Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 października 2021
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Esensja słucha: Trzeci / czwarty kwartał 2010
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Zajęliśmy się obchodzeniem okrągłych urodzin Esensji i najróżniejszymi rankingami i na śmierć zapomnieliśmy o kolejnym kwartale w ramach cyklu „Esensja słucha”. Bijemy się w pierś. Mamy jednak nadzieję, że zestaw poniższych minirecenzji podsunie Wam jakiś ciekawy pomysł na prezent pod choinkę (ewentualnie wybije z głowy coś, co może okazać się wielką pomyłką).

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Michał Perzyna, Kuba Sobieralski, Jakub Stępień

Esensja słucha: Trzeci / czwarty kwartał 2010
[ - recenzja]

Zajęliśmy się obchodzeniem okrągłych urodzin Esensji i najróżniejszymi rankingami i na śmierć zapomnieliśmy o kolejnym kwartale w ramach cyklu „Esensja słucha”. Bijemy się w pierś. Mamy jednak nadzieję, że zestaw poniższych minirecenzji podsunie Wam jakiś ciekawy pomysł na prezent pod choinkę (ewentualnie wybije z głowy coś, co może okazać się wielką pomyłką).
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Kuba Sobieralski [80%]
Francuskiej piosenki, z małymi wyjątkami, nie lubię. Język ten, tak jak czeski, wydaje mi się niepoważny. Wujaszek Ben należy jednak do tej mniejszości francuskich artystów, których lubię i szanuję, mimo że połowa albumu zaśpiewana jest w ojczystym języku Robespiera. Przekonał mnie do siebie już pierwszymi tonami utworu otwierającego jego debiutancki album „Ben l’Once Soul”. Zawiera on czternaście znakomitych, wysmakowanych piosenek, utrzymanych w klimatach lat 60. i 70. Na uwagę zasługuje zwłaszcza utwór promujący wydawnictwo, czyli wspaniały cover „Seven Nation Army” grupy The White Strips. Krążka słucha się wyśmienicie, trudno oderwać się od słuchawek, kończyny bezwiednie zaczynają podrygiwać, a po wybrzmieniu ostatniej piosenki machinalnie naciskamy ponownie play. Niewątpliwie Ben jest jednym z lepszych, jeśli nie najlepszym wykonawcą współczesnego francuskiego soulu.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Piotr „Pi” Gołębiewski [70%]
To nie jest świetna płyta Moniki Brodki. To rewelacyjne dzieło kompozytora i producenta Bartosza Dziedzica, oraz autorów większości tekstów – Radka Łukaszewicza z zespołu Pustki i Budynia z Pogodna. Przepaść jakościowa jaka dzieli ten krążek od poprzednich dokonań Moniki powoduje, że można odnieść wrażenie, że dopisywanie jej jako współautorki kompozycji lub tekstów jest tylko biznesową formalnością. „Granda” wychodzi naprzeciw twierdzeniom, że w Polsce nie da się wyprodukować albumu na światowym poziomie. Słychać, że Dziedzic wie, jakie trendy obowiązują we współczesnej muzyce i nie waha się czerpać z nich pełnymi garściami. Do tego trzeba dodać, że kawałki są szalenie melodyjne i wkręcają się w głowę na długie tygodnie, czego najlepszym przykładem są single „W pięciu smakach” i „Granda”. Wrażenie robią również odważne, często przesycone erotyką teksty, które mogą kojarzyć się z tym co robi Maria Awaria, ale od razu trzeba dodać, że tu nie ma mowy o przekraczaniu granic dobrego smaku, co krążkowi wychodzi tylko na dobre. Czy o czymś zapomniałem? A tak, Brodka. Trzeba przyznać, że rozwinęła się wokalnie, najbardziej efektownie wypada, kiedy śpiewa pod Kasię Nosowską…
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Michał Perzyna [50%]
