Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 października 2022
w Esensji w Esensjopedii

Terje Rypdal, Miroslav Vitouš, Jack DeJohnette
‹To Be Continued›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTo Be Continued
Wykonawca / KompozytorTerje Rypdal, Miroslav Vitouš, Jack DeJohnette
Data wydania1981
Wydawca ECM Records
NośnikWinyl
Czas trwania39:19
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Terje Rypdal, Miroslav Vitouš, Jack DeJohnette
Utwory
Winyl1
1) Maya06:23
2) Mountain in the Clouds05:02
3) Morning Lake07:26
4) To Be Continued09:17
5) This Morning05:29
6) Topplue, Votter & Skjerf03:50
7) Uncomposed Appendix01:52
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: Ciąg dalszy już nie nastąpił

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj drugi (i ostatni) longplay Terjego Rypdala zarejestrowany dla ECM Records do spółki z Miroslavem Vitoušem i Jackiem DeJohnette’em.

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Ciąg dalszy już nie nastąpił

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj drugi (i ostatni) longplay Terjego Rypdala zarejestrowany dla ECM Records do spółki z Miroslavem Vitoušem i Jackiem DeJohnette’em.

Terje Rypdal, Miroslav Vitouš, Jack DeJohnette
‹To Be Continued›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTo Be Continued
Wykonawca / KompozytorTerje Rypdal, Miroslav Vitouš, Jack DeJohnette
Data wydania1981
Wydawca ECM Records
NośnikWinyl
Czas trwania39:19
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Terje Rypdal, Miroslav Vitouš, Jack DeJohnette
Utwory
Winyl1
1) Maya06:23
2) Mountain in the Clouds05:02
3) Morning Lake07:26
4) To Be Continued09:17
5) This Morning05:29
6) Topplue, Votter & Skjerf03:50
7) Uncomposed Appendix01:52
Wyszukaj / Kup
Wydany przez ECM Records w drugiej połowie 1978 roku album zatytułowany po prostu „Terje Rypdal, Miroslav Vitouš, Jack DeJohnette” spotkał się z pozytywnym odbiorem krytyków i fanów jazzu. I trudno być tym faktem jakoś szczególnie zaskoczonym, skoro pod płytą podpisali się trzej już wtedy legendarni artyści z kręgu fusion. A skoro za pierwszym razem wyszło tak dobrze, byłoby grzechem tego nie powtórzyć. Tyle że na tę powtórkę trzeba było trochę jednak poczekać. Konkretnie: dwa i pół roku. Pierwszy krążek trio nagrało bowiem w czerwcu 1978, drugi natomiast – w styczniu 1981 roku. Nie zmienił się nie tylko skład, ale również miejsce, w którym wyznaczyli sobie powtórne rendez-vous, czyli studio Talent mieszczące się w stolicy Norwegii. Trzeba przyznać, że dla Miroslava Vitouša i Jacka DeJohnette’a wizyta w Oslo musiała być pewnym wyrzeczeniem, ponieważ wiązała się z przylotem do Skandynawii ze Stanów Zjednoczonych. Rypdal wystarczyło, że wsiadł w taksówkę…
Drugi album Norwega, Czecha i Amerykanina zatytułowany został „To Be Continued” i ponownie ukazał się nakładem monachijskiego ECM Records, z którą to wytwórnią wszyscy trzej muzycy byli wówczas związani kontraktami. Trafiło na niego sześć pełnoprawnych kompozycji i – na finał – jedna improwizowana miniatura. Artyści ponownie podzielili się miejscem na płycie: dwa utwory dostarczył Terje, dwa Miroslav, jeden Jack, a jeden był wspólnym dziełem całego zespołu. Ten siódmy, brakujący, to niepodpisana improwizacja, choć chyba nie będzie błędem stwierdzenie, że jej twórcami byli Vitouš i DeJohnette, bo ich właśnie w tym numerze słychać (Rypdal widocznie dostał już wolne i przyglądał się pracy kolegów z pomieszczenia realizatora). Muzycznie to album mniej zróżnicowany od poprzednika, ale za to bardziej nastrojowy, w dużej mierze mogący spodobać się tym wielbicielom norweskiego gitarzysty, którzy mieli ciarki na plecach, słuchając na przykład „After the Rain” (1976) bądź „Descendre” (1980).
To zresztą nie jest przypadek, że wśród nazwisk autorów na okładce „To Be Continued” jako pierwszy pojawia się Rypdal. Jego kompozycja otwiera też to wydawnictwo. Ponad sześciominutowa kompozycja „Maya” to kwintesencja ówczesnego stylu Norwega – utwór bardzo subtelny i poetycki, z kojącymi dźwiękami kontrabasu i stonowaną, powłóczystą gitarą. Nawet kiedy muzycy zaczynają grać intensywniej, nic nie tracą ze swojej delikatności; zyskują za to na transowości, co z kolei może być odzwierciedleniem zainteresowania Terjego ambientem. Dwa pozostałe numery wypełniające stronę A winylowego krążka to już dzieła Vitouša. Co ciekawe, żadne z nich nie jest premierowe. „Mountain in the Clouds” pierwotnie ukazało się bowiem na amerykańskim debiucie solowym Czecha, czyli longplayu „Infinite Search” (1970), z kolei „Morning Lake” został zaczerpnięty z pierwszej płyty Weather Report (1971). Zostały one jednak odpowiednio przearanżowane, aby pasować do klimatu „To Be Continued”.
