Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Zygmunt Zeydler-Zborowski
‹Zakatarzony masażysta›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZakatarzony masażysta
Data wydania2012
Autor
Wydawca Wielki Sen
CyklStefan Downar
SeriaSeria z Warszawą
ISBN978-83-623917-6-9
Cena25,—
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

PRL w kryminale: Zbrodniarz w… maseczce na twarzy
[Zygmunt Zeydler-Zborowski „Zakatarzony masażysta” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Wydawałoby się, że tak poczytny autor jak Zygmunt Zeydler-Zborowski wszystkie swoje dzieła na pniu sprzedawał wydawnictwom bądź gazetom. A jednak nie, od czasu do czasu trafiała się bowiem powieść, która musiała czekać na publikację nieco dłużej. Jak na przykład „Zakatarzony masażysta”, który swoją prasową premierę miał na przełomie lat 1985/1986, ale powstał najprawdopodobniej w drugiej połowie lat 70. XX wieku.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Zbrodniarz w… maseczce na twarzy
[Zygmunt Zeydler-Zborowski „Zakatarzony masażysta” - recenzja]

Wydawałoby się, że tak poczytny autor jak Zygmunt Zeydler-Zborowski wszystkie swoje dzieła na pniu sprzedawał wydawnictwom bądź gazetom. A jednak nie, od czasu do czasu trafiała się bowiem powieść, która musiała czekać na publikację nieco dłużej. Jak na przykład „Zakatarzony masażysta”, który swoją prasową premierę miał na przełomie lat 1985/1986, ale powstał najprawdopodobniej w drugiej połowie lat 70. XX wieku.