Najnowszy materiał od Chemical Brothers miał być najdojrzalszy i najbardziej alternatywny spośród ich dotychczasowych płyt. I taki właściwie jest – szereg różnych, elektronicznych kompozycji, na których ograniczono ilość wokali i udział gości, odbiega dość wyraźnie od ich ostatnich, klubowych i bestsellerowych propozycji. Na ostatni projekt złożyły się głównie podkłady nagrane sporo wcześniej, ale niewykorzystane i raczej niepublikowane do tej pory, które po wnikliwej selekcji (a także odświeżeniu i ponownej obróbce), dopiero na „Further” zostały połączone w długogrający album. Album dość surowy, mocno eksperymentatorski i różnorodny, niezawierający właściwie żadnego wielkiego, klubowego hitu, do których tak bardzo przyzwyczaili nas Tom Rowlands i Ed Simons. Zresztą w przypadku „Further” trudno wskazać jakikolwiek powalający czy choćby zapadający na dłużej w pamięci fragment; wyróżniają się może jedynie bardzo długi (prawie dwanaście minut) „Escape Velocity” oraz następujący po nim, odprężający i spokojny „Another World”. Natomiast całość, trwająca ponad pięćdziesiąt minut, prezentuje się raczej jako trochę psychodeliczna, hałaśliwa elektronika, mogąca posłużyć tylko za podkład do jakichś nieskomplikowanych i niewymagających skupienia czynności. Niestety, krążek dla mnie sprawia wrażenie jakby więcej przyjemności i zabawy dał samym twórcom niż późniejszym odbiorcom – przez to trudno wysoko go ocenić. Warto jednak sprawdzić jak „Further” wypada podczas koncertów, bo na tych Chemical Brothers potrafią przecież czynić cuda, a także pamiętać o tym, że do płyty dołączone są wideoklipy do każdej z kompozycji.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jakub Stępień [70%]
Po czterech latach przerwy spowodowanej w dużej części zawirowaniami na stanowisku basisty – Chi Cheng uległ groźnemu wypadkowi samochodowemu w 2008 roku – zespół powraca z albumem jeśli nie najlepszym to na pewno najbardziej dojrzałym i poukładanym w dotychczasowej karierze, a biorąc pod uwagę tylko tę dekadę, to niewątpliwie najciekawszym. Brak tu poszukiwań nowych rozwiązań, większość środków jakimi posługują się muzycy Deftones nie zmieniła się od czasów „White Pony”, lecz słucha się tego zdecydowanie lepiej od ostatnich trzech płyt. Dla wielbicieli kapeli jest to pozycja obowiązkowa – rzecz, która w 100% powinna wynagrodzić czas oczekiwania. Ciężko wskazać lepsze i słabsze momenty, gdyż jest to bardzo równy materiał, świetnie rozłożone zostały akcenty między mocnymi, ostrymi klimatami a spokojniejszymi, bardziej przestrzennymi fragmentami. Zaryzykuję stwierdzenie, że zespół nigdy nie brzmiał lepiej. Jedno można powiedzieć z pewnością – nie jest to radosna płyta ani taka, przy której można się spokojnie zrelaksować i na tej oczywistej oczywistości poprzestańmy.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jakub Stępień [70%]
„Safe in the Steep Cliffs” urzeka barwami i odcieniami z całego świata – znajdziemy tu elementy wielu gatunków oraz folkowe dźwięki z wielu zakątków globu. Ciekawe okazało się także zupełne zrezygnowanie z partii wokalnych, przez co pozostaje nam skupić się na rozkoszowaniu całą paletą umiejętności autora. Drugi krążek Emancipatora jest niestety słabszy od debiutu, co nie oznacza, że zły, bo trzeba przyznać, że to kawał dobrej roboty, choć zabrakło czegoś co wyróżniało „Soon It Will Be Cold Enough” – prawdziwego przebłysku geniuszu. Zaprezentowane tutaj wzorowe rzemiosło i wyczuwalna subtelność oraz wrażliwość potwierdzają aspiracje muzyka i producenta z Portland do miana najciekawszego obecnie samplera. Wydana w styczniu tego roku płyta, mimo ostatnich powrotów takich tuzów jak Morcheeba czy Massive Attack, to jeden z jaśniejszych punktów na mapie trip-hop, down tempo i chillout.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Piotr „Pi” Gołębiewski [50%]
