Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Przemysław Semczuk
‹Wampir z Zagłębia›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWampir z Zagłębia
Data wydania13 stycznia 2016
Autor
Wydawca Znak
ISBN978-83-240-4095-7
Format384s. 140×205mm
Cena39,90
Gatuneknon-fiction, podróżnicza / reportaż
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Powiedzmy to sobie wprost – Marchwicki nie był „Wampirem”!
[Przemysław Semczuk „Wampir z Zagłębia” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kto interesujący się kryminalną historią PRL-u nie słyszał o „Wampirze z Zagłębia”? U kogo nazwisko Zdzisława Marchwickiego nie wywoływało dreszczy na plecach? Jeśli zaliczacie się do takich osób, koniecznie powinniście sięgnąć po najnowszą książkę Przemysława Semczuka, dziennikarza „Newsweeka” „Wprost” i „Wysokich Obcasów”, który postanowił przyjrzeć się bliżej postaci najsłynniejszego seryjnego zabójcy minionej epoki.

Sebastian Chosiński

Powiedzmy to sobie wprost – Marchwicki nie był „Wampirem”!
[Przemysław Semczuk „Wampir z Zagłębia” - recenzja]

Kto interesujący się kryminalną historią PRL-u nie słyszał o „Wampirze z Zagłębia”? U kogo nazwisko Zdzisława Marchwickiego nie wywoływało dreszczy na plecach? Jeśli zaliczacie się do takich osób, koniecznie powinniście sięgnąć po najnowszą książkę Przemysława Semczuka, dziennikarza „Newsweeka” „Wprost” i „Wysokich Obcasów”, który postanowił przyjrzeć się bliżej postaci najsłynniejszego seryjnego zabójcy minionej epoki.

