Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Jerzy Vetulani, Maria Mazurek
‹Bez ograniczeń. Jak rządzi nami mózg›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBez ograniczeń. Jak rządzi nami mózg
Data wydania9 marca 2015
Autorzy
Wydawca DW PWN
ISBN978-83-7705-795-7
Format192s. 150×210mm; oprawa twarda
Cena39,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Wrzód na tkance
[Jerzy Vetulani, Maria Mazurek „Bez ograniczeń. Jak rządzi nami mózg” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Najlepszym sposobem na uwiarygodnienie tezy nieprawdziwej jest umieszczenie jej między dwiema prawdami. Gdy zabierałem się do czytania „Bez ograniczeń”, nie przypuszczałem, że czeka mnie łowienie dyrdymałów i nieścisłości. Rzecz jasna, nie posądzam czołowego polskiego naukowca o umyślne farmazony, ale zaprawdę, jeśli nie autor, to przynajmniej redakcja winna była zadbać o większą precyzję wywodu.

Borys Jagielski

Wrzód na tkance
[Jerzy Vetulani, Maria Mazurek „Bez ograniczeń. Jak rządzi nami mózg” - recenzja]

Najlepszym sposobem na uwiarygodnienie tezy nieprawdziwej jest umieszczenie jej między dwiema prawdami. Gdy zabierałem się do czytania „Bez ograniczeń”, nie przypuszczałem, że czeka mnie łowienie dyrdymałów i nieścisłości. Rzecz jasna, nie posądzam czołowego polskiego naukowca o umyślne farmazony, ale zaprawdę, jeśli nie autor, to przynajmniej redakcja winna była zadbać o większą precyzję wywodu.

