Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

‹City Sounds: JULIA MARCELL›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Organizator City Sounds
CyklCity Sounds
MiejsceWrocław
Od14 listopada 2012
Do14 listopada 2012
WWW

Delikatność z pazurem
[„City Sounds: JULIA MARCELL” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Pięć lat temu w nieistniejącym już na kulturalnej mapie Wrocławia miejscu „Jazz Klub Rura” Julia Marcell w kameralnej atmosferze przy akompaniamencie kontrabasu i skrzypiec zagrała niewinne, lekko snujące się dźwięki. Wtedy to też udzieliła wywiadu, w którym z pasją opowiadała o możliwości wydania debiutanckiej płyty poprzez sellaband.com. Od tamtego czasu jej kariera nabrała rozpędu, a nieśmiałość zastąpiona została pewnością siebie i determinacją. Aktualnie posiada na swoim koncie dwa pełne albumy, a 14 listopada w ramach City Sounds ponownie wróciła do Wrocławia, by zaprezentować dojrzalsze oblicze, zarówno swoje, jak i zespołu.

Przemysław Pietruszewski

Delikatność z pazurem
[„City Sounds: JULIA MARCELL” - recenzja]

Pięć lat temu w nieistniejącym już na kulturalnej mapie Wrocławia miejscu „Jazz Klub Rura” Julia Marcell w kameralnej atmosferze przy akompaniamencie kontrabasu i skrzypiec zagrała niewinne, lekko snujące się dźwięki. Wtedy to też udzieliła wywiadu, w którym z pasją opowiadała o możliwości wydania debiutanckiej płyty poprzez sellaband.com. Od tamtego czasu jej kariera nabrała rozpędu, a nieśmiałość zastąpiona została pewnością siebie i determinacją. Aktualnie posiada na swoim koncie dwa pełne albumy, a 14 listopada w ramach City Sounds ponownie wróciła do Wrocławia, by zaprezentować dojrzalsze oblicze, zarówno swoje, jak i zespołu.

‹City Sounds: JULIA MARCELL›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Organizator City Sounds
CyklCity Sounds
MiejsceWrocław
Od14 listopada 2012
Do14 listopada 2012
WWW
Z początku mogło się wydawać, że studencki klub „Alibi” nie sprawdzi się koncertowo. Jak się jednak okazało, sala była wypełniona po brzegi i już od pierwszych taktów przyjęto Julię wielkimi brawami. A było co podziwiać. Przede wszystkim biła z niej niesamowita naturalność, co przełożyło się na pozytywny odbiór występu. Bardziej energetyczne utwory tylko potwierdziły, że ich pozorna delikatność ma w sobie „punkowy” pazur, o którym wokalistka lubi tak wspominać. Przearanżowany nieco „Billy Elliot” ożywił publikę swoją transowością. Agresywniejszy „CTRL” pozwolił artystce wejść w interakcję z tłumem, który właściwie sam wyśpiewał refren. Przy „Echo” z kolei rytmiczne klaskanie nadało utworowi nowej barwy. Miarowy bit „I Wanna Get On Fire” swoją strukturą przywodził na myśl dokonania znane z wytwórni Raster Noton, w tym przypadku Kangding Ray, i powiem szczerze, że wcale bym się nie obraził, gdyby te rejony były przez zespół częściej eksplorowane. Nie zapomniano o utworach z debiutanckiego krążka. „Dancer” zabrzmiał kameralnie, ale miał coś w sobie punkowego, wręcz zahaczającego o Talking Heads, na których wokalistka też się w jakimś stopniu wzoruje. Z kolei „Carousel” wybrzmiewał w rytm akustycznej Anathemy. Usłyszeliśmy także dwa nowe utwory, które świetnie wpasowały się ogólny klimat koncertu, a wykonaniem przypominały nawet pierwsze płyty Reginy Spektor. Nie zabrakło także uwielbianego przez wszystkich „Crows”, któremu akompaniowała sama publika. Na deser otrzymaliśmy „Matrioszkę”, też w lekko odmienionej, agresywniejszej aranżacji. Po zejściu Julii ze sceny tłum wyraźnie dał do zrozumienia, że nie chce w ten sposób żegnać się z jej występem i gwiazda ponownie pojawiła się za klawiszami. Zwieńczenie całości numerem „Aye Aye” podbiło serca wszystkich i, sądząc po reakcjach, półtoragodzinny spektakl można było uznać za wyjątkowo udany.
City Sounds po świetnym show Kari Amirian znów trafiło w dziesiątkę, a sama Julia kolejny raz udowodniła, że jej piosenki bronią się na żywo. Przeszkadzać może nieco brak spójności stylistycznej, choć wiadomo, że przy skromnym dorobku artystycznym wypada zaprezentować się z każdej strony. Niemniej jednak podział koncertów na te kameralne, jak i z udziałem zespołu uporządkowałby muzyczny pejzaż, jaki olsztynianka maluje dźwiękami. Występ w „Alibi” przywraca jednak wiarę w polską muzykę. W zalewie leniwych „talent show” i telewizji śniadaniowych cieszy każdy artysta, który charyzmą i szczerością przedziera się do słuchacza z wyrobionym gustem. Ciekawie zapowiadają się losy kompozytorki, zważywszy na wytwórnię, w jakiej się znalazła (Mystic Art), z jednej strony dzieląc półkę z Behemothem, a z drugiej – z Marią Peszek. Jeśli tylko nadal za produkcję następnych płyt będzie odpowiadał Moses Schneider, o dobrą twórczość rodzimej wokalistki możemy być spokojni.
• • •
Pozostałe relacje z koncertów „City Sounds”:
koniec
17 listopada 2012

Komentarze

17 XI 2012   23:47:47

Trafiłam na jej koncert przypadkiem parę lat temu kiedy grała na zakończenie Juwenaliów w swoim rodzinnym Olsztynie i z miejsca pokochałam. Chociaż towarzyszyły jej wtedy tylko skrzypce i kontrabas porwała wymęczoną 3 dniami publiczność. Ciekawa jestem jak wypada na dużych scenach (grała przecież m.in na Openerze)bo jak dotąd znam tylko jej kameralne oblicze.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Twardziele z Zagłębia Ruhry
Sebastian Chosiński

11 XI 2021

Postindustrialne krajobrazy różnie wpływają na mieszkańców regionów uprzemysłowionych – jednych przyprawiają o myśli depresyjne, innym dają kopa do aktywnej działalności. W przypadku muzyków zespołu Plaindrifter, który narodził się w niemieckim Gelsenkirchen, mamy do czynienia z tym drugim. Czego najjaskrawszym dowodem pełnowymiarowy debiut tria – album „Echo Therapy”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż autora

W poszukiwaniu oszczędności
— Przemysław Pietruszewski

Wysoki lot
— Przemysław Pietruszewski

Msza dla ortodoksyjnych wyznawców
— Przemysław Pietruszewski

Wypełnić pustkę
— Przemysław Pietruszewski

Powrót do korzeni
— Przemysław Pietruszewski

Być jak Motörhead
— Przemysław Pietruszewski

Powrót niepokornego
— Przemysław Pietruszewski

Powrót do przyszłości
— Przemysław Pietruszewski

Magiczne spotkanie z Kari Amirian
— Przemysław Pietruszewski

Łabędzi lot
— Przemysław Pietruszewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.