Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Adam Nasielski
‹Puama E›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPuama E
Data wydania1936
Autor
Wydawca Wydawnictwo Stanisława Cukrowskiego
CyklWielkie gry Bernarda Żbika
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

Zbrodnie w stylu retro: Na rozkaz premiera!
[Adam Nasielski „Puama E”, Adam Nasielski „Puama E” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Wszystkie wznowione przez Wydawnictwo CM książki Adama Nasielskiego, których głównym bohaterem jest inspektor Bernard Żbik, ukazały się w serii „Kryminały przedwojennej Warszawy” (również ta, która pojawiła się jako siódma – „Puama E”). Co w tym dziwnego? Choćby to, że tym razem sensacyjna akcja powieści rozgrywa się, owszem – w stolicy, ale polskich Tatr, czyli Zakopanem.

Sebastian Chosiński

Zbrodnie w stylu retro: Na rozkaz premiera!
[Adam Nasielski „Puama E”, Adam Nasielski „Puama E” - recenzja]

Wszystkie wznowione przez Wydawnictwo CM książki Adama Nasielskiego, których głównym bohaterem jest inspektor Bernard Żbik, ukazały się w serii „Kryminały przedwojennej Warszawy” (również ta, która pojawiła się jako siódma – „Puama E”). Co w tym dziwnego? Choćby to, że tym razem sensacyjna akcja powieści rozgrywa się, owszem – w stolicy, ale polskich Tatr, czyli Zakopanem.

