Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Swans
‹The Seer›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Seer
Wykonawca / KompozytorSwans
Data wydania28 sierpnia 2012
NośnikCD
Gatunekrock
EAN658457004524
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Lunacy
2) Mother of the World
3) The Wolf
4) The Seer
5) The Seer Returns
6) 93 Ave. B Blues
7) The Daughter Brings The Water
8) Song For A Warrior
9) Avatar
10) A Piece of the Sky
11) The Apostate
Wyszukaj / Kup

Łabędzi lot
[Swans „The Seer” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Swans nagrali płytę, która z jednej strony wydaje się prologiem do nowej rzeczywistości w muzyce alternatywnej, a z drugiej – swoistym epilogiem ukazującym wizjonerstwo ich twórczości na przestrzeni trzech dekad.

Przemysław Pietruszewski

Łabędzi lot
[Swans „The Seer” - recenzja]

Swans nagrali płytę, która z jednej strony wydaje się prologiem do nowej rzeczywistości w muzyce alternatywnej, a z drugiej – swoistym epilogiem ukazującym wizjonerstwo ich twórczości na przestrzeni trzech dekad.

Swans
‹The Seer›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Seer
Wykonawca / KompozytorSwans
Data wydania28 sierpnia 2012
NośnikCD
Gatunekrock
EAN658457004524
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Lunacy
2) Mother of the World
3) The Wolf
4) The Seer
5) The Seer Returns
6) 93 Ave. B Blues
7) The Daughter Brings The Water
8) Song For A Warrior
9) Avatar
10) A Piece of the Sky
11) The Apostate
Wyszukaj / Kup
W wywiadzie dla „The Quietus” Michael Gira oznajmił, że opisywane wydawnictwo to efekt 30 lat pracy i słychać to od pierwszego do ostatniego dźwięku. To podróż po całości dokonań Swans, ale inkorporacja nowych rzeczy jest bardzo zauważalna. Bogactwo inspiracji czyni z „The Seer” album totalny i bezkompromisowy, na co artysta w kowbojskim kapeluszu mógł sobie pozwolić z racji prowadzenia własnej wytwórni.
„Mother Of The World” to bardzo udany powrót do korzeni. Jego transowość i motoryka w dużym stopniu przypomina „Stay Here” z debiutanckiej płyty. Surowa, industrialna atmosfera uspokaja się i zahacza później o „White Light From The Mouth of Infinity”. Dość często zresztą można wyczuć na krążku tęsknotę za melodyką, którą Jarboe zaprzęgła do Swans, zwłaszcza w tych wolniejszych fragmentach. Z drugiej strony, cieszy eksploracja zupełnie nowych obszarów. Pierwsze dźwięki najdłuższego na płycie „The Seer” to sięgnięcie po dokonania muzyków klasycznych, które kojarzyć się mogą nawet z „I Symfonią” Pendereckiego. Dalej Gira nie spuszcza z tonu, a rytmicznie wpleciona gitara, wraz z transową perkusją, przywołuje bliskowschodnie rytuały. Powtarzające się wielokrotnie, niczym mantra, wokalizy „I’ve seen it all, I’ve seen it all” skutecznie w tym przekonaniu utwierdzają. Ktoś może powiedzieć, że taka mieszanka stylistyczna w jednym utworze wcale dobrym pomysłem nie jest, ale zespół z ogromną pewnością siebie drażni się ze słuchaczem. Jakby na przekór przewijają się nawet morricone’owskie tła, a efekt nadal jest znakomity. To, co zostało zaakcentowane na „Soundtrack for the Blind”, ma tutaj swoje rozwinięcie. Przestrzenne i nowatorskie aranżacje przywołują na myśl Godspeed You! Black Emperor. Post-rockowy „A Piece Of The Sky” brzmi jak odprysk sesji nagraniowej Kanadyjczyków, tyle że zagrany na „swansową” nutę. Całości dopełniają bardzo dobre, ambientowe wręcz wokale Jarboe.
Dla osoby rozpoczynającej przygodę z muzyką Swans nowy longplay może okazać się zbyt eklektyczny. Niekoniecznie spowodowane to będzie jego długością i różnorodnością, ale raczej częstymi zmianami tempa i dramaturgii. Z pozoru subtelne elementy rozpoczynające „The Seer Returns” zostają zakłócone poprzez profetyczne, neofolkowe wokale, przypominające mantry Davida Tibeta z Current 93. Kiedy wydaje się, że czarcia atmosfera już gęściej wypełnić płyty nie może, pojawia się krótka improwizacja w postaci „93 Ave. B Blues”, przywodząca na myśl freejazzową awangardę, choć mającą też wiele wspólnego ze sceną noise. Dopiero pod koniec pierwszej części dostajemy kołysankowy „The Daughter Brings The Water”, ale nawet tutaj w tle czai się jakaś nieposkromiona siła. Zniechęcać może pewna powtarzalność motywów, do których muzycy przyzwyczaili nas na pierwszych krążkach, ale Swans nie skupiają się na jednej tonacji. „The Seer” nie stawia industrialnej mechaniki ponad klasyczne, piosenkowe fascynacje, często agresywniejsze utwory korelują z tymi delikatnymi. Akustyczna ballada w postaci „Song For A Warrior”, z fenomenalnym występem Karen O, to doskonałe preludium do drugiej części płyty i do następującego zaraz po nim utworu „Avatar”. Atmosferę tego ostatniego budują rytmicznie wybrzmiewające dzwony Thora Harrisa, który również został zaproszony do współpracy. Album spaja jedna z największych fascynacji artysty – Glenn Branca. Jego charakterystyczna gitarowa „symfonia” jest dość wyraźna już w utworze otwierającym – „Lunacy”. Ten specyficzny dźwięk towarzyszy muzyce grupy od bardzo dawna.
Pomimo kontrastowości „The Seer” ma w sobie coś z apokaliptycznych filmów von Triera – zupełnie jak w „Melancholii”, nawet w spokojniejszych momentach dość często daje o sobie znać niepokój. Niezależnie, czy mamy do czynienia z kanonadą dźwięków, kakofonią czy akustyczną miniaturą, Gira dojrzale operuje swoim warsztatem muzycznym. To jego opus magnum, kalejdoskop emocji, który cechuje różnorodność, ale i wyrafinowanie. Zamiast młodzieńczej agresji dostajemy przemyślany od początku do końca spektakl teatralny – podzielony na dwa akty, czerpiący garściami z muzyki alternatywnej i w żaden sposób nieocierający się o banał.
Począwszy od lat 80. Swans zainspirowali wiele form muzycznych: od awangardy poprzez industrial, noise-rock czy drone, i choć na „The Seer” wszystkie te elementy są mocno zaakcentowane, to nie wpadają w sidła „powrotu do korzeni”. Dla Giry to nowa karta w historii i dowód na to, że 30 lat ciężkiej pracy nadal owocuje nieszablonowym podejściem do muzycznej metalurgii. To przykład dla młodych i starych zespołów, jak wykorzystać zmagazynowany potencjał, przedstawiając światu artystyczną woltę.
koniec
18 października 2012