Przemysław Semczuk
‹Wampir z Zagłębia›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWampir z Zagłębia
Data wydania13 stycznia 2016
Autor
Wydawca Znak
ISBN978-83-240-4095-7
Format384s. 140×205mm
Cena39,90
Gatuneknon-fiction, podróżnicza / reportaż
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
To pewnie nie jest przypadek, że większość – spośród tych, którzy zyskali największy rozgłos – seryjnych zabójców epoki Polski Ludowej pochodziła z przemysłowego południa kraju: Małopolski, Górnego Śląska czy Zagłębia Dąbrowskiego. Wystarczy wymienić Karola Kota (zwanego Wampirem z Krakowa), Bogdana Arnolda (Władcę Much), Joachima Knychałę (Wampira z Bytomia, względnie Frankensteina), Krzysztofa Plewę (Pętlarza), Mieczysława Zuba (Fantomasa), wreszcie tego, któremu przypadło w udziale niechlubne miano najsłynniejszego mordercy-psychopaty w dziejach naszego kraju – Zdzisława Marchwickiego, czyli… Wampira z Zagłębia. Biografie całej szóstki cechują przynajmniej dwa wspólne elementy: po pierwsze – prędzej bądź później zostali ujęci przez Milicję Obywatelską, po drugie – stracili życie w więzieniu (albo z powodu wykonania na nich zasądzonego przez wymiar sprawiedliwości wyroku śmierci, albo popełnili samobójstwo, albo też zmarli z przyczyn naturalnych, nie doczekawszy ogłoszenia kary). Tylko jedna kwestia może po latach wzbudzać wątpliwość: jednoznaczna odpowiedź na pytanie, czy byli winni przestępstw, o jakie zostali oskarżeni.
Przynajmniej w jednym przypadku można się nad tym poważnie zastanowić. I tak się składa, że jest to przypadek najgłośniejszy, a więc w zasadzie ten, który nie powinien wywoływać najmniejszych zastrzeżeń. Sprawa Zdzisława Marchwickiego (ale też jego najbliższej rodziny, braci: Jana i Henryka, siostry Haliny Flak, jej syna Zdzisława oraz jedynej niespokrewnionej z nimi osoby, Józefa Klimczaka, kochanka Jana Marchwickiego) w latach 70. ubiegłego wieku przykuwała uwagę chyba całego społeczeństwa. W gazetach pojawiały się artykuły i reportaże (między innymi Elżbiety Cierlicy i Jarosława Rulskiego oraz Barbary Seidler), publikowano powieści oparte na sprawie „Wampira z Zagłębia” (jak chociażby „Nieuchwytny” Barbary Gordon, „Na tropach zabójcy” Tadeusza Wielgolawskiego), w końcu w miesiącach bezpośrednio poprzedzających wprowadzenie stanu wojennego nakręcono film, który doczekał się nawet dystrybucji kinowej („Anna i Wampir” Janusza Kidawy). Żaden z ich autorów nie wyrażał wątpliwości co do winy głównego oskarżonego i skazanego; te pojawiły się dopiero po upadku Polski Ludowej.
Jako pierwsza wyartykułowała je krakowska dziennikarka Grażyna Starzak w wydanej w 1993 roku książce „Powrót wampira. Zdzisław Marchwicki 20 lat później – morderca czy ofiara?”. Parę lat później tym tropem podążył wtedy jeszcze tylko dokumentalista Maciej Pieprzyca, który nakręcił niespełna godzinny film „Jestem mordercą…” (1998). Wystąpił w nim między innymi Henryk Marchwicki, który przedterminowo opuścił więzienie na początku lat 90. i niemal od razu podjął próbę oczyszczenia siebie i swoich braci z oskarżeń, jakie wysunięto pod ich adresem przed dwoma dekadami. Niestety, zmarł jeszcze przed premierą filmu, najprawdopodobniej w wyniku nieszczęśliwego wypadku pod wpływem alkoholu (spadł ze schodów w swoim domu, łamiąc przy tym kręgosłup). Mimo to, a może właśnie dlatego (niektórzy zaczęli bowiem łączyć te dwa fakty – śmierć Henryka i zapowiedź jego starań o batalię sądową) z biegiem czasu wątpliwości narastały. Nie tak dawno kolejną próbę rzucenia światła na całą sprawę podjął dziennikarz – niegdyś związany z „Newsweekiem” i „Wprost”, a obecnie z „Wysokimi Obcasami” – Przemysław Semczuk, autor takich pozycji, jak „Zatajone katastrofy PRL”, „Magiczne dwudziestolecie”, „Maluch. Biografia” czy „Czarna wołga. Kryminalna historia PRL” (2013), w której po raz pierwszy – w rozdziale „Anna i Wampir” – wziął na warsztat domniemane zbrodnie Zdzisława Marchwickiego.
Dziennikarskie śledztwo Semczuka trwało kilka lat. W tym czasie zapoznał się on z dostępnymi w archiwach aktami sprawy, z publikowanymi na przestrzeni lat artykułami, reportażami, wywiadami i książkami, jak również materiałami filmowymi. Efektem jego benedyktyńskiej pracy okazał się wydany w tym roku przez Znak „Wampir z Zagłębia” – książka najdokładniej, spośród wszystkich dotychczas dostępnych na rynku, opowiadająca o prowadzonym przez śląskich policjantów śledztwie, ale także trwającym kilka lat procesie Marchwickiego i jego bliskich. Przypomnijmy pokrótce tło wydarzeń: Zgodnie z aktami sprawy, pomiędzy listopadem 1964 a marcem 1970 roku ten sam sprawca dokonał dwudziestu jeden napadów na kobiety, z których czternaście zakończyło się śmiercią ofiar. Szeroko zakrojone śledztwo, w którym uczestniczyło w sumie trzy tysiące milicjantów, a podejrzanych było dwadzieścia trzy tysiące mężczyzn, zakończyło się 6 stycznia 1972 roku, kiedy to we wczesnych godzinach rannych aresztowany został w Dąbrowie Górniczej Zdzisław Marchwicki.
