Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Mike Carey
‹Mój własny diabeł›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMój własny diabeł
Tytuł oryginalnyThe Devil You Know
Data wydania18 kwietnia 2008
Autor
PrzekładPaulina Braiter
Wydawca MAG
CyklFelix Castor
ISBN978-83-7480-081-5
Format400s. 125×195mm
Cena29,99
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Lepszy diabeł w garści
[Mike Carey „Mój własny diabeł” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Współczesne literackie miasta nękane były już plagami wilkołaków i wampirów. Teraz przyszła pora na duchy. I na Londyn. A Felix Constant… to znaczy Castor, oczywiście, jest londyńskim pogromcą duchów, zamieszanym w kryminalną aferę. No cóż, Mike Carey, autor „Mojego własnego diabła”, był wszak scenarzystą kilkudziesięciu zeszytów „Hellblazera”.

Michał Kubalski

Lepszy diabeł w garści
[Mike Carey „Mój własny diabeł” - recenzja]

Współczesne literackie miasta nękane były już plagami wilkołaków i wampirów. Teraz przyszła pora na duchy. I na Londyn. A Felix Constant… to znaczy Castor, oczywiście, jest londyńskim pogromcą duchów, zamieszanym w kryminalną aferę. No cóż, Mike Carey, autor „Mojego własnego diabła”, był wszak scenarzystą kilkudziesięciu zeszytów „Hellblazera”.

Mike Carey
‹Mój własny diabeł›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMój własny diabeł
Tytuł oryginalnyThe Devil You Know
Data wydania18 kwietnia 2008
Autor
PrzekładPaulina Braiter
Wydawca MAG
CyklFelix Castor
ISBN978-83-7480-081-5
Format400s. 125×195mm
Cena29,99
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Kilka lat przed początkiem nowego milenium na świecie wyroili się martwi: jako duchy, zombiaki, łaki… Dusze poczęły wracać na Ziemię i nikt nie wie, dlaczego. Wszystko się zmieniło, no ale żyć trzeba dalej. Felix Castor jako jeden z nielicznych już przed tym wydarzeniem widział duchy, a obecnie uczynił ze swej wrażliwości środek utrzymania: zajmuje się egzorcyzmowaniem zjaw, przeszkadzających w pracy porządnym ludziom. Na prześwięcanie demonów jest za cienki w uszach – o czym kiedyś boleśnie się przekonał – a łaki i zombiaki zwykle zostawia w spokoju, bo więcej z tym problemu niż pożytku. Najchętniej rzuciłby tę pracę w – nomen omen – diabły, bo za bardzo przypomina mu przyjaciela, któremu nie umiał pomóc. Jednak gdy Castor przyjmie proste, zdawałoby się, zlecenie wypędzenia zjawy młodej kobiety nawiedzającej londyńskie archiwum, niespodziewanie zetknie się nie tylko ze swą przeszłością, ale także z jak najbardziej aktualną działalnością przestępczą. Będzie musiał odpowiedzieć sobie na pytania dotyczące etyki zawodowej, a także własnej moralności. A znajomy demon przepowiada Castorowi rychłą śmierć…
„Mój własny diabeł” ma trzy minusy i cały szereg plusów. Jednym minusem jest polskie tłumaczenie tytułu powieści (tłumaczenie całości jest bardzo przyzwoite – przy okazji brawa dla pani Pauliny Braiter – jedynie tytuł zgrzyta). W oryginale tytuł jest częścią angielskiego idiomu oznaczającego z grubsza „znaj wroga swego”. W polskim tytule tego znaczenia zabrakło. Drugim minusem jest wspomniany już brak choćby śladowego wytłumaczenia fenomenu powrotu dusz do świata żywych akurat w tym momencie dziejowym. Autor otwarcie pisze, że nikomu nie są znane przyczyny nagłych globalnych nawiedzeń, po czym przechodzi nad tym do porządku dziennego. Stwierdza jedynie: „spory teologiczne szalały niczym pożar buszu”, po czym wspomina o istnieniu ruchu na rzecz przyznania manifestacjom duchowym praw człowieka, jednak nie ma to znaczenia dla fabuły czy dla występujących w powieści postaci. Ot, mamy Londyn plus duchy. Brak jest także namysłu nad konsekwencjami obecnych w powieściowej rzeczywistości empirycznych dowodów na istnienie życia pozagrobowego i demonów, co implikowałoby faktyczne istnienie w tym świecie Boga lub bóstw.
Ostatnim, trzecim i bardzo subiektywnym – bo przez znaczną część czytelników zapewne uznawanym za zaletę – minusem jest ścisłe powiązanie wszystkich wątków i wydarzeń, opisanych w powieści Careya, z głównym wątkiem kryminalno-duchowej zagadki. Jeśli jakaś sytuacja zostaje opowiedziana przez pierwszoosobowego narratora, to na pewno ma określone znaczenie dla fabuły. Z jednej strony może zatem robić wrażenie misterne okiełznanie literackiej materii, z drugiej jednak może wywoływać odczucie, że powieści brak oddechu, czuć jej „literackość”, umowność. Osobiście cenię chwyt stosowany i opisany w którymś wywiadzie przez Rogera Zelazny’ego. Pisarz ten wymyślał jakiś szczegół biografii bohatera bądź jakieś wydarzenie, czy nawet cały wątek, miał je w pamięci, czasem napomykał o nich w utworze, ale nie umieszczał w powieści. Dzięki temu postać zyskiwała nowy wymiar osobowości, życiorysu, obecny gdzieś w świadomości autora i czytelnika, a napomknięcie o wydarzeniach niezwiązanych z fabułą dawało odczuć, że poza obecnie opisywaną fabułą bohater ma też inne życie, które niekoniecznie musi służyć celom opowieści. Wszak w naszym życiu także nie wszystko podporządkowane jest głównemu wątkowi, który zwykle nawet trudno wyodrębnić. Zastosowanie tego narzędzia literackiego urealniało postać, pokazywało szerszą perspektywę świata przedstawionego. Tego u Careya brak.
Jednak trzeba wziąć pod uwagę, że nie jest to literatura problemowa, lecz solidna fantastyka detektywistyczno-przygodowa. Nie brakuje w niej humoru, fałszywych tropów i zaskakujących zwrotów akcji (zwłaszcza ten zawarty w epilogu obiecuje ciekawą kontynuację w kolejnym tomie), żywych i wyróżniających się postaci pierwszo- i drugoplanowych – reminiscencje bohaterów oferują wgląd w ich motywacje i charaktery. Fabuła rozwija się gładko, a w miarę dopasowywania przez Castora kolejnych kawałków układanki zyskuje nowy, mroczniejszy, bo bliski naszej rzeczywistości aspekt. Język – dzięki tłumaczeniu pani Braiter – jest żywy, niepozbawiony ciekawych porównań i popkulturalnych nawiązań; autor nie sili się jednocześnie na kalkowanie Chandlera, co przy takim typie bohatera miałoby pewne podstawy.
Jeśli macie zatem ochotę przeczytać zajmującą i ciekawą historię perypetii prywatnego egzorcysty, „Mój własny diabeł” będzie dobrym wyborem.
koniec
17 kwietnia 2008

