Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 lipca 2022
w Esensji w Esensjopedii

Pink Floyd
‹The Foot in the Door: The Best of Pink Floyd›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Foot in the Door: The Best of Pink Floyd
Wykonawca / KompozytorPink Floyd
Data wydania26 września 2011
Wydawca EMI Music
NośnikCD
Gatunekrock
EAN5099902896625
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Hey You4:39
2) See Emily Play2:47
3) The Happiest Days of Our Lives1:38
4) Another Brick in the Wall [part 2]4:01
5) Have a Cigar5:08
6) Wish You Were Here5:40
7) Time7:03
8) The Great Gig in the Sky4:40
9) Money6:29
10) Comfortably Numb6:21
11) High Hopes8:32
12) Learning to Fly4:53
13) The Fletcher Memorial Home4:12
14) Shine On You Crazy Diamond [edit]17:32
15) Brain Damage3:50
16) Eclipse1:45
Wyszukaj / Kup

Pink Floyd w XXI wieku: Zestaw najpopularniejszego minimum

Esensja.pl
Esensja.pl
W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą formacji. Na przykład kompilacją „A Foot in the Door – The Best of Pink Floyd” z 2011 roku.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pink Floyd w XXI wieku: Zestaw najpopularniejszego minimum

W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą formacji. Na przykład kompilacją „A Foot in the Door – The Best of Pink Floyd” z 2011 roku.

Pink Floyd
‹The Foot in the Door: The Best of Pink Floyd›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Foot in the Door: The Best of Pink Floyd
Wykonawca / KompozytorPink Floyd
Data wydania26 września 2011
Wydawca EMI Music
NośnikCD
Gatunekrock
EAN5099902896625
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Hey You4:39
2) See Emily Play2:47
3) The Happiest Days of Our Lives1:38
4) Another Brick in the Wall [part 2]4:01
5) Have a Cigar5:08
6) Wish You Were Here5:40
7) Time7:03
8) The Great Gig in the Sky4:40
9) Money6:29
10) Comfortably Numb6:21
11) High Hopes8:32
12) Learning to Fly4:53
13) The Fletcher Memorial Home4:12
14) Shine On You Crazy Diamond [edit]17:32
15) Brain Damage3:50
16) Eclipse1:45
Wyszukaj / Kup
Jak już wspomniałem tydzień temu w 2011 roku ruszyła potężna kampania marketingowa pod nazwą „Why Pink Floyd…?”. Jej celem była reklama wznowień wszystkich studyjnych płyt w dorobku Floydów. Akcja podzielona została na kilka etapów, a w ich ramach można było nabyć boks „Discovery”, zawierający wszystkie płyty, jak również każdą z nich osobno. Albumy dostępne były w kartonowych pudełkach z replikami oryginalnych okładek. Do tego „The Dark Side of the Moon”, „Wish You Were Here” i „The Wall” wzbogacono o liczne dodatki. Jakby tego było mało, całość pilotowała składanka z największymi przebojami „A Foot in the Door – The Best of Pink Floyd”.
Od razu trzeba powiedzieć, że nie jest ona tak obszerna i przekrojowa, jak „Echoes: The Best of Pink Floyd” z 2001 roku. Tu faktycznie chodzi o najbardziej znane utwory i do tego głównie pochodzące z płyt, które ukazały się po 1973 roku, czyli od „Ciemnej strony księżyca” wzwyż. Całkowicie pominięto bowiem poprzednie wydawnictwa, a także „Animals” z 1977 roku. Okres z Sydem Barrettem reprezentuje jedynie singel „See Emily Play”, który został dorzucony chyba jedynie z czystej przyzwoitości. Może niegdyś byłby to niezły kąsek dla fanów, ale w międzyczasie pojawił się na kilku wydawnictwach, jak „Relics”, „Works” czy „Echoes”.
Pozostały materiał, to już prawie w całości obowiązkowe pozycje. Mamy więc solidny zestaw z „The Dark Side of the Moon”, czyli „Time” (pozbawiony jednak początku z kakofonią zegarów), „The Great Gig in the Sky” i „Money”. Z „Wish You Were Here” wykrojono utwór tytułowy, „Have a Cigar”, oraz pierwszą część „Shine on You Crazy Diamond”. Reprezentacja „The Wall” to standardowo – „Another Brick in the Wall, Part II” (wraz ze wstępem w postaci „The Happiest Days of Our Lives”), „Hey You” i „Comfortably Numb”. Do tego dorzucono „The Fletcher Memorial Home” z „The Final Cut”, choć nie mogę wciąż zrozumieć, czemu wydawcy uparli się akurat na ten numer, „Learning to Fly” z „A Memontary Lapse of Reason” i skróconą wersję „High Hopes” z „The Division Bell”.
Wszystko to zaprezentowano w strasznym nieładzie, nie dbając o jakąkolwiek chronologię. W związku z tym „See Emily Play” trafiło między reprezentantów „The Wall”, co sprawia wrażenie wrzutki totalnie na siłę. Ostatnie dwie kompozycje w zestawie to natomiast zwieńczenie „Ciemnej strony księżyca”, a mianowicie „Brain Damage” i „Eclipse”. Jak rozumiem, miało to sprawiać wrażenie, że ktoś jednak przemyślał koncepcyjnie tę składankę. Wydaje mi się jednak, że skoro już nastawiono się na te najbardziej znane kawałki, to może akurat zamiast tych dwóch, można było sięgnąć po coś z pominiętych albumów, chociażby „Set the Control for the Heart of the Sun” i „One of These Days”.
Jak widać, tym razem obyło się bez unikatowych nagrań, które przyciągnęły by kolekcjonerów. Dlatego jedynym magnesem dla najwierniejszych fanów może być, tradycyjnie już, świetna okładka sygnowana przez StormStudios. Tak, jak to miało miejsce w przypadku „Echoes”, można pobawić się dłuższą chwilę w wychwytywanie nawiązań do fotografii zdobiących inne wydawnictwa grupy.
Jeśli zatem lubicie Pink Floyd, ale nie jesteście ich zagorzałymi miłośnikami i nie zamierzacie zagłębiać się w koncepcyjne albumy, a chcecie mieć swoje ulubione kawałki na jednym krążku, „A Foot in the Door – The Best of Pink Floyd” jest w sam raz dla was. Jednak ci, którzy woleliby nie ograniczać się tylko do pozycji znanych z radia, lepiej niech rozejrzą się za obszerniejszą składanką. Oddani fani natomiast mogą sobie dać spokój. Chyba, że muszą mieć wszystko, co jest sygnowane nazwą formacji. Po zakupie mogą pudełeczko postawić na półce i nie trudzić się z jego odfoliowywaniem.
Dla laików: * * * * / 5
Dla koneserów: * / 5
koniec
11 maja 2022