Adam Nasielski
‹Puama E›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPuama E
Data wydania1936
Autor
Wydawca Wydawnictwo Stanisława Cukrowskiego
CyklWielkie gry Bernarda Żbika
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Odniósłszy w pierwszej połowie lat 30. ubiegłego wieku wielki sukces czytelniczy, Adam Nasielski postanowił szybko – zgodnie ze znanym powiedzeniem – „kuć żelazo, póki gorące” i kolejne powieści wyrzucał z siebie z prędkością kul opuszczających lufę karabinu maszynowego. Jak, nie przymierzając, Remigiusz Mróz. O ile jednak nie jestem w stanie stwierdzić, jaki poziom reprezentuje twórczość Mroza (nie czytałem bowiem dotąd ani jednej jego książki), o tyle w przypadku Nasielskiego z ogromnym zaskoczeniem podczas lektury kolejnych jego dzieł konstatuję, że ich jakość odpowiada ilości. Choć wciąż jest to literatura popularna, pulpowa, której najważniejszy cel to dostarczanie rozrywki czytelnikom, to jednak w swoim gatunku pisarz z Warszawy, mimo że od pewnego momentu mieszkający w dalekich od stolicy Zaleszczykach, osiągnął prawdziwe mistrzostwo. Widoczne zwłaszcza w cyklu „Wielkie gry Bernarda Żbika”, którego bohaterem jest słynny oficer Centrali Służby Śledczej.
„Słynny”, bo do 1936 roku dał się już poznać z sześciu książek, spośród których trzy są niezłe (mam tutaj na myśli „Alibi”, „Operę śmierci” oraz „Dom tajemnic”), a trzy pozostałe – bardzo dobre (do tego grona należą „Człowiek z Kimberley”, „Skok w otchłań” i „Grobowiec Ozyrysa”). A gdzie przypisać „Puamę E”? Zdecydowanie do tych drugich! Kto wie, może to nawet najlepsza, chociaż jej fabuła może – dla odmiany – wydawać się najbardziej nieprawdopodobna, powieść Nasielskiego. Jest w niej bowiem wszystko, czego mogą sobie życzyć wielbiciele podobnej literatury: tajne służby, groźba masowego mordu, nieszczęśliwa miłość i szaleństwo. Jest również bardzo konkretny trup młodego naukowca, którego śmierci Żbik nie zdołał wprawdzie zapobiec, ale za to postanowił zrobić wszystko, aby dopaść sprawcę przestępstwa. Dodam: sprawcę nadzwyczaj przebiegłego! Ale czy inspektor stykał się w czasie swoich „wielkich gier” z innymi?
Powieść ukazała się w swej podstawowej wersji w 1936 roku, a tradycyjnie opublikowało ją – podobnie jak inne powieści o Żbiku – stołeczne Wydawnictwo Stanisława Cukrowskiego. Dwa lata później natomiast Nasielski przygotował wersję skróconą „Puamy E”, która jako „Tajemniczy X” została opublikowana w zeszytowej serii „Co Tydzień Powieść”. Inspektor Centrali Służby Śledczej pojawił się w niej już po raz siódmy, ale po raz pierwszy przyszło mu prowadzić śledztwo z dala od Warszawy. Ba! na dodatek śledztwo, którego wcale nie chciał i, gdyby tylko mógł, to by się od niego odżegnał. Ale cóż… patriotyczny obowiązek, dobro państwa, racja stanu itp. itd., a może po prostu ambicja – względnie ego – Bernarda Żbika zdecydowała, że zamiast cieszyć się urokami Zakopanego w zimie, jeździć na nartach, flirtować z pięknymi kobietami, zdecydował się mimo wszystko jeszcze raz stanąć w szranki z perfidnym i niebezpiecznym wrogiem.
Oczywiście możemy dziwić się, że tym razem Nasielski wysłał swojego bohatera poza Warszawę (w każdym razie dalej niż do Wilanowa), ale przecież każdy – nawet taka maszyna do łapania przestępców, jak Żbik – musi kiedyś odpocząć, odetchnąć świeżym i czystym powietrzem, a choćby i nawet oddać się błogiemu nicnierobieniu. Dotarłszy do Zakopanego, policjant – pragnący jednak zachować incognito – wynajął na cały miesiąc pokój u gazdy. Jak się okazało, w tym samym pensjonacie mieszka jego kolega po fachu, komisarz Jerzy Jungweiss ze Lwowa, który tym sposobem stanie się świadkiem kolejnej „wielkiej gry” (choć znaczącej roli w niej, wbrew pozorom, nie odegra). Zyska jednak sposobność oglądania mistrza w akcji, dzięki czemu być może sam nabierze wprawy, co przełoży się na jego efektywniejszą pracę w swoim miejscu zatrudnienia. Ale do rzeczy… Uciekający od codziennych trosk inspektor i komendant po dniu spędzonym na nartach wracają do pensjonatu na obiad, gdzie z radia dowiadują się, że…
… – i to jest wiadomość z gatunku elektryzujących – że tego samego dnia rano z laboratorium doktora Wermińskiego skradziono butlę z bezbarwną i bezzapachową trucizną o straszliwej mocy. Można by nią wytruć nawet milionowe miasto. Sprawa, jak widać, poważna. Na tyle, że Policja Państwowa zapewnia złodziejowi bezkarność, jeśli zwróci w stanie nienaruszonym to, co ukradł; natomiast osoba, która przekaże informację ułatwiającą złapanie sprawcy, może liczyć na sowitą nagrodę (całe 5 tysięcy złotych). O dziwo jednak, na Żbiku informacja ta nie robi wielkiego wrażenia. Lecz tylko do momentu, gdy znalazłszy się wieczorem z Jungweissem w lokalu, czyta w lokalnej gazecie ogłoszenie, z którego wynika, że laboratorium analityczne radiologa doktora Władysława Wermińskiego znajduje się w… Zakopanem. Od tej pory wydarzenia nabierają tempa. W drzwiach lokalu chwilę później pojawia się bowiem aspirant Adam Billewski, z którym Żbik pożegnał się zaledwie trzy dni wcześniej w Warszawie, oraz tajemniczy podpułkownik Olgierd z „Dwójki”, czyli Oddziału II Sztabu Generalnego (to jest wywiadu i kontrwywiadu). Oznacza to tyle, że z urlopu – przynajmniej na razie – nici.

