Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 2 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Adam Nasielski
‹Skok w otchłań›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSkok w otchłań
Data wydaniagrudzień 2015
Autor
Wydawca CM
CyklWielkie gry Bernarda Żbika
SeriaKryminały przedwojennej Warszawy
ISBN978-83-63424-91-6
Format210s. 119×194mm
Cena24,90
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Zbrodnie w stylu retro: Inspektor kontra przodownik
[Adam Nasielski „Skok w otchłań” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
To zaskakująca sprawa. Piąta z powieści Adama Nasielskiego z cyklu „Wielkie gry Bernarda Żbika” – „Skok w otchłań” – miała aż trzy różne wersje: gazetową (drukowaną w odcinkach), książkową (którą dzisiaj omówię) oraz broszurową (wydaną w serii „Co Tydzień Powieść”), której akcja rozgrywała się w zupełnie innym miejscu i która miała… innych bohaterów.

Sebastian Chosiński

Zbrodnie w stylu retro: Inspektor kontra przodownik
[Adam Nasielski „Skok w otchłań” - recenzja]

To zaskakująca sprawa. Piąta z powieści Adama Nasielskiego z cyklu „Wielkie gry Bernarda Żbika” – „Skok w otchłań” – miała aż trzy różne wersje: gazetową (drukowaną w odcinkach), książkową (którą dzisiaj omówię) oraz broszurową (wydaną w serii „Co Tydzień Powieść”), której akcja rozgrywała się w zupełnie innym miejscu i która miała… innych bohaterów.

