Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Nick Cave & The Bad Seeds
‹Push the Sky Away›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPush the Sky Away
Wykonawca / KompozytorNick Cave & The Bad Seeds
Data wydania18 lutego 2013
Wydawca Mystic Production
NośnikCD
Gatunekpop, rock
EAN5055667601744
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) We No Who U R
2) Wide Lovely Eyes
3) Water’s Edge
4) Jubilee Street
5) Mermaids
6) We Real Cool
7) Finishing Jubilee Street
8) Higgs Boson Blues
9) Push The Sky Away
Wyszukaj / Kup

Powrót niepokornego
[Nick Cave & The Bad Seeds „Push the Sky Away” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Na następcę „Dig, Lazarus, Dig!!!” przyszło nam czekać pięć lat. Wydawać by się mogło, że połowa dekady to wystarczający powód, aby Nick Cave z zespołem zaprezentował nam coś naprawdę mocnego, coś, czego życzyliby sobie starsi fani jego twórczości, znający doskonale post-punkowe The Birthday Party. Wbrew wszelkim oczekiwaniom Australijczyk wraz z The Bad Seeds postawił tym razem na diametralnie inną atmosferę.

Przemysław Pietruszewski

Powrót niepokornego
[Nick Cave & The Bad Seeds „Push the Sky Away” - recenzja]

Na następcę „Dig, Lazarus, Dig!!!” przyszło nam czekać pięć lat. Wydawać by się mogło, że połowa dekady to wystarczający powód, aby Nick Cave z zespołem zaprezentował nam coś naprawdę mocnego, coś, czego życzyliby sobie starsi fani jego twórczości, znający doskonale post-punkowe The Birthday Party. Wbrew wszelkim oczekiwaniom Australijczyk wraz z The Bad Seeds postawił tym razem na diametralnie inną atmosferę.

Nick Cave & The Bad Seeds
‹Push the Sky Away›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPush the Sky Away
Wykonawca / KompozytorNick Cave & The Bad Seeds
Data wydania18 lutego 2013
Wydawca Mystic Production
NośnikCD
Gatunekpop, rock
EAN5055667601744
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) We No Who U R
2) Wide Lovely Eyes
3) Water’s Edge
4) Jubilee Street
5) Mermaids
6) We Real Cool
7) Finishing Jubilee Street
8) Higgs Boson Blues
9) Push The Sky Away
Wyszukaj / Kup
Zupełnie tak, jakby wszystkim miłośnikom elektrycznej gitary chciał powiedzieć: „Stworzyliśmy przecież dla was Grinderman, czego jeszcze oczekujecie?”. Niestety, projekt zakończył się tylko dwoma, ale za to bardzo dobrymi albumami i nic nie wskazuje na to, aby kiedykolwiek ponownie się odrodził, niczym Feniks z popiołów. Dość powiedzieć, że przez pięć lat wyjątkowo płodnego okresu artysty dało się wyczuć tęsknotę za prostszą formą przekazu. Jako dowód niech posłużą ścieżki dźwiękowe do „Lawless” oraz „The Road”, gdzie dominują utwory raczej spokojne, przeplatane smyczkowym rzemiosłem Warrena Ellisa. I właściwie głównie ten tandem czuwa nad całością 15. krążka Cave’a i The Bad Seeds. Uwaga o tyleż istotna, ponieważ ukazuje, jak silny wpływ na muzykę na nowym albumie miał skrzypek. Zresztą wystarczy wspomnieć o jego projekcie Dirthy Three, aby otrzymać pełny obraz poszukiwań artysty. Część eksperymentalna gęsto wypełnia tło „Push the Sky Away”, co jest doskonałym urozmaiceniem z pozoru prostych kompozycji. Inna dość ważna kwestia to powrót Warrena do instrumentów smyczkowych, których na, skądinąd dobrej, „Dig, Lazarus, Dig!!!” brakowało.
Muzycznie dostajemy powrót do kameralistyki znanej z „The Boatman’s Call”, tyle że kipiącej od filmowego, niespokojnego, dramatycznego wręcz nerwu. Lider grupy powiedział kiedyś, że Grinderman był dla niego pewnym sposobem na wyładowanie negatywnych emocji, coś jak powrót do żony i przyznanie się do spędzania częstych nocy u kochanki. „Push the Sky Away” wydaje się następstwem tych wydarzeń. To cisza po burzy, próba zapomnienia albo wybaczenia. Choć może, jak śpiewa dawny wokalista The Birthday Party w otwierającym „We No Who U R”, nie ma potrzeby wybaczania? Pięknie tutaj snuje się delikatny dźwięk klawiszy, podbity wibrującą perkusją, a całości dopełnia sącząca się w tle folkowa solówka na flecie.
Podczas pisania materiału na album Cave nie był do końca zadowolony ze swojej pracy i jakby ironicznie stwierdza, że to głównie zasługa The Bad Seeds. Jednak właściwa symbioza muzyków daje o sobie już znać w „Wide Lovely Eyes”. Powtarzający się gitarowy motyw spotyka się z kontrastującym, wyciszonym klawiszowym tonem. Warstwa wokalna to praktycznie jedyna melodyjna część, ale jednak kiedy słyszymy: „you wave and say goodbye”, czujemy nerwową wręcz tęsknotę podmiotu lirycznego.
Kolejny utwór i kolejna dysharmonia – pulsujący, wyrazisty bas na „Water’s Edge”, nawiązujący do „From Her to Eternity”, ściga się z teatralnym, przejmującym głosem Cave’a i znów z atonalnym motywem na pianinie. Kiedy słyszymy: „But you grow old and you grow cold”, dreszcze same pojawiają się na ciele. Brzmi to tak, jakby Australijczyk odbywał retrospektywę po ciemnych zakamarkach swojego dzieciństwa.
Jeśli poprzedni krążek posiadał jeszcze namiastkę elektrycznej gitary, to na „Push the Sky Away” ślad po niej zaginął. Nie jest to oczywiście wada i pewien balladowo-rockowy sznyt da się bez problemu wyczuć w lekko drone’owym „Jubilee Street”, zwłaszcza w emocjonalnej końcówce, gdzie wszystkie instrumenty próbują spoić się w jedno i wyrzucić z siebie całą złość, o której śpiewa muzyk. Jest to zresztą najmocniejsza część „Push the Sky Away”, a przejmująca historia dziewczyny o imieniu Bee, kryjąca się za lirykami, jawi się jako jeden z największych koszmarów Cave’a. W „Mermaids” artysta nieco zwalnia tempo, przy klasycznym akompaniamencie gitary opowiadając o niespełnionej seksualnej fantazji z syrenami („I was the match / That would fire up her snatch”).
Z pewnością na wyróżnienie zasługuje także specyficzny w wymowie i autotematyczny „Finishing Jubilee Street”, snujący senną historię zakończenia opowieści o „Jubilee Street” („I had just finished writing Jubilee Street / I lay in my bed and fell into a deep sleep”). Niesamowity jest tutaj podkład wydobywający się pośród akustycznych, kołysankowych dźwięków gitary. Basowo drżące harmonie przy akompaniamencie pianina i wokali w tle jednoznacznie pozwalają odczuć senny charakter całości.
Nie zapomniano również o wielbicielach bluesa. „Higgs Boson Blues” wyrasta tutaj na perełkę pośród klasycznych utworów. Opowieść o spotkaniu na drodze do Genewy Roberta Johnsona, Lucyfera czy aktorki Miley Cyrus z „Hanny Montany” wydaje się dla bohatera tekstu pewnym podsumowaniem dawnej i obecnej kultury. Ze znaną sobie cyniczną manierą Cave zestawia również ową spuściznę z boską cząstką Higgsa. Nie jest pewne do końca, co autor chciał przez to osiągnąć, dlatego w wygodny sposób ucieka od pytań: „And if I die tonight / Bury me in my favourite yellow patent leather shoes”.
Ostatnia, tytułowa kompozycja to perfekcyjne podsumowanie, godnie wieńczące dzieło, jakim jest „Push the Sky Away”. Ciepłe brzmienie organów i przestrzenna subtelność, z jaką wyśpiewywane są kolejne chóralne wersy, zdają się praktycznie dotykać nieba. Dosadny wokal Cave’a to niejako nawiązanie do okładki, gdzie zdecydowanym gestem nakazuje żonie pokonywać wspólnie kolejne trudności życia. Kto wie, być może po wspomnianej wcześniej zdradzie będą przesuwać barierę zrozumienia w coraz odleglejszy punkt nieba, a ukryta w dłoniach twarz Susie odzyska dawną wrażliwość?
Nick Cave wraz z The Bad Seeds po raz kolejny udowadnia swój niezwykły talent do pisania przejmujących kawałków. Tym razem wznosi się na kolejny poziom kunsztu, a pozorna prostota albumu wypełniona zostaje wielobarwną sekcją instrumentalną. I nawet jeśli to tylko rock’n’roll, ta muzyka nadal dotyka dna duszy.
koniec
23 lutego 2013

