Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 lipca 2021
w Esensji w Esensjopedii

John Lee, Gerry Brown
‹Still Can’t Say Enough›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułStill Can’t Say Enough
Wykonawca / KompozytorJohn Lee, Gerry Brown
Data wydania1976
Wydawca Blue Note
NośnikWinyl
Czas trwania41:16
Gatunekfunk, jazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
John Lee, Gerry Brown, David Sanborn, Ron Cuber, Michael Brecker, Randy Brecker, Jon Faddis, Barry Rodgers, Gary Bartz, Ernie Watts, Ray Gomez, Reggie Lucas, Hubert Eaves III, Harold „Ivory” Williams, Rob Franken, Ian Underwood, James Mtume, C.P. (Cheryl) Alexander, Donald Smith, Tawatha Agee
Utwory
Winyl1
1) Freeze It Up04:52
2) Love the Way You Make Me Feel05:09
3) Rise On06:16
4) Funky Row03:46
5) Talkin’ ’Bout the Right One05:12
6) Strut ’n’ Get Up04:42
7) Breakin’04:27
8) Down the Way05:25
9) Out the Box01:29
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: Cudem wróceni na ojczyzny łono

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj trzeci „solowy” album amerykańskiego jazzrockowego duetu John Lee i Gerry Brown z udziałem między innymi Davida Sanborna oraz braci Michaela i Randy’ego Breckerów.

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Cudem wróceni na ojczyzny łono

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj trzeci „solowy” album amerykańskiego jazzrockowego duetu John Lee i Gerry Brown z udziałem między innymi Davida Sanborna oraz braci Michaela i Randy’ego Breckerów.

