Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Arkadij Wajner, Grigorij Wajner
‹Ewangelia według kata›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułEwangelia według kata
Tytuł oryginalnyЕвангелие от палача
Data wydania29 listopada 2004
Autorzy
Wydawca Amber
ISBN83-241-1849-7
Format488s. 148×210mm
Cena49,80
Gatunekobyczajowa
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Apokryf oprawcy, czyli zbrodnia bez kary
[Arkadij Wajner, Grigorij Wajner „Ewangelia według kata” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Apokryfy na trwałe wpisały się w historię religii, zwłaszcza zaś katolicyzmu i prawosławia. O ile jednak Kościół katolicki odnosi się do nich z ogromną rezerwą, o tyle w religii prawosławnej często funkcjonują one na równi z przekazami kanonicznymi. Nie powinno nas więc dziwić, że dwaj rosyjscy pisarze – bracia Arkadij i Gieorgij Wajnerowie – pisząc monumentalną powieść o Związku Radzieckim w czasach stalinowskich, czyli „Ewangelię według kata”, postanowili nadać jej niemal biblijną formę.

Sebastian Chosiński

Apokryf oprawcy, czyli zbrodnia bez kary
[Arkadij Wajner, Grigorij Wajner „Ewangelia według kata” - recenzja]

Apokryfy na trwałe wpisały się w historię religii, zwłaszcza zaś katolicyzmu i prawosławia. O ile jednak Kościół katolicki odnosi się do nich z ogromną rezerwą, o tyle w religii prawosławnej często funkcjonują one na równi z przekazami kanonicznymi. Nie powinno nas więc dziwić, że dwaj rosyjscy pisarze – bracia Arkadij i Gieorgij Wajnerowie – pisząc monumentalną powieść o Związku Radzieckim w czasach stalinowskich, czyli „Ewangelię według kata”, postanowili nadać jej niemal biblijną formę.