Komentarze

23 II 2013   12:32:04

"Dosadny wokal Cave’a to niejako nawiązanie do okładki, gdzie zdecydowanym gestem nakazuje żonie pokonywać wspólnie kolejne trudności życia. Kto wie, być może po wspomnianej wcześniej zdradzie będą przesuwać barierę zrozumienia w coraz odleglejszy punkt nieba, a ukryta w dłoniach twarz Susie odzyska dawną wrażliwość?"
Toś pojechał...
Co do Grindermana - reaktywują zespół na rzecz festiwalu Coachella, więc może jeszcze nie wszystko przesądzone.

24 II 2013   19:30:16

Dla mnie ten numer to podsumowanie płyty i po prostu świetnie się współgrał z konceptem na okładce, a że interpretacja nieco na wyrost? W przypadku Cave'a nic nie jest oczywiste.
I tak, wiem gdzie zdjęcie zostało wykonane...

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Twardziele z Zagłębia Ruhry
Sebastian Chosiński

11 XI 2021

Postindustrialne krajobrazy różnie wpływają na mieszkańców regionów uprzemysłowionych – jednych przyprawiają o myśli depresyjne, innym dają kopa do aktywnej działalności. W przypadku muzyków zespołu Plaindrifter, który narodził się w niemieckim Gelsenkirchen, mamy do czynienia z tym drugim. Czego najjaskrawszym dowodem pełnowymiarowy debiut tria – album „Echo Therapy”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja słucha: Październik 2013
— Sebastian Chosiński, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Michał Perzyna

Melancholia stosowana
— Łukasz Izbiński

Tegoż autora

W poszukiwaniu oszczędności
— Przemysław Pietruszewski

Wysoki lot
— Przemysław Pietruszewski

Msza dla ortodoksyjnych wyznawców
— Przemysław Pietruszewski

Wypełnić pustkę
— Przemysław Pietruszewski

Powrót do korzeni
— Przemysław Pietruszewski

Być jak Motörhead
— Przemysław Pietruszewski

Powrót do przyszłości
— Przemysław Pietruszewski

Delikatność z pazurem
— Przemysław Pietruszewski

Magiczne spotkanie z Kari Amirian
— Przemysław Pietruszewski

Łabędzi lot
— Przemysław Pietruszewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.