Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 maja 2022
w Esensji w Esensjopedii

Fismoll
‹At Glade›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAt Glade
Wykonawca / KompozytorFismoll
Data wydania18 czerwca 2013
Wydawca EMI
NośnikCD
Gatunekfolk, pop, rock
EAN5099961529021
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Flowering
2) To Dryad
3) Time Of Glimmers
4) Song Of Songs
5) Trifle
6) History Of The Moon
7) Let’s Play Birds
8) Close To The Light
9) Let Me Breathe Your Sigh
10) Look At This
Wyszukaj / Kup

W idealnej harmonii
[Fismoll „At Glade” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Wśród młodych muzyków mamy ogromne talenty. Kolejnym z przebijających się do świadomości większej liczby Polaków jest Fismoll, który w czerwcu zadebiutował znakomitym albumem „At Glade”.

Michał Perzyna

W idealnej harmonii
[Fismoll „At Glade” - recenzja]

Wśród młodych muzyków mamy ogromne talenty. Kolejnym z przebijających się do świadomości większej liczby Polaków jest Fismoll, który w czerwcu zadebiutował znakomitym albumem „At Glade”.

Fismoll
‹At Glade›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAt Glade
Wykonawca / KompozytorFismoll
Data wydania18 czerwca 2013
Wydawca EMI
NośnikCD
Gatunekfolk, pop, rock
EAN5099961529021
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Flowering
2) To Dryad
3) Time Of Glimmers
4) Song Of Songs
5) Trifle
6) History Of The Moon
7) Let’s Play Birds
8) Close To The Light
9) Let Me Breathe Your Sigh
10) Look At This
Wyszukaj / Kup
Arkadiusz Glensk to artysta wszechstronnie uzdolniony – komponuje, pisze i bardzo rzadko rozstaje się z gitarą (choć gra na wielu instrumentach). Początków jego popularności należy szukać oczywiście w sieci, gdzie pojawiały się udane i przejmujące covery (utworów „9 Crimes” Damiena Rice’a czy „Mad World” Tears for Fears). Szybko przyszła również pora na autorskie kompozycje, które potwierdzały nie tylko dużą wrażliwość, instrumentalny i wokalny talent, ale też, o dziwo, ogromną dojrzałość skromnego chłopaka. Przy takiej jakości nagrań i w konsekwencji zaskakująco ciepłym odbiorze kwestią czasu była pierwsza płyta. Wraz z jej premierą liczba fanów zaczęła rosnąć, a Fismoll wreszcie dotarł do szerszej publiczności – czy to za sprawą częstszej obecności w mediach, czy występów na żywo (niedawno zagrał przecież na Open’erze). Wszystko to nie zmienia faktu, że „At Glade” nie jest wydawnictwem uniwersalnym i tym bardziej na każdą okazję. Obcowanie z nim wymaga wyjątkowego nastroju i swoistego wyciszenia. Trzeba jasno napisać – uchwycenie pełni atutów krążka niewielu słuchaczom sprawi przyjemność pozbawioną przynajmniej odrobiny monotonii. Jednak jeśli mamy w sobie wielkie pokłady wrażliwości i nie uciekamy panicznie przed jesiennymi nastrojami, to na pewno album da nam dużo muzycznego wytchnienia.
Naturalną rzeczą, zwłaszcza przy debiucie, jest szukanie powiązań z innymi twórcami – podobnie jak chęć umieszczenia premierowego krążka w konkretnych gatunkowych przegródkach. Najwygodniej Fismolla luźno zestawić z dwoma innymi wrażliwcami światowych scen – Jónsim oraz Ólafurem Arnaldsem. Z pierwszym łączy go umiejętność konstruowania baśniowego nastroju, z drugim – stawianie na klasyczne rozwiązania i instrumenty. Nieprzypadkowo obie przywołane gwiazdy pochodzą z Islandii, bo rzeczywiście Arkadiusz posiada duszę, którą nieustannie ciągnie w tamte rejony. Inna sprawa, że z wielką naturalnością przychodzi mu czarowanie przy pomocy pojedynczych dźwięków i własnego głosu. Przede wszystkim jednak z każdym pochłoniętym numerem unaocznia się jego wielki zmysł kompozytorski – Fismoll z łatwością panuje nad bardziej rozbudowanymi aranżacjami, a zarazem potrafi przykuć uwagę słuchacza – pozornie zwykłym – brzdąkaniem na gitarze. Umiejętność i swoboda zajmującego opowiadania przy akompaniamencie tej ostatniej wprost prowadzi do innych personalnych porównań. Opisując dokonania poznaniaka, często stosowane są odwołania do współczesnych gitarowych bardów – choćby Bona Ivera albo Bena Howarda. To artystycznie nobilitujące, lecz co najważniejsze trafne typowanie, ukazujące jednocześnie, w którą stronę zmierza, przynajmniej teraz, autor „At Glade”.
Fismoll zwykł opowiadać, że inspiracje czerpie z licznych obserwacji – życia czy przyrody. Swoista stonowana witalność połączona z pierwotnością natury mogłaby okazać się kluczem do tej płyty. Tyle że nie jest konieczna aż tak drobiazgowa analiza. Wystarczy, że ten młody chłopak (wsparty zastępem odpowiednich ludzi) jest w stanie wyrwać słuchacza z dynamicznej i obcesowej rzeczywistości, by choć na chwile ukoił nerwy i oddał się spokojowi płynącemu z prostych, wyważonych i delikatnie melodyjnych kompozycji. Niewiele narzędzi potrzeba do osiągnięcia zdumiewającego efektu: gitara, skrawki perkusji, smyczki (wspomniana baśniowość to głównie ich zasługa) oraz melancholijny, mądry i głęboki głos. „Time of Glimmers”, „Let’s Play Birds” albo nawet nieco przedramatyzowany „Look at This” przeładowane są emocjami, aczkolwiek nie mylą się też krytycy, którzy głoszą, że numery te nie penetrują nowych stylistycznych zakątków czy po prostu nie są w stanie zachwiać obecnym porządkiem. Odpowiedź jest banalna – nie muszą. Fismoll precyzyjnie wykorzystuje te z elementów współczesnej muzyki, które konieczne są akurat do takiego artystycznego wyrazu.
Debiutowi młodego poznaniaka już od dłuższego czasu towarzyszyły ogromne emocje. Na dodatek z każdą ukazaną publiczności partią autorskiego materiału oczekiwania jeszcze wzrastały, aby osiągnąć naprawdę wysoki, wręcz światowy pułap. Fismoll absolutnie nie zawiódł – z niezwykłą łatwością przyszło mu skomponowanie płyty delikatnej, lirycznej, wszechstronnie pięknej.
koniec
16 lipca 2013