Arkadij Wajner, Grigorij Wajner
‹Ewangelia według kata›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułEwangelia według kata
Tytuł oryginalnyЕвангелие от палача
Data wydania29 listopada 2004
Autorzy
Wydawca Amber
ISBN83-241-1849-7
Format488s. 148×210mm
Cena49,80
Gatunekobyczajowa
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Bracia Wajnerowie, choć uważani są w Rosji za pisarzy wybitnych, dotychczas nie mieli specjalnego szczęścia do publikacji w naszym kraju. W ostatnich latach PRL-u Czytelnik wydał wprawdzie dwie powieści ich autorstwa – „Beczkę śmierci” i „Wizytę u Minotaura”, ale potem nastąpiła ponad piętnastoletnia cisza. Dopiero pod koniec ubiegłego roku ukazało się tłumaczenie ich najważniejszego, jak dotąd, dzieła – „Ewangelii według kata”. Ta epicka powieść rozrachunkowa pisana była w Moskwie w pierwszej połowie lat 80. praktycznie „do szuflady”. Światło dzienne ujrzała bowiem dopiero w roku 1991 – tym samym, w którym formalnie przestał istnieć Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Na jej polskie wydanie musieliśmy czekać natomiast kolejnych trzynaście lat.
Literatura obrachunkowa ma w Rosji, a wcześniej w ZSRR, wieloletnią tradycję. Pierwsze dzieła rozliczeniowe z epoką stalinowską zaczęły pojawiać się tuż po słynnym referacie Nikity Chruszczowa na XX Zjeździe KPZR w marcu 1956 roku. Jednakże książki ukazujące się oficjalnie, jak chociażby głośna „Cisza” Jurija Bondariewa, nie mogły – z przyczyn oczywistych – przedstawić całej grozy minionego okresu. Na dodatek musiały one zawierać oficjalną wykładnię Partii, która mówiła: okres błędów i wypaczeń mamy już za sobą, teraz natomiast będziemy budować socjalizm z ludzką twarzą. Dopiero od połowy lat 80., kiedy na stanowisku I sekretarza partii komunistycznej zasiadł Michaił Gorbaczow, zaczęły pojawiać się powieści wyciągające na światło dzienne najpilniej dotychczas strzeżone tajemnice Kremla. Tym samym zaczęto podważać urzędową wersję historii Związku Radzieckiego. Korzystając z Gorbaczowowskiej pieriestrojki, radzieccy pisarze, którzy mieli nierzadko ma sumieniu aktywny udział w tworzeniu zrębów socrealizmu w literaturze, zaczęli teraz „na gwałt” opróżniać swoje szuflady i zasypywać wydawnictwa dziełami do tej pory uznawanymi za nieprawomyślne. Do takich powieści zaliczyć należy między innymi „Nominację” Aleksandra Beka czy też słynną trylogię Anatolija Rybakowa, na którą złożyły się powieści „Dzieci Arbatu”, „Trzydziesty piąty i później” oraz „Proch i pył”.
Trzecią grupę stanowili autorzy nieco młodszego pokolenia, rozpoczynający karierę literacką w ostatnich latach rządów Chruszczowa lub nawet za czasów jego następcy, Leonida Breżniewa. Przez pewien okres publikowali oni w oficjalnym obiegu, później jednak, popadłszy w konflikt z władzami i cenzorami, zmuszeni zostali do zamilknięcia, a bywało nawet, że do emigracji (jeśli nie poza granice kraju, to na pewno do emigracji „wewnętrznej”). Do tej grupy zaliczyć należy Władimira Wojnowicza, Wieniedikta Jerofiejewa, Jurija Drużnikowa, Siergieja Dowłatowa oraz braci Wajnerów. Milczenie nie oznaczało jednak w ich przypadku bezczynności. Wajnerowie wykorzystali ów ponury czas do napisania powieści, którą dzisiaj rosyjscy krytycy przyrównują – chyba jednak odrobinę na wyrost – do klasycznych dzieł Mikołaja Gogola i Lwa Tołstoja. Ja w „Ewangelii…” dopatruję się raczej wpływów Michała Bułhakowa i jego nieśmiertelnego „Mistrza i Małgorzaty”. Nie chodzi jednak przecież o to, żeby spierać się, z kogo zrzynali autorzy powieści – to jest akurat sprawą drugorzędną. Znacznie ważniejszą informacją dla nas, czytelników, jest fakt, że, obojętnie pod czyim wpływem, powstało mimo wszystko dzieło wybitne. Na okładce polskiego wydania książki zareklamowano ją jako „wstrząsającą powieść (…) o totalitaryzmie i najbardziej mrocznej stronie człowieczeństwa”. I z tą adnotacją wypada się zgodzić, dodając jednak jeszcze jedną informację: w powieści tej groza w wielu miejscach przeplata się z humorem. Tyle, że jest to iście diabelski humor; gdy na kartach „Ewangelii…” rozlega się śmiech, możemy być pewni, że śmieje się sam Mefistofeles.
Bohaterem powieści i zarazem jej narratorem jest Paweł Chwatkin – mężczyzna w sile wieku, szanowany profesor prawa i lubiany przez studentów wykładowca uniwersytecki. Poznajemy go w roku 1978, a więc w czasie, kiedy w Związku Radzieckim przy władzy znajdował się Breżniew. Komunistyczne imperium, choć od wewnątrz zżerane przez korupcję i nepotyzm, na arenie międzynarodowej wciąż trzymało się nieźle. Fundamenty ojczyzny światowego proletariatu ciągle wydawały się nienaruszalne. I taki też jest Chwatkin – pewny siebie, arogancki i bezczelny, ale zarazem potrafiący wzbudzać sympatię; słowem: przyjaciel „i do wybitki, i do wypitki”. To jednak tylko jedno oblicze szacownego prawnika; z jego najbliższych – zarówno członków rodziny, jak i przyjaciół – nikt bowiem nie zdaje sobie sprawy, czym zajmował się on w przeszłości. A przeszłość Chwatkina skrywa wiele straszliwych tajemnic. Choć on sam stara się o wszystkim zapomnieć, wyrzucić z pamięci, by niepotrzebnie nie obciążać sumienia, pewnego dnia wszystko do niego powraca. Budzą się demony przeszłości i materializują pod postacią tajemniczego Palacza. Od tego momentu Wajnerowie powoli, ale bardzo skrupulatnie odkrywają przed nami koleje losu głównego bohatera – już nie pięćdziesięcioletniego profesora, lecz młodszego o ponad dwadzieścia pięć lat oficera MGB (czyli Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego), porucznika Chwatkina.