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Perły ze skazą: Sąd – sądem, ale sprawiedliwość…
Sebastian Chosiński

25 I 2022

Gdy odchodzi stary świat i rodzi się nowy, zawsze dochodzi do konfliktów – niekiedy politycznych, niekiedy etycznych. W „Sądzie” Władimira Tiendriakowa – niewielkiej powieści, którą można uznać za majstersztyk prozy psychologicznej – oba te aspekty wzajemnie się przenikają. I z tego powodu ze zdwojoną siłą uderzają w kręgosłup moralny starego myśliwego Siemiona Tietierina.

więcej »

Mała Esensja: Wszystkie bziki Julka
Marcin Mroziuk

24 I 2022

W „Moim bracie czarodzieju” młodzi czytelnicy mogą poznać Juliana Tuwima od dość nietypowej strony. Nie dość bowiem, że Anna Czerwińska-Rydel skupiła się tutaj na przedstawieniu dzieciństwa przyszłego poety, to na dodatek narratorką uczyniła jego młodszą siostrę Irenę.

więcej »

Coś się dzieje
Joanna Kapica-Curzytek

23 I 2022

„Zostaw świat za sobą” amerykańskiego pisarza to kameralna proza psychologiczna z motywami postapo. Co się wydarzy, gdy konieczność zaufania obcym ludziom to ostatnia rzecz, która pozostała?

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: III kwartał 2008
— Michał Foerster, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Paweł Sasko, Konrad Wągrowski, Marcin T. P. Łuczyński

Tegoż twórcy

Coś się kończy, coś się zaczyna
— Anna Kańtoch

Niespodzianki nie tylko krwawe
— Anna Kańtoch

Skok do wysoko ustawionej poprzeczki
— Anna Kańtoch

Niewinne złego początki
— Anna Kańtoch

Tegoż autora

To nie jest straszne
— Michał Kubalski

W krzywym zwierciadle: Europejskie wakacje Pająka
— Michał Kubalski

Film, który poszedł naprzód
— Michał Kubalski

Good comic gone bad, czyli space opera rom-com
— Michał Kubalski

Więcej wszystkiego co błyszczy, buczy i wybucha?
— Miłosz Cybowski, Jakub Gałka, Wojciech Gołąbowski, Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Nie taki dobry dinozaur
— Michał Kubalski

O tych, co z kosmosu
— Paweł Ciołkiewicz, Jakub Gałka, Jacek Jaciubek, Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po rozum do głowy
— Michał Kubalski

Poszerzenie pola walki
— Michał Kubalski

Czego oczy nie widziały
— Michał Kubalski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.