Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 7 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Roman Orwid-Bulicz
‹Europa nie odpowiada›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułEuropa nie odpowiada
Data wydania1950
Autor
Wydawca Biblioteka Powieści
Format288s.
Gatunekhistoryczna
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

Ten okrutny XX wiek: Wykrzyczmy to całemu światu!
[Roman Orwid-Bulicz „Europa nie odpowiada” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kiedy po upadku Polski Ludowej nic już nie stało na przeszkodzie, wydawcy znad Wisły ochoczo sięgnęli po zakazane przez wiele lat dzieła autorów emigracyjnych. Trafiły w końcu do rąk czytelników książki Józefa Mackiewicza, Mariana Hemara, Ferdynanda Goetla, Tadeusza Nowakowskiego i wielu innych, ale zabrakło wśród nich (i do dzisiaj brakuje) Romana Orwid-Bulicza, autora powieści „Europa nie odpowiada…” – jednej z pierwszych na temat zagłady getta warszawskiego.

Sebastian Chosiński

Ten okrutny XX wiek: Wykrzyczmy to całemu światu!
[Roman Orwid-Bulicz „Europa nie odpowiada” - recenzja]

Kiedy po upadku Polski Ludowej nic już nie stało na przeszkodzie, wydawcy znad Wisły ochoczo sięgnęli po zakazane przez wiele lat dzieła autorów emigracyjnych. Trafiły w końcu do rąk czytelników książki Józefa Mackiewicza, Mariana Hemara, Ferdynanda Goetla, Tadeusza Nowakowskiego i wielu innych, ale zabrakło wśród nich (i do dzisiaj brakuje) Romana Orwid-Bulicza, autora powieści „Europa nie odpowiada…” – jednej z pierwszych na temat zagłady getta warszawskiego.

