Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Pot i Kreff: Made in Heaven

Esensja.pl
Esensja.pl
Od nowego roku startujemy z odświeżoną rubryką „Pot i Kreff”. Będzie skupiała się na koncertowych smaczkach – tych znanych, które warto sobie przypomnieć i mniej znanych, które trzeba poznać. Na początek gigant w postaci „Strange Kind of Woman” z najlepszego albumu live w dziejach „Made in Japan” Deep Purple.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff: Made in Heaven

Od nowego roku startujemy z odświeżoną rubryką „Pot i Kreff”. Będzie skupiała się na koncertowych smaczkach – tych znanych, które warto sobie przypomnieć i mniej znanych, które trzeba poznać. Na początek gigant w postaci „Strange Kind of Woman” z najlepszego albumu live w dziejach „Made in Japan” Deep Purple.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Takie kiedyś były czasy, że rewelacyjne kawałki ukazywały się wyłącznie na singlach i próżno ich było szukać na oficjalnych longplayach. Podobny los spotkał „Strange Kind of Woman”, który towarzyszył albumowi „Fireball” z 1971 roku, drugiemu studyjnemu dziełu najsławniejszego składu Deep Purple (kwintet: Ian Gillan, Ritchie Blackmore, John Lord, Ian Paice i Roger Glover). Z dzisiejszego punktu widzenia dziwne wydaje się, że najlepszy utwór (obok tytułowego) jaki promował krążek, wcale na niego nie trafił.
Ponieważ w naszym kraju ciężko było o albumy zza granicy, że o singlach nie wspomnę, dla wielu pierwszym zetknięciem się z omawianym utworem nastąpiło za pośrednictwem krążka „Made in Japan” z 1972 roku. Pozycji wzorcowej, jeśli chodzi o nagrania na żywo. Zagranej na luzie z dużą dawką improwizacji, ale też niezwykłą precyzją w momentach, kiedy trzeba było się spiąć (zwróćcie uwagę na równe zakończenie w „Child in Time”).
Moim ulubionym momentem płyty jest właśnie rozciągnięty do blisko 10 minut „Strange Kind of Woman”. Oddaje on kwintesencję tego, jak kiedyś grało się koncerty. Po zwartym początku następuje moment improwizacji, w którym gitarzysta i wokalista prowadzą swego rodzaju bitwę, zapodając sobie wzajemnie i powtarzając motywy. Szkoda, że Gillan dość szybko zdarł sobie gardło do tego stopnia, że nie był w stanie wydawać z siebie równie kosmicznych dźwięków. Aż trudno uwierzyć, że w tamtym czasie zespół był już na skraju rozwiązania, a głównymi stronami konfliktu byli właśnie Gillan i Blackmore.
koniec
2 stycznia 2019

Komentarze

04 I 2019   23:59:56

"Strange Kind of Woman" trafił na LP "Fireball". W USA, Kanadzie i Japonii. W Europie zamiast "Strange Kind of Woman" na płycie umieszczono nagranie "Demon's Eye".

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Stulecie Stanisława Lema: Pogrzeb pośród mgławic
Mieszko B. Wandowicz

2 XII 2021

Ani myślę oceniać płyty ni całej twórczości. Od dekady pisuję co najwyżej o koncertach, pozostawiając nagrania recenzentom właściwszym: nawet jeśli miałem jakiekolwiek kompetencje, z pewnością już nie mam. Są jednak, i w to nie wątpię, muzycy, którzy się marnują i przez złe podejście tracą potencjał. Niekiedy, ze względu na nadzwyczajną inspirację, mogą na chwilę niewykorzystanych zdolności użyć, a nawet je przekroczyć. Jak Maleńczuk w „Lema pamięci kosmicznym pogrzebie”.

więcej »

Nie przegap: Listopad 2021
Esensja

30 XI 2021

Na coraz dłuższe wieczory proponujemy lekturę naszych listopadowych recenzji.

więcej »

Non omnis moriar: Eksperymenty nieformalne
Sebastian Chosiński

20 XI 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj drugi z bootlegów freejazzowego projektu The German All Stars.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Inne recenzje

Pot i Kreff: Rockowy Dream Team cz. 2
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z tego cyklu

Puk… puk…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dwadzieścia sześć minut orgazmu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Jak zdobywano dziką miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Strzelając z bombowca
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rozmowa dwóch stołków
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

25 minut sacrum
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Debeściaki bestii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 najlepszych płyt koncertowych 2014 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jacek Walewski

10 najlepszych płyt koncertowych 2013 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 najlepszych płyt koncertowych 2012 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż twórcy

To się nie może tak skończyć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff – Made in Poland: Chopin chciał grać w Deep Purple
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Po komiks marsz: Grudzień 2021
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch

Przygoda, humor i oldschool
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ach, ta Cicca!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Starzeć się z godnością
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tradycja i postmodernizm
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po komiks marsz: Listopad 2021
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Sławomir Grabowski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch

Poznajmy ich jeszcze raz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

12 najbardziej szokujących morderstw Michaela Myersa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

A Ty co robiłeś tamtego dnia?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zielona skóra, w której żyje
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.