Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 sierpnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Anna Arno
‹Niebezpieczny poeta›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNiebezpieczny poeta
Data wydania20 listopada 2013
Autor
Wydawca Znak
ISBN978-83-240-2770-5
Format304s. 165×235mm; oprawa twarda
Cena44,90
Gatunekbiograficzna / wywiad / wspomnienia, non-fiction
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Poeta poszukujący
[Anna Arno „Niebezpieczny poeta” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Niebezpieczny poeta” to tytuł, jaki sam Konstanty Ildefons Gałczyński nadał sobie już na początku własnej literackiej kariery, w latach 20. XX wieku. Biografia autorstwa Anny Arno w pełni oddaje niepowtarzalny charakter zarówno twórcy „Zaczarowanej dorożki”, jak i jego trudnego życia.

Miłosz Cybowski

Poeta poszukujący
[Anna Arno „Niebezpieczny poeta” - recenzja]

„Niebezpieczny poeta” to tytuł, jaki sam Konstanty Ildefons Gałczyński nadał sobie już na początku własnej literackiej kariery, w latach 20. XX wieku. Biografia autorstwa Anny Arno w pełni oddaje niepowtarzalny charakter zarówno twórcy „Zaczarowanej dorożki”, jak i jego trudnego życia.

Anna Arno
‹Niebezpieczny poeta›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNiebezpieczny poeta
Data wydania20 listopada 2013
Autor
Wydawca Znak
ISBN978-83-240-2770-5
Format304s. 165×235mm; oprawa twarda
Cena44,90
Gatunekbiograficzna / wywiad / wspomnienia, non-fiction
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Konstanty Ildefons Gałczyński urodził się 23 stycznia 1905 roku w rodzinie technika kolejowego Konstantego Gałczyńskiego (we wspomnieniach postać równie barwna, co sam poeta) i Wandy z Łopuszyńskich. Zmarł natomiast 6 grudnia 1953 roku – już jako mąż Natalii, ojciec Kiry i, nade wszystko, lubiany i powszechnie znany w całym kraju poeta.
Choć czasy, w jakich przyszło żyć Gałczyńskiemu, nie należały do spokojnych, autorka bardzo zręcznie lawiruje między trzema niezbędnymi elementami biografii każdego poety: epoką, w jakiej przyszło mu tworzyć, jego poezją oraz wydarzeniami, które ukształtowały jego życie.
Tło historyczne, czy to międzywojenne, czy drugowojenne, czy wreszcie powojenne, nie jest nadmiernie rozdmuchanym elementem książki, stanowiąc jedynie otoczkę, w której autorka umieszcza bezustanne poszukiwania Gałczyńskiego. Kwestie polityczne, społeczne czy ekonomiczne poszczególnych okresów są istotne o tyle, o ile faktycznie dotykały jego losów. Co ważne – przez całe życie zmagał się on z problemami natury finansowej, które wynikały właśnie z tego, że chciał być przede wszystkim poetą. Najczęściej krytykowany epizod, czyli jego związek z prawicowym, antysemickim czasopismem „Prosto z mostu” przypadający na lata 30., wynikał z tego, że tam publikowali regularnie i płacili dobrze. Niejednokrotnie (szczególnie po wojnie) przyszło Gałczyńskiemu kajać się za tę współpracę, nawet jeśli jedyną wówczas alternatywą było dołączenie do chóru apologetów sanacji.
Znamienne jest również to, że także jego zaangażowanie w opiewanie Polski Ludowej przeszło do historii jako coś zdrożnego i niegodnego, choć przecież nie było to coś unikatowego – dwoje polskich noblistów również miało na swoim koncie podobne ideologiczne zaangażowanie (Czesław Miłosz nawet pracował w komunistycznej dyplomacji, zanim zdecydował się porzucić ją i pozostać w Paryżu). Biorąc pod uwagę fakt, że Gałczyński chciał zawsze być pisarzem i nie miał tak naprawdę innego zajęcia (studiów, na które uczęszczał, nigdy formalnie nie zakończył), jego późny skręt w kierunku socrealizmu nie powinien dziwić. Czyż miał jakąkolwiek alternatywę, skoro po literackiej nagonce nawet „Przekrój”, z którym przez lata współpracował, nie chciał drukować jego wierszy? Autorka ani nie usprawiedliwia, ani nie potępia tych decyzji. Co ważniejsze – dostrzega wyraźnie, że socrealistyczne wierszydła o Ziemiach Odzyskanych, marszach, robotnikach, Stalinie i pokoju były ceną, jaką Gałczyński płacił za możliwość pisania bardziej osobistej, lirycznej poezji.