Roman Orwid-Bulicz
‹Europa nie odpowiada›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułEuropa nie odpowiada
Data wydania1950
Autor
Wydawca Biblioteka Powieści
Format288s.
Gatunekhistoryczna
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
To był przez kilka dekad temat tabu, do którego władze Polski Ludowej powracały niechętnie. Tuż po wojnie udało się wprawdzie Władysławowi Szpilmanowi wydać, opracowane literacko przez Jerzego Waldorffa, wspomnienia zatytułowane „Śmierć miasta” (1946), ale ukazały się one w niewielkim nakładzie, na dodatek zostały poddane „zabiegom” cenzorskim (anonimowy kapitan Wehrmachtu Wilhelm Hosenfeld stał się Austriakiem, zamiast Niemcem). Aleksander Ford z kolei, korzystając jeszcze ze względnej wolności twórczej, zdołał nakręcić zaskakująco, jak na tamte czasy, prawdziwą „Ulicę Graniczną” (1948), ale zapłacił za to utratą szefostwa w Przedsiębiorstwie Państwowym „Film Polski”. Tym, co najbardziej przeszkadzało komunistom, byli pojawiający się w obu dziełach volksdeutsche i szmalcownicy, których obraz stał w sprzeczności z propagandą, mówiącą o zjednoczonym polskim narodzie, bohatersko walczącym przeciwko nazistowskiemu najeźdźcy. Pracownicy z ulicy Mysiej, gdzie przez cały okres PRL-u mieścił się Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk (od lipca 1981 roku już bez „prasy” w nazwie), byli wyczuleni na to również później, a szczególnie po 1968 roku.
Powieść Romana Orwid-Bulicza „Europa nie odpowiada” nie mogła ukazać się więc w Polsce Ludowej co najmniej z dwóch powodów: po pierwsze – ponieważ podejmowała politycznie niewygodny temat (tragedia getta warszawskiego i niekoniecznie godne pochwały postępki Polaków), po drugie – ponieważ jej autor po wyzwoleniu kraju przez Armię Czerwoną zdecydował się na emigrację. Najpierw wyjechał do Monachium, gdzie zadebiutował jako prozaik, wydając własnym sumptem (i tak robił praktycznie do końca kariery pisarskiej) trylogię kryminalną „Moja pierwsza sprawa i jego…”, „Drugie wydanie powieści” oraz „Dolary… Dlaczego czyste?” (wszystkie części ukazały się w 1947 roku); następnie, prawdopodobnie pod koniec lat 40., przeniósł się do Londynu. Tam właśnie w założonej przez siebie oficynie Biblioteka Powieści opublikował dwie najważniejsze ze swoich książek: dzisiaj omawianą „Europa nie odpowiada” (1950) oraz dwutomową „Jeśli jutro wojna…” (1952). Obie dotyczyły wydarzeń autorowi współczesnych, których był świadkiem: akcja tej pierwszej rozgrywa się w latach 1943-1944, tej drugiej zaczyna się natomiast w styczniu 1945 roku.
O ile zrozumiałe jest, że krajowi wydawcy do 1989 roku nie mogli nawet marzyć o sięgnięciu po emigracyjne dzieła Orwid-Bulicza, o tyle mocno dziwi fakt, że praktycznie żaden z nich – poza wydawnictwem Wielki Sen, które zwróciło uwagę na detektywistyczną „Moją pierwszą sprawę i jego…” (seria: Klasyka Polskiego Kryminału) – nie zainteresował się tym autorem w latach 90. czy też pierwszych dwóch dekadach XXI wieku. A przecież publikowano bądź ściągano z Zachodu (jak w przypadku Józefa Mackiewicza) książki takich autorów, jak Tadeusz Nowakowski, Michał K. Pawlikowski, Florian Czarnyszewicz, Zygmunt Gizella, Andrzej Chciuk czy Franciszek Wysłouch, których nazwiska szerszemu gronu nic zapewne nie mówiły. Dlaczego więc nie Orwid-Bulicz, do którego powieści „Europa nie odpowiada” wstęp napisał sam Ferdynand Goetel, zawierając w nim takie oto między innymi słowa: „Nie jest pisarzem zawodowym. Powołanie dały mu wypadki, których był naocznym świadkiem. Na rynek piśmienniczy wdziera się samorzutnie”. I dalej: „Atmosferą, która towarzyszyła powstaniu tej książki, jest przerażenie. Jedno, któremu uległ w Polsce, patrząc na los jej mieszkańców, drugie, które ogarnęło go na uchodźstwie, gdy ujrzał jak przewód wojenny Warszawy rozsypuje się w popioły” (sic!). A podsumowanie tego wątku brzmi tak: „Osobliwe to doprawdy zjawisko w literaturze. Sama rzeczywistość nagina tu człowieka, aby sięgnął po pióro”.
