Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Jan Balabán
‹Którędy szedł anioł›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKtórędy szedł anioł
Tytuł oryginalnyKudy šel anděl
Data wydania27 października 2015
Autor
PrzekładOlga Czernikow
Wydawca Afera
ISBN978-83-937711-9-6
Format240s. 120×190mm
Cena34,—
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Wszystkie odcienie szarości
[Jan Balabán „Którędy szedł anioł” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Szaro na okładce książki, szaro wewnątrz – w sercach i umysłach bohaterów, których z szarości konstruuje autor. U Balabána nikt nie ma lekko – wszystkim jest pod górkę, ciężko, źle, okropnie. A przecież czeski pisarz opisuje tylko zwykłe, zupełnie prozaiczne życie kilkunastu osób mieszkających w Ostrawie, mieście ukształtowanym i zniszczonym przez przemysł wydobywczy.

Jacek Jaciubek

Wszystkie odcienie szarości
[Jan Balabán „Którędy szedł anioł” - recenzja]

Szaro na okładce książki, szaro wewnątrz – w sercach i umysłach bohaterów, których z szarości konstruuje autor. U Balabána nikt nie ma lekko – wszystkim jest pod górkę, ciężko, źle, okropnie. A przecież czeski pisarz opisuje tylko zwykłe, zupełnie prozaiczne życie kilkunastu osób mieszkających w Ostrawie, mieście ukształtowanym i zniszczonym przez przemysł wydobywczy.