Przed ukazaniem się tego krążka dużo mówiło się, że czas odświeżyć styl Iron Maiden, i że „The Final Frontier” będzie szokiem dla fanów formacji. Cóż, trzeba przyznać, że zaraz po odpaleniu krążka w odtwarzaczu, faktycznie tak było: bulgoczący bas, niepokojące brzmienie gitar i złowrogi śpiew Bruce’a Dickinsona, które rozpoczynają „Satellite 15… The Final Frontier” wprawiają w osłupienie. Niestety trwa to tylko 4 minuty i 35 sekund, potem dostajemy już dobrze znany heavy metal, z jaki pokochaliśmy Ironów. I dobrze, bo gdyby panowie całkiem wyrzekli się swego stylu, na dobre by im to nie wyszło. Kolejnym zaskoczeniem jest długo rozkręcający się „El Dorado”, który również każe wierzyć w zapowiadaną rewolucję stylistyczną. Niestety na tym nowinki się kończą. Im dalej brniemy w listę utworów tym bardziej dostajemy znane patenty i to podane w mało atrakcyjny sposób. Szkoda, bo jest to najdłuższa płyta Ironów w dotychczasowej dyskografii i jednocześnie zmarnowana okazja do stworzenia dzieła wybitnego. Gdyby muzykom starczyło inwencji (a może po prostu odwagi) by w każdym utworze zaserwować jakąś stylistyczną woltę, mielibyśmy bez wątpienia dzieło porównywalne z najlepszymi krążkami zespołu. Kiepskim pomysłem było również nadmierne rozciąganie utworów (aż cztery trwają ponad 8 minut, a jeden ponad 10), przez co w połowie płyty zaczyna powiewać nudą. Progresywne wstawki mieliśmy już na poprzednim wydawnictwie Iron Maiden „A Matter of Life and Death”, nie można więc powiedzieć, by była to jakaś nowość. Na pewno „The Final Frontier” spodoba się ortodoksyjnym fanom, ale dla mnie to tylko spektakl zmarnowanych szans na coś lepszego.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jakub Stępień [60%]
Album „Sisterwold” to powrót Liars do realizowania koncept albumów. Poprzez muzykę i teksty utwór za utworem kontynuuje opowieść o alternatywnej przestrzeni Los Angeles tworząc logiczną i zamkniętą całość. Słuchając tej płyty można jednak dostać lekkiego bólu głowy a w pewnych przypadkach i schizofrenii. Autorzy serwują nam częste skoki między spokojnymi dźwiękami a pełnymi patosu partiami oraz gitarowymi uderzeniami; wokale momentami przypominają Pink Floydowe „Saucerful of Secrets” a czasem pełne buntu skowyty Johnny’ego Rottena. Takie skrajności (atmosfera rodem z Toma Waitsa vs muzyczne wycieczki w stronę Krautrocka) oraz niewątpliwy surrealizm całości to zarówno mocna jak i słaba stroną tego krążka. Czasami udaje się zespołowi porządnie zaskoczyć słuchacza lecz momentami niestety staje się to przewidywalne i drażniące przez co świetnie budowane niepokojem napięcie siada, gdzieś się ulatnia. Mimo, że nie można odmówić „Sisterwold” sporej dramaturgii – pewnej magii, jaka bije momentami z tej płyty – to jednak przed kapelą jeszcze trochę pracy by przebić swoje najlepsze osiągnięcia „Drum’s Not Dead” i „Liars”. Plus 10% za teksty.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Śpij, kochanie, po słonecznej stronie ulicy
Sebastian Chosiński