Orwid-Bulicz bardzo precyzyjnie określa ramy czasowe akcji swojego dzieła: rozpoczyna się ona 18 kwietnia 1943 roku, a więc w przeddzień wybuchu powstania w getcie warszawskim, kończy natomiast w nocy z 9 na 10 listopada roku następnego, nieco ponad miesiąc po upadku powstania warszawskiego, kiedy ludność stolicy została w większości wypędzona (ci, którzy pozostali, zrobili to wbrew nakazom okupanta), a samo miasto już niemal doszczętnie zniszczone przez Niemców. Zamknięty w getcie doktor Maurycy Rozenzweig po wielu dniach izolacji opuszcza mieszkanie, by udać się na spotkanie ze swoim przyjacielem, filozofem Zagajskim. Po co – nie ma pojęcia, ale zna go na tyle, że wie, iż skoro go wezwał, oznacza to sprawę nadzwyczajnej wagi. By dotrzeć na miejsce, starzec musi przejść przez wyniszczone ulice, spotykając po drodze chodzące ludzkie trupy. To jak podróż przez dantejskie Piekło. „Ludzie w ghetcie chorują wprawdzie w domach, ale prawie z reguły umierają na ulicy. Nędza, okropne warunki mieszkaniowe, wieczna obawa przed rewizją, przed «gestapo» – wszystko to razem wprowadziło do życia nieznane dawniej okrucieństwo. Śmierć w domu w obecnych warunkach to luksus. Luksus, o jakim nawet marzyć nie można. Dla pozostałej rodziny byłaby to kompletna ruina. Trumna? Pogrzeb? Opłata w kahale? To są wydatki, na które nikt pozwolić sobie nie może” (pisownia oryginalna) – rozmyśla doktor Rozenzweig.
Każdy krok napawa żydowskiego lekarza przerażeniem i jednocześnie skłania do głębszych refleksji. Jak zapewne tysiące osób w tamtym czasie, zadaje sobie pytanie, jak to w ogóle było możliwe? I odpowiada sam sobie (a jego odpowiedzi trudno odmówić przenikliwości): „Hitler? Czyżby ten jeden człowiek, gdyby był nawet zbrodniarzem na miarę geniusza, czyżby mógł rozpętać taką nienawiść, gdyby nie tkwiła ona w całym narodzie niemieckim? A może tkwi ona i w innych narodach? I tylko drzemie? I tylko czeka? Czeka dopóki nie zostanie wyzwolona przez innego «wielkiego człowieka»?”. Docierając do Zagajskiego, Rozenzweig trafia na spotkanie grupy bojowników, którzy szykują się do walki przeciwko Niemcom. Od niego jednak nikt nie wymaga, by rzucił się z karabinem bądź granatem na wroga, on otrzymuje misję po wielekroć ważniejszą: ma przenieść kanałami na aryjską stronę Warszawy teczkę z tajną dokumentacją i rolkami filmów, aby świat poznał prawdę o tym, co działo się przez kilka lat za murami getta. Doktor ma być odpowiedzialny za jej przechowanie, a po wojnie za przekazanie do Palestyny. Nie da się ukryć, że ten wątek zdaje się nawiązywać wprost do działalności organizacji Oneg Szabat, na czele której stał historyk z wykształcenia Emanuel Ringelblum. Czy postać Zagajskiego jest wzorowana właśnie na nim? Czy Orwid-Bulicz miał, jeszcze przebywając w okupowanej Warszawie, wiedzę na temat powstającego wówczas Konspiracyjnego Archiwum Getta Warszawskiego, zwanego potocznie Archiwum Ringelbluma? Tego nie wiem, lecz jeśli miał, świadczyłoby to o jego intensywnych kontaktach z podziemiem.
Kilka dni po wybuchu walk w getcie doktor Rozenzweig zostaje stamtąd wyprowadzony przez młodego żołnierza Armii Krajowej i po drugiej stronie muru przekazany w ręce Żyda Pokowalskiego (ta postać wiąże powieść z wydanym przez Orwid-Bulicza trzy lata wcześniej kryminałem „Dolary… Dlaczego czyste?”). Ma on na tyle dobry aryjski wygląd, że w razie potrzeby może wcielać się nawet w mundurowego gestapowca. W każdym razie w takiej roli zjawia się on w nocy w mieszkaniu dyrektora Stefana Porębskiego, współwłaściciela świetnie prosperującej fabryki soków i przetworów owocowych, który oczywiście nie stroni, jak wielu przedsiębiorców okupacyjnych, od nielegalnych interesów. Sen z powiek spędza mu jedynie działalność jego wspólnika, inżyniera Wąsowskiego, który wykorzystuje firmę do pomagania prześladowanym Żydom – wydaje fałszywe zaświadczenia pracy, pomaga przemycać żywność i broń do getta. Kiedy więc już po godzinie policyjnej pojawia się u niego dwóch gestapowców, jest przekonany, że Wąsowski wpadł i sypnął; zwłaszcza gdy każą się wieźć samochodem do tajnego, znajdującego się w piwnicach, magazynu. Ostatecznie okazuje się jednak, że to nie Niemcy, ale współpracujący prawdopodobnie z AK (nazwa organizacji w tym kontekście nie pada) bojownicy żydowscy. Dostęp do magazynu jest potrzebny zaś po to, aby zamurować w nim teczkę wyniesioną z getta przez doktora Rozenzweiga.
