Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 sierpnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Spheroe
‹Primadonna›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPrimadonna
Wykonawca / KompozytorSpheroe
Data wydania1978
Wydawca Cobra
NośnikWinyl
Czas trwania38:42
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Michel Perez, Gérard Maimone, Rido Bayonne, Patrick Garel
Utwory
Winyl1
1) Hep deliler bisi bulur04:17
2) Janata Express03:26
3) Primadonna05:13
4) Cocorido03:30
5) Karin Song02:36
6) Arlecchino07:57
7) Chiaroscuro02:16
8) Jeff04:50
9) Matin rouge03:10
10) Violet01:22
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: Drugie wyjście i powrót do mroku

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj drugi (i, niestety, ostatni) album francusko-kongijskiego kwartetu jazzrockowego Spheroe.

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Drugie wyjście i powrót do mroku

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj drugi (i, niestety, ostatni) album francusko-kongijskiego kwartetu jazzrockowego Spheroe.

Spheroe
‹Primadonna›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPrimadonna
Wykonawca / KompozytorSpheroe
Data wydania1978
Wydawca Cobra
NośnikWinyl
Czas trwania38:42
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Michel Perez, Gérard Maimone, Rido Bayonne, Patrick Garel
Utwory
Winyl1
1) Hep deliler bisi bulur04:17
2) Janata Express03:26
3) Primadonna05:13
4) Cocorido03:30
5) Karin Song02:36
6) Arlecchino07:57
7) Chiaroscuro02:16
8) Jeff04:50
9) Matin rouge03:10
10) Violet01:22
Wyszukaj / Kup
Są zespoły, które mogłyby nigdy nie powstać, i są płyty, które mogłyby nigdy nie ujrzeć światła dziennego – i nikt by z tego powodu nie lał krokodylich łez. Analogicznie: są tacy wykonawcy, którzy przemknęli przez show-biznes prawie niezauważeni, pozostawiając po sobie dzieła, których blask lśni do dzisiaj. Taką formacją jest niewątpliwie francusko-kongijski kwartet Spheroe, który pozostawił po sobie jedynie dwie płyty długogrające. Tworzyli go gitarzysta Michel Perez, klawiszowiec Gérard Maimone, perkusista Patrick Garel oraz przybyły do Francji na początku lat 70. XX wieku z samego serca Afryki basista Rido Bayonne. Materiał, jaki znalazł się na pierwszym winylowym krążku grupy (zatytułowanym po prostu „Spheroe”), zarejestrowany został pod koniec 1975, ale na wydanie czekał aż do 1977 roku. Kiedy już trafił do sprzedaży, muzycy w ramach promocji pojawiali się na wielu festiwalach, odbywali też trasy koncertowe po Francji (luty-marzec 1978).
Maimone i Garel angażowali się także w działania poboczne, jak chociażby stworzenie muzyki do baletu dziecięcego, z którym później – jako akompaniatorzy – wybrali się między innymi za „żelazną kurtynę”, do Belgradu. Zarobione pieniądze Patrick postanowił przeznaczyć na nagranie kolejnego albumu Spheroe, a że zależało mu na doskonałości technicznej, wybrał jedno z najlepszych w tamtym czasie studiów w Europie Zachodniej – genewskie Aquarius. W lipcu 1978 roku, gdy inni korzystając z wakacji i urlopów, pławili się w Morzu Śródziemnym, kwartet pracował w pocie czoła nad… „Primadonną”. Drugie dzieło Francuzów i Kongijczyka wydała ta sama niszowa wytwórnia (Cobra). Cały ośmiotysięczny nakład rozszedł się ponoć od ręki, co przestaje dziwić, kiedy już wysłucha się płytę. Bo choć brakuje jej rozmachu i jednorodności debiutu, to wciąż zawiera doskonałą muzykę, która świetnie broni się po ponad czterdziestu latach od powstania.
Przede wszystkim artyści zdecydowali się na krótsze kompozycje. Najdłuższą i – bez wątpienia – najdoskonalszą jest ośmiominutowy utwór „Arlecchino” (autorstwa Gérarda). Tyle że pozostałe skrzą się tyloma barwami i tyle w nich rozwiązań aranżacyjnych, że ich czas trwania przestaje mieć tak naprawdę znaczenie. W otwierającym longplay „Hep deliler bisi bulur” (co w tłumaczeniu z… języka tureckiego na polski znaczy tyle co „Wariat zawsze kogoś znajdzie”) muzycy robią „oczko” do słuchaczy, którzy nie stronią od nowinek stylistycznych. Numer zaczyna się bowiem bardzo funkowo – bas i bębny zapewniają taką pulsację, że trudno utrzymać nogi w miejscu. Z czasem jednak, za sprawą częstych zmian tempa i kombinacji rytmicznych, zaczyna dominować energetyczny jazz-rock, czyli można powiedzieć, że kwartet wraca do swoich korzeni. Funku nie brakuje zresztą także w drugim na liście „Janata Express”, choć tu akurat przez cały czas prym wiodą syntezatory (odpowiedzialne za wpadający w ucho lejtmotyw), dopiero w końcówce robiące miejsce dla fortepianu akustycznego.