Zygmunt Zeydler-Zborowski
‹Zakatarzony masażysta›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZakatarzony masażysta
Data wydania2012
Autor
Wydawca Wielki Sen
CyklStefan Downar
SeriaSeria z Warszawą
ISBN978-83-623917-6-9
Cena25,—
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
To byłaby kolejna „zaginiona w akcji” powieść Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego. Za jedną z wcześniejszych można uznać „W kręgu podejrzenia”, którą Czytelnik opublikował w 1975 roku (w serii „Z jamnikiem”), ale która – bez najmniejszych wątpliwości – napisana została w pierwszej połowie lat 60. Z „Zakatarzonym masażystą” mogło być podobnie; w fabule znajdują się bowiem pewne wskazówki świadczące o tym, że ta historia z majorem Stefanem Downarem w roli głównej powstała bądź w 1977 roku, bądź krótko potem. Na publikację musiała jednak trochę poczekać. Dlaczego? Powodów mogło być kilka. Jako że nie jest to – mówiąc eufemistycznie – dzieło wybitne, pisarz sam mógł po postawieniu ostatniej kropki schować je do szuflady; ewentualnie próbował je sprzedać jakiemuś wydawcy, ale spotkał się z odmową. Wtedy nie był to jeszcze problem, ponieważ Zeydler-Zborowski wciąż był płodnym autorem, dzięki czemu każdego roku ukazywała się kolejna jego książka. Ale już na początku następnej dekady…
…twórczy zapał pisarza znacząco osłabł. W 1981 roku „Kurier Polski” wydrukował w odcinkach „Czwarty klucz”, po czym nastąpiła trzyletnia przerwa – do momentu publikacji przez Iskry (w serii „Klub Srebrnego Klucza”) powieści „Major Downar przechodzi na emeryturę”, którą prawdopodobnie twórca tej – kultowej w kręgach wielbicieli peerelowskich kryminałów – postaci postanowił pożegnać się z wiernymi czytelnikami. Tyle że zapotrzebowanie na nowe przygody majora Downara i na kolejne detektywistyczne opowieści Zeydlera-Zborowskiego nie malało. Być może właśnie z tego powodu pisarz sięgnął głębiej do szuflady i wydobył stamtąd maszynopis „Zakatarzonego masażysty”, na który teraz nikt już nie sarkał. „Kurier Polski” rozpoczął druk tej historii w numerze 223 z 1985 i zakończył w numerze 9 z 1986 roku. Na swoją wersję książkową musiała ona jednak poczekać… dwadzieścia sześć lat, aż zlitowało się nad nią klubowe wydawnictwo Wielki Sen.
Skąd ta domniemana data powstania powieści (1977 lub krótko potem)? Otóż jedno z istotnych wydarzeń, będących przyczyną późniejszego dramatu, rozegrało się wiosną 1962 roku. Mowa jest zaś o nim w czasie przeszłym następująco: „To było dawno, bardzo dawno. Może piętnaście lat temu, a może jeszcze dawniej”. Przejdźmy jednak do współczesności! W willi w Podkowie Leśnej mieszka niemłoda już, ale nadzwyczaj bogata wdowa Konstancja Dobroniecka. Nazwisko zachowała po pierwszym mężu, który – jeszcze przed wojną – był profesorem biochemii. W 1937 bądź 1938 roku małżonkowie opuścili kraj i przenieśli się do Stanów Zjednoczonych, gdyż ceniony polski naukowiec otrzymał propozycję objęcia katedry na uniwersytecie w Filadelfii. Tam zastał ich atak Niemiec na Polskę. Kiedy Dobroniecki zmarł, Konstancja ponownie wyszła za mąż – tym razem za holenderskiego milionera Adriana van Utrichta, który był nie tylko właścicielem sklepu jubilerskiego w Amsterdamie, ale także złóż naftowych w Teksasie oraz, jakby tego było mało, posiadał udziały w kopalni diamentów w Republice Południowej Afryki.
Niestety, i to małżeństwo nie przetrwało długo – van Utricht zginął śmiercią tragiczną. Właśnie wtedy Konstancja Dobroniecka zdecydowała się powrócić do kraju. Na brak środków finansowych nie narzekała, mogła więc świetnie urządzić się nawet w komunistycznym kraju. Z czasem jedynym jej problemem stał się pogarszający stan zdrowia. Coraz częściej narzekała na reumatyzm i korzonki; dlatego też zdecydowała się zatrudnić masażystę, który każdego dnia przyjeżdża z Warszawy, aby ulżyć jej w cierpieniu. Jest nim Kazimierz Walendziak. Dobroniecka tak bardzo uzależniła się od jego zabiegów, że kiedy pewnego dnia mężczyzna informuje ją, iż nie będzie mógł przyjść, ponieważ jedzie na Wybrzeże (do Gdańska) na pogrzeb stryja – wdowa wpada w złość. Potem jednak Walendziak zmienia zdanie – dzwoni, że przeziębił się i zrezygnował z podróży; jeśli więc jego infekcja nie przeszkadza staruszce, chętnie pojawi się, aby ją wymasować. Dobroniecka oczywiście na to przystaje. Mężczyzna pojawia się w jej domu z maseczką na twarzy (jakżeż to na czasie!) i zostaje wpuszczony przez gosposię Michalinę, która następnie wychodzi na zakupy. A kiedy wraca…
…zastaje swoją pracodawczynię nieżywą. Dobroniecka, jak się okazuje, została uduszona. Major Downar, który przejmuje dochodzenie, nie potrafi zrozumieć dlaczego właścicielka willi musiała zginąć. Bo przecież nic wartościowego z domu nie zginęło – ani biżuteria, ani pieniądze, ani złoty zegarek. Jaki był więc motyw zbrodni? Zemsta, a może działanie psychopaty? I czy na pewno zabił ją, jak się na pierwszy rzut oka wydaje, Walendziak? Ten bowiem ma alibi – naprawdę widziano go w dniu śmierci Konstancji na pogrzebie stryja kilkaset kilometrów od Warszawy. Ech, gdyby chociaż wdowę okradziono, wszystko byłoby znacznie łatwiejsze. A tak – Downar ma potężną zagwozdkę! Nie może sobie jednak pozwolić, jak recenzent, na wzdychanie, bierze się zatem do pracy – w pierwszej kolejności za przesłuchanie krewnych i znajomych Dobronieckiej. Szybko przekonuje się, że osób mogących życzyć jej – z różnych powodów – śmierci w tym gronie na pewno nie brakuje.
Na plan pierwszy wybija się najbardziej kontrowersyjna postać – siostrzeniec denatki, Lucjan Sobieszański, niebieski ptak, mający dwie lewe ręce do każdej uczciwej pracy, nadzwyczaj chętnie pożyczający od ciotki pieniądze. Wiele dobrego nie da się powiedzieć także o siostrze ofiary, Wandzie Podgóreckiej, oraz jej szwagrze, Auguście Zelmerze, byłym mężu drugiej – nieżyjącej już – siostry. A to tylko krewni. Są jeszcze znajomi, również dobrze orientujący się w sytuacji Dobronieckiej i niekoniecznie pałający do niej miłością bliźniego. Intryga kręci się wokół jednego tylko wątku; rozmachu nie przydaje jej nawet wyprawa Downara do Amsterdamu, zwłaszcza że milicjant nie ma zbyt wiele czasu i po jednym dniu zwiedzania miasta oraz po dwóch przeprowadzonych rozmowach musi wracać samolotem do Warszawy. Z tego też powodu akcja szybko posuwa się naprzód – major w ekspresowym tempie eliminuje kolejnych potencjalnych zabójców, aż w końcu na widelcu zostaje mu ten właściwy. Napięcia w tym wszystkim dużego nie ma; zaangażowania emocjonalnego ze strony czytelnika – praktycznie żadnego. Skutkiem tego „Zakatarzony masażysta” jawi się jako typowe gazetowe czytadło, o którym zapomina się od razu po dotarciu do finału.
koniec
12 marca 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Jesteśmy tylko nośnikami
Miłosz Cybowski

2 XII 2021

Zarówno pozbawiony emocji styl, jak i niektóre tezy stawiane przez Richarda Dawkinsa mogą budzić instynktowny sprzeciw. „Samolubny gen” nie na darmo uchodzi za książkę kontrowersyjną, choć może wraz z rozpowszechnieniem nauki o genetyce to wrażenie nieco przygasło.

więcej »

Mała Esensja: W oczekiwaniu na Boże Narodzenie
Joanna Kapica-Curzytek

1 XII 2021

Ponownie spotykamy się z sympatycznym myszkiem wykreowanym przez autora i ilustratora Alexa T. Smitha. „Winston wraca na święta” pozwoli młodszym (i starszym czytelnikom) odliczać dni do Gwiazdki!

więcej »

Spektaklu akt drugi
Beatrycze Nowicka

30 XI 2021

„Dziesięć Żelaznych Strzał” – kolejny tom cyklu Sama Sykesa o Sal Kakofonii – uważam za lepszy od pierwszego.

więcej »

Polecamy

Pogrzeb pośród mgławic

Stulecie Stanisława Lema:

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.