Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Kir Bułyczow
‹Nadzy ludzie›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNadzy ludzie
Tytuł oryginalnyГолые люди
Data wydania14 marca 2008
Autor
PrzekładAgnieszka Chodkowska-Gyurics
Wydawca Solaris
CyklDylogia indochińska
ISBN978-83-89951-74-8
Format220s.
Cena29,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Sam Ligon to za mało…
[Kir Bułyczow „Nadzy ludzie” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
To nie jest dobra wiadomość dla smakoszy twórczości Kira Bułyczowa. „Nadzy ludzie” – druga część dylogii indochińskiej i jednocześnie ostatnia pozycja z Solarisowej edycji „Dzieł wybranych” mistrza – to chyba najgorsza powieść Rosjanina, jaka ukazała się w naszym kraju. Zabrakło w niej prawie wszystkiego, z czego Bułyczow dotychczas słynął – interesującej fabuły, pełnokrwistych bohaterów, a nawet inteligentnego humoru.

Sebastian Chosiński

Sam Ligon to za mało…
[Kir Bułyczow „Nadzy ludzie” - recenzja]

To nie jest dobra wiadomość dla smakoszy twórczości Kira Bułyczowa. „Nadzy ludzie” – druga część dylogii indochińskiej i jednocześnie ostatnia pozycja z Solarisowej edycji „Dzieł wybranych” mistrza – to chyba najgorsza powieść Rosjanina, jaka ukazała się w naszym kraju. Zabrakło w niej prawie wszystkiego, z czego Bułyczow dotychczas słynął – interesującej fabuły, pełnokrwistych bohaterów, a nawet inteligentnego humoru.