John Lee, Gerry Brown
‹Still Can’t Say Enough›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułStill Can’t Say Enough
Wykonawca / KompozytorJohn Lee, Gerry Brown
Data wydania1976
Wydawca Blue Note
NośnikWinyl
Czas trwania41:16
Gatunekfunk, jazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
John Lee, Gerry Brown, David Sanborn, Ron Cuber, Michael Brecker, Randy Brecker, Jon Faddis, Barry Rodgers, Gary Bartz, Ernie Watts, Ray Gomez, Reggie Lucas, Hubert Eaves III, Harold „Ivory” Williams, Rob Franken, Ian Underwood, James Mtume, C.P. (Cheryl) Alexander, Donald Smith, Tawatha Agee
Utwory
Winyl1
1) Freeze It Up04:52
2) Love the Way You Make Me Feel05:09
3) Rise On06:16
4) Funky Row03:46
5) Talkin’ ’Bout the Right One05:12
6) Strut ’n’ Get Up04:42
7) Breakin’04:27
8) Down the Way05:25
9) Out the Box01:29
Wyszukaj / Kup
Chociaż pracy i kolejnych zleceń im nie brakowało, basista John Lee i perkusista Gerry (Gerald) Brown znajdowali czas nie tylko na wspomaganie innych artystów, ale również pielęgnowanie własnej solowej kariery. Po publikacji nagranych głównie w Europie albumów „Infinite Jones” (1974) oraz „Mango Sunrise” (1975), czyniąc przygotowania do realizacji kolejnego, zdecydowali się wrócić do ojczyzny. Sesje, której owocem stał się – ponownie wydany przez nowojorską wytwórnię Blue Note – longplay „Still Can’t Say Enough”, odbyły się w sierpniu 1976 roku w dwóch studiach: Electric Lady w Nowym Jorku oraz The Sound Labs w Hollywood. Z jednym tylko wyjątkiem wzięli w nich udział artyści amerykańscy, a tym „rodzynkiem” był holenderski klawiszowiec (tu konkretnie grający na syntezatorowych i organach) Rob Franken – jedyny muzyk, nie licząc oczywiście liderów projektu, którego można było usłyszeć również na „Mango Sunrise”.
Tym razem znacznie też zostało poszerzone grono współpracowników. Rozwinięto przede wszystkim sekcję dętą, która w niektórych utworach liczyła nawet sześć osób, w tym takie – w przyszłości – tuzy, jak David Sanborn (saksofon altowy), nieżyjący już Michael Brecker (saksofon tenorowy) oraz jego starszy brat Randy (trąbka, skrzydłówka). Gościnnie zaistnieli także Gary Bartz (saksofon altowy) i Ernie Watts (saksofon tenorowy), pojawiając się – każdy z nich – w jednej kompozycji. Lee i Brown zaprosili też kilku klawiszowców; poza Frankenem, który musiał w tym celu przebyć Atlantyk, byli to Hubert Eaves III, Harold „Ivory” Williams oraz – znany z kooperacji z Frankiem Zappą w składzie The Mothers of Invention – Ian Underwood. Role gitarzystów solowych i rytmicznych pełnili natomiast Reggie Lucas i Ray Gomez. Za ciekawostkę należy uznać z kolei udział w sesji perkusjonisty (w jednym numerze udzielającego się dodatkowo wokalnie) James Mtumego, znanego z płyt pianisty McCoya Tynera („Song for My Lady”, „Sama Layuca”).
W porównaniu z poprzednikami album „Still Can’t Say Enough” jest na pewno bardziej zróżnicowany. Mniej w nim, co oczywiste, nawiązań do europejskiego fusion (obecnych głównie na „Infinite Jones”), znacznie więcej natomiast typowo amerykańskich funku i soulu. Nie da się bowiem ukryć, że ten krążek skrojony został pod zupełnie innego odbiorcę, dlatego dotarłszy na Stary Kontynent, mógł wywołać spory zawód starych fanów Johna i Gerry’ego. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż mamy do czynienia z muzykami perfekcyjnymi, którzy są nie tylko wyśmienitymi kompozytorami (zwłaszcza Lee, odpowiedzialny za osiem z dziewięciu numerów, wyjątkiem jest mocno rockowy „Rise On”), ale i doskonałymi aranżerami (wystarczy wsłuchać się w pojawiające się na drugim i trzecim planie smaczki, aby w pełni docenić ich pracę). Artyści nie pozostali też obojętni na nowe trendy w muzyce, choć szczęśliwie, pełnymi garściami czerpiąc z funku, udało im się jednocześnie uniknąć nawiązań do disco.
Na otwarcie Lee i Brown wybrali naprawdę mocny utwór – „Freeze It Up” – w którym mamy de facto do czynienia nie ze zwykłym zespołem, lecz big-bandem. W jego nagraniu wzięło bowiem udział w sumie… czternastu instrumentalistów. Potężnie brzmiąca, grająca unisono sekcja dęta, do tego funkowo pulsująca sekcja rytmiczna i cała gama brzmień klawiszowych (od klawinetu, poprzez syntezator ARP, aż po „kwasowe” organy) wraz z pojawiającą się w finale rockową gitarą – robią ogromne wrażenie. Widać, że liderom zależało, aby już na samym początku zaprezentować pełnię swych twórczych możliwości i to im się doskonale udało. „Freeze It Up” to idealny przykład zespołowego grania, w którym udanie połączono jazzrockowe korzenie Johna i Gerry’ego z tradycyjnymi amerykańskimi orkiestrami jazzowymi. Zwłaszcza że chwilę potem ma miejsce spora wolta stylistyczna. „Love the Way You Make Me Feel” to w zasadzie popowo-soulowa piosenka, okraszona nie tylko mieszanym chórkiem, lecz także nastrojową solówką Roba Frankena na Micromoogu.
Trzeci w kolejności „Rise On” to jedyny utwór na „Still Can’t Say Enough”, jaki wyszedł spod ręki Browna. I naprawdę można bardzo żałować, że nie ma ich więcej. Jeśli bowiem w którymś z numerów zespół nawiązał wprost do zachodnioeuropejskiego fusion – to najmocniej właśnie w nim. Obok mocarnych dęciaków na plan pierwszy wybijają się tutaj zadziorne gitary Lucasa i Gomeza; zwłaszcza ten drugi raczy słuchaczy na długo zapadającym w pamięć charakterystycznym motywem, który przewija się aż do nadzwyczaj intensywnego finału, w którym następuje ostateczne starcie gitarzystów z dęciakami. Bez wątpienia „Rise On” to – obok „Freeze It Up” – najciekawszy i najmocniejszy fragment wydawnictwa. Nie dziwi zatem, że tuż po nim – na zakończenie strony A winylowego krążka – Lee wybrał znacznie lżejszy „Funky Row”, którego zwieńczeniem okazuje się przyjazna saksofonowa solówka Michaela Breckera.
Stronę B otwiera „Talkin’ ’Bout the Right One” – druga z soulowych, tym razem jednak o dużo bardziej „pościelowym” charakterze, piosenek. Ot, ciekawy przerywnik, do nagrania którego zaproszono – w roli solisty – Gary’ego Bartza (Lee i Brown współpracowali z nim już na „Infinite Jones”). Znacznie dynamiczniej zespół poczyna sobie w zadziornym funkowym „Strut ’n’ Get Up”, którego finał może swoją intensywnością przyprawić co wrażliwszych słuchaczy o palpitację serca. Nie mniej energii zespół wykrzesuje z siebie w „Breakin’”, chociaż tu akurat jest dużo więcej fusion, głównie za sprawą doskonałego popisu gitarowego Gomeza i syntezatorowego Frankena. Jazzrockowe korzenie ma również „Down the Way”, w którym na plan pierwszy wybijają się z kolei solówki saksofonistów – Davida Sanborna i młodszego z braci Breckerów. Intrygująco wypada także finał płyty z kapitalnie pulsującymi basem i bębnami, ostro punktującymi dęciakami i organowym duetem Harolda Williamsa i Huberta Eavesa III. Rzecz w tym, że dziewięćdziesięciu sekundach świetnie rozwijający się numer urywa się nagle, w pół słowa. Jakby muzycy chcieli dać jasno do zrozumienia, że przerwali tylko na chwilę i za moment powrócą do tej opowieści. I, owszem, wrócili, lecz dopiero po trzech latach. Szczęście, że po drodze był jeszcze projekt Medusa.
koniec
27 marca 2021
Skład:
John Lee – gitara basowa, muzyka (1-2,4-9)
Gerry Brown – perkusja, instrumenty perkusyjne, kotły (3), muzyka (3)