Jan Balabán
‹Którędy szedł anioł›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKtórędy szedł anioł
Tytuł oryginalnyKudy šel anděl
Data wydania27 października 2015
Autor
PrzekładOlga Czernikow
Wydawca Afera
ISBN978-83-937711-9-6
Format240s. 120×190mm
Cena34,—
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Czeski pisarz patrzy na świat subiektywnie – jeśli niektórzy ludzie robią to przez różowe okulary, on z całą pewnością nigdy nie zdejmował z nosa szarych. Każde zdarzenie ukazane jest u niego w taki sposób, by podkreślić jego tragizm, ulotność, ostateczność i tym podobne cechy. Beznadziejność życia jest najoczywistszą prawdą, z którą nie sposób walczyć. Jeśli przeżywamy chwile szczęścia, to pamiętać należy o ich krótkotrwałości. Nad życiem, tak jak nad Ostrawą, unosi się ciągle duszący pył, nadający światu jedyny możliwy kolor we wszelkich odcieniach.
Balabán daleki jest jednak od stanów depresyjnych, a jego proza wcale nie próbuje udawać wyjątkowo tragicznej na przekór wszystkiemu. Pisarz chyba po prostu smutek rozumiał lepiej od wszystkich innych stanów i dostrzegał go wszędzie dokoła, potrafił też o nim pisać w sposób absolutnie wyjątkowy, przekorny. Zresztą pod tym względem stanowi doskonały kontrapunkt dla wielu rubasznie wesołych autorów zza naszej południowej granicy. Można by rzec, że Balabán był sceptycznym realistą, ale nie admiratorem rozpaczy. Lub też po prostu lubił literacko rozważać momenty tragiczne, myśli przykre – te, od których zwykle wolimy się opędzać. On to wszystko wyciągał na wierzch, każąc nam się zastanowić, skąd się biorą, jak na nas wpływają, co z nich wynika i dlaczego. Nie ma przed nimi ucieczki, bo każdy z nas chowa pod cienką warstwą skóry różne potworne bóle – i one właśnie stanowią oś literackich rozważań czeskiego pisarza.
Na drugi plan schodzi fabuła, pomostowo łącząca różnych bohaterów i ich życia, tworząca z nich społeczną mozaikę zależności, w której centrum jest Martin. Pisarz lubi uciekać w dygresje, w krótkich mgnieniach opowiadać historie nawet najmniej istotnych postaci. Czasem urzeka oryginalną frazą: „Obudziło go uderzenie w okno. Ktoś rzucił kamieniem albo cegłą, potem znowu i jeszcze raz, aż w końcu w szybie zrobiła się rana, z której pociekło szkło”. Innym razem posługuje się humorem typowym dla czeskiej literatury: „Stracił nogę, ale nie w okopach, tylko całkiem zwyczajnie, pod kołami pociągu” lub charakterystycznym dla siebie spostrzeżeniem: „Nic im nigdy nie zrobił, ale nie lubili go. (…) Lubią mnie raczej ci, którym coś zrobiłem”, „(…) na języku rozlewa mu się posmak dojmującej pustki, jak po masturbacji”. Wódkę – napój, który postaci przez niego opisywane spożywają regularnie – nazywa „rosyjskim wynalazkiem do niszczenia Europy”.
Powieść „Którędy szedł anioł”, co nie mniej ważne, jest też zajadłą krytyką systemu komunistycznego, który zdaniem autora narzucił ludziom pewne postawy czy wręcz styl życia. Był opresyjną machiną nie pozwalającą swobodnie myśleć i żyć, trzymał ludzi mocno w karbach. W jakiś sposób ich przekształcał, urabiał, tworząc nowe typy ludzkie: „Intymna atmosfera wspólnych łazienek i wycelowanych w was paluchów towarzyszy i towarzyszek, zdolnych zmienić każdy sekret w zatłuszczone i lepkie świństwo, którego człowiek wstydzi się nawet sam przed sobą. Tacy czujni obywatele byli w każdym autobusie: pchali się do środka, pokrzykiwali i zajmowali miejsca. Nazywało się to ’kolektyw’ i wydawało dźwięki jak bydło zamknięte w wagonie towarowym. Żeby człowiek odnalazł się w kolektywie, musiał się w nim najpierw zatracić. (…) Jak w takich warunkach ludzie mogli się w ogóle sobie nawzajem podobać?”. O obrzydliwej donosicielce, która swój nos wściubiała we wszystkie sprawy, nawet pod sukienki innych kobiet pisał tak: „Jej dziewictwo, które Materná także zaprotokołowała w swojej kartotece, nie dawało babie spokoju, najchętniej wyrwałaby je Marie z łona i zżarła, usmażywszy wcześniej na oleju”.
Wspomniany już główny bohater Martin stanowi esencję szarości wypełniającej książkę. To mężczyzna skaleczony przez system komunistyczny, jeden z wielu tych, którzy nie potrafili odnaleźć się we wcześniejszym ustroju, ale nie potrafią też po jego upadku. To oczywiście brzmi dość abstrakcyjnie, bo tak naprawdę mężczyznę skrzywdziła rodzina i niezdrowe stosunki w niej panujące. W tej rodzinie, jak sądzę, odnajdzie się też mnóstwo naszych rodaków, bo tak naprawdę doświadczenia obywateli krajów postkomunistycznych są w tym względzie dość podobne. Dopiero jako dorosły człowiek przekonuje się „jak kruche jest poczucie bezpieczeństwa, które dawał domowy azyl”. Jedyną osobą, która zdawała się rozumieć Martina i jego „pożar w głowie” była matka, osoba na tyle wycofana, że nie mogła przeciwstawić się dominującej, wręcz apodyktycznej roli męża w rodzinie. Charakterystyczne dla bohatera są również niemoc, fatalizm, bierność, przerażająca zgoda na to, co go spotyka: „Nasza odpowiedzialność i nasze dorosłe czyny są już naprzód zdeterminowane, zniewolone przez jakąś zewnętrzną społeczność, kłamstwo. (…) Chcieliśmy, żeby dzieciństwo, chuligaństwo, chłopięctwo trwało jak najdłużej. Bo wszystko inne wydawało nam się po prostu obrzydliwe. Szczerze mówiąc, chyba wierzyliśmy, a może nawet mieliśmy cichą nadzieję, że dojdzie do jakiejś katastrofy, do wojny atomowej, którą zresztą ciągle nas wtedy straszyli, i że za jej sprawą zostaniemy pozbawieni możliwości, a tym samym i obowiązku, stania się kimś”. Utęskniona wojna mogła nadać jakiś paradoksalny sens życiu Martina, nie nadeszła jednak: „Ku swemu przerażeniu Martin zaczynał przeczuwać to, co jego najstarszy brat wiedział już chyba od dawna. Że nic się nie wydarzy, wszystko będzie tylko dalej gnić i się rozkładać. (…) Nawet wojna, którą świat jest ciężarny nigdy się nie narodzi, jej poroniony płód sczeźnie gdzieś w atomowym arsenale, a my zestarzejemy się bez walki”. Upadek reżimu komunistycznego nie przynosi zatem wolności, skoro człowiek jest zniewolony wewnętrznie: „Z uderzającą jasnością zdał sobie naraz sprawę, że jest źle i że zawsze tak było – możemy najwyżej udawać przed sobą, że to nieprawda, możemy sobie świętować, możemy poprawiać sobie humor na chwilę przed skokiem w przepaść”.
Którędy szedł anioł? – można by zapytać, cytując tytuł powieści – bo że nie przechodził przez Ostrawę, to pewne. A może na odwrót – Ostrawa to miasto wypełnione aniołami, tyle że co do jednego mają one podcięte skrzydła. Nie fruwają, tylko właśnie idą. Kroczą przez życie powoli, pokryte pyłem i brudem z kopalnianych hałd, przygniecione bezużytecznym ciężarem na plecach niczym garbem. Mają bez wyjątku szare od kurzu, pozbawione nadziei twarze. Jeszcze raz podkreślmy jednak: nie jest to świat totalnej depresji. U Balabána wiele jest ciepła i wyrozumiałości dla bohaterów i ich życiowych wyborów, a wszystko ma swoje logiczne uzasadnienie. Czasem pojawi się nawet gdzieniegdzie cicha nutka humoru. Najlepiej jednak pisarz rozumiał szarą stronę życia, a niniejsza powieść jest kolejną w jego dorobku próbą jej zrozumienia i oswojenia.
koniec
11 sierpnia 2016

