Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Marek Krajewski
‹Arena szczurów›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułArena szczurów
Data wydania14 września 2015
Autor
Wydawca Znak
CyklEdward Popielski
ISBN978-83-240-3872-5
Format320s. oprawa twarda
Cena42,90
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Nad pięknym i modrym… Bałtykiem
[Marek Krajewski „Arena szczurów” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Marek Krajewski poszedł wreszcie po rozum do głowy. Zrezygnował z tego, co w ostatnich latach w jego pisarstwie było najbardziej irytujące i stworzył powieść, którą wreszcie da się z przyjemnością przeczytać. Nie, nie jest ona jeszcze wprawdzie tak dobra, jak początkowe książki z cyklu o Eberhardzie Mocku, ale w porównaniu z poprzedniczkami znamionuje zdecydowaną zwyżkę formy. Dodatkowo usatysfakcjonowani mogą poczuć się mieszkańcy nadmorskiego Darłowa, gdzie rozgrywa się akcja „Areny szczurów”.

Sebastian Chosiński

Nad pięknym i modrym… Bałtykiem
[Marek Krajewski „Arena szczurów” - recenzja]

Marek Krajewski poszedł wreszcie po rozum do głowy. Zrezygnował z tego, co w ostatnich latach w jego pisarstwie było najbardziej irytujące i stworzył powieść, którą wreszcie da się z przyjemnością przeczytać. Nie, nie jest ona jeszcze wprawdzie tak dobra, jak początkowe książki z cyklu o Eberhardzie Mocku, ale w porównaniu z poprzedniczkami znamionuje zdecydowaną zwyżkę formy. Dodatkowo usatysfakcjonowani mogą poczuć się mieszkańcy nadmorskiego Darłowa, gdzie rozgrywa się akcja „Areny szczurów”.