oraz
David Sanborn – saksofon altowy (1,3,4,6,8,9)
Ron(nie) Cuber – saksofon barytonowy (1,3,7)
Michael Brecker – saksofon tenorowy (1,3,4,6-9)
Randy Brecker – trąbka (1,3-9), skrzydłówka (5)
Jon Faddis – trąbka (1,3,7)
Barry Rodgers – puzon (1,3,7)
Gary Bartz – saksofon altowy (5)
Ernie Watts – saksofon tenorowy (8)
Ray Gomez – gitary elektryczna i rytmiczna (1,3,7,9)
Reggie Lucas – gitara rytmiczna
Hubert Eaves III – klawinet (1,3,4,6,8), fortepian (2,3,5), fortepian elektryczny (5,7,8), organy (9)
Harold Williams „Ivory” – organy (1,4,9), fortepian (8)
Rob Franken – syntezatory (1-3,5-7), organy (6)
Ian Underwood – syntezatory (2,5,7)
James Mtume – kongi (1,4,7,9), instrumenty perkusyjne (1,2,5,8), śpiew (5)
C.P. (Cheryl) Alexander – śpiew (2,5)
Donald Smith – śpiew (2,5)
Tawatha Agee – śpiew (2,5)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Jak piękna Maria podbiła świat
Sebastian Chosiński

24 VII 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj jedyny longplay francuskiego kwintet Z.O.U.

więcej »

Non omnis moriar: Długa droga na szczyt i szybki zjazd
Sebastian Chosiński

17 VII 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj jedyny longplay francuskiej formacji Ergo Sum, której wokalistą był Lionel Ledissez.

więcej »

Non omnis moriar: Niechciana erupcja wulkanu
Sebastian Chosiński

10 VII 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj jedyny longplay formacji Univeria Zekt, pobocznego projektu perkusisty Magmy Christiana Vandera.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.