Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Krzysztof Piskorski
‹Poczet dziwów miejskich›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPoczet dziwów miejskich
Data wydania13 lipca 2007
Autor
Wydawca Fabryka Słów
ISBN978-83-60505-59-4
Format272s. 125×195mm
Cena26,99
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Bajki z miejskiej dżungli
[Krzysztof Piskorski „Poczet dziwów miejskich” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Gdybym był złośliwy, nazwałbym „Poczet dziwów miejskich” upośledzonym krewnym słynnej gaimanowskiej powieści „Nigdziebądź”. Dlaczego krewnym? Ano dlatego, że Krzysztof Piskorski podobnie jak Gaiman zabiera nas w podroż na drugą stronę wielkiego miasta, w którym spotkamy anioły oraz całą magiczną ferajnę ukrywającą się przed wzrokiem ludzi. Dlaczego upośledzonym? No cóż, o tym w recenzji.

Radosław Scheller

Bajki z miejskiej dżungli
[Krzysztof Piskorski „Poczet dziwów miejskich” - recenzja]

Gdybym był złośliwy, nazwałbym „Poczet dziwów miejskich” upośledzonym krewnym słynnej gaimanowskiej powieści „Nigdziebądź”. Dlaczego krewnym? Ano dlatego, że Krzysztof Piskorski podobnie jak Gaiman zabiera nas w podroż na drugą stronę wielkiego miasta, w którym spotkamy anioły oraz całą magiczną ferajnę ukrywającą się przed wzrokiem ludzi. Dlaczego upośledzonym? No cóż, o tym w recenzji.

Krzysztof Piskorski
‹Poczet dziwów miejskich›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPoczet dziwów miejskich
Data wydania13 lipca 2007
Autor
Wydawca Fabryka Słów
ISBN978-83-60505-59-4
Format272s. 125×195mm
Cena26,99
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Gwoli ścisłości – doskonale zdaję sobie sprawę, że porównywanie zbioru opowiadań młodego, rozpoczynającego karierę pisarza z dziełem światowej sławy twórcy jest trochę nie na miejscu. Niemniej jednak, skojarzenie nasuwa się samo. Pomijam już bliźniaczo podobne scenerie i galerię postaci przewijających się przez karty obu historii. „Poczet dziwów miejskich” utrzymany jest w tej samej straszno-śmiesznej konwencji co „Nigdziebądź”. Była to jedna z tych cech, które urzekały w powieści Gaimana. Jak jest w tym przypadku? Niewątpliwie gorzej… choć zdecydowanie bardziej swojsko.
Akcja dziesięciu opowiadań Piskorskiego rozgrywa się w Polsce, a dokładniej we Wrocławiu. To tutaj pośród starych kamienic, szarych ulic i postpeerelowskich magazynów swój azyl odnalazły wszelkiej maści mityczne stworzenia, których rodowody sięgają jeszcze czasów pogańskich. W opuszczonym arsenale uwił sobie gniazdo niedowidzący bazyliszek Zhmf, w dworcowym szalecie przesiaduje Baba Jaga, a z katedralnych gzymsów spoglądają na przechodniów na wpół uśpione gargulce. Jakby tego było mało, do akcji wkracza wykoślawiona, szara polska rzeczywistość w postaci tajnych funkcjonariuszy IV RP, peerelowskich chrononautów i grupy ortodoksyjnych dresów…
Przyznam szczerze, że pomysł konfrontacji karykaturalnej wizji polskiego społeczeństwa ze światem pradawnej magii nosi w sobie wielki potencjał. Potencjał, który niestety nie został w pełni wykorzystany. Tak się bowiem składa, że pomiędzy dobrym pomysłem a pełnią zadowolenia jest jeszcze cała połać ziemi niczyjej zwana wykonaniem. Ono zaś pozostawia trochę do życzenia.
O języku opowiadań rzec można jedynie tyle dobrego, że nie przeszkadza w lekturze. Dla równowagi dodam, że niewiele w nim również mankamentów – może poza tym jednym najistotniejszym: jest kompletnie nijaki. Piskorskiemu daleko do kunsztu Grzędowicza, Piekary czy Komudy, o takich mistrzach słowa jak Brzezińska czy Sapkowski nie wspominając. Nie oznacza to naturalnie, że Piskorski nigdy podobnego pułapu nie osiągnie… jednak lektura „Pocztu dziwów miejskich” każe wnioskować, że nastąpi to nieprędko.
Jeśli chodzi o samą warstwę fabularną opowiadań, to i tutaj mam mieszane uczucia. „Poczet dziwów miejskich” to zbiór bardzo, ale to bardzo nierówny. Z jednej bowiem strony bawią nas autentyczne perełki takie jak przekomiczny „Prosty włam” czy błyskotliwe „Szerokie tory”, z drugiej zaś dostajemy w łeb (i to na dzień dobry!) takimi gniotami jak do bólu przewidywalny „Krach operacji Niebiańskie zastępy” czy pozbawiony ładu i składu (a przede wszystkim sensu) „Horror na 13. piętrze”. Bywa, że Piskorski zaskakuje niecodziennymi pomysłami i ciętym humorem, aby zaraz potem rozczarować nieporadnością w konstruowaniu intrygi czy też banalnością rozwiązań fabularnych. Nie oznacza to, że wszystkie opowiadania wywołują skrajne emocje, większość z nich to typowe „średniaki” – historie, które choć przyjemne w lekturze, tuż po jej zakończeniu błyskawicznie ulatniają się z pamięci.
Jak już wspomniałem, sporą zaletą „Pocztu dziwów miejskich” jest humor. Piskorski potrafi rozśmieszyć zarówno niepozbawionymi sarkazmu opisami polskiej rzeczywistości, jak i nawiązaniami do słynnych postaci literatury fantastycznej (m.in. Wędrowycz, Geralt czy Pratchettowski bibliotekarz-orangutan). Nie zmienia to jednak faktu, że nie wszystkie żarty śmieszą, nie zawsze też rekompensują fabularne braki opowieści… Co więcej, pewne nazbyt czytelne aluzje do mitu faszyzującej (kaczyzujacej?) IV RP stają się po pewnym czasie wręcz nużące. Najbardziej obrazowym tego przykładem jest pewna scenka w ostatnim opowiadaniu: prezydent Lech Kaczyński dziękujący w oficjalnym piśmie byłemu agentowi SB za ujawnienie tajnych (sic!) dokumentów dotyczących dziadka Tuska (czyli „dziadka jednego z kontrkandydatów”, ale i tak każdy wie, o kogo chodzi…) to „żart”, który niebezpiecznie balansuje na granicy dobrego smaku.
Przyznam szczerze, że tak jak z początku nie wiedziałem, czego się po „Poczcie dziwów miejskich” spodziewać, tak i po jego przeczytaniu nie jestem do końca pewien, jak go ocenić. Można by tę książkę pogrzebać wskazując na wtórność wobec „Nigdziebądź”, nieciekawy język, fabularne uproszczenia, miejscami wymuszony humor czy też przewidywalność niektórych historii. Równie dobrze można by dzieło Piskorskiego hołubić wskazując na dobre w przeważającej części poczucie humoru, kilka błyskotliwych, tchnących świeżością pomysłów, zgrabną żonglerkę konwencjami czy też umiejętne podsycanie czytelniczej ciekawości.
I wydaje mi się, że właśnie ten ostatni argument jest spośród wszystkich przeze mnie wymienionych najistotniejszy. „Poczet dziwów miejskich” choć niepozbawiony błędów – nie nuży. To zaś czyni go po prostu kolejnym lekkim i przyjemnym w lekturze czytadłem. Ot, zbiór bajek z miejskiej dżungli. Nie tylko dla wrocławian.
koniec
11 lutego 2008