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Podejście numer dwa
Sebastian Chosiński

2 VII 2022

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj drugi (i ostatni) album norweskiej formacji jazzrockowej Moose Loose.

więcej »

Pink Floyd w XXI wieku: Ich pierwszy rhythm’n’blues
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

29 VI 2022

W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą zespołu. Na przykład EP „1965: Their First Recordings” z 2015 roku.

więcej »

Non omnis moriar: Wylęgarnia talentów
Sebastian Chosiński

25 VI 2022

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj debiutancka płyta norweskiej jazzrockowej formacji Moose Loose.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Inne recenzje

Po płytę marsz: Wrzesień 2011
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z tego cyklu

Ich pierwszy rhythm’n’blues
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Oko z monitora wciąż patrzy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wchodząc do tej samej rzeki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zderzenie ze ścianą
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Szkoda, że nieco chaotycznie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

TEN album na to zasługiwał
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

A tak na marginesie…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wprowadzenie do szalonego świata Syda
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ku pokrzepieniu serc
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Sfery ambientowych dźwięków
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż twórcy

Pot i Kreff – Oni czasem wracają: Szkoda, że ich tu nie ma
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Mała Esensja: Ciepło, mimo, że zimno
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Komiks na przeczekanie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Za Midgard!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przełamując kadry
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Komiks przejściowy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po komiks marsz: Czerwiec 2022
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch

Komiksowe Top 10: Maj 2022
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek, który spał w grobowcu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nibylandia ze skandynawskich mitów
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nemo podbija stawkę
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.