Drugi element biografii to właśnie twórczość, ale Arno nie postrzega bohatera książki wyłącznie przez pryzmat jego wierszy1). Tylko niektóre co ważniejsze z dzieł doczekały się własnego rozdziału i wnikliwej analizy historii powstania w połączeniu z ich interpretacją (tak się stało chociażby z „Kolczykami Izoldy” czy „Niobe”), podczas gdy pozostałe albo zostały przemilczane, albo wymienione tylko przy okazji. Nie powinno dziwić, że fragmenty poświęcone wierszom przeplatane są tymi, w których autorka omawia same życiowe (i wcale niełatwe) losy poety. Pobyt w Warszawie, później w Wilnie, Aninie czy już po wojnie w Krakowie (nie mówiąc o powojennych peregrynacjach po Europie) stanowią wielokrotnie główne elementy poezji Konstantego.
Były też ciemniejsze strony. Wiele z socrealistycznej twórczości stanowiło u Gałczyńskiego wiersze pisane głównie na zamówienie albo w ramach „starania się” o odzyskanie szacunku w oczach literackich decydentów nowego ustroju. Arno skłania się jednak do interpretacji „pośredniej”: poeta nie zaprzedał się wcale nowej władzy (choć jego „Poemat dla zdrajcy” wywołał w środowisku jak najgorsze wrażenie), co raczej wybrał drogę lawirowania między tym, co poprawne ideologicznie, a tym, co sam chciał pisać. Wychwalając trud robotnika i rzemieślnika sam robił wszystko, by tworzyć jako artysta, a nie jako rzemieślnik.
Choć zapamiętany głównie jako poeta, Gałczyński nie ograniczał się do samych wierszy. Do najbardziej znanych i popularnych wyjątków należy oczywiście „Teatrzyk Zielona Gęś” publikowany po wojnie na łamach „Przekroju”. Inne teksty satyryczne, słuchowiska radiowe czy sztuki teatralne cieszyły się o wiele mniejszym zainteresowaniem i często nie trafiały do szerszego grona czytelników. Czasami uderzał nawet we wzniosły ton, który zupełnie do niego nie pasował. Tak było w liście „Do przyjaciół z »Prosto z Mostu«”, opublikowanym na pierwszej stronie tygodnika 24 maja 1936 roku, w którym poeta gromił z literackiej ambony wszystkich, jednocześnie wychwalając swoich prawicowych „przyjaciół”. Czy była to decyzja ideologiczna? Arno uważa, że nie – poecie zależało raczej na umocnieniu więzi z jedynym pismem, z którym jego współpraca układała się bez problemów. W tym świetle nie powinno dziwić przejście na drugą stronę barykady po wojnie, kiedy po całej serii samokrytyk podjął się aktywnego wychwalania władzy ludowej.
Najważniejszy element biografii – czyli sam żywot Gałczyńskiego – pozostawiam na sam koniec. Był on nie tylko barwny (co zresztą można doskonale dostrzec w samej poezji), ale też trudny. Arno nie unika kłopotliwych tematów. Studia, których młody Konstanty nigdy nie ukończył, były dla niego jedynie interesującym epizodem i możliwością korzystania z licznych wykładów bez przejmowania się jakimikolwiek formalnościami. Znajomość języków obcych zawdzięczał albo własnym studiom, albo naturalnym zdolnościom (choć byli i tacy, którzy twierdzili, że była to znajomość bardzo pobieżna, którą nadrabiał świetnie imitowanym akcentem).
Poeta dość wcześnie zajaśniał na firmamencie warszawskiego światka literackiego lat 20. Złożyły się na to nie tylko jego wiersze (do niektórych szybko układano muzykę i śpiewano je po kawiarniach), ale też całokształt cygańskiego życia, którego nie przerwało nawet powołanie Gałczyńskiego do wojska. Jego nieobecność tylko wzmocniła legendę. Mimo wszystkich tych wczesnych sukcesów pozostawał on poza głównym nurtem (ustanawianym podówczas przez twórców z kręgu „Skamandra”). To właśnie w opozycji do niego wraz z innymi młodymi poetami Gałczyński założył czasopismo „Kwadryga”, które miało publikować bardziej społecznie zaangażowaną twórczość. Ten krótkotrwały epizod nie powstrzymał poety przed dostaniem się na łamy „Skamandra”, „Wiadomości Literackich” i „Cyrulika Warszawskiego”.
