Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Marek S. Huberath
‹Balsam długiego pożegnania›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBalsam długiego pożegnania
Data wydania26 października 2006
Autor
Wydawca Wydawnictwo Literackie
ISBN83-08-03911-1
Format512s. 123×197mm
Cena34,99
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Balsam dojrzałej lektury
[Marek S. Huberath „Balsam długiego pożegnania” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Marek S. Huberath zaprezentował nam dzieło przekrojowe, skupiające większą cześć jego dorobku pisarskiego. Ujął w nim blisko 20 lat swej twórczości, od tekstu debiutanckiego do niepublikowanych dotąd opowiadań. „Balsam długiego pożegnania” wybija się ponad inne książki, zmuszając do myślenia i angażując czytelnika emocjonalnie.

Marcin Zwierzchowski

Balsam dojrzałej lektury
[Marek S. Huberath „Balsam długiego pożegnania” - recenzja]

Marek S. Huberath zaprezentował nam dzieło przekrojowe, skupiające większą cześć jego dorobku pisarskiego. Ujął w nim blisko 20 lat swej twórczości, od tekstu debiutanckiego do niepublikowanych dotąd opowiadań. „Balsam długiego pożegnania” wybija się ponad inne książki, zmuszając do myślenia i angażując czytelnika emocjonalnie.

