Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Adam Nasielski
‹Dom tajemnic›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDom tajemnic
Data wydanialuty 2015
Autor
Wydawca CM
CyklWielkie gry Bernarda Żbika
SeriaKryminały przedwojennej Warszawy
ISBN978-83-63424-59-6
Format218s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Zbrodnie w stylu retro: Sanacyjny „Napoleon zbrodni”
[Adam Nasielski „Dom tajemnic” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Wydany w 1935 roku „Dom tajemnic” był czwartą odsłoną bestsellerowej serii kryminalnej „Wielkie gry Bernarda Żbika”. Tym razem Adam Nasielski – jeden z najpopularniejszych przedwojennych twórców literatury popularnej – nakazał swemu bohaterowi, inspektorowi Bernardowi Żbikowi z Centrali Służby Śledczej, rozwiązać zagadkę, która mniej rozgarniętych policjantów doprowadziłaby zapewne do szaleństwa. A pewnie i… do grobu.

Sebastian Chosiński

Zbrodnie w stylu retro: Sanacyjny „Napoleon zbrodni”
[Adam Nasielski „Dom tajemnic” - recenzja]

Wydany w 1935 roku „Dom tajemnic” był czwartą odsłoną bestsellerowej serii kryminalnej „Wielkie gry Bernarda Żbika”. Tym razem Adam Nasielski – jeden z najpopularniejszych przedwojennych twórców literatury popularnej – nakazał swemu bohaterowi, inspektorowi Bernardowi Żbikowi z Centrali Służby Śledczej, rozwiązać zagadkę, która mniej rozgarniętych policjantów doprowadziłaby zapewne do szaleństwa. A pewnie i… do grobu.

