Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 1 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Shining
‹One One One›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOne One One
Wykonawca / KompozytorShining
Data wydania8 kwietnia 2013
Wydawca Universal
NośnikCD
Czas trwania35:48
Gatunekjazz, metal, rock
EAN7090014387559
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Jørgen Munkeby, Håkon Sagen, Tor Egil Kreken, Bernt Moen, Torstein Lofthus
Utwory
CD1
1) I Won’t Forget3:51
2) The One Inside4:03
3) My Dying Drive4:05
4) Off the Hook3:37
5) Blackjazz Rebels3:28
6) How Your Story Ends4:39
7) The Hurting Game4:08
8) Walk Away3:38
9) Paint the Sky Black4:19
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: No mercy!
[Shining „One One One” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Zdecydowanie nie jest to muzyka, która może ukoić nerwy. Wręcz przeciwnie! Jeśli w Wasze życie wkradła się monotonia, a kolejny dzień niczym nie różni się od poprzedniego, powinniście wrzucić do swojego odtwarzacza najnowszy krążek zespołu Shining, „One One One”. Ta muzyka momentalnie szarpnie Waszymi nerwami, a serce wprawi w zagrażającą zdrowiu i życiu palpitację.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: No mercy!
[Shining „One One One” - recenzja]

Zdecydowanie nie jest to muzyka, która może ukoić nerwy. Wręcz przeciwnie! Jeśli w Wasze życie wkradła się monotonia, a kolejny dzień niczym nie różni się od poprzedniego, powinniście wrzucić do swojego odtwarzacza najnowszy krążek zespołu Shining, „One One One”. Ta muzyka momentalnie szarpnie Waszymi nerwami, a serce wprawi w zagrażającą zdrowiu i życiu palpitację.