Adam Nasielski
‹Skok w otchłań›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSkok w otchłań
Data wydaniagrudzień 2015
Autor
Wydawca CM
CyklWielkie gry Bernarda Żbika
SeriaKryminały przedwojennej Warszawy
ISBN978-83-63424-91-6
Format210s. 119×194mm
Cena24,90
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
W połowie lat 30. ubiegłego wieku, kiedy Adam Nasielski pisał „Skok w otchłań”, miał już wyrobioną markę jako autor powieści kryminalnych. Nie bez powodu przylgnął do niego przydomek „polskiego Edgara Wallace’a” – robił wszak wszystko, włącznie z nieustannym oddawaniem hołdu wtedy już nieżyjącemu angielskiemu twórcy, aby tak go postrzegano (i nie ma w tym oczywiście nic deprecjonującego). Nasielski był bardzo płodnym prozaikiem. Ale to w pełni zrozumiałe: zapotrzebowanie na jego książki było ogromne, więc starał się nadążać z podażą, co miało taki dodatkowy walor, że przekładało się następnie bardzo konkretnie na zarobki pisarza. Jak się jednak okazało, był on również mistrzem literackiego recyklingu; z niektórych pomysłów udawało mu się wycisnąć tyle, że i dzisiaj niektórzy koledzy po fachu mogliby mu pozazdrościć. Znakomitym na to przykładem jest „Skok w przepaść” – piąta pozycja z cyklu „Wielkie gry Bernarda Żbika”.
Nasielski napisał tę powieść w czerwcu 1935 roku w swojej willi w naddniestrzańskich Zaleszczykach (tuż przy granicy z Rumunią). Pierwotnie opublikował ją w prasie (w odcinkach) pod mniej wyrafinowanym tytułem „Eksperyment inspektora Żbika”; w następnym roku pojawiła się jej rozszerzona wersja książkowa już pod tytułem właściwym – „Skok w przepaść”. Ale to jeszcze nie koniec. Widocznie wykorzystany w tym kryminale motyw zbrodni wydał się pisarzowi na tyle atrakcyjny, że przygotował jeszcze jego wersję eksportową, której akcja rozgrywała się w Anglii (a konkretnie w Londynie). Na dodatek z innymi bohaterami i bez inspektora Żbika. Tę przeróbkę własnego dzieła Nasielski opublikował jako „Mord w Soho” pod pseudonimem Bill Tramp w dwóch kolejnych zeszytach (numery 123 i 124 z 1936 roku) poczytnej serii „Co Tydzień Powieść”. I tym sposobem na jednym koncepcie zarobił trzykrotnie! Prawdziwy mistrz!
Nas jednak interesuje wersja druga – książkowa – tej historii, w której na podstępnego zbrodniarza poluje wysoki stopniem oficer z warszawskiej Centrali Służby Śledczej, czyli trzydziestosześcioletni w tym momencie inspektor Bernard Żbik. To był jego piąty powieściowy „występ”; wcześniej postać ta pojawiła się w następujących kryminałach Adama Nasielskiego: „Alibi” (1933), „Opera śmierci” (1934), „Człowiek z Kimberley” (1934) oraz „Dom tajemnic” (1935). Konstrukcja „Skoku w przepaść” pod wieloma względami przypomina zresztą dwie poprzednie odsłony cyklu. We wszystkich trzech mamy bowiem do czynienia z mrożącymi krew w żyłach tajemnicami rodzinnymi, które Żbik, chcąc dopaść mordercę, musi wyciągnąć na światło dzienne. Wspólnym mianownikiem dla całości serii jest natomiast fakt, że śledztwa inspektora zamykają się zazwyczaj w ciągu dwudziestu czterech godzin od popełnienia przestępstwa. A przynajmniej w tym czasie policjant – nierzadko zwany Wielkim Psychologiem – odkrywa prawdę.
Co dzieje się tym razem? W pierwszym rozdziale Nasielski prezentuje nam mieszkającą w nowej, pięknej willi pod Warszawą rodzinę du Saule’ów (egzotyczność nazwiska bierze się stąd, że ma ona pochodzenie hiszpańsko-francuskie), której nestorem jest inżynier Bartłomiej du Saule. Wraz ze swoją małżonką Teresą doczekał się on licznej gromadki dorosłych już dzieci. Synowie Rajmund, Gustaw i Karol zajmują się odpowiednio – biznesem, bankowością i architekturą, a córki Łucja, Ewa i Wanda… – właśnie, tylko o najmłodszej można powiedzieć cokolwiek pewnego, ponieważ studiuje na politechnice. Ewa jest natomiast świeżo poznaną znajomą Żbika, z kolei Łucję – ekscentryczną i wybuchową młodą wdowę, która nie stroni od przygodnych znajomości erotycznych – można spokojnie określić mianem kobiety (nazbyt) wyzwolonej. I właśnie w tej rodzinie dochodzi do okrutnej zbrodni. Jej ofiarą pada najmłodszy z synów Bartłomieja du Saule’a – Karol, mężczyzna przekonany o własnym geniuszu, na każdym kroku okazujący rodzeństwu intelektualną wyższość i z tego też powodu – mówiąc bardzo delikatnie – nielubiany przez braci i siostry.