Jerzy Vetulani, Maria Mazurek
‹Bez ograniczeń. Jak rządzi nami mózg›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBez ograniczeń. Jak rządzi nami mózg
Data wydania9 marca 2015
Autorzy
Wydawca DW PWN
ISBN978-83-7705-795-7
Format192s. 150×210mm; oprawa twarda
Cena39,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
O istnieniu Jerzego Vetulaniego, nestora polskiej neurobiologii i psychofarmakologii, dowiedziałem się dopiero parę lat temu. Jeden z numerów miesięcznika „Znak” poświęcony był narkotykom i opublikowano w nim długi, wnikliwy, szalenie zajmujący wywiad1) z dobijającym do osiemdziesiątki profesorem. Jeżeli ktoś uważa za publicystyczną oczywistość, że posiwiały naukowiec na łamach katolickiego czasopisma będzie odsądzać narkotyki od czci i wiary, powinien niezwłocznie sięgnąć po tamten numer krakowskiego magazynu. „Znak” jest bowiem zaskakująco liberalnym periodykiem, a Jerzy Vetulani, jak się okazało, zwolennikiem depenalizacji narkotyków, który słusznie zauważa, że dostępne bez recepty środki przeciwbólowe zabijają każdego roku o wiele więcej ludzi niż powszechnie piętnowane „prochy”.
O tych, a także i o wielu innych sprawach, opowiada profesor Vetulani w niegrubej książce „Bez ograniczeń”, która ukazała się niedawno nakładem Domu Wydawniczego PWN. Na pierwszy rzut oka jest to pozycja szalenie łatwa do zrecenzowania. „Bez ograniczeń” stanowi przykład rzadkiego połączenia literatury popularnonaukowej z wywiadem-rzeką. Wypytywany przez Marię Mazurek naukowiec snuje zajmującą opowieść o przeróżnych intrygujących zagadnieniach, których wspólnym mianownikiem jest ludzki mózg. Piętnaście krótkich rozdziałów bierze pod lupę między innymi płeć, jedzenie, sny, ból, seks, starość, śmierć i substancje psychoaktywne. Pytania Mazurek są bezpośrednie, odpowiedzi Vetulaniego ciekawe i pełne anegdot. Nic, tylko czytać, a potem imponować znajomym biomedyczną i neurologiczną erudycją.
I na powyższym należałoby recenzję zakończyć, gdyby nie pewna nieprzyjemna sprawa. Już na pierwszych stronach „Bez ograniczeń” w odpowiedziach Vetulaniego parę rzeczy mi się nie zgadzało. Zaaferowany, zacząłem wynotowywać merytorycznie podejrzane fragmenty – szybko okazało się, że występują nagminnie – a po lekturze swoje podejrzenia zweryfikowałem u źródeł. Końcowy rachunek wypada nietęgo: blisko dziesięć jednoznacznych błędów, dziesięć wielkich skrótów myślowych, które o błędy się ocierają, pół tuzina niespójności i dziesięć naukowo kontrowersyjnych tez wygłoszonych bez jakichkolwiek zastrzeżeń. Ze smutkiem przychodzi skonstatować, że nestor polskiej neurobiologii przedłożył potoczystość wywodu nad jego rzetelność, a PWN nie zadbało o porządną redakcję. Ze smutkiem, ale i z niejaką złością, bo literaturze popularnonaukowej nie godzi się serwować czytelnikowi co stronę nieprawd i półprawd. Resztę swojego tekstu „Bez ograniczeń” poświęcę wymienieniu części z nich; kto nie ma czasu na poznawanie materiału dowodowego, niech przeczyta od razu podsumowanie w ostatnim akapicie.
Zeszłoroczni współzdobywcy medycznego Nobla, małżeństwo Moserów, nie są więc Duńczykami (s. 18), tylko Norwegami, wyrównywanie energii z otoczeniem wiąże się z drugą, nie trzecią (s. 118) zasadą termodynamiki, a Mr Spock ze „Star Treka” nie chorował na aleksytymię, „trudność w rozpoznawaniu i opisywaniu uczuć” (s. 150), tylko został tak wychowany, by emocje tłumić. Profesor nieprecyzyjnie używa też określeń pochodzących z amerykańskiej mowy potocznej – lesbijka o męskim usposobieniu to nie „butcher” (s. 35), a „butch”, a „white trash” to nie biedota obżerająca się hamburgerami (s. 58), tylko po prostu ubodzy biali, którzy nierzadko są na bakier z prawem. Szkoda też, że Vetulani powiela mit o samobójstwach lemingów spadających rzekomo z klifów morskich (s. 119).
Zgrzytają zęby, gdy poważny naukowiec myli rozwój ewolucjny z rozwojem kulturowym (s. 72) i gdy popełnia klasyczny błąd logiczny, krytykując hasło reklamowe „Gdzie jest ibuprom tam nie ma bólu”, które ma niby prowadzić do „Gdzie nie ma ibupromu, tam zawsze jest ból” (s. 80). Nie, to bzdura: z „kto jedzie samochodem, ten nie idzie pieszo” nie wynika wcale, że „kto nie jedzie samochodem, ten idzie pieszo”. Natomiast w rozdziale o śnie i snach Vetulani przytacza anegdotę związaną z odkryciem benzenu, organicznego związku, w którym sześć atomów węgla tworzy okrąg. Jego odkrywcy, Friedrichowi Augustowi Kekulé, przyśniło się sześć diabłów powiązanych ogonami, twierdzi profesor (s. 63). Otóż nie do końca – Kekulé, zresztą dopiero ćwierć wieku po dokonaniu odkrycia i być może tylko żartobliwie, opowiadał, że przyśnił mu się wąż pożerający własny ogon. Natomiast diabły powiązane ogonami wzięły się z pewnego rysunku pariodującego strukturę benzenu2).
