Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 2 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Łukasz Orbitowski
‹Święty Wrocław›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułŚwięty Wrocław
Data wydania26 marca 2009
Autor
Wydawca Wydawnictwo Literackie
ISBN978-83-08-04306-6
Format400s.
Cena29,90
Gatunekgroza / horror
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Wrocław w anegdocie
[Łukasz Orbitowski „Święty Wrocław” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Książek takich jak „Święty Wrocław” powinno być na polskim rynku więcej. Łukasz Orbitowski jest obecnie najlepszym autorem grozy, tworzy sugestywną narrację i – w odróżnieniu od wielu rodzimych pisarzy fantastycznych – doskonale radzi sobie z fabułą. Ale nie przesadzajmy z chwaleniem.

Michał Foerster

Wrocław w anegdocie
[Łukasz Orbitowski „Święty Wrocław” - recenzja]

Książek takich jak „Święty Wrocław” powinno być na polskim rynku więcej. Łukasz Orbitowski jest obecnie najlepszym autorem grozy, tworzy sugestywną narrację i – w odróżnieniu od wielu rodzimych pisarzy fantastycznych – doskonale radzi sobie z fabułą. Ale nie przesadzajmy z chwaleniem.

Łukasz Orbitowski
‹Święty Wrocław›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułŚwięty Wrocław
Data wydania26 marca 2009
Autor
Wydawca Wydawnictwo Literackie
ISBN978-83-08-04306-6
Format400s.
Cena29,90
Gatunekgroza / horror
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Źle się dzieje we Wrocławiu: „mówiono o dziwnym miejscu, które zjada ludzi, skąd nie można powrócić i gdzie dzieją się rzeczy straszne”, czytamy w książce Orbitowskiego. „Widziano dziwne światła nad budynkami, nocą od Obornickiej miały dochodzić nieludzkie krzyki”. Małe, gierkowskie osiedle z dnia na dzień zamienia się w tajemnicze zjawisko. Tak groźne, że komendant wrocławskiej policji postanawia odgrodzić je szczelnym kordonem. Mieszkańcy i czytelnik zadają sobie pytanie: Co się dzieje wewnątrz Świętego Wrocławia?
Otóż, nie bardzo wiadomo. Być może dlatego, że powieść Orbitowskiego nie jest wcale o tajemniczym mieście w mieście, upiornym osiedlu, w którym znikają kolejni ludzie. W którymś momencie wydaje się, że jest wariacją na temat młodzieńczej miłości (Michał i Małgosia), to znowu skręca w stronę sensacji (poszukiwania córki Tomasza). Ostatecznie jednak okazuje się, że autorowi chodziło… o nic. Krakowski pisarz stworzył wciągającą, sugestywną opowieść, która jest samym obrazem, czystą akcją i zabawą w opowiadanie.
Wyszło bardzo dobrze, Orbitowski ma prawdziwy talent do narracji. Problem w tym, że czytelnik, który spodziewa się jakiś odpowiedzi (np. po ChRL powstał Święty Wrocław), niczego takiego się nie dowie. Mamy akcję, dużo fajnej akcji, charakterystyczne typy, romans i grozę – i tyle. Orbitowski nie sili się nawet na wyjaśnienie zagadki na poziomie fabularnym. Zakończenie powieści zostawia nas w tym samym miejscu, w którym byliśmy przed rozpoczęciem lektury. Jasne, autor ma święte prawo tak zrobić, ale z kolei psim obowiązkiem krytyka jest napisać: mnie się to nie podoba.
Wydarzenia opisywane są z punktu widzenia zwykłych mieszkańców Wrocławia. Przynajmniej, na pierwszy rzut oka. Szybko bowiem okazuje się, że bohaterowie Orbitowskiego nie są wcale tacy zwykli, każdy ma jakieś cechy charakterystyczne. Ot, Tomasz śmieje się podczas oglądania filmów grozy, a pan Marian oblepia mieszkanie karteczkami z urywkami zasłyszanych rozmów. Podczas lektury „Świętego Wrocławia” łatwo można się zorientować, że większość z bohaterów to postaci anegdotyczne. Każda z nich ma jakiś charakterystyczny znak wyróżniający go z tłumu. Należą do pewnego typu ludzi, o których opowiada się anegdoty na imprezach. I w sumie tak samo postępuje narrator Orbitowskiego – opowiada nam dykteryjki, które układają się w fabułę powieści.
W takich bohaterów trudno mi uwierzyć, zwłaszcza, że są bardzo stereotypowi. Jak student to klasyczny imprezowicz, gimnazjalistki myślą tylko o narkotykach i seksie itp. Gdyby nie tytułowe miejsce spinające fabułę, książka byłaby jedynie zbiorem mniej lub bardziej ciekawych anegdotek. Orbitowski stara się bawić schematami, układa fabułę z bzdur i tandety, i – trzeba przyznać – czyta się to dobrze. Ale też krakowskiemu autorowi, wydaje mi się, można postawić wyższe wymagania. „Święty Wrocław” zapowiada się nieźle, niestety, gorzej z rozwinięciem. Orbitowski nie ma wiele do powiedzenia, interesuje go jedynie tworzenie kolorowych kolaży, które bawią przez krótką chwilę oko. Podsumowanie? Jak mawiała pewna nauczycielka, „Bardzo dobrze, bardzo dobrze, Kowalski. Dostateczny”.
koniec
25 maja 2009

Komentarze

08 XI 2010   13:13:53

psim obowiązkiem krytyka jest też pisać 'jakichś' zamiast 'jakiś' (a nawet mówić z tym 'ch', przepraszam bardzo).

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Jesteśmy tylko nośnikami
Miłosz Cybowski

2 XII 2021

Zarówno pozbawiony emocji styl, jak i niektóre tezy stawiane przez Richarda Dawkinsa mogą budzić instynktowny sprzeciw. „Samolubny gen” nie na darmo uchodzi za książkę kontrowersyjną, choć może wraz z rozpowszechnieniem nauki o genetyce to wrażenie nieco przygasło.

więcej »

Mała Esensja: W oczekiwaniu na Boże Narodzenie
Joanna Kapica-Curzytek

1 XII 2021

Ponownie spotykamy się z sympatycznym myszkiem wykreowanym przez autora i ilustratora Alexa T. Smitha. „Winston wraca na święta” pozwoli młodszym (i starszym czytelnikom) odliczać dni do Gwiazdki!

więcej »

Spektaklu akt drugi
Beatrycze Nowicka

30 XI 2021

„Dziesięć Żelaznych Strzał” – kolejny tom cyklu Sama Sykesa o Sal Kakofonii – uważam za lepszy od pierwszego.

więcej »

Polecamy

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)

Stulecie Stanisława Lema:

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Maj-czerwiec 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Joanna Słupek, Agnieszka Szady, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Świetny Wrocław
— Jędrzej Burszta

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Październik 2016
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Ersatz duszy
— Iwona Michałowska

Byk kształtuje świadomość
— Mieszko B. Wandowicz

Ogień historii, ogień pop-u
— Paweł Micnas

Polska inna, a jednak ta sama
— Jędrzej Burszta

Esensja czyta: Listopad 2010
— Jędrzej Burszta, Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek , Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski

Gęsta proza historyczno-fantastyczna
— Konrad Wągrowski

Ostatni romantycy
— Michał Kubalski

A-a-a, kotki dwa
— Agnieszka Szady

Dziadek z piekła rodem i rudy kot
— Cyryl Twardoch

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.