Adam Nasielski
‹Puama E›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPuama E
Data wydania1 maja 2016
Autor
Wydawca CM
CyklWielkie gry Bernarda Żbika
SeriaKryminały przedwojennej Warszawy
ISBN978-83-65499-09-7
Format182s. 119×194mm
Cena32,80
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Żbik jeszcze próbuje się bronić, ale Billewski ma list od samego premiera, który nakazuje mu zająć się sprawą, co jest równoznaczne z rozkazem. Kuszące są też dla inspektora „nieograniczone pełnomocnictwa”, chociaż trudno oczywiście posądzać go o to, by miał ochotę je z przesadą wykorzystywać. Jeżeli tak, to jedynie dla dobra ojczyzny, która być może znalazła się właśnie w ogromnym niebezpieczeństwie, o czym przekonuje policjanta podpułkownik Olgierd. Od niego inspektor dowiaduje się, że doktor Wermiński to major rezerwy, a jego laboratorium działa pod skrzydłami Ministerstwa Spraw Wojskowych. Enigmatyczna „Puama E” jest wynalazkiem doktora i jego asystentów, odpowiedzią na zdobyty przez polski wywiad w jednym z krajów ościennych (i nie chodzi o Czechosłowację) gaz trujący. Pełni funkcję pochłaniacza, lecz sama w sobie jest potworną toksyną – co prawda nie zabija, ale wywołuje u człowieka nieuleczalny obłęd, którego objawy pojawiają się mniej więcej po miesiącu od nieświadomego zażycia środka.
Przekonany o ważności sprawy, Żbik wciąż jednak nie rozumie, dlaczego wywiad i sam premier do niego zwrócili się o pomoc. Pojmuje to dopiero, kiedy pojawia się w willi o niewinnej nazwie „Prakseda”. Wtedy okazuje się, że butla z trucizną zniknęła z budynku pilnowanego przez wojsko, w czasie kiedy przybywały w nim jedynie cztery osoby: Wermiński oraz troje jego asystentów (naukowców z tytułami doktorskimi) – Alicja Korbut, Karol Janicki i Achilles Tarski. Czyli sytuacja typowa dla „wielkiej gry”: zamknięta przestrzeń i przestępca, który nie miał prawa opuścić jej. Nietypowe jest natomiast to, że – jak na razie przynajmniej – nie popełniono żadnej zbrodni. Czy w takiej sytuacji metody śledcze inspektora Żbika sprawdzą się na tyle, że wyjaśnić zagadkę? Sam policjant ma co do tego poważne wątpliwości, a po pierwszych przesłuchaniach dosłownie rozkłada ręce z bezradności. Nic nie wie, nic nie rozumie, a na duchu muszą podtrzymywać go Billewski i Olgierd.
Mimo tak beznadziejnego początku dochodzenia, z czasem robi się coraz ciekawiej, a fabuła zagęszcza się. Nad bohaterami zapada też coraz głębszy – w znaczeniu symbolicznym – mrok, czemu sprzyja niezwykłe sąsiedztwo „Praksedy”, czyli szpitala psychiatrycznego dla bogatych. Na tyle bogatych, że ośrodek funkcjonuje pod zupełnie inną nazwą, aby polscy arystokraci i ziemianie nie mieli obaw przed umieszczaniem w nim swoich mniej lub bardziej sfiksowanych krewnych. Nasielski z dużą łatwością poszerza krąg podejrzanych, wprowadza na arenę wciąż nowe postaci, a jednocześnie nieustannie myli tropy. Towarzyszący mu Billewski, Olgierd i Jungweiss są nie mniej, niż on sam, zdezorientowani, zwłaszcza że co rusz pojawia się jakiś nowy element, a śledczy zaskakiwany jest nagłym zwrotem wydarzeń. Trzeba przyznać, że autor powieści w ciągu zaledwie pięciu lat od momentu, gdy wydał swą pierwszą książkę („Strzał”), rozwinął nie tylko warsztat, ale i wyobraźnię, dzięki której stworzył tak zagmatwaną i sensacyjną fabułę. Z drugiej strony „Puama E” to książka, w której nie brakuje, będącego owocem wielu autoironicznych uwag Żbika, humoru. Jakby za jego sprawą prozaik chciał choć odrobinę rozgonić mrok, w jaki zagłębiali się bohaterowie.
koniec
8 maja 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każdy ma swoje demony
Marcin Mroziuk

5 XII 2021

Dla młodych czytelników lektura „Chuligani” jest okazją do poznania problemów rówieśników, którym życie nie rozpieszcza. Katarzyna Ryrych kreśli tutaj z dużą empatią intrygujący portret nastolatki muszącej stawić czoło światu po śmierci rodziców.

więcej »

Krótko o książkach: Wzloty i (głównie) upadki
Miłosz Cybowski

4 XII 2021

Pomysł na „Miasto Archipelag” Filip Springer miał całkiem niezły – wyruszyć w Polskę i odwiedzić niegdysiejsze miasta wojewódzkie, które straciły swoją pozycję w wyniku reformy administracyjnej z 1999 roku. Gorzej z wykonaniem.

więcej »

Jesteśmy tylko nośnikami
Miłosz Cybowski

2 XII 2021

Zarówno pozbawiony emocji styl, jak i niektóre tezy stawiane przez Richarda Dawkinsa mogą budzić instynktowny sprzeciw. „Samolubny gen” nie na darmo uchodzi za książkę kontrowersyjną, choć może wraz z rozpowszechnieniem nauki o genetyce to wrażenie nieco przygasło.

więcej »

Polecamy

Pogrzeb pośród mgławic

Stulecie Stanisława Lema:

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.