Poza błędami naliczymy w „Bez ograniczeń” sporo nieścisłości. Tutaj wina rozkłada się po równo między profesora, który najwyraźniej odpowiadał czasami zbyt prędko, Mazurek, która nie dopytała go o parę rzeczy, i redaktorkę Joannę Egert-Romanowską, która nieścisłości nie wyłapała3). Na stronach 14-15 Vetulani nie może się zdecydować, czy pod względem umysłowym szybciej ewoluują Latynosi czy Orientalsi (sic!), a na stronach 143-145 jak zdefiniować współczynnik inteligencji – wpierw natrafiamy na radykalny pogląd, że „IQ (…) możemy nazwać zdolnością do wyważonego działania i świadomego podejmowania decyzji”, a dopiero potem pojawia się dużo bliższe prawdy stwierdzenie, iż „IQ mierzy inteligencję wzrokowo-przestrzenną, lingwistyczną i logiczno-matematyczną”. W rozdziale o strachu profesor dokonuje rzeczowego rozróżnienia na niepokój, lęk i strach pisząc, że ten środkowy to „silniejszy niepokój”, a strach to „reakcja psychofizyczna na konkretne zagrożenie” (s. 101), lecz zaraz potem dowiadujemy się, że w sytuacjach ekstremalnych dopada nas „paniczny lęk” (s. 102) – chyba jednak chodziło o paniczny strach.
W rozdziale poświęconym orientacji przestrzennej naukowiec poniekąd przeczy sam sobie dwukrotnie. Opisawszy rolę hipokampu (jednej ze struktur mózgowych) rzuca na koniec od niechcenia, że owszem, u kobiet hipokamp jest większy, ale mimo to to mężczyźni lepiej orientują się w przestrzeni (s. 22); chwilę potem stwierdza, że alkohol zaburza działanie komórek odpowiedzialnych za orientację, ale jeśli pijak zna drogę do domu bardzo dobrze, to zawsze zdoła doń wrócić (s. 24). Pojmuję, że w neurologii nie wszystko jest do końca jasne, ale empiryczne wyjątki od teorii zawsze zasługują na przynajmniej kilka zdań komentarza. Profesor zadziwił mnie również opinią o sieciowej pornografii: „(…) nie jest niepokojącym zjawiskiem, ani medycznie, ani społecznie (…) może, choć nie musi, być powodem utraty zainteresowania seksem „w realu”, zwłaszcza ze stałymi partnerami. Innych zagrożeń nie widzę” (s. 156). To trochę tak, jakby powiedzieć, że częste jedzenie fast foodu może, choć nie musi, spowodować utratę zainteresowania tradycyjnymi posiłkami, ale tak poza tym to innych zagrożeń nie ma…
Potencjalna szkodliwość pornografii oraz uboczne efekty antykoncepcji hormonalnej (Vetulani krótko i autorytatywnie stwierdza: „nie jest szkodliwa” (s. 89)) są zagadnieniami światopoglądowo zapalnymi. Dajmy im więc spokój i wypunktujmy tezy kontrowersyjne ze stricte naukowego punktu widzenia, ponieważ takimi profesor także śmiało szafuje. O lustrzanych neuronach odpowiedzialnych jakoby za empatię (ss. 14, 40) oraz o teorii inteligencji wielorakiej (s. 143) Vetulani mówi tak, jakby to były „oczywiste oczywistości”. Tymczasem wystarczy chwila guglania, by przekonać się, że społeczności naukowej wciąż daleko do konsensusu w tych kwestiach. Podobnie ma się sprawa z domniemaną skutecznością akupunktury (s. 26), nie wspominając o hipotezie „wspólnego pola energetycznego”, którą profesor wysnuwa, gdy Mazurek pyta go o wyjaśnienie zdarzeń pozornie paranormalnych (s. 125).
Skąd bierze się taka niefrasobliwość u interlokutora? Pewnego tropu dostarcza strona 92. Vetulani wspomina tam o badaniach sugerujących, iż aktywność seksualna zmniejsza ryzyko śmierci. Gdy Mazurek przytomnie zauważa, że może pomylono tam przyczynę ze skutkiem, że może jest tak, iż osoby stojące nad grobem po prostu rzadko uprawiają seks, profesor zbywa zarzut tymi oto słowy: „Może. Ale to _ciekawe_ badania” (podkreślenie moje).
Obok błędów, nieścisłości i kontrowersyjnych tez na kartach „Bez ograniczeń” z łatwością odnajdziemy szereg uproszczeń. Wymienię najbardziej rażące:
  • Na stronie 14 Vetulani oznajmia, że „ewolucja mózgu jest najwolniejsza w Afryce Subsaharyjskiej, a najszybsza – w Ameryce Południowej”. Konia z rzędem temu laikowi, kto przeczytawszy powyższe zdania NIE uzna, że potencjał intelektualny Murzynów rozwija się najwolniej, a Latynosów – najszybciej. Tymczasem chodzi tu raczej o ewolucję dwóch genów związanych z wielkością mózgu, które mogą, ale wcale nie muszą, mieć wpływ na inteligencję i zdolności kognitywne.4)
  • Opowiadając o chromosomach płci profesor wspomina o zespole XXX. Dotknięte nim kobiety posiadają dodatkowy, trzeci chromosom X. Według Vetulaniego objawem takiej trisomii jest „wysoka i głupia blondynka” (s. 34). Trudno mi było uwierzyć w tak „seksistowski” fenotyp, więc trochę na ten temat poczytałem. Rzeczywiście, kobiety posiadające potrójny chromosom X są nieco wyższe niż przeciętnie i mogą mieć trudności z nauką języków, jednak sprawa jest dość skomplikowana – po pierwsze istnieją też inne objawy, a po drugie trudno tutaj o statystyczne generalizacje, bo trisomia XXX w większości przypadków nie zostaje nigdy wykryta.
