Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

François Jeanneau Pandémonium
‹Terrains vagues›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTerrains vagues
Wykonawca / KompozytorFrançois Jeanneau Pandémonium
Data wydania31 grudnia 1983
Wydawca Owl Records
NośnikWinyl
Czas trwania42:18
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
François Jeanneau, Carole Rowley, Philippe Maté, Jacques Di Donato, Jean-Louis Chautemps, Mel Culbertson, Jacques Blanc, Jean-Jacques Justafré, Yves Valada, François Couturier, Henri Texier, Jean-Paul Céléa, Philippe Macé, Daniel Humair, Pierre Mimran, Richard Galliano, André Ceccarelli
Utwory
Winyl1
1) La rue de la vieille lanterne06:38
2) L’hotel des grands hommes05:43
3) La galerie du baromètre08:49
4) La veilleur du pont au change11:52
5) La grande roue09:17
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: Big w wersji small

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz czwarty (i na razie ostatni) francuski saksofonista jazzowy François Jeanneau (i jego projekt Pandémonium).

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Big w wersji small

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz czwarty (i na razie ostatni) francuski saksofonista jazzowy François Jeanneau (i jego projekt Pandémonium).

François Jeanneau Pandémonium
‹Terrains vagues›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTerrains vagues
Wykonawca / KompozytorFrançois Jeanneau Pandémonium
Data wydania31 grudnia 1983
Wydawca Owl Records
NośnikWinyl
Czas trwania42:18
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
François Jeanneau, Carole Rowley, Philippe Maté, Jacques Di Donato, Jean-Louis Chautemps, Mel Culbertson, Jacques Blanc, Jean-Jacques Justafré, Yves Valada, François Couturier, Henri Texier, Jean-Paul Céléa, Philippe Macé, Daniel Humair, Pierre Mimran, Richard Galliano, André Ceccarelli
Utwory
Winyl1
1) La rue de la vieille lanterne06:38
2) L’hotel des grands hommes05:43
3) La galerie du baromètre08:49
4) La veilleur du pont au change11:52
5) La grande roue09:17
Wyszukaj / Kup
Na przestrzeni lat muzyka, jaką swoim wielbicielom proponował Francuz François Jeanneau, ewoluowała: od klasycznego free jazzu, który można usłyszeć na nagranym w 1976 roku longplayu „Techniques douces”, oraz mariażu muzyki improwizowanej z charakterystyczną raczej dla fusion elektroniką (vide „Une bien curieuse planète”, 1975; „Éphémère”; 1977), aż po modern jazz (obecny na płycie „Akagera”, nagranej w trio z Henrim Texierem i Danielem Humairem) i post-bop (który zdominował album „Terrains vagues”). Wszechstronność Jeanneau objawiała się również w płynnym przechodzeniu od grania bigbandowego do kameralnego i na odwrót. W przypadku krążka sygnowanego nie tylko imieniem i nazwiskiem artysty, ale także nazwą Pandémonium mamy do czynienia z tym pierwszym. Dość powiedzieć, że w sesji nagraniowej, jaka miała miejsce od 7 do 10 stycznia 1983 roku, oprócz lidera udział wzięło trzynaścioro (w tym jedna kobieta) etatowych muzyków oraz trzech gości.
Zarejestrowany wówczas materiał ukazał się, co w przypadku Jeanneau było już tradycją, na longplayu opublikowanym przez wytwórnię Owl Records. François zadbał przede wszystkim o rozbudowę sekcji dętej, którą sam kierował. W sumie znalazło się w niej – wraz z nim – pięciu saksofonistów (Philippe Maté, Jacques Di Donato, Jean-Louis Chautemps i gościnnie Pierre Mimran), dwóch flecistów (Jeanneau, Maté), dwóch klarnecistów (Di Donato, Chautemps), tubista (Mel Culbertson) i trzech kornecistów (Jacques Blanc, Jean-Jacques Justafré, Yves Valada). Takie zestawienie musi robić wrażenie! A to wcale nie koniec niespodzianek. Również skład sekcji rytmicznej budzi szacunek; wszak stworzyli ją dwa kontrabasiści (Henri Texier, Jean-Paul Céléa), wibrafonista (Philippe Macé) oraz dwóch bębniarzy (Daniel Humair i André Ceccarelli jako gość). Do tego dochodzą jeszcze pianista François Couturier i pojawiający się w jednym utworze akordeonista Richard Galliano.
A ta jedyna kobieta? To Amerykanka, chociaż o brytyjskich korzeniach, Carole Rowley, która po studiach w prestiżowym bostońskim Berklee College of Music przeniosła się do Paryża. W latach 80. i później jako chórzystka współpracowała między innymi z Mickiem Jaggerem, Peterem Gabrielem, Patricią Kaas i Mylène Farmer. Jeanneau postanowił przed nią jednak nieco inne zadanie, z którego zresztą wywiązała się nadzwyczajnie. Na album „Terrains vagues” trafiło pięć utworów skomponowanych przez François, choć gwoli ścisłości należałoby dodać, że praktycznie każdy z nich – nawet ten najkrótszy w zestawieniu, niespełna sześciominutowy „L’hotel des grands hommes” – składa się z kilku części. Lider, chcąc zachować stylistyczną jednorodność, zadbał też jednak o to, aby słuchacze nie poczuli znudzenia i aby w jego nowej muzyce odkryli dla siebie coś również dawni fani (choć uczciwie należy uprzedzić, że tym razem elektronika została ograniczona do niezbędnego minimum).