Kir Bułyczow
‹Nadzy ludzie›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNadzy ludzie
Tytuł oryginalnyГолые люди
Data wydania14 marca 2008
Autor
PrzekładAgnieszka Chodkowska-Gyurics
Wydawca Solaris
CyklDylogia indochińska
ISBN978-83-89951-74-8
Format220s.
Cena29,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
„Trzęsienie ziemi”, którego akcję Kir Bułyczow umieścił w 1974 roku w fikcyjnym wschodnioazjatyckim Ligonie (będącym literackim portretem doskonale znanej pisarzowi Birmy), nie było może dziełem porywającym, ale na pewno dającym przyzwoitą rozrywkę na kilka wieczorów. Z „Nagimi ludźmi” jest zupełnie inaczej – powieść jest krótka i nudna. Akcja ciągnie się jak flaki z olejem, a czytelnikowi co rusz towarzyszy następująca myśl: „Jak bardzo ten biedny autor musiał męczyć się, pisząc taki gniot!” lub też: „Coś takiego to nawet ja mógłbym napisać, gdyby tylko zechciało mi się siąść do klawiatury”. Co gorsza, ten drugi koncept wcale nie jest tak fantastyczny, jak mogłoby się wydawać. „Nadzy ludzie” opierają się bowiem na jednym, niezbyt zresztą oryginalnym pomyśle, którego potencjał autor pogrzebał już mniej więcej w jednej trzeciej książki, nie bardzo zapewne wiedząc, do jakich wniosków chciałby w finale opowieści czytelnika skłonić. Niestety, zamiast okroić rzecz całą do rozmiarów opowiadania i zrezygnować z dalszego nadmuchiwania tekstu prowadzącymi donikąd przemyśleniami, postanowił korzystając z jednego tylko dźwięku skomponować operę. A taka sztuka nie udałaby się nawet Mozartowi.
Akcja drugiej odsłony dylogii indochińskiej rozgrywa się dwa lata po wydarzeniach opisanych w „Trzęsieniu ziemi”. W międzyczasie upadł dyktatorski rząd brygadiera (potem mianowanego feldmarszałkiem) Szoswe, a władzę przejęła koalicja – można się tylko domyślać, że już w pełni demokratyczna – na czele której stanął niejaki Jah Wosenwoka. Zmiana władzy spowodowała większe otwarcie na świat, którego jednym z efektów stało się zorganizowanie właśnie w Ligonie międzynarodowej konferencji w sprawie plemion pierwotnych. Los sprawił, że w jej trakcie do stolicy państwa dotarła informacja o tym, że w dżungli u źródeł rzeki Prui ligońscy żołnierze odnaleźli nieznane wcześniej… pierwotne plemię. Skąd to przekonanie? Odpowiedź wydaje się prosta – skoro nie posługują się ogniem ani nie noszą odzieży, nie mogą należeć do tytanów intelektu. Naukowcy przyjmują oczywiście te doniesienia z typowym dla siebie sceptycyzmem; wśród wątpiących jest również pracownik radzieckiej ambasady w Ligonie – jeden z głównych bohaterów „Trzęsienia ziemi” – Jurij Sidorowicz Wspolny. I pewnie nikt by go nie przekonał, że informacja ta nie jest dziennikarską kaczką, gdyby owego plemienia na własne oczy nie widział major Tilwi Kumtaton – oficer armii ligońskiej, którego Wspolny cenił i któremu ufał. Tylko z tego powodu dał się też namówić na ekspedycję naukową do doliny Githam, gdzie żołnierze natknęli się na nagich dzikusów. Co ciekawe, w grupie uczonych Bułyczow umieścił bohaterkę rodem z Wrocławia, młodą i piękną Anitę Kraszewską. (Czyżby był to gest dobrej woli wobec polskich czytelników, którzy właśnie w drugiej połowie lat 70. odkryli na dobre urok prozy Rosjanina?) Na pokładzie samolotu lecącego do źródeł Prui pojawi się jeszcze jeden, poza majorem Kumtatonem, znajomy Wspolnego – tajemniczy dyrektor Matur, postać tyleż odrażająca, co budząca wyrastającą z politowania sympatię.
Zawiązanie akcji nie wydaje się jeszcze ani takie złe, ani banalne. Cóż z tego jednak, skoro od samego początku – dzięki informacji umieszczonej przez wydawcę na okładce – wiemy, że pierwotne plemię to nie są wcale zapomniani przez cywilizowany świat potomkowie Adama i Ewy, ale przybysze z kosmosu, którzy wylądowali na Ziemi, ratując się przed katastrofą swojego statku kosmicznego. Jeden znak zapytania został już w ten sposób zlikwidowany. Problem jednak w tym, że innych nie było. Bo jeśli od samego początku, jeszcze przed przeczytaniem pierwszego zdania powieści, wiemy, kim są stanowiący tajemnicę tytułowi „nadzy ludzie” – to po kiego diabła mamy czytać dalej?… Inna sprawa, że i sam Bułyczow dość szybko zagadkę plemienia wyjaśnił. Chcąc jednak ratować powieść, postanowił wprowadzić kolejny wątek. W ten sposób pragnął skonfrontować czystość przybyszów, zupełnie nieznających ziemskich realiów, z typowo ludzkimi cechami, wśród których na czołowe miejsca wysunęły się chciwość i żądza władzy. To mógł być bardzo ciekawy zabieg socjologiczny, ale pisarz niestety nie udźwignął tematu. Tkwiący w myśli przewodniej Bułyczowa potencjał – który można by w skrócie zatytułować: „Jak rodzi się totalitaryzm” – został przezeń sprowadzony nawet nie tyle do przypowieści, ile do anegdoty wyczytanej zapewne w tamtym czasie w prasie1). A szkoda, bo gdyby autor od początku zdecydował się, czy chce stworzyć kolejną w swoim dorobku fantastycznonaukową groteskę, czy też poważne dzieło psychologiczno-socjologiczne – powieść zapewne dałoby się uratować. Tymczasem zgubiło ją właśnie autorskie niezdecydowanie.
„Nadzy ludzie” przypominają popłuczyny po „Trzęsieniu ziemi”. Oba dzieła nie mają zresztą ze sobą, wbrew pozorom, zbyt wiele wspólnego. Tak naprawdę – to tylko miejsce akcji, czyli Ligon. Trzech bohaterów, pojawiających się na kartach obu książek, mogłoby w drugiej z nich wcale nie być. Wspolnego w roli narratora mógłby bowiem zastąpić ktokolwiek inny. Natomiast pojawienie się majora Kumtatona oraz dyrektora Matura – które rodziło pewne nadzieje, bo były to najbardziej wyraziste postacie w „Trzęsieniu ziemi” – w dalszej części „Nagich ludzi” zamieniło się w niesmaczny żart. Bułyczow nie bardzo chyba wiedział, co z nimi zrobić. O ile jeszcze Matura jakoś zagospodarował, Kumtaton, nie mogąc znaleźć dla siebie miejsca w wymyślonej przez pisarza fabule, zupełnie wymknął mu się spod kontroli i, mówiąc symbolicznie, odmówił współpracy. Jeszcze do niedawna, gdy amerykańscy reżyserzy bądź scenarzyści nie chcieli przyznać się do nakręconego przez siebie filmu, mogli posłużyć się pseudonimem Alan Smithee. Szkoda, że prawo takie nie przysługuje bohaterom literackim; ligoński major zapewne chętnie by z niego skorzystał… Ocena powieści byłaby jeszcze niższa, gdyby nie obecna na jej kartach piękna Anita. Za propolskie ciągotki należy się przecież Bułyczowowi odrobina sympatii.
koniec
20 maja 2008
1) Jeszcze w latach 90. XX wieku gazety donosiły, że w dżungli państw wschodnioazjatyckich odnajdywano japońskich żołnierzy z czasów II wojny światowej, którzy nie mieli pojęcia, że konflikt ten się zakończył, i wciąż gotowi byli oddać życie za ojczyznę i cesarza.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zbrodnie w stylu retro: Wejść, ukraść, wyjść i… przeżyć
Sebastian Chosiński