  • Na stronie 67 pojawia się wyraźna sugestia, jakoby zimowo-letnią zmianę czasu w Polsce wprowadził okupant niemiecki. Tak, lecz nie na stałe. Po Drugiej Wojnie Światowej zmianę czasu raz to znoszono, raz wprowadzano. Na dobre zagościła w polskich kalendarzach dopiero w 1977 r.
  • Na stronie 83 Vetulani twierdzi, że „kobiety szybciej tracą seksapil, bo szybciej obniża się ich zdolność reprodukcyjna, więc ich ciała lojalnie wysyłają do mężczyzn sygnał, żeby poszukać sobie innej”. Zważywszy na samolubność genów, taka interpretacja wydaje się mocno naciągana. Należałoby chyba powiedzieć, że mężczyźni są ewolucyjnie nauczeni, by nie postrzegać starszych kobiet jako atrakcyjnych, gdyż ich zdolność reprodukcyjna jest już niska.
  • Na stronie 107 profesor mówi o coraz dłużej żyjących ludziach i przytacza kilka liczb. Owszem, oczekiwany wiek, jakkolwiek go nie liczyć, z pewnością był kiedyś niższy, ale wielki wpływ na tę statystykę ma malejąca śmiertelność niemowląt. Vetulani nie skorzystał z okazji, by wyjaśnić, że jeśli średnia długość życia wynosiła np. w średniowiecznej Anglii 30 lat, to wcale nie dlatego, że co drugi człowiek umierał wtedy w wieku chrystusowym.
  • „(…) bo w Stanach więzienia są prywatne” (s. 175) – w USA mniej niż 10% wszystkich osadzonych znajduje się w prywatnych zakładach karnych (dane z 2013 r.).5)
  • Na stronach 180-181 profesor nie pozostawia suchej nitki na obrońcach praw zwierząt. Nie ulega wątpliwości, że sporo wśród nich osób ulegających łatwym emocjom, ale pogardliwe nazwanie ich wszystkich ekofilami – „różnica między ekologiem a ekofilem jest taka jak między pedagogiem a pedofilem” – uważam za mocno niesprawiedliwe.
Tyle jeśli chodzi o niedostatki merytoryczne recenzowanej książki. Wpadłszy w „krytyczny szał” chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną wątpliwą sprawę. Otóż Vetulani wielokrotnie na kartach „Bez ograniczeń” daje się poznać jako… zwolennik eugeniki. Nie chcę być posądzany o wyrywanie wypowiedzi z kontekstu, więc będę cytował in extenso. Zaczyna się niewinnie: „Niektórzy twierdzą, że (…) ewolucję miała zatrzymać troska o głupsze, słabsze i chore jednostki. Zaczęliśmy opiekować się każdym miejscowym głupkiem i umożliwiać mu reprodukcję. Osobiście uważam, że taka postawa co najwyżej mogła przyhamować ewolucję, a nie całkowicie ją zatrzymać” (s. 14). Jednak kilka rozdziałów później profesor wypowiada się już ostrzej: „[W czasach prehistorycznych] głupi ginęli, a dziś się głupimi opiekujemy. A oni wchodzą w reprodukcję i osłabiają nasze geny” (s. 56). Vetulani prognozuje: „Osobiście przypuszczam, że za kilkadziesiąt lat, kiedy planeta będzie już zupełnie przeludniona, a życie ludzkie jeszcze się wydłuży, eutanazja wśród ludzi nie będzie budziła żadnych oporów. Będziemy mieli do niej podobny stosunek jak dziś do eutanazji zwierzęcej.” (s. 184). Dla eutanazji istnieje jednak na szczęście alternatywa, bo „ratując takich [ciężko chorych] ludzi i umożliwiając im reprodukcję, działamy jakby wbrew ewolucji. Dopuszczamy do tego, by te wadliwe geny były dalej przekazywane. Dlatego sądzę, że w przyszłości takie osoby będzie się ratować, ale raczej nie będą mogły się rozmnażać” (s. 185). Ale może to ja jestem nadwrażliwy i powinienem uznać raczej powyższe wypowiedzi za przejaw ewolucyjnie zdrowego rozsądku. W końcu i tak „życie jest wrzodem na tkance wszechświata” (s. 118)…
Końcowa ocena „Bez ograniczeń” musi być przeciętna, gdyż tylko taka nota pogodzi dwie skrajne cechy książki. Z jednej strony jest to szalenie poczytny, popularnonaukowy wywiad pozwalający spojrzeć przez pryzmat biomedyki na przeróżne aspekty ludzkiego życia. Dylemat polega jednakże na tym, że ciekawe, prawdziwe spostrzeżenia – bo i takich jest tu wiele – mieszają się z intrygującymi półprawdami i sensacyjnymi nieprawdami w dosłownie każdym rozdziale. Krytyczny czytelnik odnajdzie być może intelektualną przyjemność w zmierzeniu się z profesorskim wywodem i w samodzielnym tropieniu nieścisłości. Natomiast czytelnikowi prostodusznemu lekturę odradzam, bo powtarzając anegdoty Vetulaniego łatwiej o kompromitację niż o aplauz. Jedno jest pewne – ani autorowi, ani wydawnictwu ta książka popularyzatorskiej chwały nie przyniesie.
koniec
2 kwietnia 2015
1) http://www.miesiecznik.znak.com.pl/9553/calosc/grozne-sobowtory
2) Wilcox i Greenbaum: „Kekule’s benzene ring theory: A subject for lighthearted banter”, J. Chem. Educ. 42 (5), 1965, s. 266
3) Można oczywiście przyjąć, że w pierwotnej wersji tekstu nieścisłości było dużo więcej, a Egert-Romanowska unieszkodliwiła większość z nich, choć nie wszystkie. Takie przypuszczenie jest jednak bardzo niełaskawe dla Vetulaniego i Mazurek. Poza tym, jeżeli ja podczas bądź co bądź szybkiej lektury wychwytuję te rzeczy od razu, to redaktorka też powinna.
4) http://chronicle.uchicago.edu/050922/brainevolution.shtml
5) http://www.bjs.gov/content/pub/pdf/p13.pdf