I tym sposobem pisarz wprowadza na arenę najważniejszych bohaterów tej historii: Rozenzweiga, Pokowalskiego i Porębskiego; nieco później pojawia się jeszcze jedna postać – drugoplanowa, ale kluczowa dla dalszego rozwoju akcji, to Rosjanin Wasyl, dezerter z armii generała Andrieja Własowa, który zanim dostał się do niemieckiej niewoli i został zwerbowany w szeregi ROA, był pracownikiem kołchozu. Los każdego z nich jest odmienny: Rozenzweig z uwagi na swój charakterystyczny semicki wygląd musi się przez cały czas ukrywać; Porębski, przyzwyczajony do luksusów, robi mętne interesy, ale czuje się przy tym jak ryba w wodzie; Pokowalski korzysta z daru, jakim jest aryjska aparycja, ale zdaje sobie sprawę, że w każdej chwili narażony jest na śmierć. Życie w ciągłym zagrożeniu sprawia jednak, że niczego się nie boi, przed niczym się nie cofa – przecież i tak żyje z wyrokiem śmierci z powodu swego etnicznego zagrożenia. Cóż więc ma do stracenia? A do wykonania – wraz z Rozenzweigiem – arcyważną misję.
Przyglądając się losom tych trzech mężczyzn, Orwid-Bulicz kreśli także barwny i dramatyczny obraz okupacyjnej rzeczywistości. Może nie zawsze perfekcyjny pod względem literackim, ale niezwykle wciągający, bo nadzwyczaj realistyczny. Odmalowany przez świadka wydarzeń i to na dodatek nieomal na gorąco, jeszcze nim zniszczona w wyniku dwóch powstań Warszawa została podniesiona z ruin. Szczególnie intrygujące są ostatnie rozdziały powieści, w których bohaterowie powracają do miasta już po podpisaniu kapitulacji przez generała Tadeusza Bora-Komorowskiego. Pisarz nie szczędzi przy tym słów krytyki rodakom, którzy starali się wykorzystywać nieszczęście wygnanych ze swoich domów mieszkańców, by dorobić się na ich tragedii. Gdy Niemcy sukcesywnie palą kolejne kwartały i polują na ukrywających się w zgliszczach „robinsonów warszawskich”, nie brakuje takich, którzy przedostają się do miasta na szaber. Wychodzą oni z założenia, że jeśli szczęście będzie sprzyjać, dorobią się w krótkim czasie fortuny, ustawią na całe życie. A ryzyko? Cóż, skoro tyle można zarobić… I już na zakończenie: jest w tej powieści tak naprawdę jeszcze jeden bohater. Zbiorowy. Wprawdzie nie pojawia się wprost ani razu, ale często rozmawiają o nim inni. Dla jednych jest nadzieją, inni panicznie się go boją; dla wszystkich to wielka niewiadoma – czająca się po drugiej stronie Wisły Armia Czerwona.
koniec
15 lutego 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Sen o słodkiej Francji
Beatrycze Nowicka

7 XII 2021

Tym razem nietypowo – słów kilka o powieści obyczajowej czyli „Madame” Antoniego Libery.

więcej »

Pada śnieg, pachną świąteczne wypieki…
Joanna Kapica-Curzytek

6 XII 2021

W powieści „Kochany Święty Mikołaju” odnajdziemy wszystkie tradycyjne bożonarodzeniowe motywy. I nawet jeśli dobrze wiemy, co w niej znajdziemy, nic nie szkodzi; bo przecież w święta szczególnie chętnie wracamy do tego, co dobrze znamy.

więcej »

Każdy ma swoje demony
Marcin Mroziuk

5 XII 2021

Dla młodych czytelników lektura „Chuligani” jest okazją do poznania problemów rówieśników, którym życie nie rozpieszcza. Katarzyna Ryrych kreśli tutaj z dużą empatią intrygujący portret nastolatki muszącej stawić czoło światu po śmierci rodziców.

więcej »

Polecamy

Pogrzeb pośród mgławic

Stulecie Stanisława Lema:

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.