Adam Nasielski
‹Dom tajemnic›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDom tajemnic
Data wydanialuty 2015
Autor
Wydawca CM
CyklWielkie gry Bernarda Żbika
SeriaKryminały przedwojennej Warszawy
ISBN978-83-63424-59-6
Format218s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Czytając poprzednie, opisane już w tym cyklu, odsłony „Wielkich gier…” – począwszy od otwierającego serię „Alibi” (1933), poprzez „Operę śmierci” (1934), aż po „Człowieka z Kimberley” (1934) – można było przyzwyczaić się do tego, że warszawski policjant, wysoki stopniem oficer z Centrali Służby Śledczej, to nie tylko znakomity psycholog (autor powieści podkreśla to praktycznie na każdym kroku), ale i funkcjonariusz nadzwyczaj odważny, który nie boi się zaryzykować życiem dla dobra śledztwa. Ma przy tym stalowe nerwy, które sprawiają, że także w obliczu najgroźniejszego umysłu przestępczego zachowuje zimną krew. Do tego stopnia, że można bez trudu wysnuć wniosek, iż nawet w obecności profesora Jamesa Moriarty’ego, którego Arthur Conan Doyle określił mianem „Napoleona zbrodni”, nie drgnęłaby mu powieka, a przez plecy nie przebiegłaby ani jedna ciarka. Cóż, chyba jednak trochę przesadzam. Ale, uwierzcie, tylko trochę. O czym dobitnie przekona się każdy, kto uważnie przeczyta „Dom tajemnic”.
Poprzednią odsłonę serii, „Człowieka z Kimberley”, Adam Nasielski dedykował wybitnemu polskiemu kryminologowi, inspektorowi Józefowi Piątkiewiczowi; „Dom tajemnic” dedykacji nie posiada, ale także ma swojego istniejącego w rzeczywistości bohatera, bez dokonań którego powieść być może nigdy by nie powstała, a nawet gdyby, to prawdopodobnie miałaby inny kształt fabularny. Tą osobą jest, zmarły w grudniu 1933 roku, a więc na pięć miesięcy przed rozpoczęciem pracy nad „Domem…”, doktor Aleksander Piotrowski, wybitny polski psychiatra. Urodził się w 1878 roku w Berlinie; gimnazjum realne ukończył w Poznaniu, po czym wrócił do stolicy cesarskich Niemiec, aby studiować – jednocześnie – medycynę, slawistykę i muzykologię. Jako dwudziestoośmiolatek uzyskał tytuł doktora medycyny, a po kolejnych czterech latach – doktora filozofii (z dziedziny muzykologii). Pracował w szpitalach psychiatrycznych i poliklinikach neurologicznych praktycznie w całych Niemczech, zdobywając przy tym olbrzymie doświadczenie. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości wrócił do kraju i osiadł w Wielkopolsce, skąd wywodzili się jego przodkowie.
W lipcu 1919 roku został kierownikiem Krajowego Zakładu Psychiatrycznego w Dziekance – wtedy była to niewielka wieś, dzisiaj jedna z dzielnic Gniezna (w obręb miasta osiedle zostało oficjalnie włączone dopiero po drugiej wojnie światowej). Pozostawał nim aż do śmierci, a dzisiaj jest patronem Wojewódzkiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych „Dziekanka”. W czasie dyrektorowania ośrodkowi opublikował dziesiątki artykułów (między innymi w wydawanych przez siebie „Nowinach Psychiatrycznych”); oprócz tego był autorem wiekopomnego podręcznika „Diagnostyka psychiatryczna w zarysie dla studentów i lekarzy” (1922), którego lektura natchnęła Adama Nasielskiego do napisania „Domu tajemnic”. Książka tradycyjnie ukazała się nakładem warszawskiego Wydawnictwa Stanisława Cukrowskiego – tyle że w dwóch wersjach: pełnej (być może dwuczęściowej) oraz skróconej w serii „Co Tydzień Powieść” (pod nieco zmienionym tytułem, jako „Tajemnica psychiatry”).
„Dom tajemnic” zaczyna się, jak na cykl Adama Nasielskiego, nietypowo. Mimo zimy i paskudnej pogody (jest silny mróz i wieje wiatr), inspektor Bernard Żbik zaczyna właśnie miesięczny urlop. Który zresztą należy mu się po rozwikłaniu arcytrudnej i niebezpiecznej sprawy „człowieka z Kimberley”. Gdzie ma zamiar go spędzić? Pisarz nie wspomina, ale i tak nie ma to większego znaczenia, bowiem ostatecznie policjant donikąd się nie wybierze. A wszystko to z powodu niespodziewanej wizyty, jaką w środowy wieczór – już po godzinie dwudziestej pierwszej – składa mu dawno nie widziany, pochodzący z bardzo bogatej rodziny, przyjaciel Piotr Breda. To człowiek niezwykły – jednocześnie profesor kryminologii, doktor prawa i doktor psychiatrii. W czasach studenckich Żbika był jego mentorem i wykładowcą. Od tamtego czasu obaj panowie darzą się ogromnym szacunkiem i wzajemnie uznają za przyjaciół, chociaż wciąż tytułują się: „per inspektorze” oraz „per profesorze”. Breda długi czas mieszkał w Warszawie, dwa lata temu jednak wyprowadził się do Wilanowa, gdzie kupił okazałą willę, ba! praktycznie pałacyk – o wdzięcznej nazwie „Gong”.
Co go sprowadziło do mieszkania Żbika przy ulicy Szkolnej w Warszawie? Nadchodząca wielkimi krokami tragedia rodzinna. Profesor jest przestraszony i roztrzęsiony; oznajmia, że nie ma pewności, czy przeżyje tę noc, ktoś bowiem – i to na dodatek ktoś bardzo mu bliski – nastaje na jego życie. Dlatego prosi inspektora, by korzystając z urlopu, przyjechał do niego do Wilanowa i zajął się sprawą; odkrył, kto mu zagraża i uniemożliwił dokonanie zbrodni. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że Breda wie, a przynajmniej domyśla się, kto pragnie się go pozbyć, lecz nie zamierza informować o tym Żbika. Cała sprawa jest dla niego zbyt bolesna, dlatego woli, aby policjant, o którym ma jak najlepsze zdanie, sam odkrył, skąd nadciąga niebezpieczeństwo. Dla inspektora to nie lada wyzwanie, kolejna „wielka gra” – tyleż fascynująca, co nadzwyczaj groźna. Ale kto inny miałby się tym zająć, jak nie on, funkcjonariusz, o którym Adam Nasielski pisze, że jest obdarzony „genialną intuicją i nadnaturalną, imponującą spostrzegawczością”. W każdym razie zgodnie z obietnicą dwa dni później Żbik (wraz ze swoim służącym, Kaszubem Stefanem) dociera do „Gongu”, a wiezie go szofer profesora, w którym inspektor rozpoznaje znanego sobie oszusta i szantażystę (trzy lata temu wtrącił go za kratki).
Willa, choć okazała, pozbawiona jest prądu. Breda wybudował wprawdzie przydomową elektrownię, ale z powodów administracyjnych nie zdążył jeszcze uzyskać zgody na jej podłączenie. To w oczywisty sposób utrudnia pracę inspektorowi – w ciemnościach nocy potencjalnemu zbrodniarzowi łatwiej będzie działać. Pytanie tylko, kto nim jest? Jeden z synów profesora – siedemnastoletni Leszek (mający problemy z emocjami i lubujący się w literaturze kryminalnej) czy starszy od niego o kilka lat Tadeusz (kaleka z uschniętą prawą ręką, co – zdaniem Żbika i ówczesnej psychiatrii – może rodzić psychopatyczne skłonności)? A może żona Wanda, której mąż, jak można się szybko zorientować, nie kocha? Nie należy odrzucać także „kandydatury” guwernantki Marii, Niemki z pochodzenia, która ma się zajmować wychowaniem Leszka (nastolatek szczerze jej nienawidzi, uważając za mało inteligentną), a która wdała się w zaskakujący romans z Tadeuszem. „Wisienką na torcie” okazują się jeszcze przybyli dwa tygodnie wcześniej z Chicago – miasta zbrodni i występku – krewni Wandy Bredy, adwokat Sebastian Dillon i jego małżonka Sylwia.
Jeżeli do kompletu dorzucimy również dwie służące – bliźniaczki Stasię i Kazię – to (wraz z kierowcą-kryminalistą) mamy aż dziesięcioro mieszkańców willi. Między nimi jest człowiek, który bezpośrednio grozi profesorowi i na wycofanie się z tych gróźb nie wpływa nawet pojawienie się Bernarda Żbika. Wręcz przeciwnie! Można odnieść wrażenie, że przyjazd słynnego detektywa jedynie rozzuchwala przestępcę, który teraz grozi śmiercią nie tylko Piotrowi Bredzie, lecz także inspektorowi. Jedno jest pewne – noc będzie piekielnie długa i obfitująca w dramatyczne wydarzenia. Tego zapewne oczekiwali czytelnicy i to właśnie postanowił zaoferować im Adam Nasielski, który już w pierwszych akapitach rozdziału otwierającego całą historię podkreślił, że sprawa „domu tajemnic” zalicza się do „jednej z najciekawszych i najwspanialszych, a dla niego samego [chodzi oczywiście o funkcjonariusza policji, nie autora powieści – przyp. SCh] do jednej z najtrudniejszych”. Czy naprawdę? Nie można zaprzeczyć, że fabuła – nawiązująca do tradycyjnych książek kryminalnych Agathy Christie i Arthura Conana Doyle’a – jest naprawdę zajmująca, tropy często i zgrabnie mylone, choć od pewnego momentu nie trudno pozbyć się wrażenia, że zabójcą MUSI okazać się…
Właśnie – kto?
Są też jednak w „Domu tajemnic” elementy, które dzisiaj mogą drażnić. W myśl popularnej w okresie międzywojennym idei „mocnego człowieka” inspektor Żbik zdaje się bowiem hołdować poglądom darwinistycznym, jakie odnosi także do kwestii społecznych. Stąd taka oto cecha jego charakteru: „Nie spoufalał się z ludźmi mniej od niego wartościowymi, chyba że wymagało tego dobro śledztwa”. Jak też przekonanie o tym, że Tadeusz Breda z racji swego kalectwa jest od razu potencjalnym zbrodniarzem. Nieładnie też wygląda określanie Tadeusza i jego matki mianem „zer, przeciętnych ludzi” tylko dlatego, że intelektualnie nie dorastają profesorowi Bredzie czy jemu samemu. Cóż, takie to były czasy. Wtedy podobne myśli nikogo nie raziły.
koniec
4 marca 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o książkach: Obyś cudze dzieci uczył….
Agnieszka ‘Achika’ Szady