Do zatrzymania rzekomego „Wampira” przyczyniły się w dużej mierze złożone nieco wcześniej zeznania jego żony, Marii, w których opisała ona męża jako psychopatycznego zwyrodnialca i zboczeńca. I pewnie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie przeszłość Marchwickiej, nakazująca spojrzeć na oskarżenia wysuwane pod adresem małżonka z dużą dozą ostrożności. Niestety, tego nie uczyniono, a zawiniła… polityka i chęć przypodobania się ówczesnemu pierwszemu sekretarzowi Komitetu Centralnego PZPR, Edwardowi Gierkowi. Przemysław Semczuk przedstawia to bardzo obrazowo, pisząc: „Krótko po aresztowaniu Marchwickiego do komendanta wojewódzkiego [w Katowicach – przyp. SCh] dzwoni telefon. To Edward Gierek – pyta, czy złapali Wampira. Komendant nie ma pewności, podejrzanemu dopiero przedstawiono zarzut i się nie przyznał. – To jest czy nie jest? – słyszy w słuchawce podniesiony głos. Pada twierdząca odpowiedź. Od tej chwili Zdzisław Marchwicki musi być Wampirem”. Skąd się wzięło to zainteresowanie sprawą najważniejszej osoby w państwie? Rzecz jest oczywista: jedną z ofiar seryjnego zabójcy była nastoletnia Jolanta Gierek, bratanica pierwszego sekretarza (do zbrodni doszło w październiku 1966 roku).
Po tej rozmowie los Zdzisława Marchwickiego był przesądzony. Teraz należało tylko zebrać dowody, dopasować je do aresztowanego i przeprowadzić pokazowy proces, zakończony wydaniem jedynego właściwego wyroku – kary śmierci. Niejako przy okazji przed oblicze Temidy doprowadzono osoby związane z Marchwickim. Proces trwał niemal rok – od września 1974 do końca lipca 1975; odbywał się sali widowiskowej Zakładów Cynkowych „Silesia” w Katowicach i od początku do końca miał charakter pokazowy. Przewodniczył mu sędzia Władysław Ochman, a oskarżał prokurator Józef Gurgul, mający już wcześniej na koncie kilka głośnych spraw (zajmował się między innymi sprawcami mordu na Janie Gerhardzie). Semczuk odtwarza przebieg procesu na podstawie zachowanych stenogramów, szczegółowo opisując zachowanie Zdzisława (załamanego i nie bardzo rozumiejącego, w jakiej sytuacji się znalazł) oraz Jana, jedynego wykształconego członka rodziny, pracownika naukowego Uniwersytetu Śląskiego, który też jednak miał wiele na sumieniu (korupcja, współpraca ze Służbą Bezpieczeństwa, homoseksualizm).
Semczuk, zgodnie z zasadami rzetelnego dziennikarstwa, opisuje proces obiektywnie, unikając komentarzy; ale i to wystarcza, by dojść do wniosku, że cała rozprawa była jedynie farsą, widowiskiem dla maluczkich, mającym przykryć nieudolność Milicji Obywatelskiej i prokuratury. Postronni obserwatorzy czy też zwykli obywatele, czytający jedynie doniesienia prasowe, nie wiedzieli nic o kulisach sprawy – o autorytarnym podejściu ówczesnego majora Jerzego Gruby, który stał na czele grupy operacyjnej „Anna” i pozbywał się z niej wszystkich, którzy zaczynali wątpić w winę Zdzisława Marchwickiego (vide major Zygmunt Kalisz, prokurator Leszek Polański). Zgodnie z zapewnieniem danym przez przełożonego Gruby Gierkowi – „Zdzisiek” musiał zostać skazany za popełnione na niewinnych kobietach zbrodnie. Wątpliwości co do winy Marchwickiego wynikają też z innych, przytoczonych przez autora „Wampira z Zagłębia”, przesłanek (i są to najciekawsze fragmenty książki). Mówiąc w największym skrócie: w akcie oskarżenia nie zgadzało się prawie nic – i wiedzieli o tym doskonale milicjanci, prokurator oraz sędzia skazujący podejrzanego na najwyższy wymiar kary. Tym samym należałoby wykluczyć hipotezę o pomyłce wymiaru sprawiedliwości, a postawić inną – o zbrodni dokonanej w majestacie prawa.
Jeśli zatem to nie Zdzisław Marchwicki był Wampirem… to kto? Takie pytanie stawia także Semczuk. Dobrej odpowiedzi na nie – nie ma, chociaż są poszlaki. Czy zostały one w tamtym czasie sprawdzone przez organy ścigania – nie wiadomo; w każdym razie autor książki nie trafił na żaden ślad. Inna sprawa, że nawet jeżeli zajęto się tym, to i tak najprawdopodobniej nie uchroniłoby to Marchwickiego przed szubienicą. Komendanci MO, Edward Gierek i manipulowane przez media społeczeństwo chcieli „prawdziwego” zbrodniarza, znanego z imienia i nazwiska, napiętnowanego przez sąd. „Zdzisiek” z uwagi na swą mało chwalebną przeszłość, pochodzenie z nizin społecznych i patologiczne skłonności nadawał się świetnie do roli, jaką dla niego napisano. Znalazłszy się za kratami, nie mógł liczyć już na nikogo. Został przecież „zdradzony” przez własną żonę, na dodatek był nieumiejętnie broniony przez adwokatów, którym utrudniano, jak tylko się dało, dostęp do akt sprawy. Książka Semczuka ma szansę na nowo rozpocząć dyskusję nad ewentualną winą Marchwickiego. I dobrze by było, gdyby tak właśnie się stało, gdyby po ponad czterdziestu latach od wykonania wyroków śmierci na Zdzisławie i Janie podjęto jeszcze jedną próbę rozwiązania zagadki. Mogłoby się tym zająć osławione policyjne Archiwum X, czyli jeden z wojewódzkich zespołów do spraw niewykrytych zabójstw. A może któryś z nich już się zajmuje tą sprawą…
koniec
18 kwietnia 2016