27 I 2022

To nie jest najbardziej udana powieść Adama Nasielskiego, który w połowie lat 30. XX wieku stał się pisarzem rozchwytywanym do tego stopnia, że stać go było na to, aby zamieszkać w naddniestrzańskim kurorcie Zaleszczyki. Chcąc jednak osiągnąć mistrzostwo, trzeba najpierw być zdolnym czeladnikiem. „Fort grozy” – druga powieść przyszłego twórcy postaci Bernarda Żbika – jest właśnie dziełem prozaika, który dopiero poznaje arkana zawodu.

więcej »

Dwadzieścia jeden ról
Joanna Kapica-Curzytek

26 I 2022

Czy „Rewolucja niebieska. Powieść o Mikołaju Koperniku” jest rzeczywiście powieścią? Ten bez wątpienia pięknie napisany utwór sprawdziłby się o wiele lepiej jako esej biograficzny lub historyczny.

więcej »

Perły ze skazą: Sąd – sądem, ale sprawiedliwość…
Sebastian Chosiński

25 I 2022

Gdy odchodzi stary świat i rodzi się nowy, zawsze dochodzi do konfliktów – niekiedy politycznych, niekiedy etycznych. W „Sądzie” Władimira Tiendriakowa – niewielkiej powieści, którą można uznać za majstersztyk prozy psychologicznej – oba te aspekty wzajemnie się przenikają. I z tego powodu ze zdwojoną siłą uderzają w kręgosłup moralny starego myśliwego Siemiona Tietierina.

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Zobaczyć dinozaura i umrzeć!
— Sebastian Chosiński

Humanizm fantastycznonaukowy
— Sebastian Chosiński

Gdyby to Stalin pierwszy dostał broń jądrową…
— Sebastian Chosiński

Wakacje w gnieździe os
— Sebastian Chosiński

Bułyczow na każdą okazję
— Sebastian Chosiński

Fantastyka różnych prędkości
— Sebastian Chosiński

Wskrzeszanie świata
— Sebastian Chosiński

Beria, Beria über alles…
— Sebastian Chosiński

Trzęsie się nie tylko ziemia
— Sebastian Chosiński

Naprawdę nie dzieje się nic…
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Jesienny spacer po parku
— Sebastian Chosiński

Odwaga i poświęcenie
— Sebastian Chosiński

Miłość i zbrodnia w jednym żyły domu
— Sebastian Chosiński

Nie lekceważ kulawego detektywa!
— Sebastian Chosiński

Piękna i niebezpieczna
— Sebastian Chosiński

Trup w Wigilię, trup w Sylwestra
— Sebastian Chosiński

Trudne życie wiejskiego nauczyciela
— Sebastian Chosiński

Puszek okruszek
— Sebastian Chosiński

Jaśniejsza strona mrocznej mocy
— Sebastian Chosiński

„Wilk” w owczej skórze
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.