Komentarze

02 IV 2015   10:41:24

Ładnie, ładnie, ale że się machnąłeś na autorytet to trochę wstyd. Doucz się i napisz to jeszcze raz, bo widzę conajmniej dwie nieścisłości w Twojej recenzji.

22 V 2015   20:15:26

@Jacek
A co jest złego w "machnięciu się na autorytet"? Toż to kwintenesencja krytycznego naukowego podejścia.

Książkę kupiłem niestety przed przeczytaniem tej recenzji. Mam teraz poważne wątpliwości czy to była dobra decyzja. Widziałem kiedyś wystąpienie Vetulaniego w telewizji i tam niestety ta tendencja do upraszczania lub nawet absurdalnego interpretowania wyników była widoczna. Łudziłem się, iż to wina formatu, bo wystąpienie trwało zaledwie kilka minut.
Kiedyś natknąłem się również na blog Vetulaniego i wprawdzie nie można mu odmówić, że pisze ciekawie, ale niektóre generalizacje są przesadzone, a niektóre twierdzenia nie są poparte dowodami.
Np. tutaj także napomknął o akupunkturze: https://vetulani.wordpress.com/2014/09/10/wizjoner-czy-szarlatan-grof-w-krakowie/

24 II 2016   09:14:13

Ja rowniez uwazam,ze kiepskiej jakosci geny przyczyniaja sie do robienia kroku w tyl i jestem temu przeciwna. Przekazywanie wadliwych genow to jest produkowanie cierpienia i nie ma nic wspolnego z empatia raczej z egoizmem, bo ja tez chce... Sama jestem takim duchem uwiezionym w wadliwym ciele i nie zycze tego nikomu.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Perły ze skazą: Sąd – sądem, ale sprawiedliwość…
Sebastian Chosiński

25 I 2022

Gdy odchodzi stary świat i rodzi się nowy, zawsze dochodzi do konfliktów – niekiedy politycznych, niekiedy etycznych. W „Sądzie” Władimira Tiendriakowa – niewielkiej powieści, którą można uznać za majstersztyk prozy psychologicznej – oba te aspekty wzajemnie się przenikają. I z tego powodu ze zdwojoną siłą uderzają w kręgosłup moralny starego myśliwego Siemiona Tietierina.

więcej »

Mała Esensja: Wszystkie bziki Julka
Marcin Mroziuk

24 I 2022

W „Moim bracie czarodzieju” młodzi czytelnicy mogą poznać Juliana Tuwima od dość nietypowej strony. Nie dość bowiem, że Anna Czerwińska-Rydel skupiła się tutaj na przedstawieniu dzieciństwa przyszłego poety, to na dodatek narratorką uczyniła jego młodszą siostrę Irenę.

więcej »

Coś się dzieje
Joanna Kapica-Curzytek

23 I 2022

„Zostaw świat za sobą” amerykańskiego pisarza to kameralna proza psychologiczna z motywami postapo. Co się wydarzy, gdy konieczność zaufania obcym ludziom to ostatnia rzecz, która pozostała?

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Niedojechanie
— Borys Jagielski

Ziemia obiecana
— Borys Jagielski

Głos miał nieprzyjemny
— Borys Jagielski

A gdy się zejdą, raz i drugi...
— Borys Jagielski

Medjugorje
— Borys Jagielski

Ojciec Rosemary
— Borys Jagielski

Kres górny
— Borys Jagielski

Gorąca gra
— Borys Jagielski

Portrety nietoty
— Borys Jagielski

Hollywoodzkie emerytury
— Borys Jagielski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.