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o książkach: Wzloty i (głównie) upadki
Miłosz Cybowski

4 XII 2021

Pomysł na „Miasto Archipelag” Filip Springer miał całkiem niezły – wyruszyć w Polskę i odwiedzić niegdysiejsze miasta wojewódzkie, które straciły swoją pozycję w wyniku reformy administracyjnej z 1999 roku. Gorzej z wykonaniem.

więcej »

Jesteśmy tylko nośnikami
Miłosz Cybowski

2 XII 2021

Zarówno pozbawiony emocji styl, jak i niektóre tezy stawiane przez Richarda Dawkinsa mogą budzić instynktowny sprzeciw. „Samolubny gen” nie na darmo uchodzi za książkę kontrowersyjną, choć może wraz z rozpowszechnieniem nauki o genetyce to wrażenie nieco przygasło.

więcej »

Mała Esensja: W oczekiwaniu na Boże Narodzenie
Joanna Kapica-Curzytek

1 XII 2021

Ponownie spotykamy się z sympatycznym myszkiem wykreowanym przez autora i ilustratora Alexa T. Smitha. „Winston wraca na święta” pozwoli młodszym (i starszym czytelnikom) odliczać dni do Gwiazdki!

więcej »

Polecamy

Pogrzeb pośród mgławic

Stulecie Stanisława Lema:

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Poobiednie lenistwo
— Sebastian Chosiński

Śpij, kochanie, po słonecznej stronie ulicy
— Sebastian Chosiński

Ballady i impro-romanse
— Sebastian Chosiński

Puma skacząca do gardeł wampirów
— Sebastian Chosiński

Mroczna zatoka
— Sebastian Chosiński

Zdradzona i porzucona
— Sebastian Chosiński

Znaki na niebie i ziemi
— Sebastian Chosiński

Noir w kolorze… żółtym
— Sebastian Chosiński

Miłość w cieniu katastrofy
— Sebastian Chosiński

Na Dzikim Zachodzie i w kraju Łokietka
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.