Pojawienie się w jego życiu „gruzińskiej księżniczki” Natalii Awałow sporo zmieniło – ale też nie wpłynęło na ustatkowanie się szalejącego po Warszawie „niebezpiecznego poety”. Poznali się w 1929, by wziąć ślub rok później. Gałczyński opiewał Natalię w licznych wierszach, czyniąc z niej muzę swojej twórczości i ostoję, na której mógł zawsze polegać. Nie było to jednak życie łatwe, nie tylko z uwagi na wiecznie kłopotliwą sytuację finansową małżeństwa. Poeta, który z taką tkliwością opiewał małżeńskie życie, wcale nie porzucił swoich cygańskich zwyczajów – tułał się po knajpach, pił na umór, flirtował z kobietami, wdawał się w różnej maści awantury. Mimo odkrycia mroczniejszej strony męża i jego depresyjno-alkoholowych problemów, Natalia wiernie trwała u jego boku; najpierw w Warszawie, później w trakcie krótkiego epizodu w Berlinie (gdzie poeta pracował przez krótki czas w polskim konsulacie), następnie w Wilnie i, pod koniec lat 30., w podwarszawskim Aninie.
Dostawszy się do niemieckiej niewoli w trakcie kampanii wrześniowej, Gałczyński przetrwał wojenną zawieruchę w obozie jenieckim, podczas gdy jego żona wraz z córką pozostały w Aninie (po powstaniu warszawskim trafiły do krewnych w Krakowie). Doświadczenia z tego okresu nie należały do najłatwiejszych, pełne były znanych z czasów przedwojennych okresów depresji i intensywnego picia. Poeta nie zapisał się najlepiej w pamięci polskich współwięźniów, a i sam o wiele bardziej preferował towarzystwo Francuzów i Brytyjczyków. W niewoli zaprzyjaźnił się z wspominanym w kilku wierszach Johnem Burtonem oraz nawiązał przelotny romans z Marutą Stobiecką. Po zwycięstwie Aliantów, uwolniony z Altengrabow poeta trafił do obozu przejściowego w Höxter, gdzie zaopiekowała się nim Lucyna Wolanowska. Z ich związku w styczniu 1946 narodził się syn. W międzyczasie jednak Gałczyński odnowił bliższą znajomość ze Stobiecką i, w ramach wyprawy na południe Francji, nawiązał także romans z Haliną Micińską. Mimo zagubienia i licznych namów polskiego środowiska emigracyjnego nie zdecydował się na pozostanie na wygnaniu i w marcu 1946 roku wrócił do Polski i dołączył do Natalii i Kiry w Krakowie, gdzie przyznano Gałczyńskim trzypokojowe mieszkanie w Domu Literatów przy ulicy Krupniczej.
Przez pierwsze lata wszystko wydawało się układać dobrze, ale Polska Ludowa była zupełnie innym krajem i Gałczyński musiał się zmierzyć z nową rzeczywistością. Choć umiał pisać na zamówienie, wychwalając Rosję Radziecką, Stalina, Odrę, Szczecin i Wrocław, jego postawa ideologiczna pozostawała w najlepszym razie wątpliwa. W ramach zwiększania jego socjalistycznych kompetencji poeta został wysłany na rocznicę rewolucji październikowej do Moskwy, a jakiś czas później odpowiedział na zaproszenie do Pragi.
To właśnie w okresie powojennym, na przełomie lat 40. i 50., Gałczyński odkrył piękno Mazur i leżącej nad Jeziorem Nidzkim leśniczówki Pranie, miejsca do dziś chyba najbardziej kojarzonego z poetą. Wyjazdy tam stanowiły dla rodziny okazję do odetchnięcia od warszawskiego zgiełku, a dla samego Konstantego – inspirację do powrotu do lirycznej poezji, jakże różnej od socrealistycznych grotesek, które u niego zamawiano i które musiał sam pisać, by dowieść swojego ideologicznego zaangażowania. Mimo to właśnie pod koniec życia stał się jednym z najbardziej znanych i najpopularniejszych polskich poetów – nie dzięki swojej socrealistycznej twórczości, ale właśnie pomimo niej.
koniec
22 maja 2021
1) W przeciwieństwie do przedmów do „Szarlatanów nikt nie kocha” i „Portretu muzy” autorstwa Jerzego Stefana Ossowskiego.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zbrodnie w stylu retro: Zgnilizna moralna polskich mieszczan
Sebastian Chosiński