Marek Krajewski
‹Arena szczurów›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułArena szczurów
Data wydania14 września 2015
Autor
Wydawca Znak
CyklEdward Popielski
ISBN978-83-240-3872-5
Format320s. oprawa twarda
Cena42,90
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Eberhard Mock – pierwszy z bohaterów wykreowanych przez wrocławskiego twórcę powieści kryminalnych Marka Krajewskiego – prawdopodobnie (choć niczego nie można przesądzać w stu procentach) przeszedł już na dobre do historii. Od 2009 roku, czyli od momentu wydania „Głowy Minotaura”, stopniowo jego miejsce zaczął zajmować polski policjant Edward Popielski, a miejscem akcji – zamiast Breslau – stał się należący do II Rzeczypospolitej Lwów. Gdy fabuła kolejnych książek cyklu przeniesiona została w czasy powojenne, Krajewski wrócił do Wrocławia; tam umieścił intrygę – jeszcze tylko częściowo – „Rzek Hadesu” (2012), a następnie – już w całości – „W otchłani mroku” (2013) oraz „Władcy liczb” (2014). Tak się jednak złożyło, że dwie ostatnie na tle wszystkich wcześniejszych książek wrocławianina prezentowały się wyjątkowo słabo. Można było odnieść wrażenie, że autorowi zwyczajnie wyczerpała się formuła. Nieustanne nawiązania do łaciny, coraz bardziej absurdalne spiski, na trop których wpadał Popielski – wszystko to było prostą drogą do katastrofy.
Krajewski coraz bardziej dołował, aż we „Władcy liczb” zaliczył zderzenie z ziemią. Miało to jednak także swój plus. Decydując się na kontynuowanie serii, mógł być pewien, że nic gorszego już nie napisze (chyba że naprawdę bardzo by się postarał). I rzeczywiście! Wydana rok później „Arena szczurów”, chociaż do arcydzieł się nie zalicza, prezentuje się co najmniej o klasę lepiej. Wpłynęło na to kilka elementów, o których będzie jeszcze mowa, ale przede wszystkim – kolejna zmiana dekoracji. Tym razem po Wrocławiu (przed i po wojnie) oraz Lwowie przyszła kolej na, jak można sądzić, jednorazowy skok nad Bałtyk – do Darłowa. Chronologicznie autor cofnął się o osiem lat, akcję swej najnowszej powieści umieścił bowiem w 1948 roku, dwa lata po wydarzeniach opisanych we „W otchłani mroku”. Popielski, który w stolicy Dolnego Śląska naraził się nie tylko czerwonoarmistom, ale również ubekom, zmuszony został do ucieczki. Los rzucił go na Pomorze, w inny region tak zwanych Ziem Odzyskanych, gdzie polska administracja zainstalowana została dopiero przed trzema laty i gdzie praktycznie wszyscy obecni mieszkańcy byli przybyszami z innych regionów kraju, nierzadko zza Buga czy Niemna. W takim miejscu zdecydowanie łatwiej ukryć się przed prześladowcami.
Korzystając z koneksji kościelnych, Popielski pod zmienionym nazwiskiem – jako Antoni Hrebecki – znajduje pracę w miejscowej szkole średniej jako nauczyciel łaciny i matematyki. Czasy są ponure, ale on ma to szczęście, że uczy przedmiotów, które nie są bezpośrednio narażone na interwencje polityczne. Może więc bez większych obaw zajmować się dziedzinami, które pasjonują go od lat. Jedynym utrapieniem są niesforni i nie za bardzo chcący się uczyć uczniowie, choć trafiają się wśród nich także perełki, jak szesnastoletnia Małgosia. Dziewczyna, której los nie oszczędzał, mimo młodego wieku, ma już narzeczonego – traf sprawia, że to były powstaniec warszawski, chorąży Jerzy Kurowski, żołnierz działającego w okolicach Darłowa oddziału „leśnych” (czy raczej: „żołnierzy wyklętych”). A i ona sama angażuje się w działalność antykomunistyczną, co sprawia, że Popielski czuje do niej jeszcze większą sympatię. I oto na samym początku wakacji dane mu jest uratować Małgosię przed zgwałceniem przez trzech wyrostków z sąsiedniego miasteczka. Nie udaje mu się za to ocalić innej dziewczyny.
Kilka dni później po zdarzeniu na wydmach z Martwej Rzeki wyłowione zostaje ciało darłowskiej prostytutki. Badający ciało lekarz Rafał Gordon (Żyd ocalały z Holokaustu) stwierdza, że dwudziestoletnia Irena Wnukiewicz została nie tylko zabita i zgwałcona (prawdopodobnie już po śmierci), lecz na dodatek w wyniku pogryzienia zakażona paciorkowcem wywołującym sepsę. To od razu przywodzi mu na myśl zdarzenie, z jakim miał do czynienia jeszcze przed wojną, gdy praktykował w Wilnie. Kiedy jego podejrzenia potwierdzają się, prosi o rozmowę z Hrebeckim, a w zasadzie z… Popielskim, ponieważ przez przypadek poznaje prawdziwe nazwisko i pierwotny zawód nauczyciela. Ostrzega go przed mogącymi powtórzyć się brutalnymi mordami na młodych kobietach i prosi o interwencję. Zdaniem Gordona, nikt inny nie jest w stanie dopaść zwyrodnialca, który – tego jest już pewien w stu procentach – nosi na sobie mundur żołnierza Armii Radzieckiej. Popielski, choć niechętnie, zgadza się podjąć nieoficjalne (innego przecież nie może) dochodzenie. Musi postępować jednak bardzo ostrożnie, aby nie nadepnąć na piętę ani miejscowemu szefowi Urzędu Bezpieczeństwa, niejakiemu Arturowi Krzyżagórskiemu, ani dowódcy lokalnego oddziału krasnoarmiejców, majorowi Czubarowowi. Co oczywiście, znając szczęście „Łyssego” (tak o nim mówiono przed wojną we Lwowie) się nie udaje.
I chociaż „Arena szczurów” nie jest pozbawiona wszystkich irytujących przypadłości typowych ostatnimi laty dla prozy Krajewskiego, wreszcie mamy w niej do czynienia z klasyczną intrygą kryminalną (przynajmniej do połowy). W największym skrócie: Popielski prowadzi śledztwo, wpada w tarapaty, stara się z nich wykaraskać, ryzykuje życiem, zostaje zdradzony i walą mu się na głowę jeszcze większe kłopoty. Żadnych szeroko zakrojonych spisków, magicznych liczb, palimpsestów (mimo że pod koniec mamy jednak do czynienia z tajemnicą ukrytą w pewnym traktacie łacińskim), zamiast nich – brutalny oprawca, paskudni komuniści (obcy i swoi), zdrajcy i kolaboranci. Jeśli dodać do tego jeszcze fakt, że Krajewski ogranicza do minimum swe słowne akrobacje, „Arena szczurów” jawi nam się jako niemal klasyczny kryminał z bonusem w postaci wątku patriotyczno-politycznego. Co najwyżej tutaj można się zastanawiać, czy wyobraźnia pisarza nie popłynęła zbyt daleko z obecną falą. Raz, że parokrotnie podkreślona jest w powieści obecność „żołnierzy wyklętych” (choć nazwa ta oczywiście nie pada); dwa, że w plecaku Małgosi, ratując ją przed pohańbieniem, Popielski znajduje ulotki wzywające do zemsty za śmierć Witolda Pileckiego.
W takiej sytuacji rodzi się jednak jak najbardziej uzasadniona wątpliwość: Czy w ostatnich dniach czerwca 1948 roku – niemal dokładnie w miesiąc po wykonaniu wyroku na rotmistrzu – w dalekim od Warszawy Darłowie naprawdę ktoś zdawał sobie z tego sprawę? Wiedziano, kim był Pilecki i jakie miał zasługi dla kraju? Chciano go mścić? Zgrzyta jeszcze jedna scena. Szukając śladów maniakalnego zabójcy, Popielski przepytuje jednego ze swoich uczniów; rozmowa schodzi na sposoby nielegalnego połowu ryb. Chłopak opisując kłusownictwo na tak zwaną „bombę”, używa określenia: „wybuch jak mała bomba atomowa”. Skąd takie porównanie u będącego raczej kiepskim uczniem wyrostka? Do dnia, w którym rozpoczyna się akcja „Areny szczurów”, jedynym krajem, który używał broni jądrowej, były Stany Zjednoczone. Pomijając Hiroszimę i Nagasaki, do próbnych wybuchów doszło w tym czasie sześciokrotnie (na pustyni w Nowym Meksyku oraz w atolach Bikini i Eniwetok). Gazety radzieckie i polskie raczej się o tym nie rozpisywały, a już na pewno nie wchodziły w zawiłości techniczne, pozwalające nastolatkowi określić, jakie skutki niesie ze sobą „mała”, a jakie „duża” bomba atomowa.
Umieszczając akcję swoich powieści we Wrocławiu czy Lwowie, Marek Krajewski zawsze przywiązywał ogromną rolę do jak najdokładniejszego oddania topografii miasta. Nie inaczej rzecz się ma w przypadku Darłowa. Czytelnicy są więc częstowani dokładnymi opisami miejsc, nazw ulic, charakterystyki zabudowań. Tych szczegółów jest zdecydowanie zbyt dużo; nie służą one podniesieniu atrakcyjności fabuły, choć bez dwóch zdań mogą być ogromną frajdą dla mieszkańców tego nadmorskiego kurortu i odwiedzających go nie tylko w okresie letnim turystów. To lekkie skrzywienie, kojarzące się trochę ze Zbigniewem Nienackim i jego cyklem o panu Samochodziku, można zatem wrocławianinowi wybaczyć. I tak przecież zrobił sporo, by odzyskać zaufanie czytelników.
koniec
20 lipca 2016