Shining
‹One One One›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOne One One
Wykonawca / KompozytorShining
Data wydania8 kwietnia 2013
Wydawca Universal
NośnikCD
Czas trwania35:48
Gatunekjazz, metal, rock
EAN7090014387559
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Jørgen Munkeby, Håkon Sagen, Tor Egil Kreken, Bernt Moen, Torstein Lofthus
Utwory
CD1
1) I Won’t Forget3:51
2) The One Inside4:03
3) My Dying Drive4:05
4) Off the Hook3:37
5) Blackjazz Rebels3:28
6) How Your Story Ends4:39
7) The Hurting Game4:08
8) Walk Away3:38
9) Paint the Sky Black4:19
Wyszukaj / Kup
Grupą z Oslo – warto bowiem wspomnieć, że istnieje jeszcze szwedzki blackmetalowy band, który nosi identyczną nazwę – od samego początku istnienia kierują dwaj muzycy: wokalista i multiinstrumentalista (saksofonista, flecista i klawiszowiec) Jørgen Munkeby oraz bębniarz Torstein Lofthus, niegdyś absolwenci, dzisiaj natomiast wykładowcy Norweskiej Akademii Muzycznej. Munkeby zaczynał karierę w kultowej formacji Jagga Jazzist, przez kilka lat łączył nawet zaangażowanie w nią z funkcjonowaniem Shining, ale ostatecznie zdecydował się poświęcić całkowicie nowemu dziecku. „One One One” to szósty „pełnometrażowy” studyjny krążek Norwegów, który ujrzał światło dzienne trzy lata po wydaniu fenomenalnego „Blackjazz” (w 2011 roku ukazała się jeszcze płyta koncertowa „Live Blackjazz”). Na „One One One”, poza Munkebym i Lofthusem, usłyszeć możemy jeszcze gitarzystę Håkona Sagena (najnowszy nabytek zespołu, który dokooptowany został już po wydaniu „Blackjazz”) oraz basistę Tora Egila Krekena i grającego na instrumentach klawiszowych Bernta Moena.
Dwaj ostatni „weszli na pokład” w 2008 roku, mieli więc duży wpływ na kształt poprzedniego krążka, który był zdecydowanie najlepszą produkcją muzyków z Oslo w pierwszej dekadzie XXI wieku. Swoją drogą bardzo ciekawa jest ewolucja, jaką przeszło Shining – od muzyki bliskiej nowoczesnemu, eksperymentalnemu free jazzowi (na początku działalności), poprzez coraz większe wpływy rocka progresywnego i fusion (na „In the Kingdom of Kitsch You Will Be a Monster” sprzed ośmiu lat), aż po orgię awangardowo-metalowego szaleństwa, które na dobre zagościło w dokonaniach formacji na albumie „Grindstone” (2007). A potem… potem było jeszcze ekstremalniej. Jeśli pamiętacie album „Copula mundi” (1992) nieodżałowanego warszawskiego zespołu Kinsky, będziecie wiedzieć, o co chodzi. Z jednym tylko wyjątkiem – Shining gra jeszcze ostrzej i bardziej bezkompromisowo. Po pierwszym przesłuchaniu „One One One” może odrzucić. Odnosi się bowiem wrażenie, że każdy z dziewięciu zawartych na niej kawałków jest niemal dokładnie taki sam – pędzący na oślep przed siebie i zgiełkliwy.
Jak krzywdząca jest to ocena, przekonujemy się dopiero po kolejnej – piątej, siódmej, dziesiątej – „lekturze” krążka. Wtedy zaczynamy zwracać uwagę na smaczki i melodie, które nieśmiało wyzierają spod gitarowego hałasu. Każdy z utworów ma bardzo gęstą, typową dla free jazzu fakturę; to nagromadzenie dźwięków ma jednak – wbrew pozorom – głęboki sens, nie jest jedynie dziełem przypadku. Otwierający płytę „I Won’t Forget” – wybrany na singla promocyjnego – brzmi jak skrzyżowanie jazz-rockowego King Crimson ze space rockowym Hawkwind; jest w nim z jednej strony punkowa wściekłość, z drugiej – jazzowa finezja i metalowa potęga. Jeśli dobrze się wsłuchać, usłyszeć można również saksofon (co w pewnym sensie łączy Shining z Painkiller, awangardowo-metalowym projektem Johna Zorna sprzed kilkunastu lat). Instrument ten pojawia się również, i to w rozbudowanej partii solowej, w kolejnym kawałku – „The One Inside”. Z kolei „My Dying Drive” zostało urozmaicone przede wszystkim industrialnym brzmieniem klawiszy; na moment pojawiają się one także w „Off the Hook”, lecz ten akurat kawałek stoi głównie partią gitary i bębnów, które od pierwszej do ostatniej sekundy przydają mu charakteru progresywnego.
„Blackjazz Rebels” natomiast to oparte na rytmie rock’n’rollowym potężne uderzenie prosto między oczy – jest krótko (niespełna trzy i pół minuty), ale za to na temat. Saksofonowy wstęp do „How Your Story Ends” może sugerować, że tym razem będziemy mieć do czynienia z numerem nieco spokojniejszym, lecz słuchacze szybko zostają wyprowadzeni z błędu. Chwilę później Norwegowie wkraczają już na swoje normalne obroty, co oznacza, że serwują takie połamańce rytmiczne, iż pewnie nawet Robert Fripp i Les Claypool poczuliby się w pełni usatysfakcjonowani. „The Hurting Game” przypomina z kolei jeden z tych bezkompromisowych kawałków Motörhead, w których Lemmy Kilmister wyładowuje swoją złość na cały otaczający go świat, choć oczywiście wykonany jest ze znacznie większą finezją. W tym samym klimacie metalowo-punkowo-hardcore’owym utrzymany jest „Walk Away”. Najbardziej ekstremalne wrażenia zapewnia jednak zamykający krążek „Paint the Sky Black”, którego nie powstydziłaby się chyba żadna kapela black- i deathmetalowa. Pytanie tylko, ile z ich potrafiłoby odegrać nuta w nutę to, co serwują Munkeby, Lofthus & Co.? Jak najnowsza muzyka Shining brzmi na żywo, będziemy mogli przekonać się już niedługo, bo 3 maja, podczas wrocławskiego Assymetry Festival.
koniec
16 kwietnia 2013
Skład:
  • Jørgen Munkeby – śpiew, saksofon, instrumenty klawiszowe, gitara
  • Håkon Sagen – gitara
  • Tor Egil Kreken – gitara basowa
  • Bernt Moen – instrumenty klawiszowe
  • Torstein Lofthus – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Twardziele z Zagłębia Ruhry
Sebastian Chosiński

11 XI 2021

Postindustrialne krajobrazy różnie wpływają na mieszkańców regionów uprzemysłowionych – jednych przyprawiają o myśli depresyjne, innym dają kopa do aktywnej działalności. W przypadku muzyków zespołu Plaindrifter, który narodził się w niemieckim Gelsenkirchen, mamy do czynienia z tym drugim. Czego najjaskrawszym dowodem pełnowymiarowy debiut tria – album „Echo Therapy”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Paryski spleen
— Sebastian Chosiński

Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
— Sebastian Chosiński

Twardziele z Zagłębia Ruhry
— Sebastian Chosiński

Widok z latarni morskiej
— Sebastian Chosiński

Najlepszy czas, by zabłysnąć
— Sebastian Chosiński

Puste przestrzenie wypełnione psychodeliczną materią
— Sebastian Chosiński

Chińska lutnia, afrykańska harfa
— Sebastian Chosiński

Tradycja jest warownym murem
— Sebastian Chosiński

Astronauci polskiego jazzu
— Sebastian Chosiński

Surowa, dzika, nieokiełznana
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Esensja słucha: Drugi kwartał 2010
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Michał Perzyna, Jakub Stępień, Jacek Walewski, Mieszko B. Wandowicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.