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Jesteśmy tylko nośnikami
Miłosz Cybowski

2 XII 2021

Zarówno pozbawiony emocji styl, jak i niektóre tezy stawiane przez Richarda Dawkinsa mogą budzić instynktowny sprzeciw. „Samolubny gen” nie na darmo uchodzi za książkę kontrowersyjną, choć może wraz z rozpowszechnieniem nauki o genetyce to wrażenie nieco przygasło.

więcej »

Mała Esensja: W oczekiwaniu na Boże Narodzenie
Joanna Kapica-Curzytek

1 XII 2021

Ponownie spotykamy się z sympatycznym myszkiem wykreowanym przez autora i ilustratora Alexa T. Smitha. „Winston wraca na święta” pozwoli młodszym (i starszym czytelnikom) odliczać dni do Gwiazdki!

więcej »

Spektaklu akt drugi
Beatrycze Nowicka

30 XI 2021

„Dziesięć Żelaznych Strzał” – kolejny tom cyklu Sama Sykesa o Sal Kakofonii – uważam za lepszy od pierwszego.

więcej »

Polecamy

Pogrzeb pośród mgławic

Stulecie Stanisława Lema:

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Filozofia pustki i rozpaczy
— Jacek Jaciubek

Tegoż autora

Nieprawdopodobne, a jednak prawdziwe
— Jacek Jaciubek

Zabójczy ziemniak
— Jacek Jaciubek

Szpiega wynajmę
— Jacek Jaciubek

Suchość w ustach
— Jacek Jaciubek

Królestwo za kafelek
— Jacek Jaciubek

Historia wiary znaczona krwią
— Jacek Jaciubek

Człowiek-puzzle
— Jacek Jaciubek

Poprzez góry, poprzez lasy
— Jacek Jaciubek

Misja na Marsa
— Jacek Jaciubek

Dzieci ulicy
— Jacek Jaciubek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.