Komentarze

23 VII 2013   22:39:04

Nie mogę się jej nasłuchać... czyżbym się uzależniła?

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Świętość zgrzytliwa i awangardowa
Sebastian Chosiński

19 V 2022

Pięć lat temu, gdy ukazała się pierwsza płyta Weserbergland, zastanawiałem się, czy będzie to jedynie efemeryczny projekt Ketila Vestruma Einarsena i Mattiasa Olssona, czy też zespół zagości na scenie na dłużej. Trzy lata później światło dzienne ujrzał kolejny album, a przed paroma miesiącami trzeci. Jego tytuł – „Sacrae Symphoniae Nr. 1” – sugeruje, że za jakiś czas możemy spodziewać się następnych.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Częstotliwość ma znaczenie!
Sebastian Chosiński

17 V 2022

Nie ma wątpliwości, że pochodzący z Częstochowy Krzysztof Majchrzak to jeden z najbardziej konsekwentnych polskich artystów. Chociaż zaczynał jako jazzman, jego obecne zainteresowania artystycznej wykraczają daleko poza jazz improwizowany. Aczkolwiek nie odżegnują się od niego. Najnowszy album muzyka – „432 Hz” – może zainteresować zarówno wielbicieli free jazzu, jak i elektroniki.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Niepisane prawo do nagrywania świetnych płyt
Sebastian Chosiński

12 V 2022

Nie licząc wydanej w 2018 roku płyty koncertowej, kwintet Niechęć kazał nam czekać na nowy album studyjny sześć lat. Cieszy zatem bardzo, że czas ten nie został zmarnowany. Najnowsze dzieło kwintetu – „Unsubscribe” – to wydawnictwo jeszcze dojrzalsze i ciekawsze, bo bardziej różnorodne. Aczkolwiek wciąż mamy do czynienia ze swoiście pojętym jazz-rockiem.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż autora

Bez noży, krzyży i polowań
— Michał Perzyna

Siostry na wznoszącej fali
— Michał Perzyna

Senne marzenia ciągle żywe
— Michał Perzyna

Rozpromienione oblicze
— Michał Perzyna

Krocząc sprawdzoną ścieżką
— Michał Perzyna

Mały jazzowy pożar
— Michał Perzyna

Nie tylko o rozstaniach
— Michał Perzyna

Złe wieści – dobre wieści
— Michał Perzyna

W słodkiej melancholii
— Michał Perzyna

Ponętny ukłon w stronę kobiet
— Michał Perzyna

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.