Marek S. Huberath
‹Balsam długiego pożegnania›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBalsam długiego pożegnania
Data wydania26 października 2006
Autor
Wydawca Wydawnictwo Literackie
ISBN83-08-03911-1
Format512s. 123×197mm
Cena34,99
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Ostatnimi czasy ukazuje się wiele pozycji spod znaku literatury lekkiej, rozrywkowej i łatwostrawnej; takiej, która nie ma zmuszać czytelnika do myślenia, a jedynie gwarantować wartką akcję, najlepiej okraszoną odrobiną czarnego humoru. Ogromna popularność takich dzieł nie dziwi, bo czyta się je szybko i przyjemnie i na drugi dzień można już sięgnąć po kolejne.
Zupełnie inaczej jest z „Balsamem długiego pożegnania”. Nie jest to książka do przeczytania w jeden dzień. Tak jak w niektórych przypadkach kartki lecą nam tak szybko, że zanim się zorientujemy, przewracamy ostatnią z nich, tak tutaj tempo jest raczej nieśpieszne. Można się delektować lekturą, zadumać nad treścią, poddać dłoni, która spokojnie prowadzi nas przez kolejne akapity. Nie znaczy to bynajmniej, że fabuła jest monotonna, o nie. Autor gwarantuje nam przyspieszenia akcji – wyważone odpowiednio, precyzyjnie współgrające ze spacerowym charakterem wątków – w taki sposób, aby nie zmącić towarzyszącej treści atmosfery.
A czym jest „Balsam…”? Jest to pozycja wyjątkowa, bo skupiająca w sobie dzieła wielce różnorodne, ale nieodmiennie stojące na bardzo wysokim poziomie. Oprócz uznanych już, wcześniej publikowanych i nagradzanych tekstów (jak na przykład opowiadanie „Kara większa” – Zajdel 1991 czy powieść „Ostatni, którzy wyszli z raju” wydana w 1996 roku), otrzymujemy także dzieła premierowe: tytułowy ”Balsam długiego pożegnania” czy „Trzeba przejść groblą”.
Dzięki takiemu doborowi dzieł, które powstawały przez blisko 20 lat (debiutanckie „»– Wrócieeś Sneogg, wiedziaam…«” ukazało się 1987 roku), mamy możliwość przekrojowego spojrzenia na twórczość Huberatha. Zdecydowanie pomaga nam to w spostrzeżeniu pewnych prawidłowości, cech charakterystycznych dla prozy pisarza. Przede wszystkim każdy z tych tekstów porusza pewne problemy, zagadnienia, odnosi się do pytań bądź spraw niezwykle istotnych, trapiących ludzkość od zarania jej historii. Autor bardzo często skupia się na aspekcie śmierci, życia pozagrobowego, a nawet dogmatów religii. Zagłębia się w sprawy duchowe, snuje dywagacje na temat tego, jak będzie wyglądać życie po życiu. Co ważne, robi to z ogromnym polotem. Nie wyklepuje dawno już przetartych szlaków, nie odświeża utartych pomysłów, a tworzy coś absolutnie nowego, przede wszystkim bardzo oryginalnego i wciągającego.
Zdecydowanie wyróżnia się tu opowiadanie „Kara większa”, które urzeka niesamowitą wizją opisywanego w nim świata. Przede wszystkim – co jest charakterystyczne dla wszystkich zawartych w zbiorze tekstów – sprawia, że angażujemy się emocjonalnie. Obok dzieł Huberatha nie przechodzi się obojętnie, nie zapomina się o nich z chwilą przewrócenia ostatniej strony. Teksty te mają wiele płaszczyzn, niesamowitą głębię, która poniekąd zmusza nas do refleksji nad nimi. I chociaż niektóre mogą być trudne w odbiorze – „Akt szkicowany ołówkiem” do mnie nie trafił – to żadnemu nie możemy odmówić realizmu. Podczas lektury „Balsamu…”, ani razu nie zwątpiłem w to, co autor przedstawił na jego kartach. Mimo że niektóre teksty opisywały wybujałe wizje przeszłości (jak choćby „Trzy kobiety Dona” czy „»– Wrócieeś Sneogg, wiedziaam…«”), przyjmowałem za pewnik każde słowo pisarza. Wielką sztuką jest tworzyć literaturę fantastyczną tak, aby czytelnik nie miał wrażenia, że zagłębia się w jakąś dziwną Nibylandię. Tym większą przyjemność sprawia czytanie dzieł, które się tym cechują.
Komu poleciłbym „Balsam długiego pożegnania”? Najłatwiej byłoby napisać: każdemu… ale też nie sądzę, aby proza tego pisarza przypadła do gustu fanom wartkiej akcji i niezniszczalnych bohaterów, w każdym rozdziale wymykających się szponom śmierci.
Huberath zwykł stawiać swoich bohaterów w sytuacjach ekstremalnych, z pozoru beznadziejnych, i kazać im się z nimi konfrontować. Robią to z lepszym bądź gorszym skutkiem (chociaż trzeba szczerze przyznać, że zwykle ponoszą porażkę), ale zawsze w pewien sposób ewoluują.
Najlepiej unaocznia to opowiadanie „Absolutny powiernik Alfreda Dyjaka”. Nie mogę przytoczyć szczegółów, bo nie chciałbym spoilerować, więc napiszę tylko, że w tym przypadku głównemu bohaterowi przyszło walczyć z całym otaczającym go światem, który najzwyczajniej (a raczej – najniezwyczajniej) się przeciw niemu zbuntował. Huberath opisał reakcję człowieka, który w pewnym momencie zauważa, że wszystko dookoła to atrapa, pusta skorupa, z której nie może się wydostać. Możemy śledzić jego walkę – najpierw z samym sobą, czyli z kurczowo łaknącym logiki rozumem, a następnie z otoczeniem, które go więzi. I chociaż mnie zdecydowanie najbardziej do gustu przypadły „Trzy kobiety Dona”, w których autor doskonale pokazał, jak kontrolę nad nami może przejąć siła samozachowawcza, to „Absolutny powiernik…” jednak w największym stopniu stanowi coś na kształt studium nad psychiką ludzką.
Postaciom kreowanym przez Huberatha daleko jest do nieustraszonego Conana czy zabójczo skutecznego Bonda. To ludzie (chociaż nieraz i inne rasy) z krwi i kości. Popełniają błędy, odczuwają strach, zmęczenie, a nieraz także bezsilną rezygnację. Owszem, w większości cechują się niezłomnym charakterem, ale też bardzo często poddawani są próbom, z których niekoniecznie wychodzą zwycięsko. Są prawdziwi, przez co stają się nam bliżsi. Nie są to już nierealne istoty żyjące pośród kartek papieru – przestają być dla nas obojętni.
Wyżej napisałem, że w większości tekstów zamieszczonych w tym zbiorze finał nie jest zbytnio pomyślny dla bohaterów. Stają oni do nierównej walki… i przegrywają. No bo jak się temu nie dziwić, jeżeli niekiedy przeciw sobie mają cały świat wraz ze wszystkimi prawami logiki i natury? To oczywiste, że muszą ponieść klęskę… ale czy zawsze? Jedno z premierowych opowiadań, czyli tytułowy „Balsam długiego pożegnania”, łamie jednak ten schemat. Nudnym by było, gdyby „ci dobrzy”, z którymi sympatyzujemy, zawsze obrywali od okrutnej rzeczywistości po karku. Owszem, w większości dane im jest przynajmniej skwitować swoją porażkę zjadliwym, ironicznym uśmiechem, zabierającym ich katowi całą przyjemność delektowania się zwycięstwem, ale fakt faktem, że niekiedy potrzebne jest coś na kształt happy endu. Najwidoczniej autor zdawał sobie z tego sprawę, bo na zamknięcie tomiku przeznaczył tekst bardziej optymistyczny od pozostałych. Co ważne, nadal zachował swój styl i nie zniweczył pieczołowicie budowanego od pierwszych stron klimatu, jednakże pokazał, że nieraz z pozoru tragiczne wydarzenie może nieść ze sobą wiele dobra. Również w „Balsamie…” Huberath nie rezygnuje ze swoich dywagacji na temat śmierci, naszego „życia” po niej, a także samego okresu półtrwania, kiedy to jesteśmy zawieszeni pomiędzy ziemską przeszłością a wiecznością poza materialnym światem. Bardzo podobało mi się, że tym razem pisarz postanowił pokazać nam druga stronę medalu. Tym razem pierwsze wielkie niepowodzenia, a raczej pierwsza tragedia, wcale nie była końcem. Stała się początkiem nowej, piękniejszej historii, pełnej wiary w miłość (jakkolwiek ckliwie to brzmi, tekst zdecydowanie taki nie jest) i oddanie aż po śmierć… a nawet dłużej.
Cenię ten zabieg, a mianowicie takie, a nie inne umiejscowienie tego opowiadania. Ważne jest, aby lekturę bardzo głęboką, nieco pesymistyczną, zakończyć czymś dającym nadzieję. W innym wypadku pozostałaby w czytelniku gorycz, nutka fatalizmu… a tymczasem skłonieni jesteśmy do refleksji, bo świat nie jest czarny i biały – istnieje milion odcieni szarości.
Na koniec wspomnę jeszcze o tle, czyli o kreacji świata przedstawionego, bo szczególnie w jednym tekście było ono bardzo oryginalny. Huberath potrafi bardzo drobiazgowo budować swoje teksty, nie zapominając o żadnym elemencie. W przypadku powieści „Ostatni, którzy wyszli z raju” było to wykorzystanie swojego naukowego doświadczenia, tak aby wprowadzić nas w świat akademicki. W „Balsamie…” były to niepozorne wtrącenia w języku włoskim, delikatne aluzje do historii i kultury, co pozwalało nam naprawdę przenieść się do sennego miasta jako żywo wyjętego z renesansowych Włoch.
Jednakże najbardziej podobał mi się wręcz surrealistyczny świat w „Trzeba przejść groblą”. Nic w tym opowiadaniu nie jest tym, czym się wydaje. Ja sam w pewnym momencie musiałem się zatrzymać i zastanowić przez chwilę, o co w tym wszystkim chodzi. Niemalże otaczał mnie mrok panujący nad Groblą, zaćmiewając pole widzenia na odległość czubka własnego nosa. Razem z bohaterami błądziłem po omacku, szukając jakiejś podpory – czegoś logicznego. Znalazłem na samym końcu i pomogło mi to wreszcie zrozumieć cały tekst. Bardzo lubię, gdy pisarz jest w stanie skierować mnie na błędne tory, by dopiero na kilka kartek przed finałem nagle krzyknąć: „Mam cię!”. Doceniam taki kunszt i żałuję, że niewielu jest autorów, którzy w ten sposób bawią się z czytelnikiem. Osobiście uważam to za doświadczenie nader interesujące, pobudzające do intensywnego myślenia, a poniekąd i sprawiające, że zaczynam wątpić w podstawowe prawa logiki.
„Balsam długiego pożegnania” mnie urzekł. Huberath zagwarantował mi godziny przyjemnej, pobudzającej wyobraźnię, ale i także umysł lektury, której echa wciąż pobrzmiewają w mojej głowie.
Jeżeli ktoś szuka absurdalnego humoru – niech sięgnie po Pratchetta, jeżeli ktoś lubi literaturę lekką, pełną akcji i niezwykłości – polecam J. K. Rowling bądź Davida Eddingsa, ale dla tych, którzy lubują się w dziełach dojrzałych, przemyślanych i pełnych refleksji, najlepszy będzie Marek S. Huberath.
koniec
30 lipca 2007