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Pada śnieg, pachną świąteczne wypieki…
Joanna Kapica-Curzytek

6 XII 2021

W powieści „Kochany Święty Mikołaju” odnajdziemy wszystkie tradycyjne bożonarodzeniowe motywy. I nawet jeśli dobrze wiemy, co w niej znajdziemy, nic nie szkodzi; bo przecież w święta szczególnie chętnie wracamy do tego, co dobrze znamy.

więcej »

Każdy ma swoje demony
Marcin Mroziuk

5 XII 2021

Dla młodych czytelników lektura „Chuligani” jest okazją do poznania problemów rówieśników, którym życie nie rozpieszcza. Katarzyna Ryrych kreśli tutaj z dużą empatią intrygujący portret nastolatki muszącej stawić czoło światu po śmierci rodziców.

więcej »

Krótko o książkach: Wzloty i (głównie) upadki
Miłosz Cybowski

4 XII 2021

Pomysł na „Miasto Archipelag” Filip Springer miał całkiem niezły – wyruszyć w Polskę i odwiedzić niegdysiejsze miasta wojewódzkie, które straciły swoją pozycję w wyniku reformy administracyjnej z 1999 roku. Gorzej z wykonaniem.

więcej »

Polecamy

Pogrzeb pośród mgławic

Stulecie Stanisława Lema:

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Krew jego dawne bohatery
— Anna Nieznaj

Widziałem jasny cień króla
— Beatrycze Nowicka

Steam-science-fiction
— Miłosz Cybowski

Cień twój wróg!
— Jacek Jaciubek

Wojny napoleońskie w oparach etheru
— Marta Najman

Zgubione momenty
— Jędrzej Burszta

Wielbłąd trójgarbny
— Jakub Gałka

Esensja czyta: Marzec-kwiecień 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Joanna Słupek, Konrad Wągrowski

Czytelniku, nie zadraśnij się!
— Jakub Gałka

Esensja czyta: IV kwartał 2008
— Artur Chruściel, Ewa Drab, Jakub Gałka, Daniel Gizicki, Anna Kańtoch, Paweł Sasko, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Na pohybel Śledziom!
— Radosław Scheller

Europa w szponach absurdu
— Radosław Scheller

Przepis na pandemonium
— Radosław Scheller

Prawdziwa twarz suspensu
— Radosław Scheller

Księga jesiennych depresji
— Radosław Scheller

Mity sprofanowane!
— Radosław Scheller

Problem wielgachnych mózgów
— Radosław Scheller

Stary, nowy Mordimer
— Radosław Scheller

Bestia z babcinego dzbanuszka
— Radosław Scheller

Horrory klasy B
— Radosław Scheller

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.