Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 maja 2022
w Esensji w Esensjopedii

Black Sabbath
‹13›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł13
Wykonawca / KompozytorBlack Sabbath
Data wydania11 czerwca 2013
Wydawca Vertigo
NośnikCD
Czas trwania53:18
Gatunekmetal
EAN602537349579
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) End of the Beginning8:07
2) God Is Dead?8:54
3) Loner5:06
4) Zeitgeist4:28
5) Age of Reason7:02
6) Live Forever4:49
7) Damaged Soul7:46
8) Dear Father7:06
Wyszukaj / Kup

Niechęć do nieśmiertelności i lęk przed śmiercią
[Black Sabbath „13” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Dziewiętnasty album w dyskografii i dziewiąty ponownie w (prawie) oryginalnym składzie. Black Sabbath powrócił, a zarazem zapewne wkrótce odejdzie na stałe. Czy więc „13” trafnie puentuje całą dotychczasową karierę Ozzy’ego Osbourne’a i jego kolegów?

Jacek Walewski

Niechęć do nieśmiertelności i lęk przed śmiercią
[Black Sabbath „13” - recenzja]

Dziewiętnasty album w dyskografii i dziewiąty ponownie w (prawie) oryginalnym składzie. Black Sabbath powrócił, a zarazem zapewne wkrótce odejdzie na stałe. Czy więc „13” trafnie puentuje całą dotychczasową karierę Ozzy’ego Osbourne’a i jego kolegów?

Black Sabbath
‹13›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł13
Wykonawca / KompozytorBlack Sabbath
Data wydania11 czerwca 2013
Wydawca Vertigo
NośnikCD
Czas trwania53:18
Gatunekmetal
EAN602537349579
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) End of the Beginning8:07
2) God Is Dead?8:54
3) Loner5:06
4) Zeitgeist4:28
5) Age of Reason7:02
6) Live Forever4:49
7) Damaged Soul7:46
8) Dear Father7:06
Wyszukaj / Kup
Okres przed wydaniem „13” zapisze się jako jeden z najbardziej dramatycznych rozdziałów w biografii zespołu. A pamiętajmy, że mówimy o grupie, która zmagała się już z alkoholizmem i narkomanią właściwie wszystkich członków oryginalnego składu, śmiercią Ronniego Jamesa Dio, przerywającą świetną passę jej inkarnacji Heaven and Hell, oraz rekordowo częstymi zmianami basistów, perkusistów i wokalistów. Przy takich perypetiach problemy członków Aerosmith czy młodszych o ponad dekadę muzyków Metalliki zakończone w obu przypadkach zespołowymi terapiami wydają się wręcz fanaberiami.
Nawet bowiem gdy długo oczekiwana reaktywacja składu Osbourne/Iommi/Butler/Ward stała się faktem w 1997 roku, fanów czekało kolejne rozczarowanie. Okazało się, że muzycy spuentowali swój powrót tylko dwoma nowymi utworami i albumem koncertowym „Reunion”. Na następną próbę nagrania nowej płyty – już wtedy przy współpracy z Rickiem Rubinem – przyszło nam czekać blisko dziesięć lat. I co bardzo dziwne, w kontekście grupy posiadającej w swojej dyskografii kilkanaście wydawnictw studyjnych, po raz kolejny nie udało się skomponować niczego godnego uwagi. Ostatecznie niespełna dwa lata temu ogłoszono ponowne rozpoczęcie prac nad następcą „Forbidden” z 1995 roku (!). Tym razem zwieńczone sukcesem, choć po drodze proces twórczy zakłóciła jeszcze choroba gitarzysty Tony’ego Iommiego oraz konflikt wewnątrz zespołu zakończony usunięciem z niej Billa Warda i zastąpieniem go Bradem Wilkiem (dawniej z Rage Against the Machine oraz Audioslave).
Fani mogli odetchnąć z ulgą dopiero w czerwcu 2013 roku, gdy „13” trafiła na półki sklepowe oraz do Internetu. Ponowne zaangażowanie w prace nad płytą Ricka Rubina nie zdziwiło. Wybaczono mu chyba nawet brak rezultatów sprzed dekady, po cichu licząc zapewne na podobne efekty, jakie brodaty producent (a właściwie guru czy coach, bo do takiej roli sprowadza się ponoć jego rola w studiu) odniósł z Metalliką. Po kilkunastu latach wycieczek stylistycznych twórcy legendarnego „Master of Puppets” ku uciesze większości fanów powrócili dzięki niemu do swojego klasycznego stylu na „Death Magnetic”. Nawet sposób pracy z oboma zespołami był łudząco podobny. Jak w wywiadach przyznają sami muzycy, Rubin usilnie namawiał ich do odnajdywania inspiracji do pisania nowego materiału w… ich debiucie.
Jak więc w skutek tych zabiegów zabrzmiało Black Sabbath Anno Domini 2013? Jak nie trudno było przewidzieć, zespół oddaje bardziej hołd swojej stylistyce i klasycznym dokonaniom z lat 70., niż definiuje heavy metal na nowo. Problemem „13” jest właśnie inspirowanie się grupy samą sobą sprzed czterech dekad. Słuchając płyty, trudno nie wynajdywać na niej fragmentów autoplagiatów dokonanych przez muzyków. „End of Beginning” to „Black Sabbath” z kultowego debiutu, riff z „Loner” jest wręcz wprost wzięty z „N.I.B.”, ballada „Zeitgeist” to klon „Planet Caravan” po liftingu. Nie wiem, czy było to świadome działanie Ricka Rubina jako producenta (wystarczy posłuchać powoływanego już jako przykład „Death Magnetic” Metalliki, by odpowiedzieć na to twierdząco), czy po prostu Tony Iommi nie potrafi już komponować innych riffów niż „sabbathowe” (co po ponad czterdziestu latach pracy w jednym zespole również jest możliwe). Przez to jednak album jest co prawda puszczeniem oczka do sentymentalnych fanów, ale jednocześnie brzmi, jakby został nagrany z czysto komercyjnych pobudek. Nie zmienia tego nawet nowoczesne brzmienie, które przy bardziej odważnych utworach dałoby efekt podobny do tego, który osiągnął Ozzy Osbourne na swoim świetnym „Down To Earth” osadzonym właściwie w swoich czasach.
Kolejną słabością „13” są częściowo same kompozycje. Choć rozpoczynający album riff „End Of Beginning” może speszyć doomowych dziedziców Iommiego, muzycy wydłużyli numer do ośmiu minut, punkt kulminacyjny umieszczając jeszcze przed jego połową (!), zatracając cały potencjał kompozycji. To, co w niektórych recenzjach określane bywa jako „bezkompromisowość”, jest niestety brakiem wyczucia, kiedy utwór uznać po prostu za skończony. Przez to najkrótsze „Loner” oraz „Live Forever” (niespełna pięć minut) wypadają na tle pozostałego materiału najbardziej przebojowo i nie nużą.
Prawdopodobnie jest to ostatnie wydawnictwo studyjne Black Sabbath (nie licząc wysypu składanek „The best of…” i reedycji, którymi zapewne wytwórnia zaleje rynek w ciągu najbliższych kilku lat). Czy zespół żegna się z fanami w sposób godny jego historii? W mojej opinii nie mniej jest ambiwalencji niż w wyśpiewanym przez Ozzy’ego tekście „Loner” („And I don’t wanna live forever/But I don’t wanna die” jak na największego hedonistę rocka brzmi dziwnie). Z jednej strony trudno po ponad 60-letnich muzykach oczekiwać rewolucji stylistycznej. Z drugiej – na swoich solowych płytach członkowie Sabbath sami pokazywali, że nie boją się eksperymentów i flirtów z nowoczesnym metalem (vide solowe dokonania Geezera Butlera oraz Ozzy’ego). Na nowej płycie grupa powraca do korzeni, zataczając koło we własnej biografii i stylu. Pokolenie temu muzyką oraz wizerunkiem członkowie Black Sabbath budzili kontrowersje i ogromne emocje. Dziś lekko nużą przewidywalnością oraz sentymentalizmem. „13” spełnia jednak wszystkie warunki pożegnalnego albumu – z jego zaletami i wadami.
koniec
23 czerwca 2013