4 VIII 2021

Do tej pory w cyklu „Zbrodnie w stylu retro” przyglądałem się głównie przedwojennym polskim kryminałom. Dzisiaj robię mały wyjątek. Owszem, „Sprawa Rity Gorgon” ukazała się przed 1939 rokiem. Owszem, dotyczy najgłośniejszej zbrodni z czasów II Rzeczypospolitej, która zresztą do dzisiaj wzbudza ogromne zainteresowanie. Tyle że książka Marka Romańskiego nie jest powieścią, ale – jak określił ją sam autor – „reportażem kryminalnym”.

więcej »

Danie w średnim stanie
Jarosław Loretz

3 VIII 2021

„Fantastyczne pióra 2019” to już drugie spotkanie z tekstami publikowanymi na portalu Fantastyka.pl. Spotkanie nie do końca udane.

więcej »

Karmienie bestii
Sebastian Chosiński

2 VIII 2021

Chciałoby się powiedzieć: umarł Amos Oz, niech żyje Yishai Sarid. To – oczywiście – pewna przesada, ale nie zmienia ona faktu, że autor wydanego kilka lat temu w Polsce „Limassol” i opublikowanego w tym roku „Potwora pamięci” wypełnia choć trochę lukę po zmarłym przed niespełna trzema laty wybitnym izraelskim pisarzu. Zwłaszcza że w swojej twórczości podejmuje tematy fundamentalne dla swojej ojczyzny.

więcej »

Polecamy

Imitacje

W podziemnym kręgu:

Imitacje
— Marcin Knyszyński

„Wolność”
— Marcin Knyszyński

Niektórzy po prostu chcą patrzeć, jak świat płonie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Postapokaliptyczna klasyka
— Miłosz Cybowski

Wiele stron o zemście i zabijaniu
— Miłosz Cybowski

Ostatni bastion ludzkości
— Miłosz Cybowski

Jeszcze nowsza teoria wszystkiego
— Miłosz Cybowski

Anty-Catan
— Miłosz Cybowski

Świat pozbawiony sprawiedliwości i znaczenia
— Miłosz Cybowski

Komendant i Marszałek
— Miłosz Cybowski

W oparach nie tylko absurdu
— Miłosz Cybowski

Kamienie nie krwawią
— Miłosz Cybowski

Nie zachwyca
— Miłosz Cybowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.