14 X 2021

Materiał opublikowany na „Saxesful Vol. II” przez trzy lata spoczywał w archiwum. Trębacz Piotr Schmidt zdecydował się upublicznić go latem tego roku, dedykując przy okazji swemu zmarłemu miesiąc wcześniej ojcu – postaci ważnej nie tylko, co oczywiste, dla samego artysty, ale całego polskiego jazzu. Podobnie jak w przypadku „Saxesful”, tu również słyszymy wspomagających Kwartet Schmidta wybitnych polskich saksofonistów.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Tradycja jest warownym murem
Sebastian Chosiński

12 X 2021

Three Seasons, Siena Riot, Witchcraft – to zespoły, których nazwy nie są obce żadnemu wielbicielowi skandynawskiego hard rocka i metalu. To teraz wyobraźcie sobie, że z każdej z tych formacji wybieramy jednego muzyka i tworzymy z nich supertrio. Jak mogłoby się nazywać? Nie będzie Wooden Fields. A tytuł płyty? Żeby za dużo nie kombinować – taki sam!

więcej »

Ballady i impro-romanse
Sebastian Chosiński

7 X 2021

Choć swoje kolejne płyty trębacz Piotr Schmidt nagrywa pod szyldem Kwartetu, to jednak chętnie zaprasza do współpracy gości, za sprawą których zespół przeistacza się z cztero- w pięcioosobowy. Na „Dark Forecast" są to gitarzysta i saksofonista „sprowadzeni” z drugiej strony Atlantyku. Można podejrzewać, że za ich sprawą lider formacji będzie chciał dokonać – na razie ograniczonego z powodu pandemii – desantu na Amerykę Północną.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Inne recenzje

Brodka rachuje kości na żywo
— Kuba Sobieralski

Szeptem, krzykiem…
— Michał Perzyna

Ostateczna granica?
— Przemysław Dobrzyński

Z tego cyklu

Grudzień 2013
— Sebastian Chosiński, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Dawid Josz, Mateusz Kowalski

… projektu R.U.T.A.
— Sebastian Chosiński

Październik 2013
— Sebastian Chosiński, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Michał Perzyna

Maj 2013
— Sebastian Chosiński, Łukasz Izbiński, Dawid Josz, Michał Perzyna

Kwiecień 2013
— Sebastian Chosiński, Łukasz Izbiński, Dawid Josz, Mateusz Kowalski

Marzec 2013 (2)
— Sebastian Chosiński, Łukasz Izbiński, Michał Perzyna, Przemysław Pietruszewski

Marzec 2013
— Łukasz Izbiński, Dawid Josz, Michał Perzyna, Przemysław Pietruszewski

Luty 2013
— Łukasz Izbiński, Dawid Josz, Michał Perzyna, Przemysław Pietruszewski

Grudzień 2012 (2)
— Łukasz Izbiński, Dawid Josz, Mateusz Kowalski, Michał Perzyna, Przemysław Pietruszewski

Grudzień 2012
— Mateusz Kowalski, Paweł Lasiuk, Michał Perzyna, Bartosz Polak

Tegoż twórcy

O życiu i oddychaniu muzyką
— Joanna Kapica-Curzytek

Eteryczna agresja
— Dawid Josz

Bezczelni złodzieje
— Przemysław Pietruszewski

W drodze na popowy tron
— Michał Perzyna

Pot i Kreff – Made in Poland: Polska dla niego krzyczała!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff: Na pokładzie lotu „666”
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Skorpiony a człowieczeństwo
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Pęknięta porcelana
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Prawdziwy Venom, to ten z Eddiem Brockiem!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Znajdź Thora na obrazku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Horror…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Oddajcie X-Menów Stanowi Lee i Jackowi Kirby'emu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po komiks marsz: Październik 2021
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Zwycięzców nikt nie sądzi
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Chcieliście Conana - to macie i nie marudźcie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dwa wcielenia Yansa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

W środku dusznej atmosfery
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.