Chwatkin zrazu cofa się pamięcią tylko do dnia śmierci Wielkiego Bossa Józefa Stalina (a więc do początku marca 1953 roku), którego ciało wraz ze swoimi towarzyszami z „bezpieki” przewozi z daczy wodza do moskiewskiej kostnicy. A potem grzęźnie coraz głębiej, stopniowo odkrywając przed nami mechanizmy władzy i własnej roli w prowadzonej przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa polityce terroru. Nieprzeciętnie inteligentny, obdarzony niezwykłym wprost instynktem przetrwania, a zarazem całkowicie pozbawiony wyrzutów sumienia i gardzący praworządnością, Chwatkin okazuje się być doskonałym „czekistą”. Z czasem okazuje się jednak, że jest on kimś więcej niż tylko bezmyślnym wykonawcą, choćby najokrutniejszych, rozkazów przełożonych. W wielu przypadkach jest nie tylko trybikiem w wielkiej machinie przemocy i bezprawia, ale wręcz jej kołem zamachowym. Z jego punktu widzenia obserwujemy narodziny kolejnych fal stalinowskiego terroru i prowokacji, które doprowadziły na ławę oskarżonych i do obozów koncentracyjnych bądź też prosto przed plutony egzekucyjne dziesiątki tysięcy obywateli Związku Radzieckiego. To Chwatkin jest bowiem pomysłodawcą oskarżenia o spisek na życie generalissimusa Stalina grupy żydowskich lekarzy, co – zgodnie z jego zamierzeniami – ma się stać zaczątkiem „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” w ZSRR. I choć wiemy doskonale, że powieściowy Chwatkin jest jedynie postacią literacką, zdajemy też sobie sprawę z tego, że ktoś taki musiał przecież istnieć. Ktoś musiał wpaść na ów obłąkańczy pomysł, ktoś musiał przekonać do niego ówczesnego ministra bezpieczeństwa państwowego ZSRR Wiktora Abakumowa, ktoś musiał nakręcić i puścić w ruch tę sprężynę przemocy… Dzisiaj trudno byłoby już dociec, jak się ten człowiek nazywał – równie dobrze może więc być… Chwatkin.
Przeszłość porucznika co jakiś czas konfrontowana jest z teraźniejszością profesora prawa, który stara się dociec, kim jest tajemniczy Palacz i jaką rolę chce odegrać w jego dotychczas spokojnym i ustabilizowanym życiu. Wkrótce jednak Chwatkin zyskuje jeszcze jednego śmiertelnego wroga – jest nim, przybyły z zachodnich Niemiec, narzeczony jego własnej córki, jak się okazuje, Żyd z pochodzenia. Jego pojawienie się również nie jest przypadkowe. W takiej sytuacji w coraz bardziej osaczonym eksczekiście odzywa się instynkt, dochodzi do głosu jego wilcza natura – profesor Chwatkin przeistacza się więc jeszcze raz w dawnego oficera MGB i podejmuje walkę z wrogiem. A że nie zwykł wycofywać się z pola walki, ma całkowitą świadomość, że ten pojedynek będzie musiał zakończyć się czyjąś śmiercią. Gotowy jest zresztą, by zabić jeszcze raz, a my nie mamy żadnych wątpliwości, że gdy zostanie do tego zmuszony, nie zawaha się nawet przez sekundę.
„Ewangelia według kata” to wielka spowiedź zbrodniarza. Ale spowiedź, podczas której penitent wcale nie wyraża skruchy. Nie może więc liczyć także na przebaczenie czytelnika. Jednak, jak każda postać mefistofeliczna, również Chwatkin potrafi zafascynować. Jego żelazna logika i upór robią wrażenie. Miejscami można nawet przyłapać się na tym, że oczarowani złem w najczystszej postaci podświadomie szukamy dlań usprawiedliwienia. Na dodatek bracia Wajnerowie znakomicie operują nastrojami: z jednej strony roztaczają sielankowy obraz, by chwilę później zburzyć go, nie pozostawiając najmniejszych nadziei na triumf dobra i sprawiedliwości. Przerażający jest także odmalowany na stronach „Ewangelii…” obraz komunistycznego imperium, w którym pod lukrowaną przez oficjalną propagandę rzeczywistością kryje się „drugie dno” – świat Wellsowskich Morloków, którzy gdy tylko zaczyna się noc wyruszają na krwawe polowanie. Nie bez powodu Chwatkin kilkakrotnie sam nazywa siebie „opricznikiem”, nawiązując w ten sposób do elitarnego korpusu stworzonego w Rosji w II połowie XVI wieku przez Iwana Groźnego. Składał się on z fanatycznie oddanych carowi żołnierzy, dzięki którym wprowadził on rządy niewyobrażalnego wcześniej terroru. Analogie historyczne pozwalają w prosty, ale skuteczny sposób dopełnić portret głównego bohatera.
Powieść Wajnerów nie jest lekturą ani łatwą, ani przyjemną – w najpowszechniejszym znaczeniu tego słowa. Czytając „Ewangelię…”, obcujemy z pierwotnym Złem (czy też raczej jego kolejną inkarnacją), istniejącym na świecie od czasów najdawniejszych. Takie powieści, choć są znakomitą strawą intelektualną, czyta się mimo wszystko z bólem. Sygnał, jaki otrzymujemy od autorów, jest zresztą wyraźny: nie sposób walczyć ze złem, odwracając głowę i starając się go nie dostrzegać. Tym samym Wajnerowie bardzo ważną rolę przypisują czytelnikom. Dokonując wiwisekcji umysłu i wspomnień Chwatkina, czynią ich świadkami popełnianych przez niego zbrodni. Jednocześnie uczą, jasno wskazując, do czego może doprowadzić zbiorowa amnezja – do „pokojowego” przeobrażenia się zbrodniarza w szanowanego obywatela, autorytet międzynarodowego formatu.
Rozmach, z jakim „Ewangelia…” została napisana, owszem, przywołuje na myśl wielkich rosyjskich epików XIX wieku (nie tyle zresztą Gorkiego, co Dostojewskiego z jego diabolicznym Stawroginem), ale nieobce są jej także wpływy Bułhakowa i Sołżenicyna. Dzieło Wajnerów należy zresztą czytać przez pryzmat twórczości tego ostatniego. O ile jednak w dziełach autora „Archipelagu GUŁag” poznajemy nade wszystko uciemiężone Dobro, w „Ewangelii…” dane jest nam obserwować triumfujące Zło.
koniec
10 maja 2005