Pierwszym wielkim momentem albumu jest tytułowa „Primadonna”, pod którą jako autorzy podpisali się Maimone i Bayonne. Nie dziwi więc, że od pierwszych sekund rozbrzmiewają w niej, grające unisono, fortepian elektryczny (klasyczny Fender Rhodes) i gitara basowa. Stonowany rytm staje się fundamentem progresywno-powłóczystej solówki gitarowej Pereza w drugiej części utworu – ta zaś wznosi go na jeszcze wyższy poziom. „Cocorido” to jedyne w pełni samodzielne kompozytorskie dzieło Kongijczyka, przy okazji pozwalające wnioskować, że był on chyba tym muzykiem Spheroe, któremu najbliższa była muzyka funkowa. Trzeba jednak uczciwie dodać, że w tym zapędach lojalnie wspierał go – w tym konkretnych przypadku głównie na syntezatorach Mooga – Gérard. Stronę A longplaya zamyka krótki „Karin Song” – nastrojowa ballada, w której jej twórca, czyli Michel, stworzył nadzwyczaj dobrze rozumiejący się duet z Maimone’em. Jednocześnie okazało się, że dialog gitar akustycznych z Moogiem może być bardzo rozwijający (i inspirujący dla pozostałych członków zespołu).
Po przełożeniu krążka na drugą stronę czeka na słuchaczy prawdziwe arcydzieło – „Arlecchino”. Otwiera ten utwór intensywna partia basu, z którą kontrastuje stonowane piano Rhodesa; później jednak wszystkich godzi Michel Perez, który z niezwykłym wyczuciem, odpowiednio budując napięcie, praktycznie do samego finału raczy wielbicieli Spheroe wirtuozerskimi, lecz nie pozbawionymi ducha, popisami (z tła można wyłowić jeszcze dźwięki wibrafonu, na którym gra Maimone). „Chiaroscuro” to jedynie przerywnik, oparty na dwóch skrajnie odmiennych motywach syntezatorowych. Po nim pojawia się kolejny mocny numer – „Jeff”. Najbardziej rockowy, z jeszcze jedną przyprawiającą o dreszcze solówką Pereza. Po takich emocjach trudno dziwić się, że w „Matin rouge” zespół wraca do stylistyki funkowej, chociaż – podobnie jak w „Hep deliler bisi bulur” – z czasem ewoluuje w stronę klasycznego fusion. Z kolei wieńcząca całość miniatura „Violet”, zbudowana na brzmieniach syntezatorów i fortepianu elektrycznego, wprowadza nieco świąteczny nastrój. Co jednak może być błędnym tropem, biorąc pod uwagę fakt, że materiał nagrywano w lipcu.
Chociaż „Primadonna” potwierdzała znakomitą formę muzyków i dowodziła, że o ewentualnym kryzysie twórczym nie może być mowy, relacje wewnątrz zespołu nie były najlepsze. Michela Pereza coraz bardziej uwierała bowiem rockowa orientacja grupy, parę miesięcy po wydaniu krążka zdecydował się więc na odejście do formacji o klasycznie jazzowej proweniencji (Ego Quartet). Jego miejsce zajął gitarzysta Jean De Antoni, który wcześniej grał w progresywnym Welcome oraz Mainhorse, jak również przewinął się przez Magmę. Wkrótce odszedł także Rido Bayonne, którego z kolei zastąpił Jean-Jacques Martin. Spowodowaną zawirowaniami personalnymi przerwę w działalności Spheroe Maimone i Garel wykorzystali na „skok przez Atlantyk”. W Stanach Zjednoczonych zetknęli się w z formacjami nowofalowymi i teraz postanowili poświęcić się takiej właśnie muzyce. Efektem tych zapędów było powołanie do życia formacji o nazwie… Villa Borghese, która była de facto ostatnim składem Spheroe (De Antoni, Maimone, Martin, Garel) poszerzonym o wokalistę Oliviera Angèle.
W 1980 roku w genewskim studiu Aquarius (tym samym, w którym powstała „Primadonna”) kwintet zarejestrował materiał na płytę, która ukazała się – uwaga! uwaga! – w lutym 2021 roku. Fakt, że w epoce nie ujrzała ona światła dziennego, na tyle zniechęcił muzyków, że zespół wkrótce się rozpadł. Pozostał po nim jedynie duet Angel / Maimone Entreprise, który łączył w swojej twórczości new wave, a potem synth-pop, z francuskim szansonem („Faux-semblants”, 1983; „Ici & Là”, 1987). Cóż, takie nadeszły czasy.
koniec
12 czerwca 2021
Skład:
Michel Perez – gitara elektryczna, gitary akustyczne (6- i 12-strunowa), syntezator gitarowy
Gérard Maimone – fortepian elektryczny, fortepian, syntezatory, organy Hammonda, wibrafon
Rido Bayonne – gitara basowa, instrumenty perkusyjne
Patrick Garel – perkusja, instrumenty klawiszowe

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nie przegap: Lipiec 2021
Esensja

31 VII 2021

Przypominamy co zrecenzowaliśmy w Esensji w pierwszą połowę wakacji.

więcej »

Non omnis moriar: To co my w końcu gramy, panowie?!
Sebastian Chosiński

31 VII 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz drugi – po kilku latach przerwy – francuski zespół jazzrockowy Zoo.

więcej »

Non omnis moriar: Jak piękna Maria podbiła świat
Sebastian Chosiński

24 VII 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj jedyny longplay francuskiego kwintet Z.O.U.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

To co my w końcu gramy, panowie?!
— Sebastian Chosiński

Jak piękna Maria podbiła świat
— Sebastian Chosiński

Długa droga na szczyt i szybki zjazd
— Sebastian Chosiński

Niechciana erupcja wulkanu
— Sebastian Chosiński

Każdy raj kiedyś się kończy
— Sebastian Chosiński

Nawet Joanna d’Arc nie pomogła…
— Sebastian Chosiński

Żywot krótki, acz intensywny
— Sebastian Chosiński

Wyjście z mroku
— Sebastian Chosiński

Wieś sielska, anielska… walońska
— Sebastian Chosiński

Utopijna wizja ambitnego Alzatczyka
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.