Żbik początkowo poznaje du Saule’ów, przebywając w ich domu – na zaproszenie Ewy – incognito, jako doktor psychopatologii Kazimierz Biernacki. Znajoma, czując w powietrzu nadchodzącą tragedię, poprosiła go bowiem o to, aby przyjrzał się jej najbliższym krewnym. Dwa dni później inspektor pojawia się ponownie, ale tym razem już pod swoim prawdziwym nazwiskiem. Przyczyną wezwania jest zaś śmierć Karola. Jego ciało, znalezione w zamkniętym pokoju na piętrze, w którym mieszkał i pracował, wygląda przerażająco. Przyglądając się trupowi, Żbik jest przekonany, że w jego oczach zastygły przerażenie i wściekłość. Jak stracił życie? Doktor Dalczewski dochodzi do wniosku, że został uduszony, choć na szyi młodego du Saule’a nie ma żadnych śladów – ani dłoni mordercy, ani przedmiotu, jaki mógł zostać użyty do popełnienia przestępstwa. Nie mniej zaskoczony jest także przybyły z Warszawy nadkomisarz Luchs, specjalista od daktyloskopii, który w całym pokoju nie znajduje ani jednego odcisku palca. Ktoś bardzo postarał się o to, aby zatrzeć po sobie wszelkie ślady?
Tylko kto? Na pytanie inspektora: „Kto miał interes w zamordowaniu Karola?” – siostra denata, Łucja, odpowiada: „Każdy, kto go, choćby krótko, znał”. Dlaczego? „Był nieznośnie zarozumiały, a ponadto chytry, sprytny i nienormalnie spostrzegawczy. Zawsze widział to, czego nie należało. Na złość wszystko umiał przewidzieć. (…) Był właściwie głupi, choć sądził o sobie wręcz przeciwnie”. Jak widać, zadanie, jakie ma do rozwiązania Żbik, nie należy do łatwych. Ale w końcu ma to być jego kolejna „wielka gra”. W takich przypadkach nie można zaś liczyć na taryfę ulgową. Od czego jednak zacząć, gdy nie ma nawet – oczywiście poza trupem – cienia śladu? Każdy inny funkcjonariusz wydziału dochodzeniowego pewnie rozłożyłby bezradnie ręce, ale nie najsłynniejszy inspektor Centrali Służby Śledczej. On nawet w takich sytuacjach wie, co należy zrobić. Tak opisuje to jednemu ze swoich współpracowników: „(…) szukam śladów psychologicznych, zawodnych, mglistych i nieuchwytnych: nienawiści, strachu i chęci zemsty”. Temu właśnie ma służyć tytułowy „skok w otchłań”, którym jest zagłębienie się w „atmosferę środowiska tej zbrodni, atmosferę na pozór beztroskiej rodziny du Saule’ów”. Teraz już wiadomo, skąd ten przydomek – Wielki Psycholog!
W piątej powieści cyklu Nasielski zrezygnował, na szczęście, z podkreślania na każdym kroku geniuszu swojego bohatera (stawało się to już nie tylko męczące, ale i irytujące). Ba! przeciwstawił mu innego, może nie tak genialnego, lecz na pewno zasługującego na pochwałę funkcjonariusza – miejscowego przodownika policji (to odpowiednik sierżanta) Józefa Kobylańskiego, którego obowiązkowość i fachowość ujęły Żbika do tego stopnia, że parę razy wygłosił wprost peany na jego cześć (a dotąd nie robił tego nawet pod adresem swego najbliższego przyjaciela, aspiranta Adama Billewskiego). I jeszcze jedna nowa rzecz pojawia się w „Skoku…” – zazwyczaj unikający libacji alkoholowych ze znajomymi, tym razem inspektor daje się wyciągnąć na suto zakrapianą imprezę, czego skutki odczuwa boleśnie następnego dnia. Swoją drogą, przy tej okazji Nasielski zahacza także o wątek – wprawdzie drobniutki, lecz zawsze – szpiegowski, pokazując, nie bez złośliwości, w jaki sposób wywiad radziecki (i pewnie nie tylko ten) starał się pozyskiwać informacje. Podsumowując: mimo pewnych mankamentów, to bardzo przyzwoity kryminał retro!
koniec
28 marca 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Jesteśmy tylko nośnikami
Miłosz Cybowski

2 XII 2021

Zarówno pozbawiony emocji styl, jak i niektóre tezy stawiane przez Richarda Dawkinsa mogą budzić instynktowny sprzeciw. „Samolubny gen” nie na darmo uchodzi za książkę kontrowersyjną, choć może wraz z rozpowszechnieniem nauki o genetyce to wrażenie nieco przygasło.

więcej »

Mała Esensja: W oczekiwaniu na Boże Narodzenie
Joanna Kapica-Curzytek

1 XII 2021

Ponownie spotykamy się z sympatycznym myszkiem wykreowanym przez autora i ilustratora Alexa T. Smitha. „Winston wraca na święta” pozwoli młodszym (i starszym czytelnikom) odliczać dni do Gwiazdki!

więcej »

Spektaklu akt drugi
Beatrycze Nowicka

30 XI 2021

„Dziesięć Żelaznych Strzał” – kolejny tom cyklu Sama Sykesa o Sal Kakofonii – uważam za lepszy od pierwszego.

więcej »

Polecamy

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)

Stulecie Stanisława Lema:

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.