W efekcie w „Mountain in the Clouds” pojawia się wykorzystany przez Rypdala syntezator gitarowy (wybijający się przed – ponownie – intensywnie stonowaną sekcję rytmiczną), natomiast ton „Morning Lake” nadaje fortepian akustyczny, na którym gra Miroslav. W części pierwszej tej kompozycji Czech zachowuje właściwą sobie powściągliwość, dopiero w drugiej Terje wciąga go do zabawy wymagającej nieco więcej energii. W pamięć zapadają zwłaszcza fragmenty, w których obaj panowie grają unisono, oraz wieńcząca całość solówka gitarowa. Norweg pokazuje w niej całe swoje mistrzostwo, bo chyba nikt inny nie potrafi tak jak on, wykorzystując elektroniczne przestery, zachować romantyczną formę narracji. Ale cóż… ćwiczył się w tym przez lata, więc nie powinno dziwić, że ostatecznie doszedł do perfekcji.
Stronę B otwiera utwór tytułowy, którego autorem jest perkusista. I pewnie dlatego początek należy właśnie do sekcji rytmicznej, która od pierwszych sekund narzuca charakterystyczny dla amerykańskiego fusion sprzed dekady (patrząc oczywiście z perspektywy 1981 roku) niepokojący nastrój. Rypdal zresztą dostosowuje się do tego, grając w tym numerze jedną ze swoich najbardziej ekscytujących solówek w całej karierze. Takiej rockowej intensywności, takiego „brudu” nie słyszeliśmy w jego wykonaniu od czasu psychodelicznego krążka nagranego pod szyldem Min Bul. Dla odmiany będący kompozycją zespołową „This Morning” brzmi bardzo intymnie, a jego wyróżnikiem staje się duet fletu (Terje) z kontrabasem, na którym Vitouš gra smyczkiem. Subtelności nie brakuje również ostatniemu na albumie utworowi Norwega, to jest „Topplue, Votter & Skjerf”. O jego wyjątkowości decydują dwa popisy solowe: najpierw kontrabasisty, a następnie – gdy po przystawce następuje pora na danie główne – gitarzysty.
Rypdal po raz kolejny wznosi się tutaj na szczyty swoich możliwości. Chociaż… cofam! To określenie jest jednak niewłaściwe, ponieważ cała kariera norweskiego gitarzysty świadczy raczej o tym, że nie ma kresu jego możliwości. Że kiedy już wydaje nam się, iż piękniej i bardziej wirtuozersko zagrać się nie da – Terje właśnie to robi. Po „Topplue, Votter & Skjerf” otrzymujemy jeszcze wspomnianą powyżej miniaturę autorstwa Miroslava i Jacka. W „Uncomposed Appendix” rozbrzmiewają jedynie delikatny fortepian i… eteryczna wokaliza. Tak, za tę ostatnią odpowiada DeJohnette, którego raczej nie kojarzymy z popisami wokalnymi. A tutaj – proszę. Śpiewa może nie wybitnie, ale zaskakująco dobrze. Żałować tylko można, że po nagraniu „To Be Continued” panowie nie zdecydowali się na ciąg dalszy. Ale – z drugiej strony – żaden z nich przecież nie próżnował i wszyscy trzej ofiarowali nam jeszcze mnóstwo świetnych albumów. Terje Rypdal niebawem stanął zresztą na czele nowej formacji – The Chasers, z którą od połowy lat 80. nagrał trzy udane longplaye.
koniec
30 lipca 2022
Skład:
Terje Rypdal – gitara elektryczna, syntezator gitarowy, flet (5)
Miroslav Vitouš – kontrabas, fortepian (3,7)
Jack DeJohnette – perkusja, głos (7)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Biednej Kaśce zawsze wiatr w oczy
Sebastian Chosiński

1 X 2022

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj pierwszy (z trzech) longplay duńskiego zespołu Entrance, któremu liderował trębacz Palle Mikkelborg.

więcej »

Nie przegap: Wrzesień 2022
Esensja

30 IX 2022

Wieczory coraz dłuższe, można je więc poświęcić na nadrobienie przegapionych recenzji.

więcej »

Pink Floyd w XXI wieku: Wczesne echa zmian
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

28 IX 2022

W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą zespołu. Na przykład opublikowanym osobno fragmentem boksu „The Early Years 1965-1972” pod tytułem „1971: Reverber/ation” z 2017 roku.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Tu miejsce na labirynt…: W konspiracji z Terjem
— Sebastian Chosiński

Esensja słucha: Październik 2011
— Sebastian Chosiński, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Bartosz Makświej, Michał Perzyna

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.