26 XI 2021

…to starożytna klątwa, której ofiarą padła autorka książki „Pani Kebab”. Możemy poznać zapiski pracującej w Leeds asystentki nauczyciela, czyli osoby pomagającej uczniom nieznającym języka angielskiego lub po prostu obarczonym różnymi deficytami.

więcej »

Dwóch panów w drodze (nie licząc lokaja)
Miłosz Cybowski

24 XI 2021

Trzy historie i trzech bohaterów… wróć! Trzy historie i trójka postaci (bo „bohaterami” nie można ich nazwać) zaprezentowane w tomie pierwszym „Opowieści o Bauchelainie i Korbalu Broachu” to zebrane w jedną całość opowiadania, przed laty wydane w osobnych tomach. Dobrze się stało, że Wydawnictwo Mag zdecydowało się na ich wznowienie, choć książka pozostaje dziełem, które trafi wyłącznie do fanów prozy Stevena Eriksona.

więcej »

Krótko o książkach: Głównie dla specjalistów
Miłosz Cybowski

23 XI 2021

„Istota teorii względności” nie zalicza się do łatwych lektur. Pisząc na temat swoich odkryć, Albert Einstein zaledwie w niewielkim stopniu stara się je przedstawić w sposób przystępny dla nieobeznanego z fizyką i matematyką czytelnika.

więcej »

Polecamy

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)

Stulecie Stanisława Lema:

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.