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Coś się dzieje
Joanna Kapica-Curzytek

23 I 2022

„Zostaw świat za sobą” amerykańskiego pisarza to kameralna proza psychologiczna z motywami postapo. Co się wydarzy, gdy konieczność zaufania obcym ludziom to ostatnia rzecz, która pozostała?

więcej »

Gorzka czekolada
Beatrycze Nowicka

22 I 2022

„Piekarnia czarodzieja” Gu Byeong Mo okazała się książką ciekawą i skłaniającą do przemyśleń.

więcej »

PRL w kryminale: Pamflet na środowisko filmowe
Sebastian Chosiński

21 I 2022

Barbara Gordon – jedna z najlepszych autorek peerelowskich „powieści milicyjnych” – była doskonałą obserwatorką. Jak mało które z jej koleżanek bądź kolegów po fachu potrafiła podglądać rzeczywistość. Dlatego jej książki mają tak dobrą podbudowę obyczajową. Nie inaczej jest w „Ćmach”, których bohaterami są artyści z różnych dziedzin: reżyserzy, aktorzy, pisarze, tancerka i scenografka. Obstawiajcie, kto zginie!

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Odwaga i poświęcenie
— Sebastian Chosiński

Miłość i zbrodnia w jednym żyły domu
— Sebastian Chosiński

Nie lekceważ kulawego detektywa!
— Sebastian Chosiński

Piękna i niebezpieczna
— Sebastian Chosiński

Trup w Wigilię, trup w Sylwestra
— Sebastian Chosiński

Trudne życie wiejskiego nauczyciela
— Sebastian Chosiński

Puszek okruszek
— Sebastian Chosiński

Jaśniejsza strona mrocznej mocy
— Sebastian Chosiński

„Wilk” w owczej skórze
— Sebastian Chosiński

Poobiednie lenistwo
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.