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wszyscy jesteśmy neandertalczykami (w jakichś dwóch procentach)
Miłosz Cybowski

18 X 2021

Do popularyzacji nauki niezbędne są dwie rzeczy: dogłębna znajomość tematu oraz umiejętność przystępnego pisania o nim. O ile tego pierwszego Rebecce Wragg Sykes nie sposób odmówić, to już w drugiej kwestii „Krewniacy” pozostawiają nieco do życzenia.

więcej »

Człowiek
Joanna Kapica-Curzytek

17 X 2021

Czy wydarzenia rozgrywające się w XII wieku mogą obudzić zainteresowanie nas, współczesnych czytelników? Po lekturze „Czerwonych tarcz” nie brakuje refleksji dotyczących naszych czasów, a także mechanizmów władzy i politycznych układów.

więcej »

Mała Esensja: Gwiazdy i piwo
Marcin Mroziuk

16 X 2021

W „Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem” Anna Czerwińska-Rydel nie tylko w przystępny sposób przybliża młodym czytelnikom postać gdańskiego uczonego, ale również pozwala im poznać podstawowe informacje z zakresu astronomii. Lekturę dzieciom uprzyjemniają też znakomite ilustracje Asi Gwis.

więcej »

Polecamy

Zawsze szach, nigdy mat

Stulecie Stanisława Lema:

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Śpij, kochanie, po słonecznej stronie ulicy
— Sebastian Chosiński

Ballady i impro-romanse
— Sebastian Chosiński

Puma skacząca do gardeł wampirów
— Sebastian Chosiński

Mroczna zatoka
— Sebastian Chosiński

Zdradzona i porzucona
— Sebastian Chosiński

Znaki na niebie i ziemi
— Sebastian Chosiński

Noir w kolorze… żółtym
— Sebastian Chosiński

Miłość w cieniu katastrofy
— Sebastian Chosiński

Na Dzikim Zachodzie i w kraju Łokietka
— Sebastian Chosiński

W samym sercu Czarnego Lądu
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.