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Piekielna czeluść świata
Sebastian Chosiński

18 I 2022

Tytuł najnowszej płyty madryckiego kwartetu postrockowego Toundra – „Klątwa” („Hex”) – może budzić niepokój. Podobnie zresztą jak „szyld” najdłuższej kompozycji na albumie – suity „Nienawiść” („El odio”). Widać więc od razu, że to nie jest muzyka dla każdego, a jedynie dla najwytrwalszych wielbicieli gatunku. Którzy na dodatek nie boją się zajrzeć w piekielną czeluść naszego świata.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Nostalgiczna „przechadzka” po świecie
Sebastian Chosiński

13 I 2022

W dzisiejszym świecie, będącym „globalną wioską” – choć w czasach pandemii jakby jednak trochę mniej – nie ma tak wielkiego znaczenia fakt, gdzie się mieszka. Norweski kontrabasista Ingebrigt Håker Flaten na miejsce postoju wybrał Stany Zjednoczone, a jednak często pojawia się w Europie, by pracować nad kolejnymi płytami. Jedną z nich jest solowy album „(Exit) Knarr”…

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Co następne? Ziemia!
Sebastian Chosiński

11 I 2022

Obojętnie gdzie mieszkamy, powinniśmy czuć się tak samo odpowiedzialni za planetę, która udzieliła nam gościny. To starają się przekazać na swoim nowym albumie skandynawscy jazzmani z Friends & Neighbors. Ich piąty w dyskografii album – „The Earth is #” – ukazał się nakładem lizbońskiej wytwórni Clean Feed, która tym samym uczciła dwudziestolecie swojej działalności.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Wetknij dłoń w swoje oko!
— Jakub Dzióbek

Tegoż autora

W poszukiwaniu oszczędności
— Przemysław Pietruszewski

Wysoki lot
— Przemysław Pietruszewski

Msza dla ortodoksyjnych wyznawców
— Przemysław Pietruszewski

Wypełnić pustkę
— Przemysław Pietruszewski

Powrót do korzeni
— Przemysław Pietruszewski

Być jak Motörhead
— Przemysław Pietruszewski

Powrót niepokornego
— Przemysław Pietruszewski

Powrót do przyszłości
— Przemysław Pietruszewski

Delikatność z pazurem
— Przemysław Pietruszewski

Magiczne spotkanie z Kari Amirian
— Przemysław Pietruszewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.