale każdy dopasowuje analogię do własnej percepcji.

23 X 2013   10:25:25

przy pierwszym odsłuchu-słabo!, ale po paru próbach(ze względu na szacun jakim darzę panów S. i F.)coraz bardziej mi się podoba. płyta z klimatem, choć innym niż się można było spodziewać, choć to już chyba norma z tą kapelą.

28 X 2013   19:12:13

naprawdę dobra recenzja.dzięki.
Płyta bardzo mi sie podoba

29 X 2013   15:56:06

album co najwyżej średni i na nic zda się tutaj tłumaczenie autora recki

30 X 2013   12:57:59

jaki Him? Ktoś tutaj na główkę mocno upadł. płyta spokojniesza ale nadal czuć moc i energię

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Twardziele z Zagłębia Ruhry
Sebastian Chosiński

11 XI 2021

Postindustrialne krajobrazy różnie wpływają na mieszkańców regionów uprzemysłowionych – jednych przyprawiają o myśli depresyjne, innym dają kopa do aktywnej działalności. W przypadku muzyków zespołu Plaindrifter, który narodził się w niemieckim Gelsenkirchen, mamy do czynienia z tym drugim. Czego najjaskrawszym dowodem pełnowymiarowy debiut tria – album „Echo Therapy”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż autora

W poszukiwaniu oszczędności
— Przemysław Pietruszewski

Wysoki lot
— Przemysław Pietruszewski

Msza dla ortodoksyjnych wyznawców
— Przemysław Pietruszewski

Wypełnić pustkę
— Przemysław Pietruszewski

Być jak Motörhead
— Przemysław Pietruszewski

Powrót niepokornego
— Przemysław Pietruszewski

Powrót do przyszłości
— Przemysław Pietruszewski

Delikatność z pazurem
— Przemysław Pietruszewski

Magiczne spotkanie z Kari Amirian
— Przemysław Pietruszewski

Łabędzi lot
— Przemysław Pietruszewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.