Na pierwszy rzut Jeanneau wybrał „La rue de la vieille lanterne”, którego stonowany i nastrojowy początek może być pewnym zaskoczeniem. Chociaż w introdukcji pojawiają się grające unisono dęciaki, to brzmią one bardzo subtelnie. Dopiero po zmianie wątku, kiedy wybija się rytmiczny postbopowy fortepian, sekcja dęta nabiera rozmachu. To także moment, w którym kompozytor daje upust swoim improwizatorskim zapędom, pozwalając na solowe popisy pianiście i jednemu (czy akurat sobie?) z saksofonistów. Im bliżej finału, tym bardziej muzyka Pandémonium zmierza w stronę free, ale gdy wydaje się, że zespół jest już bliski tego, aby wejść na pełne obroty – muzyka urywa się. Jakby François chciał podkreślić, że tamten etap jego kariery został definitywnie zamknięty wraz z dekadą lat 70. Przekonanie to ugruntowuje zresztą za sprawą „L’hotel des grands hommes”, w którym – po ponownie nadzwyczaj nostalgicznym otwarciu (flet, wibrafon, fortepian) – proponuje iście filmowy jazz rodem z lat 50. i 60. XX wieku (kłania się chociażby ścieżka dźwiękowa Milesa Davisa z „Windą na szafot” Louisa Malle’a). Wartością dodaną staje się natomiast rozpisany na dwa kanały ekscytujący dialog Texiera i Céléi na kontrabasach.
W zamykającym stronę A „La galerie du baromètre” też dzieje się niemało. Po delikatnym wstępie (z wokalizą Rowley) pojawia się freejazzowe solo saksofonu (jedynie w duecie z perkusją), a zaraz po nim zespół rozbrzmiewa w pełnej krasie za sprawą bigbandowych dęciaków. Nie spodziewajcie się jednak potężnego uderzenia, które zmiecie Was z fotela. Na przekór tradycji François mocno trzyma swoich kolegów w ryzach – głównie po to, aby przygotować przedpole do popisu zaproszonego do studia akordeonisty Richarda Galliano. Ostatnie dwie minuty należą właśnie do niego. Po przełożeniu winylowego krążka na stronę B otrzymujemy najdłuższą kompozycję na płycie – dwunastominutową „La veilleur du pont au change”. Całkiem odmienną od swoich trzech poprzedniczek. To w zasadzie minisuita, w której klamrą spinającą całość są etnicznie zaaranżowane instrumenty perkusyjne (włącznie z wibrafonem), którym dla większego efektu dodano flety. Pomiędzy tym pojawia się klasyczny post-bop, ale jest także część piosenkowa, w której Carole podąża soulowo-jazzową ścieżką wytyczoną przez Ellę Fitzgerald.
Od tego kompozytorsko-aranżacyjnego bogactwa można niemal dostać zawrotu głowy. A to przecież wcale nie koniec. Jest jeszcze finałowy, choć już nie tak długi, „La grande roue”, w którego niecodzienny klimat wprowadzają słuchaczy dźwięki… tuby. Jeanneau dba jednak o to, aby każdy z jego współpracowników poczuł się dowartościowany: gdy jedni wybijają się ze swoimi instrumentami na plan pierwszy, drudzy odpowiadają za budowanie nastrojowego tła. Tym razem nieco więcej do powiedzenia ma wibrafonista, który z czasem oddaje pole perkusiście. Zakończenie natomiast ma charakter la grande finale – cały skład (na dużym poziomie intensywności) zamienia się we freejazzową orkiestrę. Widać François chciał ostatni raz spojrzeć za siebie. Co wtedy myślał? Wydanie „Terrains vagues” nie było oczywiście końcem kariery Jeanneau. Mimo niemal osiemdziesięciu lat na karku, muzyk był aktywny twórczo jeszcze na początku poprzedniej dekady, choć dawno już mógł być na zasłużonej emeryturze.
koniec
4 września 2021
Skład:
François Jeanneau – saksofon sopranowy, saksofon tenorowy, flet, syntezator, muzyka, aranżacja
Carole Rowley – śpiew
Philippe Maté – saksofon sopranowy, saksofon altowy, saksofon tenorowy, flet, kalimba
Jacques Di Donato – saksofon sopranowy, saksofon tenorowy, saksofon barytonowy, klarnet basowy
Jean-Louis Chautemps – saksofon sopranowy, saksofon tenorowy, klarnet basowy
Mel Culbertson – tuba
Jacques Blanc – róg
Jean-Jacques Justafré – róg
Yves Valada – róg
François Couturier – fortepian
Henri Texier – kontrabas
Jean-Paul Céléa – kontrabas
Philippe Macé – wibrafon
Daniel Humair – perkusja

gościnnie:
Pierre Mimran – saksofon tenorowy (2)
Richard Galliano – akordeon (3)
André Ceccarelli – perkusja (4)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Apokalipsa bez konsekwencji
Sebastian Chosiński

16 X 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj jedyny album holendersko-duńsko-szwedzkiego kwartetu jazzrockowego Apocalypse, któremu ton nadawał pianista Jasper van ’t Hof.

więcej »

Non omnis moriar: Bajki, od których drży serce
Sebastian Chosiński

9 X 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj album sygnowany przez holendersko-szwajcarski duet klawiszowców Jaspera van ’t Hofa i George’a Gruntza.

więcej »

Non omnis moriar: (Nie)zgniły kompromis
Sebastian Chosiński

2 X 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj projekt Holendra Jaspera van ’t Hofa, w którym wsparło go trzech amerykańskich jazzmanów.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.