Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 30 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Earth
‹Angels of Darkness, Demons Of Light 2›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAngels of Darkness, Demons Of Light 2
Wykonawca / KompozytorEarth
Data wydania14 lutego 2012
Wydawca Southern Lord
NośnikCD
Gatunekmetal
EAN808720014914
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Sigil Of Brass3:32
2) His Teeth Did Brightly Shine9:00
3) A Multiplicity Of Doors13:04
4) The Corascene Dog8:26
5) The Rakehell11:50
Wyszukaj / Kup

Anioły są na ziemi. Diabły też
[Earth „Angels of Darkness, Demons Of Light 2” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Światło dzienne ujrzała kontynuacja świetnego „Angels Of Darkness, Demons Of Light 1”. Przyznam się, że czekałem na tę płytę jak na mało którą, zdobyli mnie bowiem muzycy Earth swoim ubiegłorocznym powrotem.

Jakub Stępień

Anioły są na ziemi. Diabły też
[Earth „Angels of Darkness, Demons Of Light 2” - recenzja]

Światło dzienne ujrzała kontynuacja świetnego „Angels Of Darkness, Demons Of Light 1”. Przyznam się, że czekałem na tę płytę jak na mało którą, zdobyli mnie bowiem muzycy Earth swoim ubiegłorocznym powrotem.

Earth
‹Angels of Darkness, Demons Of Light 2›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAngels of Darkness, Demons Of Light 2
Wykonawca / KompozytorEarth
Data wydania14 lutego 2012
Wydawca Southern Lord
NośnikCD
Gatunekmetal
EAN808720014914
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Sigil Of Brass3:32
2) His Teeth Did Brightly Shine9:00
3) A Multiplicity Of Doors13:04
4) The Corascene Dog8:26
5) The Rakehell11:50
Wyszukaj / Kup
Pięć kompozycji, pochodzących z tej samej sesji co materiał umieszczony na „Jedynce”, w naturalny sposób stanowi uzupełnienie obrazu, jaki zespół zaprezentował rok temu. Po raz drugi muzykom udało się zawiesić na kilkadziesiąt minut pojęcie czasu i przestrzeni. Dochodzące z głośników brzmienia zdają się nie istnieć w przedstawionym przez te słowa świecie. W maju 2011 roku pisałem tak: „Piękne jest to, jak spiętrzając melodie nakładaniem kolejnych warstw dźwięków, muzycy nie przytłaczają słuchacza, pozostawiają mu wiele swobody i miejsca na oddech, nawet roztaczają przed nim ogromne, rozległe i nieskażone krajobrazy. Urzeka nastrojowość utworów, w których poszczególne instrumenty, kontrastując ze sobą, uzupełniają się, rezonują wzajemnie mimo dysonansów, minimalnych różnic w długościach nut, wybrzmiewają razem, mijając swoje interwały”. Na „Angels Of Darkness, Demons Of Light 2” wrażenie instrumentalnej jedności jest jeszcze większe. Czasem trudno stwierdzić, czy rozlegający się w tle akord to jeszcze wiolonczela, czy już gitara; z basowymi wgłębieniami pozostawionymi przez partie Karla Blau przenikają się szumy i skrzypnięcia oraz mocniejsze dźwięki sprzężonej gitary Carlsona.
Podział na dwa krążki okazuje się słuszny. Po pierwsze, w porównaniu ze swoim poprzednikiem nowy album Earth jest mniej przytłaczający, lżejszy i momentami jaśniejszy. Dłuższy jest czas, w jakim zespół w pełni rozwija skrzydła, więcej tu czystych dźwięków gitar i mniej tomów, a więcej tamburynu. Po drugie, nagrania składające się na „2” nie tylko podobnie brzmią, lecz dosłownie początek mają tam, gdzie część pierwsza zostawiła słuchacza. Sprawiają jednak wrażenie ścieżek bardziej improwizowanych, opowiadają też inną historię. Kontrolę nad biegiem (w tym wypadku powolnym marszem) wypadków przejmuje muzyka, kwartet jest jedynie narzędziem w rękach bliżej nieokreślonej siły, wyzwolonej na pierwszej odsłonie „Angels Of Darkness, Demons Of Light”. Pokazuje to już pierwszy, trochę skromny i nieśmiały „Sigil of Brass”. Dronowy blues snuty w oparach gęstego dymu w „His Teeth Old Brightly Shine” sięga tajemniczych i mistycznych pustynnych regionów zachodnich Stanów. W „Waltz (A Multiplicity of Doors)” słyszymy w końcu wszystkie instrumenty w pełni brzmienia. Carlson, Blau, Goldston i Davies grają, jak im każe intuicja, bez przygotowania; reżyserią całego spektaklu zajmuje się, wynikająca z dotychczasowych eksperymentów, dźwiękowa symbioza. Tam, gdzie kończą się możliwości wiolonczeli, dołączają struny basu, a następnie gitary; sekcja rytmiczna w każdej chwili może wejść w linię melodii.
Przy całej tej pięknej aurze, jaką wytwarza muzyka Earth, trudno oprzeć się wrażeniu, że „2” jest dopełnieniem pierwszej płyty, którego jednak tamta nie wymagała, sprawdzając się jako niezależna całość. Tegoroczny album większego znaczenia nabiera właśnie w połączeniu z „Angels Of Darkness, Demons Of Light 1”. A tak na marginesie – ciekawą perspektywę nakreśla tytuł ostatniego utworu…
koniec
29 marca 2012

Komentarze

29 III 2012   17:53:24

Zawsze lepiej gdy dobra muzyka się ukazuje, niż miałaby pozostać w prywatnych archiwach muzyków.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Twardziele z Zagłębia Ruhry
Sebastian Chosiński

11 XI 2021

Postindustrialne krajobrazy różnie wpływają na mieszkańców regionów uprzemysłowionych – jednych przyprawiają o myśli depresyjne, innym dają kopa do aktywnej działalności. W przypadku muzyków zespołu Plaindrifter, który narodził się w niemieckim Gelsenkirchen, mamy do czynienia z tym drugim. Czego najjaskrawszym dowodem pełnowymiarowy debiut tria – album „Echo Therapy”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja słucha: Wiosna 2011
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Michał Perzyna, Jakub Stępień, Mieszko B. Wandowicz

Tegoż autora

Fanom – fani
— Jakub Stępień

Jeszcze jedno muzyczne podsumowanie 2011
— Jakub Stępień

Ta Nosowska
— Jakub Stępień

Już nie taki „Antypop”
— Jakub Stępień

…a będzie coraz lepiej
— Jakub Stępień

Wieści z wariatkowa
— Jakub Stępień

Mgiełki (z) Dzikiego Zachodu
— Jakub Stępień

Wycinanki i wyklejanki
— Jakub Stępień

Niektóre rzeczy się nie zmieniają
— Jakub Stępień

Czymkolwiek ludzie mówią, że są, tym oni nie są
— Jakub Stępień

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.