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zbrodnie w stylu retro: Wejść, ukraść, wyjść i… przeżyć
Sebastian Chosiński

27 I 2022

To nie jest najbardziej udana powieść Adama Nasielskiego, który w połowie lat 30. XX wieku stał się pisarzem rozchwytywanym do tego stopnia, że stać go było na to, aby zamieszkać w naddniestrzańskim kurorcie Zaleszczyki. Chcąc jednak osiągnąć mistrzostwo, trzeba najpierw być zdolnym czeladnikiem. „Fort grozy” – druga powieść przyszłego twórcy postaci Bernarda Żbika – jest właśnie dziełem prozaika, który dopiero poznaje arkana zawodu.

więcej »

Dwadzieścia jeden ról
Joanna Kapica-Curzytek

26 I 2022

Czy „Rewolucja niebieska. Powieść o Mikołaju Koperniku” jest rzeczywiście powieścią? Ten bez wątpienia pięknie napisany utwór sprawdziłby się o wiele lepiej jako esej biograficzny lub historyczny.

więcej »

Perły ze skazą: Sąd – sądem, ale sprawiedliwość…
Sebastian Chosiński

25 I 2022

Gdy odchodzi stary świat i rodzi się nowy, zawsze dochodzi do konfliktów – niekiedy politycznych, niekiedy etycznych. W „Sądzie” Władimira Tiendriakowa – niewielkiej powieści, którą można uznać za majstersztyk prozy psychologicznej – oba te aspekty wzajemnie się przenikają. I z tego powodu ze zdwojoną siłą uderzają w kręgosłup moralny starego myśliwego Siemiona Tietierina.

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Czerwiec 2015
— Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Joanna Słupek

Sympozjum ostateczne
— Konrad Wągrowski

Człowiek składa jaja tylko raz
— Mieszko B. Wandowicz

Sekretarz Diabła
— Magdalena Sperzyńska

Łamigłówki Marka S. Huberatha
— Magdalena Śniedziewska

Pierwszy czytelnik
— Artur Długosz

Tegoż autora

Symulacja
— Marcin Zwierzchowski

Wehikuł czasu
— Marcin Zwierzchowski

Legenda
— Marcin Zwierzchowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.