Komentarze

23 VI 2013   16:32:28

Płyta i tak jest ciekawsza niż wspominany Heaven & Hell z Dio. Tam się Iommi dopiero pogubił i zjadł własny ogon.

23 VI 2013   19:43:36

Iommi generalnie zjada swoj ogon od wielu lat. Dobra passa heaven and hell to popularnosc tego zespolu a nie sukces artystyczny.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Świętość zgrzytliwa i awangardowa
Sebastian Chosiński

19 V 2022

Pięć lat temu, gdy ukazała się pierwsza płyta Weserbergland, zastanawiałem się, czy będzie to jedynie efemeryczny projekt Ketila Vestruma Einarsena i Mattiasa Olssona, czy też zespół zagości na scenie na dłużej. Trzy lata później światło dzienne ujrzał kolejny album, a przed paroma miesiącami trzeci. Jego tytuł – „Sacrae Symphoniae Nr. 1” – sugeruje, że za jakiś czas możemy spodziewać się następnych.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Częstotliwość ma znaczenie!
Sebastian Chosiński

17 V 2022

Nie ma wątpliwości, że pochodzący z Częstochowy Krzysztof Majchrzak to jeden z najbardziej konsekwentnych polskich artystów. Chociaż zaczynał jako jazzman, jego obecne zainteresowania artystycznej wykraczają daleko poza jazz improwizowany. Aczkolwiek nie odżegnują się od niego. Najnowszy album muzyka – „432 Hz” – może zainteresować zarówno wielbicieli free jazzu, jak i elektroniki.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Niepisane prawo do nagrywania świetnych płyt
Sebastian Chosiński

12 V 2022

Nie licząc wydanej w 2018 roku płyty koncertowej, kwintet Niechęć kazał nam czekać na nowy album studyjny sześć lat. Cieszy zatem bardzo, że czas ten nie został zmarnowany. Najnowsze dzieło kwintetu – „Unsubscribe” – to wydawnictwo jeszcze dojrzalsze i ciekawsze, bo bardziej różnorodne. Aczkolwiek wciąż mamy do czynienia ze swoiście pojętym jazz-rockiem.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż autora

Wielki ranking płyt Slayera
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jacek Walewski

Porażki i sukcesy 2014
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Piotr Dobry, Jarosław Robak, Grzegorz Fortuna, Jacek Walewski, Konrad Wągrowski, Krystian Fred, Kamil Witek, Miłosz Cybowski, Adam Kordaś

30 utworów na Halloween
— Jacek Walewski, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Diabeł z jasełek pokazuje rogi
— Jacek Walewski

Boska cząstka
— Jacek Walewski

Iluminacja… czyli znalazłem debiut roku!
— Jacek Walewski

Nieoszlifowany diament
— Jacek Walewski

Matematyczny łamaniec głowy
— Jacek Walewski

Bękarty wydawnicze
— Jacek Walewski

Szatan w muzyce
— Jacek Walewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.